Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Śniadaniówka prawdę ci powie

Mam nową idolkę. Jest to Oliwia Misiak z niedawnej audycji w Dzień Dobry TVN. Sugar baby, która ma pracę, prowadzi bloga o swoim stylu życia z poradami dla innych młodych dziewcząt i wchodzi w związki z dojrzałymi, majętnymi mężczyznami, „którzy wiedzą czego chcą” i dzięki którym ma dostęp do ciekawych spotkań towarzyskich, egzotycznych wycieczek i, czasami, ich kart kredytowych.

Internet oczywiście wrze, że to sponsoring (w sumie dla mnie tak, rodzaj sponsoringu, ale nie widzę w tym nic złego) i prostytucja, widziałam też nieprzychylne komentarze o urodzie Oliwii, na zasadzie „co oni w niej widzą”.

Najciekawsza jednak jest rozmowa w telewizji śniadaniowej prowadzących z „ekspertką”, jakąś panią psycholog. Oglądałam na rosnącym wkurwie, bo oczywiście nasłuchałam się mnóstwa uprzedzeń i stereotypów, a – przyznam – wypowiedzi „specjalistów” brałam trochę do siebie, bo odczuwam, że mam z Oliwią wiele wspólnego. Ostatecznie z moimi ulubionymi mężczyznami też wchodzę w związki i co prawda najczęściej dostaję pieniądze za spotkanie (aktualnie mam dwie relacje, gdzie wygląda to inaczej: ciepłe, kilkuletnie już znajomości z rozmowami na poważne tematy, restauracjami, prezentami i bliskością fizyczną, niekoniecznie seksem), ale podejście mamy bardzo podobne. Gdybym nie była escort girl, byłabym sugar baby.

„Ekspertka” z Dzień Dobry TVN z marszu założyła, że to prostytucja, niemoralne, przerażające, a następnie zaczęła w bardzo mądry sposób, z pozycji moralnie światłego autorytetu, naświetlać życie Oliwii. Skoncentrowała się między innymi na przynależności do wspólnoty: jej zdaniem współczesność sprzyja takim „karierom” (cudzysłów zapożyczony), bo młodzi ludzie mają swoje pseudowspólnoty: portale społecznościowe z tysiącem znajomych od imprez, a w razie odrzucenia w każdej chwili mogą się wyprowadzić i zacząć od nowa, przez co nie boją się wykluczenia i mogą podejmować szkodliwe dla siebie decyzje.

Mówiła też, że wspólnota, wraz rodziną i życiem zawodowym, jest tym, co stanowi o wartości rozmówców, podczas gdy Oliwia ma wartość budowaną li i jedynie na atrakcyjności seksualnej i wizerunkowej. Totalnie tego nie pojęła. Nie wiem wiele o życiu Oliwii poza byciem sugar baby, bo wywiad w ogóle tych kwestii nie poruszał (edit: wyklikałam: pisarka, kosmetolożka, masażystka, piękny nerd), ale widać było, że to inteligentna, spokojna, ambitna dziewczyna, która z pewnością ma coś jeszcze do powiedzenia. Doskonale radziła sobie z pytaniami dziennikarza i w ogóle z wystąpieniem publicznym w telewizji. Jej kilkuletni związek z pisarzem i filozofem też sugeruje, że ma w głowie sporo oleju (pisarze, jak znam tę grupę społeczną, raczej nie lubią pustaków). Sugar baby oczywiście może być trzpiotką-idiotką, która ma do zaoferowania tylko urok pierwszej młodości, ale to ewidentnie nie ten przypadek i pani psycholog, gdyby nie patrzyła przez pryzmat uprzedzeń, powinna była to dostrzec.

Pani prezenterka z telewizji śniadaniowej nie była lepsza i nadawała o poczuciu własnej wartości, a raczej jej braku („brakuje jej kotwicy”). Jej zdaniem Oliwia docenia siebie tylko u boku mężczyzny, który będzie z nią chciał spędzić czas. Czyżby? Nic o tym nie wie. Nie ma tego w wywiadzie – czyli to kolejne uprzedzenie. Jak to wygląda u Oliwii, znowu oczywiście nie wiem, ale ja mam od cholery poczucia własnej wartości biorącego się ot choćby z tego, że przeczytałam w życiu dobrze ponad tysiąc książek, jestem inteligentna i wykształcona oraz posiadam sporo talentów, z których jeden macie możliwość zweryfikować na tym blogu: pisanie (moi poloniści piali nade mną z zachwytu, takie rzeczy się pamięta).

