Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Dlaczego jesteśmy „agresywnymi prostytutkami”?

Wyobraźmy sobie (nie będzie to trudne), że na rozmowę o wpływie sztucznego poronienia na psychikę kobiet zaprosimy jako eksperta:

  • cis-płciowego mężczyznę,
  • który w ogóle nie zajmuje się tematem zawodowo (nie jest pracującym z tematem lekarzem, psychologiem, działaczem etc.),
  • ale opublikował na ten temat jakiś tekst publicystyczny,
  • który ma poglądy „aborcja to zło”
  • i dlatego uważa, że należy jej przeciwdziałać radykalnie – poprzez zwiększenie zakresu jej kryminalizacji.

Już? To lecimy dalej.

Jakkolwiek uważam, że każdy ma prawo do swojego zdania, to jednak równocześnie uważam, że są ludzie, którzy nie są ekspertami i swojego zdania publicznie głosić nie powinni.

Uważam też, że są ludzie, którzy znają się na danym zagadnieniu lepiej niż inni. Tych ludzi dzielę na dwie nieostre kategorie: osoby mówiące z autopsji i fachowców, którzy od lat pracują z tematem.

Wspomnianego wyżej mężczyznę przyporządkowuję do grupy pierwszej: ignorantów. Publicystą w sieci może być każdy. Wystarczy przeczytać trochę tekstów, oczywiście przefiltrowanych pod kątem swojego światopoglądu, a następnie wyprodukować własny. Nic z tego nie wynika.

Osobiście uważam, że żaden ignorant nie powinien publicznie, w roli eksperta, zabierać głosu w temacie, w którym jest ignorantem, a poglądy nie mają znaczenia. Czyli gdyby wspomniany teoretyczny pan uważał, że kobieta powinna mieć prawo do aborcji na żądanie, to oczywiście byłby z niego fajny sojusznik, ale jednak lepiej, żeby nie występował jako ekspert tylko oddał przestrzeń komuś, kto ma więcej do powiedzenia (niekoniecznie z autopsji, nie jestem radykalistką i uważam, że sojuszniczy fachowcy też wnoszą wiele do dyskursu). Skoro wspomniany teoretyczny pan chce jednak utrudnić mi legalne, komfortowe i bezpieczne skorzystanie z mojego prawa do aborcji i poprzez to działa na moją szkodę, to – siłą rzeczy – traktuję go jak wroga.

Gdyby pan był ekspertem-psychiatrą i tłumaczyłby, że sztuczne poronienie negatywnie wpływa na psychikę kobiet, on to wie ze swojego gabinetu, powoływałby się na syndrom poaborcyjny i te sprawy, to bym się z nim nawet jednostkowo zgodziła (znam swoją psychikę; problematyczne pozostają inne osoby), ale – ponieważ jego postulaty są szkodliwe dla interesów kobiet – potraktowałabym go jak wroga (lepiej wiem, co dla mojej psychiki w danej sytuacji najlepsze, a on chce mi utrudniać życie).

***

Ale dlaczego aborcja?…

Piszę o aborcji, ponieważ nie jest to łatwa decyzja, nie jest moralnie jednoznaczna i budzi liczne kontrowersje. To temat, który jest najbliższy pracy seksualnej, która też może być dla kogoś „mniejszym złem” (była nim dla praktycznie wszystkich moich agencyjnych koleżanek). Jest też to temat całkiem mi bliski. Co prawda nigdy nie byłam w ciąży, ale gdybym była (a jest to moje ryzyko zawodowe), z pewnością bym ją usunęła, bo nie jestem gotowa na bycie w ciąży – ani mentalnie, ani życiowo. Byłby to dla mnie ogromny dramat, ale wybrałabym to lepsze dla mnie rozwiązanie.

Chcę mieć prawo do takiego rozwiązania i chcę, żeby wszyscy ułatwiali mi dany proces. Nie chcę musieć wyjeżdżać za granicę ani decydować się na polskie podziemie aborcyjne. Nie chcę szukać po znajomych i bankach kilku tysięcy złotych na zabieg. Nie chcę żyć w strachu przed karą – ostracyzmem czy więzieniem.

Myślę, że większość z Was to rozumie.

