28
Mar
2015
0

Mój początek w branży

Moja przygoda z branżą zaczęła się klasycznie: kilka lat temu miałam problemy finansowe i druty w lodówce. Jadłam byle co, byle jak najtaniej – a i na to kończyły się środki…
I wtedy pojawił się Marek. Mężczyzna, który znalazł mnie na jednym portalu internetowym i bardzo zapragnął pójść ze mną do łóżka. Chciał tego tak bardzo, że był gotów zapłacić.
Wahałam się dwa dni, a potem schowałam skrupuły do kieszeni i odpisałam na jego wiadomość. Kwota, na jaką się zgodził, pokryłaby koszty mojego utrzymania przez najbliższe parę tygodni, a innych opcji nie widziałam.
Umówiliśmy się w hotelu podczas jego przerwy na lunch. Klasyka.
“Przed” zżerały mnie nerwy. Miałam poczucie, że właśnie się staczam, że od tej pory będę napiętnowana, że każdy będzie po mnie widział, na co się zdecydowałam. W końcu, spanikowana, powiedziałam o wszystkim mojemu ówczesnemu chłopakowi.
Nie widział w tym nic złego. Miał kiedyś koleżankę, która utrzymywała się ze sponsoringu. Uspokoił mnie, przytulił i życzył miłego spotkania.
Samo spotkanie było… Żadne. Dosłownie: nie wzbudziło we mnie żadnych uczuć. Ani dobrych, ani złych. Seks… no, był. Leżałam na łóżku i myślałam o Anglii. A raczej o tym, co akurat robi Marek.
Po wszystkim uznałam, że to wcale nienajgorszy sposób zarobienia kilkuset złotych i że niepotrzebnie się stresowałam. I zamieściłam swoje ogłoszenie na kilku stronach.
Teraz myślę, że popełniłam dużo błędów typowych dla amatorów: nie wzięłam własnych prezerwatyw, nie podałam nikomu nazwy hotelu i numeru pokoju, nie przemyślałam swoich granic…
Miałam szczęście. Trafiłam na normalnego mężczyznę, który nijak nie próbował wykorzystać tego, że jestem amatorką. Ale mogło być znacznie gorzej.
0