22
Sty
2018
7

Lukizm i seksizm a komplementy i flirt

Niekiedy na moim wallu oraz w czytanych przeze mnie feministycznych tekstach pojawia się wątek „ten obleśny typ ośmielił się mnie skomplementować, #metoo”. A ja niekiedy łapię się wtedy za głowę.

Co do komplementów, zauważyłam już dawno, że odbiegam od przeciętnej kobiety (patrz tekst o „ładnych pończoszkach” i zasugerowany w komentarzu komplement-odpowiednik „ładne spodnie”). Kiedyś reagowałabym tak samo emocjonalnie jak niektóre znane mi dorosłe kobiety, ale byłam nastolatką z kompleksami i przeżywałam kilka tygodni każdą uwagę o moim ciele. Z czasem mi przeszło. Teraz jestem dorosłą i asertywną kobietą, świadomą swojej seksualności, i o ile uwaga nie jest w stylu „te, ładne cyce, pomiętoliłbym!”, to nie mam z nią problemów. Przyjmijmy jednak, że ludzie mają różną wrażliwość, czasami zaskakującą innych, wynikającą z wielu różnych czynników.

Co do obleśności różnych typów natomiast, to totalnie tego nie ogarniam. Jak to jest, że kobiety mogą być nieatrakcyjne seksualnie i żaden mężczyzna nie ma prawa się do tego odnieść, bo to seksizm (chyba że chodzi o Krystynę Pawłowicz, po której jadą wszyscy), a mężczyzna, który nie jest Adonisem, ma siedzieć cicho i wstydzić się swojej łysiny, zarostu na twarzy, wieku 40+ czy oponki na brzuchu?

Często-gęsto słyszę o swojej pracy, oczywiście od innych kobiet, że „łeee, obrzydlistwo, przychodzą obleśne typy i ta biedna prostytutka musi się nimi zajmować”. A jakby to odwrócić? Jakby tak przyjrzeć się głośno wyborom i aktywnościom seksualnym pana, który jest z parę lat starszą kobietą z nadwagą, rzadkimi włosami i niepasowanymi do sylwetki ubraniami? Komentarz w stylu „Jak może być z takim pasztetem? To obrzydliwe. Niech ona nawet nie próbuje mieć życia seksualnego czy uczuciowego, jest na to za brzydka” byłby mocno nie w porządku. Prawda?

Tymczasem mnóstwo moich partnerów seksualnych ma lekką lub większą nadwagę albo mniej włosów na głowie niż na ciele (co w tym złego? to naturalne, tak działa testosteron), albo ukończoną czterdziestkę lub nawet pięćdziesiątkę (zgroza!!!). I doskonale wiem, jak czułymi, inteligentnymi, rozpustnymi kochankami mogą być. TO się powinno liczyć, a nie ich – całkiem w końcu zwyczajny – wygląd.

Szczerze współczuję mężczyznom, którzy mają świadomość, że nie wyglądają jak z okładki Men’s Health. Choć często mają mnóstwo do zaoferowania swoim partnerkom, współczesna kultura coraz bardziej spycha ich do podziemia, każąc im dzwonić do mnie (po czym jeszcze ich wyśmiewać jako nieudaczników) zamiast poszukać kogoś w tzw. realu. Dla wielu kobiet, skoro są „obiektywnie” nieatrakcyjni, to bardzo często wszystko, co robią, by pozyskać uwagę jeszcze obcej kobiety, jest „zaczepkami obleśnego typa, #metoo”. Nawet jeśli to jest dość niewinne, grzeczne i pełne respektu oraz jeśli można w odpowiedzi dać sygnał „nie jestem zainteresowana”* i uciąć tym samym temat… Nieważne. Ważny jest wygląd. Wiek. Waga. Czyli to, co w przypadku kobiet jest stosunkowo dobrze rozpoznawanymi oznakami dyskryminacji.

Przypomina mi się czasem flirtujący ze mną fotograf. Robiłam sobie kilka miesięcy temu profesjonalne portrety – makijażystka, fryzjer, zdjęcia – i w trakcie sesji stwierdziłam, że zdejmę do nich kurtkę, co ma być widoczna na zdjęciach. Fotograf, który cały czas prawił mi komplementy w stylu „ten uśmiech będzie mi się śnił po nocach”, zareagował błyskawicznie: „Co jeszcze możesz zdjąć?”. Roześmiałam się. Całość była lekka, pikantna, energetyzująca oraz autoteliczna: seks mógłby się wydarzyć, to było dla nas jasne, ale chodziło tylko o te niezobowiązujące, miłe chwile, które notabene bardzo podkręciły jakość zdjęć. Kulturalny flirt jest naprawdę przyjemnym elementem życia. Dlaczego prawo do niego dajemy tylko ludziom o wyglądzie jak z okładek?

*^*

* Myślę sobie, że część problemu tkwi w tym, że wiele kobiet nie nauczyło się odmawiać. Niby wiemy, że mamy prawo powiedzieć „nie” w każdej sytuacji i w każdym momencie, ale żeby tak po prostu z niego skorzystać… We współczesnym społeczeństwie, gdzie molestowanie jest realnym problemem, bywa to trudne, utrudnia też to socjalizacja kobiet do roli osób przejmujących się uczuciami wszystkich poza sobą i nieodrzucających nikogo. I tak spirala napędza się sama. Nie odmawiamy asertywnie, tylko pozwalamy, by uwaga wnikała głęboko, wzburzała nasze emocje, więc – aby się przed tym ochronić – oczekujemy, by takich sytuacji nie było w ogóle.

7

You may also like

Jak flirtować, żeby nie molestować?
„Brawa” dla Wysokich Obcasów
  • memo

    Fajnie odwróciłaś sytuację prostytutka+nieatrakcyjnyKlient versus mąż+nieatrakcyjnaŻona. Nauczyłem się coś nowego 🙂 :).
    Ciekawe, że zauważyłaś jak mężczyźni są deprymowani — dokładnie to samo pisał ostatnio Marcin Adept Szabelski.