Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Internety się ekscytują

Jakaś para kupiła sobie mieszkanie na Mokotowie, w którym kiedyś była dobrze prosperująca agencja towarzyska. Po warszawskiej agencji została rurka do tańczenia w pokoju, sporo stałych klientów przychodzących pod dany adres jeszcze długo po tym, jak para tam zamieszkała i, niestety, zeszyty z notatkami telefonistki.

Zeszyty z notatkami teoretycznie mogłyby trafić do Sex Work Polska i na pewno zostałyby dobrze spożytkowane – to  obszerna baza wiedzy o danych adresach i ich mieszkańcach, w tym zwłaszcza o niebezpiecznych i przemocowych klientach. Można by temat pociągnąć i stworzyć jakąś tajną bazę lub po prostu przekazać innym agencjom – na pewno większość danych jest aktualna. Albo zespół wymyśliłby jeszcze lepsze zastosowanie. Lub po prostu – surprise, surprise – spalił.

Ale po co przekazywać taki skarb dziwkom i kurwom, skoro można z tego zrobić… tekst na pierwszą stronę WP.pl. Autentycznie, jeśli teraz wejdziesz na Wirtualną Polskę, trzecim artykułem od góry jest tekst Niny Harbuz, „Oto zapiski z tajnych notatników warszawskich prostytutek„.

Konsekwencją tej publikacji dla innych pracownic seksualnych mogą być zwiększone represje policji, ja jednak skupię się na języku i treści tego artykułu.

Próbka tekstu, z całą jego głębią, poniżej. Brakuje tylko wytykania błędów ortograficznych i fragmentów pisanych nadmiernie potoczną polszczyzną.

Bolesną „miną” okazało się być mieszkanie przy Poznańskiej, do którego mężczyzna zamawiał jedynie młode kobiety. Tak to ubodło autorki zeszytów, że informację o tym zanotowały w nawiasie z aż trzema wykrzyknikami. Czy z tego możemy wnioskować, że prowadzące buchalterię damy należały do ligi seniorek najstarszego zawodu świata?

Ja bym wnioskowała, że to nie mina a przypomnienie na przyszłość, bo klientowi zależy, no ale ja się nie znam.

Autorka tekstu przywołuje pracownice seksualne z imienia. Mnie uczono, że jak nie ma nazwiska, to z szacunku poprzedzamy imię słowem „pani”. Pani Nikola, nie Nikola. Ale może savoir-vivre wobec „dam” jest jakiś inny.

Piszę o „damach”, bo standardem w tekście jest mówienie o pracownicach ogólnie w każdy inny sposób, byle by tylko nie napisać „pracownica seksualna”. Pada kilka różnych sformułowań, z „kapłankami miłości” włącznie, ale najczęściej przewijają się „dziewczyny”. Brr. Tak to ja se mogę mówić o koleżankach. Ale mówienie tak o kimś z innej branży? Dziewczyna z redakcji się nie popisała.

Jak i redakcja WP. Jeden z fanów Sex Work Polska nieźle ich skomentował:

mnie też oburza w ogóle sam fakt publikacji czyichś notatników. to ogromna ingerencja w czyjąś prywatność i szalenie upupupiający gest, nawet przy zachowaniu ‚anonimowości’. kojarzy mi się ze szkolnym zabraniem komuś pamiętnika i odczytaniem go przy całej klasie. jest w tym dla mnie jakaś forma medialnego linczu. czy jest jeszcze jakaś grupa społeczna, której osobiste notatki publikuje się na jedynce jednego z większych portali? czy osoby odpowiedzialne za tę publikację udostępnią teraz swoje prywatne notatki do poczytania dla wszystkich? (Łukasz Trzaskowski, źródło)

Tak, poproszę! Na stronę główną skany i foteczki z notatek z wywiadów z każdym, kto się mistrzom klawiatury WP nawinął, wraz z prywatnymi komentarzami o rozmówcach i pisownią oryginalną. Albo może wewnętrzne maile tych gryzipiórków. Będzie wesoło.

O poziomie stygmatyzacji naszej grupy zawodowej świadczy to, że Nina na pewno czuła się ynteligentna, pisząc swoją „recenzję” i popisując bogatym słownictwem, natomiast moje złośliwości rażą nawet mnie. Zwykle nie wyżywam się w tak prymitywny sposób. Tylko że prymitywizm tekstu WP może niektórym bez tego umknąć. Dopiero kiedy uderza on w szanowaną grupę, widać, że jest jakaś nierówność.

  • zaciekawiony

    Przyznam się, że jest/był to jeden z nielicznych ostatnio artykułów, którego nie doczytałem do końca. Zmierził mnie. Podziwiam, że Tobie chciało się odpowiadać.