3
Mar
2018
0

Sny i podsumowanie lutego

Nauczona doświadczeniem stycznia, w lutym zainwestowałam więcej w reklamę i powoli zaczynam wychodzić finansowo na prostą. Nadal zalegam z niektórymi płatnościami, ale liczba klientów tygodniowo wyraźnie wzrosła, częściej dzwoni też telefon. Czasami ku mojej rozpaczy, bo niektórzy rozmówcy mają IQ w okolicach 80 i naprawdę nie wiem, co z nimi zrobić (jeden z klientów w trakcie rozmowy rozłączył się ze słowami “to ja zaraz przyjadę”. Założyłam, że to jego – debilny – odpowiednik “to ja zaraz oddzwonię”, czyli po ludzku “nie jesteś w moim typie, pa”, i nie rzuciłam się przygotowywać do spotkania. Miałam rację). Są też oczywiście wystawiacze i ludzie, po rozmowie z którymi mam poważny niesmak, wśród których prym wiodą nieodmiennie amatorzy bardzo poufałych określeń (nie, nie chodzi o “kotka”). Czyli w normie.

Pozwoliłam sobie nawet na małe szaleństwo, czyli zakupy w internetowym second handzie, Remix.pl. W cenie jednej godziny mojej pracy mam zatrzęsienie sweterków, bluzek i sukienek. Dzisiaj mieli kod zniżkowy – od 60 do 95% od cen sklepowych (już przecenionych), przynajmniej na te rzeczy, które wybrałam. Uff. Mam nadzieję, że nie będę musiała odbierać tej paczki z poczty, bo takiej ilości zakupów – popakowanych każda sztuka w osobne pudełko – zwyczajnie nie doniosę do domu.

Ogólnie biznes się kręci. Odzywają się stali klienci, nowi próbują budować długoterminowe relacje… Jest nieźle. Dodatkowo dziś opłaciłam przedłużenie domeny tego bloga, tak więc przez najbliższy rok będziecie skazani na moją obecność w sieci. Cieszycie się?

Chyba nigdy tu nie pisałam, że praca seksualna jest stałym motywem moich snów. Przeważnie – najzupełniej neutralnym. Śnią mi się na przykład fikcyjni klienci, ostatnio jakiś pan z Kamczatki, który oferował 13 000 zł za spotkanie, podobno zero haczyków, po prostu jest taki hojny. Zachowałam we śnie zdrowy rozsądek i nie uwierzyłam, póki nie zobaczyłam gotówki w portfelu… a nie zobaczyłam nic, bo nigdy nie dotarłam na spotkanie z nim. Albo szykuję się we śnie na randkę. Albo uprawiam seks, niekiedy w miejscu publicznym lub przy pewnej liczbie świadków (w snach mam wyraźnie mniej zahamowań). Albo rozmawiam o pracy ze zmarłym członkiem rodziny, który nie miał o niej za życia zielonego pojęcia. Itd., itp. W sumie nic ciekawego. Moja podświadomość po prostu mieli temat, który jest częścią mojego życia, nic odkrywczego z tego nie wynika. Może poza tym, że w snach mam akceptację tego zmarłego członka rodziny (a reszta krewnych dalej nic nie wie).

Znacznie ciekawszy był sen sprzed dwóch dni: mianowicie byłam w nim Sherlockiem Holmesem z tego odcinka serialu BBC, gdzie Sherlock umawia spotkania przyjaciół z Johnem z dwutygodniowym wyprzedzeniem, a następnie urządza konfrontację z nowym Wielkim Złym. Odtworzyłam widziany rok temu odcinek z dużą dokładnością, dodając trochę szalonych szczegółów (pamiętam obgryzające mi ramiona dzikie szczury i lot z Johnem helikopterem z wojskowego materiału przepuszczającego powietrze). W efekcie musiałam sprawdzić, czy rzeczywiście ten odcinek został wyemitowany naprawdę, czy też może mój mózg wymyślił go od zera. Ale jednak nie, tu również pełnił rolę odtwórczą. Dobrze. Będę mogła obejrzeć produkcję jeszcze raz. Tym razem bez szczurów.

A jutro, czyli 3 marca, Międzynarodowy Dzień Praw Pracownic i Pracowników Seksualnych. Myślałam o jakimś wpisie okolicznościowym, ale wyraźnie zabrakło mi weny. Zresztą chyba bym się powtarzała.

0

You may also like

Mamy nowy dizajn
Dodałam zaległe komentarze