Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Dzisiaj mieliśmy nalot policji

Dwóch bardzo miłych, kulturalnych panów w cywilnych ubraniach przyszło i poprosiło nas o dokumenty.
Spisali nasze dane do notesiku i uspokoili koleżankę, że to „do celów wewnętrznych, tylko dla nich”. Dziewczyna ma członka rodziny w Policji, niewtajemniczonego w szczegóły jej pracy – nic dziwnego, że się bała.
Dopytali, skąd jesteśmy – z Rosji, Ukrainy, Białorusi? – i skomentowali sytuację polityczną na wschodniej granicy.
Telefonistka proponowała im herbatę lub kawę, ale uprzejmie odmówili.
Porozmawiali jeszcze chwilę, dopytali jak się kręci biznes i poszli. Nawet nie wchodzili głębiej, na pokoje (w jednym odbywała się sesja BDSM).
Spodziewałam się jakichś fajerwerków, a tu – jaka kulturka. To już spotkanie z kanarem budzi więcej emocji!
*

Żarty żartami, ale gdyby prostytucja w Polsce była bardziej skryminalizowana niż jest obecnie, to znaczy gdybyśmy albo my, albo nasi klienci łamali prawo, nie byłoby tak różowo i nie skończyłoby się na spisaniu nas do notesików.

Przede wszystkim albo my miałybyśmy problemy (co policjanci mogliby skwapliwie wykorzystywać, oczekując łapówek w naturze), albo to nasi klienci obawialiby się nalotów.
W tej drugiej sytuacji klientela by się radykalnie zmieniła: zamiast miłych panów biznesmenów, którzy przychodzą do nas na winko i seks, mogłybyśmy przyjmować tylko ludzi, którzy policję mają głęboko w d. – i którzy traktowaliby nas bardzo źle.

Na razie moja praca jest tak różowa, że nie czuję, żebym pracowała.
Gdyby jednak w Polsce przeszedł projekt skryminalizowania korzystania z naszych usług (pozdrowienia dla feministek, które tak troszczą się o dobro kobiet), momentalnie wolałabym zapieprzać w pieluszce na kasie w Biedronce.
Mobbing mobbingiem… ale gwałt jest gorszy.