Dalej rozmówcy zastanawiali się przez chwilę nad ceną za życie sugar baby, którą trzeba będzie zapłacić, i zgodzili się, że nastąpi to, kiedy ta jedyna wartość Oliwii, jej atrakcyjność wizualna i seksualna, przestanie być wartością. Pokusili się nawet o zastanawianie nad jej przyszłością – co, kiedy zechce założyć rodzinę? Z jej reputacją?

(A jeśli nie zechce? Kocham to sprowadzanie kobiety do roli cnotliwej Matki Polki).

Oczywiście dowiedzieliśmy się też, że Oliwia sprowadza siebie czy swoje ciało do roli przedmiotu i że jej związki to nie są związki, bo związki są partnerskie i podmiotowe, a w relacji sugar baby-sugar daddy o podmiotowości mowy być nie może. Eksperci ze śniadaniówki, pożalcie się bogowie. Było też trochę mądrych słów o zmiękczaniu języka (że to nie prostytucja, mimo że jednak tak), ale to już sobie darujmy.

No i tak. Człowiek się dwoi i troi, żeby przedstawić światu jakiś temat, który zna od podszewki, a Dzień Dobry TVN czy jacyś inni dziennikarze, psychologowie i inni światli ludzie podsumowują to, głosząc w ładnym studio obiegowe opinie.

  • zaciekawiony

    Ja także zwróciłem uwagę na Oliwię. To osoba, z którymi chętnie bym spędził czas jeśli chodzi o intelektualną rozmowę – jej poglądy są moimi poglądami. Kiedyś, wcale nie tak dawno, bo niecałe dwieście lat temu, zawieranie małżeństwa było kontraktem, żadną romantyczną miłością. Bliska więź, jeżeli w ogóle, pojawiała się później. Kontrakt wymagał „wykupienia” panny młodej. Czy to prostytucja? Z wielką przyjemnością pozwolę sobie zauważyć, że podobne kontrakty miały miejsce pzrez tysiące lat rozwoju ludzkości. Niekiedy występują do dzisiaj. Z drugiej strony, czy młoda kobieta ma dziś takie same szanse na realizowanie pasji, choćby podróżowania, jak bogaci, dojrzali mężczyźni? Młodzi mężczyźni zresztą też nie mają ich zbyt dużo. Tak jest skonstruowany świat, że bogactwo, albo zwyczajnie luksus bezpiecznego finansowo życia pojawia się z reguły z dojrzałością. W historii Polski znane są przykłady, że władca, starszy mężczyzna poślubiał młodą dziewczynę. Takim związkom rokowano udane potomstwo i pomyślność. Choćby Jagiełło i Sonka. A w historii ludzkości powszechne było to, że dojrzali mężczyźni wiązali się z młodymi dziewczynami. A z czego to się wzięło? Moim zdaniem pojawiło się to gdzieś na początku ludzkości. Młody mężczyzna, po inicjacji, ruszał na polowania lub w bój, by zdobyć łupy. Wielu ginęło. Ale ci, którzy dożyli byli bardzo atrakcyjną partią. Takie związki miały większe szanse dochować się zdrowego potomstwa. Takie układy musiały być preferowane w jakiś sposób psychologicznie, może i biologicznie. Oliwia jest niezwykle ciekawym człowiekiem – ujawniła się, jest świadoma swoich wyborów, ceni sobie intelektualną aktywność. Zauważyłem także jej słowa o fazach kreacji bliskiej więzi. Rozumiem to, też tak mam, chyba. Nie będę sie tu rozwodził nad tym, że co komu do życia drugiego i jego konsensualnych wyborów. Myślę, że ludzie jej zwyczajnie zazdroszczą, że prowadzi zadowolone, sama pisze, że szczęśliwe życie, zwiedza świat, realizuje się i jest aktywna. Mam tylko ogromną nadzieję, że nie wyda swojej książki przed moją, kilka wątków w mojej stałoby się wtedy nieaktualnymi. i jeszcze coś, gdy zjawiłem się tu na Blogu ŚL kilka lat temu, nigdy nie pomyślałbym, że bycie sugardaddy to coś dla mnie. A teraz? Gdybym tylko miał podobne możliwości finansowe, to chętnie pozwiedzałbym świat w towarzystwie sugarbaby. I tak jak piszesz ŚL wcale do tego nie trzeba seksu rozumianego jako prosty, bezemocjonalny stosunek fizyczny, wystarczy pozytywne nastawienie do drugiego człowieka, zainteresowanie nim i odrobina bliskości fizycznej. Co ciekawe pewnie w wielu małżeństwach, gdzie wiek partnerów jest zbliżony występuje tylko ten zwyczajny obowiązek małżeński. Pozdrawiam.

