9
Lip
2016
0

Gwałt. Refleksje

Przeczytałam właśnie wywiad z żoną Trynkiewicza zamieszczony w książce Kopińskiej, „Polska odwraca oczy”. Smutna historia, która daje do myślenia: zgwałcona i obwiniająca się o gwałt nastolatka, która pod wpływem uciążliwości procedur śledczych wycofała zarzuty wobec sprawców, odnalazła w Trynkiewiczu kogoś, przy kim czuje się bezpiecznie. Poznała go z ludzkiej strony, którą najwyraźniej również i ten człowiek ma. (Wampir z Bytomia ponoć nie ma, ludzkie są w nim „głód i troska o siebie”). A teraz go broni, równocześnie obwiniając jego ofiary oraz innych, którzy zostali zgwałceni: tę kobietę z kabackiego lasu, anonimowe dzieci idące same do księży na plebanię. Tak jakby ludzie mieli od najwcześniejszego dzieciństwa zakładać najgorsze: że ksiądz ich zgwałci, że mężczyzna obiecujący strzelanie z wiatrówki zabije… W takim świecie może rzeczywiście Trynkiewicz jest OK?
Coś w tym jednak jest, że doświadczenie gwałtu zmienia psychikę. Osobiście nigdy nie zgłosiłam żadnej sprawy na policję. Żadna z tych kilku sytuacji nie była „czysta” i na samą myśl o tym, że miałabym odpowiadać na pytania o te zawiłe sytuacje, po prostu mi się odechciewało. Bo to przecież nic by nie dało. Ale to nie tylko to. W każdym przypadku widziałam więcej. Ja chyba nie umiem człowieka zaetykietować jako „gwałciciela” i z marszu przekreślić.
W jednym przypadku mi szkoda życia kogoś, kto był wówczas nieletni i w sumie do tej pory nie wie, co mi zrobił. To trudna sytuacja, bo mamy wspólnych znajomych i czasami ten ktoś mi miga na Facebooku. Ostatnio razem ze swoimi jednoznacznie feministycznymi przekonaniami na temat tego, że nie należy uczyć kobiety, jak mają unikać gwałtu, ale mężczyzn, żeby nie gwałcili. Śmieję się gorzko już drugi dzień. Coś we mnie chce krzyczeć: „CZŁOWIEKU! KTO JAK KTO, ALE TY NIE MASZ PRAWA SIĘ ODZYWAĆ!”, ale po rozgrzebywać to po tylu latach… tylko po to, żeby usłyszeć, że mi się wydaje i wcale tak nie było, sama chciałam etc.? Ponadto ja chyba nie chcę, żeby do tej osoby dotarło, co mi zrobiła, kiedy była młoda i głupia. Chcę wierzyć, że to już dorosły człowiek i już nie ma do seksu podejścia jak dwulatek do cukierków („ja cem! daj mi!”).
W drugim przypadku aktywnie doprowadziłam do tej sytuacji, było tam mnóstwo okoliczności łagodzących, a ja w każdej chwili mogłam przerwać sytuację. I w końcu przerwałam. Po tym pierwszym gwałcie mam taki problem, że mówienie „nie” przychodzi mi bardzo trudno. Całość nie była – znowu – aktem złej woli tylko tragicznym splotem okoliczności.
A trzeci? Czyste wykorzystanie seksualne, ale adwokat sprawcy miałby używanie i udowadniałby, że sama chciałam, moja wina i w ogóle to tak jakby wyraziłam odgórnie zgodę na wszystko. Może nawet zacytowałby Leppera. Cóż. Nic mi się nie stało (to konfundujące, ale seks za zgodą bywa ZNACZNIE gorszy niż seks podczas gwałtu), po wszystkim facet kilka razy mnie przeprosił (powaga, zrobił to), a ja dobrze rozumiem, co go doprowadziło do utraty kontroli nad własnym pożądaniem. Na co dzień jest dobrym człowiekiem. Naprawdę dobrym. Nie chciałam mu rujnować życia, zwłaszcza w momencie, w którym był… Po jakimś czasie sprawdziłam, co u niego słychać – wyszedł z kryzysu, odbudowuje życie. Wie, że przegiął. Teoretycznie gwałty ściga się z urzędu, ale myślę sobie, że skoro to moja historia, to jeśli ja oceniam, że nie musimy spotykać się w sądzie, to nie musimy.
Czasem myślę sobie, że jestem jedyną, która przeżywa doświadczenie przemocy seksualnej w taki sposób. Ale potem włączam mózg i dociera do mnie, że po prostu setki tysięcy kobiet w Polsce milczą o swoich bardzo rozmaitych doświadczeniach, bo wiedzą, że nie znajdą zrozumienia, a oceny. Że zmyśla, że szuka uwagi, że to nie było tak – albo że zwariowała, skoro ułożyła to sobie inaczej niż „powinna”.
Feministki, jak zawsze, nie pomagają, promując czarno-biały świat kata i ofiary. Z jednej strony ich działalność jest konieczna, bo w Polsce naprawdę źle się dzieje, skoro tak trudno o surową karę, ale z drugiej strony czasami jednak jest tak w wymiarze sprawiedliwości, że co prawda dochodzi do przestępstwa, ale pojawiają się okoliczności łagodzące.
Zgwałcenie to poważne przestępstwo, ale gwałt gwałtowi nierówny. W każdym razie ja widzę różnicę między moimi doświadczeniami a napaścią ze strony jakiegoś psychopaty w kominiarce, który traktuje swoją ofiarę ze szczególnym okrucieństwem, a za miesiąc czy rok powtórzy czyn, starannie wszystko planując.
Muszę jednak przyznać, że patrzę na wszystkie gwałty przez pryzmat tego, jak uporządkowałam sobie własne doświadczenia. Tak samo jak Anna, żona Trynkiewicza. Co prawda jej podejście jest mi obce, ale jak czytam o różnych sprawach, to moje reakcje są inne niż reakcje większości. Na przykład nie obwiniam ofiar – brr, kosmos – ale, podobnie jak mężczyźni, dostrzegam sens mówienia, żeby kobiety na siebie uważały, tak jak nie chcemy ułatwiać życia złodziejowi. Nie dogadałabym się z feministkami, więc nawet nie próbuję.
Za to ćwiczę mówienie „nie”. Na tyle głośno i szybko, żeby do niczego nie doszło nawet jeśli druga osoba jest zamroczona alkoholem / pożądaniem / głupotą.
0