Zatrzymajmy się jeszcze chwilę nad reakcjami emocjonalnymi na rewelacje przytaczane przez tego pana, który postuluje przeciwdziałanie aborcji poprzez kryminalizację. Na pewno jakieś są, bo temat nie jest obojętny. Powiedziałabym, że żywo interesuje wiele kobiet. Feministkom często zarzuca się agresję, ale powiedzmy sobie szczerze: miewamy ku temu całkiem solidne powody. Kiedy się nas ignoruje. Kiedy rozporządza się naszym życiem według własnego widzimisię w sposób, który nam jakoś zagraża. Kiedy ignoruje się nasz sprzeciw. Kiedy się nas publicznie dyskredytuje i obraża. Kogo nigdy nie poniosły w takiej sytuacji nerwy?

***

A teraz przejdźmy do dr Magdaleny Grzyb z Katedry Kryminologii UJ, która była łaskawa znowu zaistnieć w temacie pracy seksualnej. Przypomnę: jest to pani, która jakiś czas temu opublikowała na łamach Krytyki Politycznej polemikę z moim tekstem, w której wmawiała mi uprzywilejowanie (że niby nie podlegam przymusowi ekonomicznemu – haha, chciałabym), tłumaczyła, że prawda o pracy seksualnej to gwałcone dziewczynki w Kambodży (manipulacja, mówmy o Polsce) i postulowała model szwedzki, czyli kryminalizację klientów – do tego rozwiązania jeszcze wrócę.

Ostatnio Magdalena Grzyb, jako autorka tejże polemiki oraz kryminolożka, została zaproszona na spotkanie o ciele osób pracujących seksualnie. Tak, Magdalena Grzyb jest w moich subiektywnych oczach owym wyobrażonym panem z pierwszej połowy tekstu. Nieświadomym realiów tematu wrogiem, który – na fali swojego światopoglądu – postulujące niekorzystne rozwiązania. Na nieszczęście dla pracownic i pracowników seksualnych takich Magdalen Grzyb jest w feminizmie wiele. Na nieszczęście dla dr Grzyb – tym razem padło akurat na nią. Została zaproszona i owo zaproszenie przyjęła.

Napisałam o tym z dużą niechęcią na blogu, a wiele innych osób wyraziło swoje niezadowolenie na stronie wydarzenia na Facebooku. Rozpętało się małe piekiełko, jednak spotkanie doszło oczywiście do skutku, dr Grzyb popisała się na nim utożsamianiem dekryminalizacji z legalizacją (ekspertka od siedmiu boleści…), i już-już o wszystkim zapomniałam, aż tu nagle…

Bach, kolejny tekst Magdaleny Grzyb: Jak zostałam feministką wyklętą. W którym oczywiście przedstawia się jako ofiarę nagonki, której odbiera się prawo do „głoszenia poglądów”, po raz kolejny utożsamia dekryminalizację z legalizacją (manipulacja czy ignorancja? Obstawiam to drugie, choć u prawniczki to przeraża) i opowiada, czym dla niej jest feminizm. Przyznam, że fragment definiujący feminizm był naprawdę zgrabny, tak ogólny, że mógłby połączyć wszystkich. Niestety to, że w teorii chodzi nam wszystkim o to samo, nie wystarczy, kiedy ktoś próbuje drugiej stronie urządzić życie według swojego światopoglądu.

Szczególnie wzruszył mnie fragment:

wszystkim nam powinno chodzić o to samo. O to, by każda kobieta żyła tak, jak chce, zgodnie ze swoimi planami, marzeniami i pragnieniami. O to, by głos kobiet był słyszany, a ich prawa respektowane. O to, by kobiety były solidarne.

Doskonale odpowiedział Magdalenie Grzyb zespół kilku osób z Sex Work Polska, zamieszczając swoją odpowiedź na łamach Codziennika Feministycznego: Nic o nas bez nas… no chyba że chodzi o osoby pracujące seksualnie. W zasadzie nie mam nic do dodana.

W zasadzie.

***

Chciałam tylko wyjaśnić, że dla mnie dr Magdalena Grzyb jest właśnie takim mniej wpływowym  (na szczęście) odpowiednikiem profesora Chazana albo doktora Camerona przywołanych w artykule. Jestem na swoim blogu, więc napiszę wprost: to głupia baba, która chce, nawiązując do retoryki aborcyjnej, „podziemia prostytucyjnego”. Obecne jej przeszkadza, jest może zbyt bezpieczne i płytkie, więc – w imię walki z handlem ludźmi i w imię konserwatywnej moralności („żeby mężczyźni nie kupowali innych kobiet, bo nie dostają seksu od swoich kobiet”) – chce nas zepchnąć jeszcze głębiej, żebyśmy sprzedawały seks taniej, częściej, klientom gorszego sortu: wszystkim, z definicji, z kryminalnego półświatka.

