24
Mar
2018
0

Debata, obiecująca, ale bez nas

Kilka dni temu mignęło mi na Facebooku znajomego, że Instytut Stosowanych Nauk Społecznych organizuje debatę akademicką o usługach seksualnych. Powiedziałam o tym dzisiaj innemu koledze, wymieniając nazwiska – dr Dziuban, dr Ratecka, dr Ślęzak, dr Surmiak – i przypominając, kto jest kim.

– A ciebie zaprosili? – zapytał kolega.
– Nie, no co ty. Nie jestem akademiczką. Co ja bym tam miała do powiedzenia – odparłam.

Komentarza kolegi nie pamiętam dosłownie, ale miał wymowę “za to one mają…?”.

I mam problem. Bo z jednej strony są to, co do jednej, wieloletnie badaczki tematu, sojuszniczki (no dobrze, w tym momencie nie kojarzę dr Surmiak), ekspertki. Z dwiema z nich mam jakieś tam relacje, odkąd odeszłam z Sex Work Polska trochę słabsze, ale jednak jest tam szacunek i w ogóle. Książkę trzeciej posiadam na własność. Czwartą kojarzę z artykułu, do którego mam trochę zastrzeżeń, ale jednak ogólnie jest dobry. Spodziewam się więc, że będzie to wartościowa, merytoryczna debata.

A z drugiej strony… Naprawdę nie jestem fanką tego, że o pracy seksualnej znowu będą debatować wyłącznie osoby, które – jak sądzę – nie przepracowały w tej branży ani jednego dnia. Które mimo swojego zaangażowania w temat, aktywnej walki z abolicjonistkami, rozwiewania mitów i promocji rzetelnej wiedzy o pracy seksualnej, są jedynie sojuszniczkami, czerpiącymi swoją wiedzę jedynie z badań, a nie z autopsji. To jednak trochę tak, jakby do debaty, też akademickiej, o życiu seksualnym kobiet zaprosić samych cis-mężczyzn. Niby mogą być ekspertami, ale jednak o naszym orgazmie, o ciąży, porodzie, aborcji i o bólach miesięcznych to mogli sobie jedynie poczytać.

Przypominają mi się teraz broszurki o bezpieczniejszej pracy seksualnej, które kiedyś wpadły mi w ręce. Są tam takie wskazówki jak “Zawsze miej kogoś w drugim pokoju, żeby mógł ci przybyć na pomoc”. Niby mądre. Na pewno zwiększa to bezpieczeństwo. Ale… “Sama jesteś?” “Na pewno nikogo z nami nie ma?” “Nie ukrywasz w szafie ochroniarza?”. Ja nikogo takiego nie mam, nie mogę mieć w moim modelu biznesowym. Kieruję się innymi zasadami bezpieczeństwa, o których nie chciałabym mówić, bo wtedy przestałyby działać. Ich skuteczność tkwi w tym, że nie są oczywiste dla osoby postronnej. Niech to zilustruje moje zdanie o wiedzy pozbawionej osobistego wglądu.

Problem z pracą seksualną jest taki, że – w przeciwieństwie do seksualności kobiet – nie możemy skorzystać z alternatywy. Wskażcie mi polską panią doktor, która otwarcie mówi o tym, że w czasach studenckich dorabiała w agencji towarzyskiej. Przecież w najlepszym wypadku stykałaby się na co dzień z dyskryminacją… W najgorszym – nie miałaby już dłużej pracy. Środowisko akademickie jest jednak dość skostniałe, nawet na takim ISNS-ie. No i zawsze znalazłby się ktoś, kto zarzuciłby jej brak koniecznego w nauce obiektywizmu (słyszałam kilka razy, że geje nie powinni mówić o gejach z pozycji ekspertów, bo brak im dystansu – że tylko heterycy mają ku temu odpowiednie kompetencje).

Dlatego debatę bez udziału kogokolwiek naprawdę w temacie uważam za konieczny krok w kierunku naszej emancypacji. Może znajdzie się tam parę osób jeszcze nieprzekonanych, które wysłuchają rozmowy pań doktor i zmienią nastawienie. Może ktoś zyska wiedzę i zacznie skutecznie przekonywać innych, że praca seksualna to praca. Do wielu ludzi dotrą jedynie argumenty osób “obiektywnych”, to wiem. Rozumiem, że nie da się inaczej, naprawdę.

Niemniej jednak… niechże już coś się zmieni. Niech “nic o nas bez nas” przestanie być pustą frazą.

0

You may also like

Zagłosujcie w rankingu najlepszych blogów o seksie
  • Elercik

    A wzięłabyś udział w takiej debacie osobiście? Nie zasłaniając twarzy? Bo ja bym miała wiele obaw.

    • No nie, na to jest za wcześnie, zwłaszcza w obecnym klimacie politycznym i przy pozwoleniu na przemoc, także na debatach akademickich. Dlatego koniec końców stwierdzam, że rozmowa bez naszego udziału też jest konieczna i musimy przez to przejść – jak przez ewolucję.
      Tylko że jak czytałam niedawne artykuły zaproszonych pań ekspertek, to cóż, bycie wewnątrz opisywanego zjawiska ukształtowało moją perspektywę inaczej. Nie czuję, żeby akademiczki mówiły moim głosem. Więc jestem trochę nieusatysfakcjonowana tym, że nie możemy tak od razu wyskoczyć z szafy i zabrać sojusznikom mikrofon.

      • mrox

        Piszesz o odsłoniętej twarzy. Wiadomo póki się pracuje, a debata była by dla szerszego grona, utrwalana i tak dalej to pewnie jest z tym pewna obawa. Ale może były by Panie z Polski które i tak w swoich anonsach pokazują twarz, bo chcą. Albo niedawno już z tej branży odeszły z różnych powodów i nie miały by ku temu aby pokazać się z twarzy obaw. W ogóle to że musicie mieć obawy i w sposób zwykle jednoznaczny lub negatywny zostaniecie przez aż może 99% ludzi nieznających tematu. To wielki błąd postawy ludzi w naszym kraju utrwalany przez stereotypy. Na 100% w Holandii, o ile tam komuś debatowanie takie było by przy obecnym stanie i prawnym i otwartości ludzi potrzebne, pewnie dosyć sporo Div po zaproponowaniu wystąpienia jawnie w debacie wyraziło by zgodę.

  • Dopiero dzisiaj odkryłam Twój komentarz na liście oczekujących. Nie wiem czemu Disqus go nie przepuścił.

    Skąd wiesz o projekcie Desire? 🙂 Też będę brać w nim udział. W środowisku aktywistycznym jest postrzegany jako kontrowersyjny, ale polski team wzbudził moje zaufanie i jestem zdania, że warto wspomóc tę inicjatywę – oraz móc na nią wpłynąć 😀