You may also like

Czy Ty też narażasz nas na niebezpieczeństwo gwałtu?
Jestem częścią przygody
  • Libertyn

    Podoba mi się Twoje podejście do tematu. To że widzisz szarość w przeciwieństwie do całej masy feministek działających na zasadzie prostego algorytmu że jest gwałt albo go nie ma. A gwałty są różne i różne mają powody. Raz jest to poddanie się żądzy z daną dziewczyną która nad ranem uznaje że właściwie to ona nie chciała a on speszony nie umie się w tym znaleźć.. Innym razem trzeźwo wykorzystana sytuacja przez kogoś kto jest socjopatą.
    Mam znajomą którą zgwałcono w pierwszy sposób na imprezie noworocznej. Planowała zachować dziewictwo dla przyszłego „księcia z bajki” a wyszło inaczej.
    Mam też taką co została ofiarą gwałtu grupowego gdy jej przyjaciel organizujący imprezę poszedł do sklepu by dokupić przekąski. Stawiała się ale jej grożono nożem..

  • Zdzisław Śmietana

    Procedury śledcze dlatego są trudne, że starają się jednoznacznie odpowiadać na wieloznaczne kwestie, a ludzie po przebytej traumie nie umieją zdystansować się do tego podejścia i oczekują jednoznacznego wyczucia i wsparcia od ludzi, którzy muszą być profesjonalnie obojętni. Nie wspominając o tym, że kwestia gwałtu jest trudna. Jeśli był stosunek, a nie było przemocy, to jak udowodnić, że ofiara go nie chciała? Albo, jak wybronić się z oskarżenia o gwałt, jeśli jedyne co się słyszało to „tak, mocniej!”? Kobiety mają problem z mówieniem „nie”, ale jak można skazać kogoś za to, że ktoś inny ma problem? Dlatego rozmowa z policją w niejednoznacznej sytuacji wyrządzi więcej szkody niż pożytku. Oni nie są od sympatyzowania. Oni są od zebrania zeznań i wysłania dowodów do prokuratury. Koniec. Policja to nie jest organizacja pożytku społecznego. I dlatego załatwianie spraw obyczajowych, a nie kryminalnych, należy do ludzi bezpośrednio zaangażowanych w daną sytuację we własnym zakresie. Państwo opiekuńcze nie zrobi wszystkiego za ludzi.

  • Jacek Jackowski

    Szanuję podejście, ofiara ma prawo do „rozgrzeszania” sprawcy wg swojego uznania, bez angażowania w to aparatu prawnego państwa. Kwestia między nią a sprawcą.

