30
Dec
2017
5

Podsumowując 2017 rok

Mijający właśnie rok spędziłam, prowadząc własną jednoosobową firmę. Co prawda niezarejestrowaną (od usług seksualnych nie płaci się podatku), ale jednak. O ile w jeszcze rok temu po prostu jeździłam na spotkania z klientami i utrzymywałam swoje ogłoszenia, o tyle w tym stworzyłam sobie miejsce pracy, na które następnie musiałam zarobić. Wymagało to ode mnie znacznie większego nakładu sił i środków, także finansowych.

Odpowiedzialność za wynajmowane mieszkanie czasami bolała. Przykładem niech będzie lato: musiałam wziąć miesiąc wolnego na załatwianie spraw ważnych oraz pilnych, praktycznie w ogóle nie było mnie w lokalu, ale co z tego – czynsz trzeba było zapłacić w terminie. Koszty to 1/3 moich miesięcznych dochodów – drobiazg, kiedy pracuję normalnie i dramatycznie dużo, kiedy dochody spadają do zera. Chciałabym zmienić mieszkanie na lepsze, ale raptem dwa miesiące temu czynsz znowu mnie zabolał po kieszeni i widzę, że jego podniesienie byłoby dla mnie aktualnie bardzo ryzykowne. Biznes mam dobrze skalkulowany i póki nic się nie zmieni na plus w dochodach, lepiej nic nie zmieniać w kosztach.

Przyznam, że trochę mnie przerosło regularne prowadzenie budżetu domowo-firmowego. Póki miałam stałe dochody, z większą lub mniejszą przyjemnością wprowadzałam kolejne wydatki. Ale za każdym razem, kiedy kranik z pieniędzmi się zakręcał, “zapominałam” o programie. Ponieważ ogarnianie zaległości boli – to grube kilkaset transakcji do wklikania! – zabieram się teraz do tego jak pies do jeża… Konto mam wciąż jedno do wszystkiego, więc oprócz przychodów z pracy (odnotowywanych tu i ówdzie, ale nie tam, gdzie powinnam) musiałabym dodać także kupienie chusteczek do nosa w Żabce itd. To znaczy: muszę. Kiedyś. Wkrótce. Auć.

Finansowe efekty swojej pracy oceniam, z perspektywy całego roku, na mocną czwórkę. Nie tylko dlatego, że były miesiące świetnie, dobre, cienkie i koszmarne. Także dlatego, że moja sytuacja finansowa jest stabilna, bez większych rewolucji w porównaniu z 2016 rokiem, ale jednak z pewnymi zmianami na korzyść. Spłaciłam sporo zaległych długów i stworzyłam sobie nowe, ale te nowe to kredyty spłacane na bieżąco, a nie długi w znaczeniu “proszę pani, to jest z dwa tysiące któregoś roku, grozi pani sąd i komornik, proszę to zapłacić do jutra rano!” (parafrazuję teraz autentyczną wypowiedź windykatora z piekła rodem), więc wydaje mi się, że zrobiłam znaczące postępy. Aha, miałam (i mam) zdolność kredytową, co samo w sobie jest postępem. Oszczędności wciąż nie zgromadziłam, ale przez większość roku miałam małą inwestycję, która pełniła funkcję funduszu na czarną godzinę – będzie trzeba go wkrótce odbudować. Wzrosły też nieznacznie moje dochody pasywne.

Ważnym elementem mojej pracy okazał się marketing. Musiałam podjąć się nowych sposobów promocji swojej działalności i usprawnić dotychczasowe. Szczegółów nie chcę zdradzać, powiem tylko, że ogłoszenie na Odlotach to o wiele za mało i nie dziwię się, że wiele osób w tej branży nie odnosi sukcesów. Dobry marketing przekłada się na dobre zarobki! W przyszłym roku oczywiście zamierzam się dalej rozwijać w tym kierunku – czytać na ten temat, praktykować, eksperymentować…

Zmieniło się moje nastawienie do pracy seksualnej. Jest mniej idealistyczne: wkradła się codzienność, a momentami nawet rutyna. Choć spotkania z mężczyznami dalej mnie ekscytują w trakcie trwania (najczęściej), to bywały dni, kiedy absolutnie nie chciało mi się jechać do pracy i niecierpliwie wyglądałam okresu. Najczęściej w takich sytuacjach stosowałam metodę małych kroczków i pozornego braku zobowiązań: “wcale nie muszę się z nikim spotykać, po prostu pojadę do pracy na kilka godzin”, “wcale nie muszę się z nikim spotykać, po prostu wezmę prysznic i się wydepiluję”, wcale nie muszę się z nikim spotykać, po prostu się umaluję”… “o, w sumie to się mogę już spotkać, skoro i tak jestem gotowa”. Potem dzwonił domofon, a ja pospiesznie kończyłam szykowanie się, otwierałam drzwi i już wszystko było w porządku. Po spotkaniu byłam zawsze bardzo zadowolona, że jednak się przełamałam, bo czas spędzany z klientem jest zdecydowanie milszy od czasu spędzanego samotnie w służbowym mieszkaniu. Nie żeby mój wewnętrzny leń to uwzględniał.