Z jednej strony Magdalena Grzyb pisze piękne słowa o prawach każdej kobiety, a z drugiej strony, kobieta sprzedająca seks ewidentnie nie powinna żyć jak chce. Lepiej jest najwidoczniej narzucić jej model szwedzki: rozwiązanie prawno-socjalne w ramach którego klienci są skryminalizowani (zarabia się mniej, w mniej bezpiecznych warunkach), a sama pracownica seksualna – traktowana jako zaburzona (bo podobno nikt normalny nie sprzedawałby seksu dobrowolnie), co może nawet skutkować odebraniem jej dzieci. Zaiste, bardzo zgodne z pragnieniami każdej kobiety…

Kobieta dobrowolnie sprzedająca seks, zdaniem dr Grzyb, nie powinna być słyszana. Jeżeli zabiera głos sama – należy z nią polemizować. W polemice należy zdyskredytować jej głos. Jeżeli nie jest sama, jeżeli zrzesza się, szuka sojuszników, zaczyna działać – należy dalej dyskredytować, tym razem całą grupę, pisząc o „sutenerskim lobby”.

Gdyby chodziło o sztuczne poronienie, byłaby tu mowa o Polsce wszystkich Polaków, o słuchaniu głosu obywateli i o cywilizacji śmierci. Na jednym oddechu piękne słówka i rażące manipulacje. I raziłoby to, a nawet wkurzało wielu ludzi. Bo choć Magdalena Grzyb pisze, że nie proponuje żadnego ekstremum, to kryminalizacja klientów JEST rozwiązaniem ekstremalnym. Gorsza jest już tylko kryminalizacja nas samych – pracownic i pracowników.

Niestety chodzi o powszechnie nierozumianą pracę seksualną (która dla wielu kobiet, mężczyzn i osób niebinarnych jest równie ciężkim wyborem, ale nadal najlepszą dostępną opcją zarobkową). Dlatego nie możemy być wściekłe. Nie możemy wytykać hipokryzji. Bo nikt nie słucha „agresywnej” działaczki – najwidoczniej nawet inne feministki z łatkami „agresywnych”.

80% moich dochodów pochodzi ze sprzedaży seksu. Dzięki temu mogę pokrywać większość swoich potrzeb, spłacać długi (jest ich jeszcze sporo), dbać o zdrowie, wspierać rodzinę. Pracuję w dobrych warunkach, tak bezpiecznie jak mogę, mam sporo klientów, także z zagranicy, i dobre relacje z nimi. To oczywiście tylko teoretyzowanie, ale nie wiem, co zrobiłabym, gdyby nagle wprowadzono w Polsce model szwedzki. Nie wyobrażam sobie pracy z klientem zaetykietowanym przez prawo jako przestępca i nie wyobrażam sobie, że teraz, już (właściwie: wciąż) mając problemy finansowe, miałabym zmienić pracę na kilkakrotnie mniej dochodową, za to bezpieczniejszą. Chyba pozostałaby mi emigracja gdzieś, gdzie warunki do pracy są bardziej przyjazne. Witamy w świecie turystyki aborcyjnej prostytucyjnej. Ale nie, kryminalizacja klientów jest spoko… tak… mówmy sobie dalej bajeczki.

Mam prawo się złościć na kogoś, kto postuluje odebranie mnie i moim koleżankom i kolegom pracy i dochodów? Najwyraźniej nie.

No więc zostałyśmy „agresywnymi prostytutkami”.

Pięknie, kurwa, pięknie.

***

Ach, oto odpowiedź Magdaleny Grzyb na polemikę z nią:

Ojej. Po molestujących lewicowych publicystach na celowniku Codziennika Feministycznego znalazłam się ja, Feministka…

Posted by Magdalena Grzyb on Montag, 11. Dezember 2017

Zostawię to tutaj bez komentarza.

  • Libertyn

    Tak, wszyscy kochają wolność do momentu gdy korzysta się z niej niezgodnie z ich światopoglądem. Smutny standard.