  • memo

    Dla mnie liczy się tylko „twarda” prostytucja. Jak dziewczyna jedzie na wycieczkę, to musi być seks. Nie wyobrażam sobie wycieczki, gdzie muszę się powstrzymywać od seksu i toczyć uczone dyskusje. Dyskusje, rozmowy, wyjście na wyższy poziom intelektualny jest możliwy tylko wtedy, gdy jedzenie, picie i seks nie stanowi przeszkody. To coś jak twierdzenie, że „sponsoring” nie jest prostytucją. Oczywiście, że jest. Arcy ciekawy wątek można znaleźć wpisując do google hasło „netkobiety sponsoring relatywizm norm moralnych pamela anders” (po „anders” nie ma „on”). To jest najlepszy wykład, że dziewczyny oszukują się twierdząc, że są tylko „utrzymankami”, albo „sugar babes”.

  • Warszaśka

    Wydaje mi się, że jednak pokazane są te dobre trendy. Czyli zauważenie tego, że wspólnoty są elastyczne i każdy może żyć po swojemu.
    W tej rozmowie kobiety faktycznie patrzą tylko przez pryzmat atrakcyjności i wizerunku, zamiast intelektu i doświadczeń, ale reporter wg mnie zadaje mądre pytania i ma podejście bardziej chłodne.
    To jasne, że dla kobiet takie tematy są wrażliwe, ale często wynikają z jakichś ich własnych barier i ograniczeń, nie mówiąc już o społecznych stereotypach.
    Po telewizji śniadaniowej nie spodziewałabym się zresztą niczego dobrego, to jest świat bardzo wąskiej perspektywy – modnych dodatków polecanych przez magazyny designerskie, wielkiej choinki obwieszonej ozdobami w (zapewne?) kolorze modnym w tym sezonie i oczywistych poglądów, które w small talkach pozwolą na ochocze przytakiwanie obu stron.
    Ale to, że poruszają takie tematy, to że pokazują, że można inaczej jest wg mnie na plus, szczególnie właśnie, że pokazali Oliwię, której zarzucić nic nie można (no może oprócz dziwnego akcentu, zauważyliście?). Oby wszystko szło w tę stronę 🙂
    Sama prowadzę życie różnorodne i stykam się z różnymi warstwami społecznymi. Zdarza mi się prowadzić rozmowy z osobami, które mają swój świat – mały, bezpieczny, oczywisty, najczęściej ułożony od lat. To mnie zawsze bawi, jak trzeba umiejętnie prowadzić rozmowę, aby im tego świata nie burzyć. Myślę, że najlepszy sposób na oswojenie pracy seksualnej, ale też każdego innego tematu, to pokazywanie się z jak najlepszej strony wg kryteriów takiej uprzedzonej osoby, a dopiero po zdobyciu jakiegoś szacunku wprowadzanie w neutralny sposób kontrowersyjnych (dla tej osoby) poglądów do rozmów. To poszerza perspektywy 😉 No i jest skuteczniejsze niż „agresywne” dyskusje, w których ktoś może poczuć, że postrzegamy jego poglądy jako nieaktualne.
    Przy okazji muszę też napisać – mam nadzieję, że Ty Święta Ladacznico zbudujesz kiedyś swoje życie i karierę (jak zapowiadasz pozaseksworkingową) i będziesz mogła sobie pozwolić na coming out, bo to by było na pewno otwierające umysły dla osób, które Cię znają, a nie wiedzą o Twojej obecnej pracy, a mogliby być przeciwni.

    A no i humorystyczny smaczek, ostatnie pytanie dziennikarza rozmawiającego z Oliwią – wygląda trochę jakby dostawał kosza. Ciekawe czy poza tym co pokazane faktycznie jakoś mu ona imponowała. No i koniecznie muszę znaleźć i jej bloga!