Drugą potężną zmianą jest doprecyzowanie preferencji zawodowych (powiązane z edukacją marketingową). O ile rok temu, kiedy miałam łącznie kilka do dziesięciu spotkań w miesiącu, zgadzałam się na wszystko, co mniej więcej zgadzało się z moimi upodobaniami, o tyle przy kilkudziesięciu spotkaniach miesięcznie niektóre aktywności wypadły z listy. Tu jednak nie mogę wchodzić w szczegóły: raz, że musiałabym opowiadać o swojej ofercie, a dwa, że ewolucja była na tyle powolna, że większości zmian w ogóle nie dostrzegłam. W dużym skrócie można powiedzieć, że nie jestem już dziewczyną od wszystkiego tylko mam swoje specjalizacje i kilka grup docelowych. Ta moja przemiana przełożyła się na klientów. To już nie jest pełen przekrój społeczeństwa. Kiedy przypominam sobie ulubionych mężczyzn, widzę, że mają ze sobą wiele wspólnego. Nie jestem pewna, czy by się ze sobą zakolegowali na imprezie, ale na pewno – gdybym zaprosiła ich na urodziny czy coś i zechcieliby przyjść – znaleźliby wspólne tematy z innymi uczestnikami spotkania.

Trochę żartuję sobie z tymi urodzinami, ale niewątpliwie nawiązałam oraz pogłębiłam w tym roku kilka nowych głębszych relacji, takich wykraczających poza godziny spotkania czy etykietki „klient – usługodawczyni”. Co sprawia, że w przyszłym roku muszę nauczyć się lepiej zarządzać swoim czasem i usprawnić komunikację: tak aby z jednej strony nikogo istotnego nie zaniedbać, z drugiej dalej pozyskiwać nowych klientów, a z trzeciej – nie poświęcić całego swojego czasu na kontakt z nimi. Ostatecznie mam jeszcze inne aktywności!

Kolejnym krokiem po usprawnieniu pracy będzie zmniejszenie swojej dostępności poprzez podniesienie stawek: widzę, że ten moment nadchodzi, ale ciągle nie czuję, że to jest już teraz. Wciąż dobrze mi z moją obecną ceną. Może to tkwienie w swojej strefie komfortu, ale po prostu nie wyceniam się wyżej. Jeszcze nie. Co ciekawe, kiedy chciałam się poprawić na „nie wyceniam czasu ze sobą”, coś mi zazgrzytało. To chyba chodzi o to, że się porównuję z innymi – intelektualnie, estetycznie… Mam w głowie „na stawce XXX zł muszę…” – i listę kryteriów, których aktualnie nie spełniam. Pamiętam też – potorturuję się jeszcze trochę – że zawsze zaczynałam pracę na wyższej stawce z poczuciem nieadekwatności, a potem jakoś znajdowali się klienci, którzy (najczęściej) nie uciekali na mój widok. Celem na przyszły rok będzie więc przepracowanie tego.

Niespodziewanym sukcesem tego roku okazał się… blog. Mój pisany do szuflady pamiętniczek niemalże z dnia na dzień stał się popularny. Nie spodziewałam się tego zupełnie. Niestety był to też rok, w którym skasowano moje profile na Facebooku i Asku (#pamiętamy), tak więc muszę sobie radzić bez mediów społecznościowych. Myślałam wprawdzie o Instagramie, ale mogłabym go prowadzić tylko gdybym chciała pokazać co robię i gdzie bywam, a to oznaczałoby wyzbycie się anonimowości… Twitter jest podobno przyjazny pracownicom seksualnym, ale na Twitterze w ogóle nie bywam, do Tumblra też mam awersję. No więc nie będę sławna. Trudno.

Pod koniec przyszłego roku chciałabym radzić sobie jeszcze lepiej. Więcej zarabiać, pracować w bardziej ekskluzywnym miejscu, mieć więcej stałych klientów i lepiej organizować swoją pracę. Mieć górki finansowe, z których przedwcześnie spłaciłabym kredyty. Myślałam, że osiągnę to wszystko szybciej, do teraz, ale moje marzenia nie uwzględniły komplikacji w rodzaju wspomnianych spraw ważnych i pilnych, a także kilkakrotnego pójścia na L4. Chciałabym też założyć działalność gospodarczą (rozkręcając drugi biznes) i zacząć płacić składki. Oraz założyć konto oszczędnościowe. Ambitnie? Chyba aż za bardzo. Ale co tam. Trzeba mieć ambitne cele.

Patrząc całokształtowo na to, gdzie byłam w Sylwestra ubiegłego roku, jestem całkiem zadowolona.

A teraz życzę Wam szampańskiej zabawy (w ulubiony sposób; może być w kapciach) i wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! Oby był lepszy.

5

You may also like

Praca seksualna też jest na cały etat
Ile naprawdę zarabiasz na kamerkach?
  • memo

    Gratuluję. Pozytywny post.

  • Prawdopodobnie skasowali Ci za posługiwanie się cudzym zdjęciem.

    • Nie. Podali powód. Obsceniczne treści. Czyli, w praktyce, linki do tego bloga.