2
Wrz
2017
0

Podróż intymna

Dawno temu byłam niewinną dziewczynką z przekonaniami jak prawie każda niewinna dziewczynka w Polsce. Rozdzielałam zupełnie dzikie i nieskrępowane fantazje seksualne od romantycznego przekonania, że jak już poznam Tę Osobę, to będziemy razem do końca życia oraz miałam okropne wyrzuty sumienia, kiedy – gdy już byłam w związku – podobały mi się inne osoby. Nie radziłam sobie nawet z podnieceniem na widok pupy jakiejś ładnej koleżanki ze szkoły, a w Internecie wciąż można znaleźć moją starą wypowiedź o BDSM: coś, że nie rozumiem i że to dla zboczeńców i ja bym nigdy tak nie mogła. To była niesamowita hipokryzja z mojej strony, bo w tym samym czasie miałam bardzo ostre fantazje o porwaniach, chłoście i gangbangach. No ale za dnia w ogóle nie byłam ich świadoma, więc tak jakby ich nie było. Pisząc tę wypowiedź w sieci, chciałam podtrzymać mój ówczesny wizerunek osoby dorosłej, odpowiedzialnej i z tradycyjnymi zasadami, w zasadzie nawet konserwatywnej. Oczywiście całe życie „nie oglądałam pornografii”, choć kiedy kilka lat później, już jako osoba lewicowa i oświecona, rozmawiałam z kolegą i on poruszył temat hipokryzji swoich znajomych, momentalnie zaczęłam się starać dotrzymywać mu kroku i nawet, w mękach ogromnych, podjęłam rozmowę o ulubionych gatunkach.

Główny problem polegał na tym, że to w ogóle nie byłam ja. Od samego początku byłam bardzo pobudliwa, z dużym apetytem na seks, pasjonująca się tym tematem, no i oczywiście poliamoryczna. Raz po raz przeżywałam fascynacje kolejnymi napotykanymi ludźmi i za każdym razem wydawało mi się, że skoro mi się podobają, to jestem zakochana i pragnę żyć z tą osobą długo i szczęśliwie. Nawet jeśli dostrzegałam, że nie tworzymy dobrego materiału na związek, to do niego dążyłam. W myślach. I byłam zazdrosna i nieszczęśliwa, jeśli ta osoba interesowała się kimś innym. To, że można pójść z kimś do łóżka bez żadnych zobowiązań, w ogóle nie mieściło mi się w głowie.

Życie wbrew własnej naturze jest niezdrowe. Byłam wiecznie sfrustrowana i rozdarta i oczywiście nie wiedziałam, o co chodzi. Dopiero teraz widzę, na zasadzie kontrastu, jak bardzo męczące było okłamywanie siebie na każdym kroku.

Obecnie celebruję seksualną energię w sobie. Jeśli widzę jakąś ładną pupę, czuję w swoim ciele przyjemność i się cieszę. Nie ma znaczenia, czy coś z tego będzie. Po prostu uczucie jest przyjemne. Jeżeli ktoś mi się podoba – wysyłam mu sygnały, że jest dla mnie interesujący. Śmiało potwierdzam swoje preferencje. Jestem, zupełnie otwarcie, w wielu różnych relacjach uczuciowych i seksualnych. Dużo łatwiej akceptuję style życia i seksualne decyzje innych ludzi.

Wydostanie się z okowów antyseksualnej kultury, w której dorastałam, zajęło mi wiele lat dorosłego życia. Przez większość czasu była to podróż samotna, czasem w parze. Przyspieszyłam dopiero wtedy, gdy zaczęłam się otaczać ludźmi o podobnym światopoglądzie, dla których rozmowa o seksie jest równie naturalna jak o pogodzie czy jedzeniu.

Muszę przyznać, że nadal jest we mnie głosik, który czasem wtrąca się ze swoją antyseksualną oceną i dogaduje mnie lub znajomym. „Fe, nie powinniście tak robić, to niemoralne!”. „Jak to, oni będą wychowywać dziecko? Jak?!” itd. Niby nie dyktuje mi już, jak mam żyć, ale istnieje i czasem na przykład utrudnia mówienie wprost o swoich potrzebach. Ciekawe, czy kiedyś się zamknie tak całkiem.

0

You may also like

Człowiek, który nadał mojemu życiu określony kurs
Dlaczego nie weszłam do biznesu mając 21 lat