9
May
2018
0

Sztuka mówienia “nie”

Przemęczyłam wczoraj rozmowę dwojga ekspertów seksualnych: Joanny Keszki z portalu Barbarella i Michała Lwa-Starowicza. Debatowali w Tak Jest o sprzedaży dziewictwa.

Keszkę poznałam kilka lat temu osobiście w jej sex shopie. Bardzo miło nam się rozmawiało, tylko że wtedy miałam fazę na mówienie jak to fajnie jest pracować seksualnie i się przed nią ujawniłam. Zobaczyłam wtedy na jej twarzy wyraźny grymas. To nie była żadna mikroekspresja tylko kilkusekundowe skrzywienie, które potem odtworzyłam na własnej twarzy. No i cóż, ja się tak krzywię na widok wijącego się robactwa, więc od tej pory nie jestem fanką Keszki. Ale też dzięki temu mniej ludzi wie, jak zarabiam na życie.

Poglądów młodszego Starowicza na pracę seksualną nie znałam, ale nie spodziewałam się niczego dobrego – to seksuolog ze starej, tradycyjnej szkoły.

Odpaliłam i dowiedziałam się ciekawej rzeczy, mianowicie że należy młode kobiety nauczyć ufać swoim decyzjom seksualnym. Że jeśli coś wydaje się im wymuszone i fałszywe, to na pewno takie jest, a jeśli fajne i zabawne – to też takie jest. Podpisałabym się pod tym i podkreśliła, że jeśli chodzi o seks komercyjny, to ja jestem po stronie “fajne i zabawne”. Ale… oni obydwoje nie rozważyli w ogóle możliwości, że umówienie się na sprzedaż pierwszego doświadczenia typu penis-wagina może się wiązać z jakąś przyjemnością. Nie, taka decyzja to na pewno – zdaniem obojga – efekt nieumiejętności mówienia “nie”. Oraz braku edukacji seksualnej. Oraz wpływu mediów, które niepotrzebnie – jak zrozumiałam słowa Keszki – nagłaśniają temat, przez co młode kobiety wpadają na ten smutny pomysł i dają się krzywdzić sprawcom: mężczyznom z pieniędzmi i władzą.

Przykra to wizja. Niestety z tym “nie” rzeczywiście jest problem w branży. O ile ja sama jestem bardzo świadoma swoich granic i wolę nie zarobić niż je przesunąć, o tyle zaledwie dzisiaj wyświetlił mi się inny artykuł, a w nim wypowiedź byłej luksusowej pracownicy seksualnej:

Nigdy nie będziesz dziewczyną do towarzystwa tylko wtedy, gdy będziesz dobrze się ubierać i czasem spać z klientami. Ta “praca” wymaga od ciebie codziennego przekraczania granic. Mężczyźni każą ci robić rzeczy, które w każdym domu publicznym uznane byłyby za nielegalne. Tego nikt nie mówi. (…) Żeby zarobić, musisz wyzbyć się strachu, nie mieć granic. Masz robić to, czego inna dziewczyna nie zrobi nigdy. W tym biznesie jest przecież mnóstwo kobiet i wszystkie ze sobą konkurują.

Nie, nie tędy droga. Po pierwsze, ilość aktywności seksualnych jest ograniczona. Prędzej czy później dojdzie się do ściany. Po drugie, konkurowanie brakiem granic jest równie głupie jak konkurowanie ceną – psuje rynek, a przy tym wcale nie buduje pozytywnej opinii o ofercie konkretnej osoby. Nie wyróżnisz się, będąc od wszystkiego (czyli niczego).

To, co ja staram się praktykować, zaczerpnęłam z wielu książek o biznesie, które przeczytałam, a także z grup dla kobiet biznesu. Definiuję swoją markę, grupę docelową i standardy. Stawiam na unikalność, a nie “najtańszą ofertę na rynku” czy na “uniwersalność” (brak granic). Nie jestem dla każdego oraz nie poświęcam się dla pieniędzy, więc w praktyce wiele moich telefonów kończy się odmową. Na pewno przez to zarabiam mniej niż autorka powyższej wypowiedzi. Za to – w przeciwieństwie do niej – nie postępowałabym inaczej.

Z postawienia granic i trzymania się swoich standardów wynika jeszcze to, że praktycznie nie doświadczam przemocy. Owszem, trafiają się czasem jakieś nieciekawe typy, ale gdy tylko się zorientuję, że coś jest nie tak – wycofuję się. Dla porównania:

Za każdym razem, gdy dostawała więcej pieniędzy od klienta, więcej od niej chciał. Był przekonany, że może z nią zrobić wszystko, że jest ich własnością. Mężczyźni znęcali się nad nią psychicznie i fizycznie i dla niej to było normalne.

Niestety przemoc jest częsta w tej branży. Jak pokazuje historia bohaterki artykułu, Gwyneth Montenegro, można z niej wyjść i ułożyć sobie życie – zobaczcie jak – ale najpierw istotnie trzeba nauczyć się mówić niektórym klientom (i ich pieniądzom) “nie”. Oraz, jak słusznie zauważyła Keszka, czuć się pewnie ze swoimi wyborami.

0

You may also like

Co wspólnego ma wytrysk z etyką zawodową?
Niezdrowa fascynacja