Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Dlaczego chcę pełnej dekryminalizacji usług seksualnych

Odespałam wczorajszy festyn i późnowieczorne wyjście ze znajomymi i być może będę już pisała składniej niż wczoraj.

Zauważyłam, że powtarzam się z tym „lubię moją pracę” (pisałam o tym także w nocy, choć nie rozwinęłam wątku tak jak chciałam). Powtarzanie się wynika chyba z dwóch rzeczy. Po pierwsze z przeświadczenia społeczeństwa, że mam ją nienawidzić, utracić do siebie szacunek (w rzeczywistości odkąd profesjonalnie podchodzę do siebie i własnych granic, okazuję znacznie więcej szacunku do samej siebie) i w ogóle doprowadzić się do całkowitego upadku. Po drugie z własnego zaskoczenia, że należę do wyjątków na tle Polaków. Bo nawet jak właśnie mi się nie chce i ojej, jutro znowu do roboty, a tyle rzeczy bije się o moją uwagę, to przecież spędzanie czasu z klientami jest przeważnie bardzo przyjemne. Lubię też szykowanie się do wyjścia, i czasami planowanie spotkania. Są minusy, na przykład służbowy telefon dzwoni o każdej porze dnia i nocy oraz nie każdy klient jest inteligentnym, sympatycznym człowiekiem, a poza tym nie mogę wcinać tyle pączków, ile bym chciała, ale to są dosyć drobne niedogodności.

Wczoraj widziałam Dominę z dwunastoletnim doświadczeniem, która – jak zrozumiałam – jest dość istotną postacią w berlińskim środowisku. Za granicą świat usług seksualnych wygląda inaczej niż w Polsce, gdzie kryminalizacja osób trzecich staje na przeszkodzie, i ludzie się organizują, wspierają, szkolą siebie nawzajem. Myślę sobie, że za kilka lat byłabym dobrą mentorką. Czyli gdyby nie wypaliły moje plany, mogłabym pójść za ciosem i wejść w międzynarodowe środowisko.

Ludziom przeszkadza organizowanie się, wzajemne wspieranie i w ogóle to, że ośmielamy się nie być biednymi ofiarami, które należy uratować przed samozagładą. Sporo osób wolałoby, żebyśmy byli gronem upadłych jednostek, które są same sobie winne, bo ośmieliły się „sprzedawać swoje ciało” pomimo ostrzeżeń. A przecież to nie musi tak wyglądać. Możemy się wzajemnie wspierać, szkolić, zrzeszać. Tworzyć organizacje społeczne, firmy szkoleniowe, dobrze funkcjonujące i etyczne kilkuosobowe biznesy, związki zawodowe itd. Tylko że nie da się tego osiągnąć, póki świat usług seksualnych jest skryminalizowany oraz póki jesteśmy obywatelami gorszej kategorii.

Aktualnie pracuję sama dla siebie. Nie mam asystentki, która odbierałaby mój telefon, nie mam kierowcy, nie mam specjalisty od marketingu, nie mam ochroniarza, nie mam księgowej. Nie mam też koleżanek, które mogłabym polecać w razie swojej niedostępności czy niekompatybilnych preferencji lub z którymi jeździłabym na spotkania w większym gronie czy organizowała imprezy. Nie mam też ubezpieczenia i nie płacę składek emerytalnych. Zarabiam sama na siebie i zarabiam nieźle, ale wszystko robię sama. Gdybym chciała stworzyć sprawnie funkcjonujący biznes i zatrudnić swoich pomocników, osoby pracujące dla mnie, dbające o mój komfort, bezpieczeństwo i dochody, byłyby przestępcami.

Gdybyśmy zebrały się w kilka osób i stworzyły kilkuosobowe studio z jedną księgową i jednym specem od marketingu i jedną osobą organizującą nasz czas etc., tak abyśmy mogły skoncentrować się tylko na tym, co stanowi sedno naszej pracy – spotkaniach z klientami – koniec końców powołałybyśmy agencję towarzyską. A one są nielegalne i osławione.

Gdyby ktoś wpadł na pomysł zorganizowania szkoleń dla nas – jak negocjować z klientami, jak wchodzić do branży, jak z niej wyjść – musiałby to robić jako organizacja pozarządowa, w formie wolontariatu, a i tak cały czas byłby na pograniczu prawa.

W Polsce nie można zbudować biznesu zarabiającego na usługach seksualnych, bo to z automatu jest stręczycielstwo, kuplerstwo, sutenerstwo.