    Nastawianie się do ludzi pozytywnie, w sensie zaufania i wiara w ich „dobroć” (w cudzysłowie, bo chyba innego słowa tutaj szukałem) to rzecz, którą warto w sobie pielęgnować. Mimo kopów w tyłek, które okazjonalnie są nie do uniknięcia.

    Nie uważasz jednak, że tutaj bardziej trzeba włączyć krytyczną i podejrzliwą część swojego umysłu? Szczególnie w tej pierwszej sytuacji. Jeśli chłopak w ogóle nie wiedział, że zrobił coś źle, nie miał tej świadomości, to dlaczego miałby tego nie powtórzyć? W jaki sposób ma się nauczyć, dobrowolnie lub pod przymusem, że takie zachowanie jest nieakceptowalne? Tutaj brak działania i kierowanie się miłosierdziem wobec sprawcy może oznaczać kolejne ofiary, i ich cierpienie. A skoro tak, to pojawia się kwestia odpowiedzialności obywatelskiej. Brak własnej reakcji skutkuje złem, chociaż samemu się jego przyczyną nie jest.

    Oczywiście łatwo mówić, kiedy samemu się w tej sytuacji nie jest. Nikt nie ma prawa oceniać twojej decyzji.

    (*) Pisałem wyżej o powtórkach płynących z nieświadomości, ale częstsza jest chyba inna sytuacja – gwałciciele są z zasady seryjni, nieważne czy sami uznają swoje czyny za złe czy nie.

    • Dzięki za komentarz i zrozumienie. Jednak dokonałeś pewnego założenia związanego z płcią sprawcy. To była ona. Młoda głupia nastolata wyzyskująca seks szantażem emocjonalnym („nie dajesz mi? beeeeee! zamykam się w sobie, zajmij się mną!”) i naciskiem („ja chcę, ja chcę, daj, daj, daj!”) oraz totalną olewką cudzego „nie”. Jestem przekonana, że z tego wyrosła. Poza tym nie zamierzam się do niej kiedykolwiek odzywać.
      Ze wszystkich ludzi to ona zrobiła mi największą traumę, właśnie ze względu na płeć – wiele lat w ogóle nie widziałam jej zachowań jako problemu, a potem długo o tym nie mówiłam, a jeszcze potem bardzo mnie rozwalało psychicznie społeczne założenie, że kobiety nie gwałcą.

      • Jacek Jackowski

        Na swoje usprawiedliwienie muszę napisać, że jednak dobrze ukryłaś płeć w tym wpisie. No i faktycznie, taki sprawca nie przychodzi do głowy jako pierwsze skojarzenie. Ale… czy to coś zmienia w logice mojego wywodu? Czy płeć ma tutaj znaczenie? Nie wiem.

        Co innego, że jednak gwałt kojarzy się z użyciem przemocy, albo groźbą jej użycia. I nie chodzi tutaj o prywatne poglądy, tylko prawną definicję czynu zabronionego: http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/648998,przemoc-jest-niepotrzebna-do-stwierdzenia-gwaltu.html
        (artykuł trochę wiekowy, ale chyba nic się nie zmieniło)

        Chciałem napisać, że w przypadku lesbijskiego gwałtu niewymuszonego przemocą byłoby trudno znaleźć zrozumienie na policji, że to wychodzi poza polski społeczny mindset, że doszukiwanie się sprawiedliwości to potencjalnie upokorzenie… ale czy naprawdę tutaj należałoby oczekiwać czegoś innego? Czy może jednak „większość” ma tutaj trochę racji? Więc spróbowałem poszukać jak wygląda definicja gwałtu.

        Nie mam zamiaru deprecjonować traumy, i że wymuszanie czegokolwiek szantażem emocjonalnym jest naganne. Nie uważasz jednak, że określenie tego gwałtem deprecjonuje to pojęcie? Że gwałt gwałtowi nierówny, pojęcie ma nawet szerokie widełki, ale w tym przypadku może jednak wcale to słowo nie powinno zostać użyte? Czy może w języku polskim brakuje adekwatnego, lepszego określenia? Samemu mi do głowy inne nie przychodzi, a jednak „gwałt” nie pasuje. Może coś takiego powinno być karalne, ale póki co chyba nie jest.

        Rozumiem, że sprawa delikatna i możesz nie chcieć o tym dyskutować na forum publicznym (jesteś tutaj mniej anonimowa niż byś tego chciała, jak rozumiem z innych wpisów), do tego mogłem znowu poczynić jakieś nieprawdziwe założenia (czy w inny sposób coś źle zrozumieć) więc usuń ten komentarz śmiało, jeśli będziesz miała taką potrzebę.
        (to tak asekuracyjnie z mojej strony, pewnie niepotrzebnie)