2
Jan
2018
0

Moja praca jest moją pasją

Czytam właśnie książkę Joanny Glogazy, “Slow Life”, i w rozdziale o tym, żeby robić (najlepiej również zawodowo) to, co się lubi natrafiłam na ciekawą, bardzo prostą definicję pasji. Jest to, według autorki:

czynność, którą lubimy i która daje nam poczucie spełnienia.

Dalej autorka przekonuje, że wcale nie musi to być coś poważnego, spalającego ani do grobowej deski. Ewidentnie uważa, że współcześnie nadajemy pasji zbyt wiele znaczenia.

To miód na moje ambitne serduszko, które jeszcze kilka lat temu chciało podbijać świat, zapisywać się złotymi zgłoskami w historii najnowszej i w ogóle dokonywać jakiejś niesamowitej rewolucji kulturalnej, społecznej, naukowej, artystycznej, a najlepiej każdej po trochu. Przejaskrawiam, ale tylko trochę: kiedy byłam nastolatką, rodzina wmawiała mi, że z pewnością dostanę Nobla. Albo inną nagrodę podobnego kalibru. Wyśrubowali mi moje oczekiwania względem siebie samej i długo nie mogłam zejść z nimi na ziemię. Nawet kiedy byłam głodna i biedna, cały czas bujałam głową w obłokach i śniłam o niewyobrażalnych sukcesach. Nie polecam tego: ludziom tak myślącym trudno jest ogarnąć “tu i teraz”.

Właściwie dopiero zostanie prostytutką w przeciętnej warszawskiej agencji pomogło. Powrót do rzeczywistości trochę bolał, ale naprawdę szybko odnalazłam się w swojej nowej roli. Głównie dlatego, że zdemonizowana przez wszystkich praca okazała się całkiem spoko i dawała mi sporą satysfakcję. Jeszcze więcej mam jej teraz, gdy mam więcej praktyki oraz spotykam się na moich własnych warunkach.

W minionych miesiącach musiałam trochę zweryfikować swoje życiowe plany – do tego stopnia, że spisując swoje zamierzenia na Nowy Rok, nie zaplanowałam drogi ku karierze “po”. Podsumowując dwa dni temu, gdzie znajduję się w życiu w dniu 31.12.2017 r. (to takie fajne ćwiczenie coachingowe zaczerpnięte od Kołcza Majka: regularnie tworzyć wnikliwe save’y swojego życia – tak, zupełnie jak w grze – i porównywać z poprzednimi), napisałam, że jestem na rozdrożu i naprawdę nie wiem, w którym kierunku podążyć. Bardzo szczegółowo wynotowałam natomiast, co pragnę osiągnąć w pracy seksualnej w ciągu nadchodzących dwunastu miesięcy. Znamienne.

Moja obecna praca ewidentnie jest moją pasją. Nie taką przez wielkie P, ale jest. Czy ją lubię? Ależ tak. Czy daje mi poczucie spełnienia? Oczywiście. Nawet kiedy mnie samej jest trochę trudniej, mam ogromne “ha!” kiedy mój klient okazuje, że jest mu ze mną dobrze i rzeczywiście dałam mu trochę przyjemności i relaksu. Czyli definicja spełniona.

Ach, dziś po pracy (jeżeli oczywiście nie będę mieć spotkania) wybieram się do kina na The Florida Project. Jestem trochę nie na bieżąco z produkcjami (choć w Święta widziałam ostatnie Gwiezdne Wojny) i dopiero z fanpage’a Sex Work Polska dowiedziałam się, że porusza temat pracy seksualnej. Brawo ja. Film ma doskonałe recenzje i bardzo obiecujący zwiastun.

0
  • memo

    Pozdrawiam Cię z południa Polski!