12
Apr
2018
6

Praca seksualna, prostytucja – jednak jeden pies?

Wróciłam do domu z debaty i przyznam, że jestem trochę rozczarowana. Po pierwsze, niewiele z niej wyniosłam, bo konstrukcja była następująca: wstęp profesora Kochanowskiego (fajny), streszczenia wybranych wątków z prac kolejnych autorek (długie), kwadrans dyskusji publiczności z autorkami (z obowiązkowymi emocjami). Połowy artykułów z Przeglądu Socjologii Jakościowej na szczęście nie zdążyłam przeczytać, więc było w tym coś dla mnie odkrywczego. Spodziewałam się jednak czegoś bardziej dynamicznego. Najbardziej jestem w sumie zadowolona z dwóch odnowionych kontaktów.

Po drugie, jestem bardzo zawiedziona, że zdecydowana większość badaczek notorycznie używała słowa “prostytucja”. Ostatnio na grupie dla ludzi seks-pozytywnych była cała dyskusja o tym, że to słowo jest brzydkie, stygmatyzujące, obraźliwe i generalnie społeczność pracowników seksualnych nie życzy sobie, żeby było ono używane (ja czasem muszę, bo SEO wymaga). Mówiły o tym nie tylko pracownice seksualne, ale i osoby raczej spoza branży, czyli można się spodziewać, że badaczki będą o tym wiedziały. Tymczasem podczas debaty słowo “prostytucja” padło grube kilkadziesiąt razy!

Parę razy badaczki zastrzegły, że będą cytowały osoby, które badały i które były do pracy seksualnej nastawione negatywnie – i to rozumiem. Parę razy chodziło o doprecyzowanie, że chodzi o escorting, a nie na przykład pracę na kamerkach – to też mogę w ostateczności zrozumieć, choć naprawdę można się postarać bardziej. Ale najczęściej to nieszczęsne słowo było po prostu synonimem “usług seksualnych”, używanym bo tak. W zupełności bezmyślnie. Najsmutniej było, kiedy ktoś się raz przyłapał na powiedzeniu “prostytucja” i poprawił, a następnie bezmyślnie powtarzał to słowo…

Nie rozumiem, jaki jest sens mówienia innym “macie nie używać tego słowa, jest be, oni sobie tego nie życzą, to stygmatyzuje, blablabla”, skoro najwyraźniej nie pilnuje się samych siebie.

Jeśli chodzi o poglądy i postawy, to było dobrze, sojuszniczo, z naciskiem na aspekt pracy seksualnej zamiast seksualności (z czym niestety nie zgadzał się profesor Kochanowski). Ale słownictwo… Ech. Jeszcze wiele, wiele pracy przed nami.

PS. Pamiętacie, żeby głosować na mnie w rankingu najlepszych blogów o seksie?

6
  • To jak się powinno mówić?

    • Powinno się mówić: praca seksualna, usługi seksualne, świadczenie usług seksualnych, pracownica seksualna, branża usług seksualnych.
      Absolutnie nie: uprawianie prostytucji, nierząd itp.

      • Andrzej Andrzejewski

        “Nie rozumiem, jaki jest sens mówienia innym “macie nie używać tego słowa, jest be, oni sobie tego nie życzą, to stygmatyzuje, blablabla”, skoro najwyraźniej nie pilnuje się samych siebie.” Zaprzeczenie samej Sobie. Kabaret.

        • zaciekawiony

          To jest naprawdę PROSTE. Można mówić pracownik, ale można mówić robol. Można mówić dziewczyna a można i mówić laska albo dupa. Oczywiście niekiedy poziom rozmówcy wymusza użycie słowa np. prostytutka bo zwrot “pracownica seksualna” jest dla niego niepojęty. Porównajmy wyrażenia: “pracownik branży filmowej”, “pracownik sektora usług rozrywkowych” z “pracownikiem usług seksualnych”. Spójrzmy na to jak na kontrakt (umowę) między usługobiorcą a usługodawcą, zamiast przyklejać na wstępie rozważań, że najpierw należy rozważyć tutaj intymność, seksualność, moralność, kulturę a potem ewentualnie pracę, usługę. Zapomnijmy o tym, a może właśnie uświadommy sobie, że nasza seksualność, że nasz stosunek do ciała to wytwór kultury. Kiedyś golibrodami mogli być tylko mężczyźni. Teraz nie ma już w “sektorze usług fryzjersko-kosmetycznych” problemu z dotykiem i cielesnością.

        • Zdzisław Śmietana

          Niektórzy ludzie roszczą sobie po prostu prawo do tego, żeby mówić innym jak wolno im się zachowywać, a jak nie. A potem dorabiają do tego teorię, dlaczego wolno im narzucać innym swoje przekonania. Co więcej, kiedy sami używają tych samych słów, to jest ok, bo oni nie krzywdzą, mają prawo, mają dobre intencje. Krzywdzące jest tylko używanie tych słów przez innych. Hipokryzja i kabaret, tyle, że wcale nie śmieszny.