Dlatego nie mogłabym na przykład pomyśleć sobie za kilka lat tak: „Hm, jestem już dojrzałą kobietą, wypadam z obiegu, ale doskonale znam branżę i mogłabym pomóc młodszym dziewczynom. Czemu więc nie miałabym założyć firmy działającej w sektorze, który znam najlepiej?”. Bez względu na to, co chciałabym robić, stałabym się przestępczynią. A społeczeństwo pomyślałoby sobie o mnie tak: „No tak, dziwka zmarnowała sobie życie, na niczym się nie zna, więc teraz jest alfonsem i zarabia na krzywdzie innych”.

Takie właśnie podejście społeczeństwa – i idące za nim przepisy prawne – sprawia, że biznesy prowadzą tylko ci ludzie, którym nie przeszkadza etykietka kryminalisty. Nie porządni ludzie, którzy przestrzegaliby praw pracowniczych, praw człowieka i w ogóle przepisów prawa, tylko tacy, którzy na te przepisy mają wygwizdane. Bez dekryminalizacji ta branża nigdy nie będzie czysta i etyczna i zawsze będzie dochodziło w niej do nadużyć.

Ponadto bez dekryminalizacji zawsze będziemy funkcjonować gdzieś na pograniczu społeczeństwa, jako podludzie, pozbawieni i pozbawione wsparcia. Składki emerytalne? Zgłoszenie drobnego problemu na policję? Pójście ze sprawą do sądu? Kontrola Sanepidu? Dodatkowa ochrona zdrowotna? Zwolnienia lekarskie?  Zapomnij! Przecież wszystko to jest albo niemożliwe, bo biznes nie jest legalny, albo wiąże się z wydaniem „sutenerów”, „kuplerów” i „stręczycieli” w ręce władz.

Nie ośmielę się funkcjonować na pograniczu prawa, zresztą moi bliscy by mi na to w życiu nie pozwolili. Więc albo za kilka lat zmienię branżę i będę jedynie pośrednio czerpać z tego, że teraz pracuję w czymś, co lubię, robiąc fajne rzeczy i rozwijając swoje kompetencje zawodowe, albo zmienię kraj, w którym żyję.

Nie myślałam o tym nigdy wcześniej, ale może mogłabym wyjechać – bądź regularnie jeździć – do Berlina? Tam, gdzie jest inaczej, gdzie istnieje sieć wsparcia, gdzie można się organizować i zarabiać? Musiałabym tylko dokonać cudu i nauczyć się języka, którego nienawidziłam w szkole. Haha.

Druga moja opcja, to włączenie się w ruch jako aktywistka i doprowadzenie do zmiany przepisów. Problem w tym, że musiałyby się zmienić władze kraju, bo na razie lepiej byłoby, gdyby się nami nie interesowano i zostawiono wszystko tak, jak jest. A na zmiany się nie zapowiada. Nie w tym dziesięcioleciu w każdym razie. Nie przyłożę ręki do lobbingu na rzecz zmiany przepisów, bo znając obecnie rządzących polityków, sięgnęliby po jedno ze złych rozwiązań: przymusową rejestrację albo dalszą kryminalizację (prędzej nas niż klientów).

Jak widzicie – to było bardzo inspirujące spotkanie, to wczorajsze. Otworzyło mi umysł na nowe możliwości.

  • Ela Łabaj

    Super artykuł i w dodatku poruszający ważny temat. Chciałabym kiedyś, żeby udało się zmienić ten chory system w naszym kraju

  • Zdzisław Śmietana

    Pełna dekryminalizacja oznacza, że w Polsce będzie to co w Niemczech. Będziesz miała prawa i obowiązki. Będziesz miała darmową opiekę medyczną, socjal, emeryturę, a nawet spotkania z psychologiem. Ale będzie można też podać Cię do sądu za niewypełnienie warunków umowy. I tak, każda sekunda będzie klienta. Nie będzie, że jesteś zmęczona, nie chce Ci się, czy cokolwiek. Biorąc pod uwagę Twoje podejście, aby na pewno wiesz czego chcesz? Będziesz musiała napisać w ogłoszeniu, że opłata wcale nie oznacza seksu, bo to tylko Twój czas i to Ty decydujesz czy masz na cokolwiek ochotę, w przeciwnym razie to będzie niewypełnienie warunków umowy handlowej i pełny zwrot ewentualnie poniesionych kosztów. Uważaj, bo dostaniesz to czego pragniesz. 😉 Prędzej wyjdziesz z zawodu niż coś się zmieni w tym względzie w Polsce.