  • Piotr Krysz

    Witam. Przypadkowo trafiłem na tego bloga.

  • Język literatury naukowej ewoluuje. Przykładowo kiedyś pisano w niej o impotencji i oziębłości, a z czasem zmieniono nazwy tych problemów na budzące mniej negatywne skojarzenia: zaburzenia erekcji i zaburzenia pożądania. Dawniej pisano o osobach korygujących płeć z kobiety na mężczyznę per “transseksualistka” (i to już było postępowe), a teraz powszechnie przyjmuje się, że są to transseksualni mężczyźni i tak ich określa.
    Język nauki podąża za społeczeństwem. Pojawiają się nowe zjawiska, wymierają stare. Nazwy okazują się nieadekwatne. Szuka się nowych określeń. Obecnie językiem nauki jest angielski (a nie np. łacina).
    Oczywiście zawsze będą żyli ludzie, którzy będą się takim zmianom sprzeciwiać.

    • Zdzisław Śmietana

      George Carlin wiecznie żywy: https://www.youtube.com/watch?v=G9n8Xp8DWf8 Ewolucja języków na przestrzeni wieków była podyktowana pojawianiem się nowych zawodów i nowych określeń. A nie była podyktowana odgórnie narzuconym działaniem, przez określoną grupę ludzi przekonaną o własnej racji. Język kształtuje się sam i określenia w nim używane kształtuje całość społeczeństwa poprzez używanie słów najbardziej określających daną rzecz lub czynność. I na koniec, cytując Carlin’a, chodzi o kontekst. Tobie wolno używać słowa prostytutka, bo robisz to w dobrej wierze. Mnie nie wolno, bo moje znaczenie jest inne niż Twoje – moje jest złe. Z tej perspektywy zapewniam Cię, że byłbym w stanie w określeniu “pracownica seksualna” przekazać tyle wstrętu, pogardy, nienawiści i obrzydzenia, że ani “kurwa”, ani “szmata”, ani nawet “prostytutka” nie byłyby w stanie oddać łącznie tego negatywnego ładunku. Dociera? To jak odbierasz słowa, zależy od odbiorcy, nie od nadawcy.

      • Type B Negative

        ach ci mężczyźni objaśniający świat… Ladacznico, nie masz ich czasem dosyć?

        • Mojego ulubionego trolla? Coś Ty 😀

          • Sensual men

            Bo wiesz, w życiu musi być równowaga. Jeden Cię uwielbia, a drugi….lubi mieć rację:)

          • Ale dlaczego akurat w kontakcie ze mną lubi mieć rację? Też wietrzę tu jakieś emocje 😀

          • Sensual men

            Generalnie coś w tym jest. Kto się czubi, ten się lubi. 😉

          • Sprawdź pocztę 😀

    • Sensual men

      Nie neguję Twojego dążenia do propagowania określenia „pracownicy seksualni”, czy „praca seksualna”. Jak najbardziej to rozumiem i popieram. Te określenia oczywiście nie kojarzą się pejoratywnie, tak jak prostytucja.
      Jednak sama terminologia, czy definicja prostytucji mówi sama za siebie i może nie należy tego określenia zwalczać, tylko wskazywać, że można mówić inaczej. Z przyzwyczajeniami nie wygrasz.
      Rozumiem, że Dziewczyny (i nie rzadko też Panowie) wolałyby nie być nazywane prostytutkami. Ale z drugiej strony te dwa określenia funkcjonują równorzędnie, również w materiałach, tekstach i dialogach ogólnoświatowych. Tego raczej nie zmienisz, niestety.
      Natomiast warto podkreślać, że dobrowolna praca seksualna, to coś innego niż zmuszanie do nierządu. Co więcej obecnie istnieje wiele różnych form pracy seksualnej (escort, kamerki, masaże, go-go itp.), której wykonawcy wręcz nie utożsamiają się z prostytucją, która jest pojęciem kojarzącym się z wyzyskiem, przestępczością i handlem ludźmi.
      Jednak co do zasady pracownicy seksualni, czerpią korzyści wszelakie z różnego rodzaju aktywności seksualnej, czyli są pracownikami wykonującymi najstarszy zawód świata😊.

  • fx

    “Nie rozumiem, jaki jest sens mówienia innym “macie nie używać tego
    słowa, jest be, oni sobie tego nie życzą, to stygmatyzuje, blablabla”,
    skoro najwyraźniej nie pilnuje się samych siebie.”

    Jest to dosyć powszechne zjawisko, a ludzie są hipokrytami. To trochę jak z chodzeniem do kościoła – jestem tam co niedzielę, ale w poniedziałek pluje sąsiadowi na wycieraczkę, bo kupił nowy samochód. Łatwiej jest mówić, niż faktycznie się stosować…