14
Cze
2018
3

Sexuality professionals

Ostatnio wpadł mi w łapki artykuł Lucy Rowett o konferencji SexWorks18, która z początku – bo słyszałam o niej już wcześniej – wydawała mi się bardzo dziwna. Połączenie szeregu wystąpień związanych z pracą seksualną z innymi, dotyczącymi innych zawodów z obszaru ludzkiej seksualności. Czemu tak dziwnie?

Tekst Lucy Rowett, która jest coachem seksualności z Wielkiej Brytanii, naświetlił mi ten problem. Otóż w języku angielskim istnieje pojęcie „sexuality professionals”. Kto jest takim specjalistą? Otóż… każdy. I ja, i Lucy Rowett, i Lew-Starowicz, i edukator seksualny z Pontonu, i tantryczna masażystka, i profesjonalna Domina, i bodyworker, i seksualna surogatka, i Proseksualna, i lider społeczności kinkowej… Wszyscy.

No dobrze, w oczach niektórych to „wszyscy” odnosi się tylko do zawodów powszechnie respektowanych, blogerki czy mnie by nie uwzględnili, pewnie mieliby też problem z bodyworkerem (bodyworker pracuje z nagością i często dotykiem w leczniczy sposób, w Polsce to wciąż tabu i ludzie kryją się z tą tożsamością zawodową po kątach). Ale twórcy wspomnianej wyżej konferencji wyszli z innego założenia, dużo bardziej logicznego – że każdy, kto zawodowo pracuje z seksualnością, to – przekładając dosłownie – „zawodowiec seksualny”. I zorganizowali spotkanie takich zawodowców.

Z artykułu Lucy Rowett wynika, że dużo ludzi w Wielkiej Brytanii ma dokładnie ten sam problem z lepsiejszością niektórych zawodów. Przykładowo pewna pani pracuje równolegle jako terapeutka i surogatka seksualna, czyli oprócz rozmów oferuje także specjalne spotkania z erotyką i dotykiem. Nie jest to ładniejsza nazwa na to, co ja robię, bo ona specjalizuje się w rozwiązywaniu problemów klientów (np. całkowity brak doświadczenia), podpisuje z nimi kontrakt na, powiedzmy, sześć sesji, a następnie klienta żegna ciepło i już się z nim więcej nie spotyka, bo umowa dobiegła końca, a problem jest rozwiązany. Jeśli chcecie wiedzieć więcej na temat tej pracy, obejrzyjcie film „Sesje”, genialny.

W każdym razie ta pani nie ujawnia się ze swoją praca surogatki seksualnej w organizacji, do której należy jako terapeutka, bo straciłaby najprawdopodobniej członkostwo. Rzekomo chodziłoby o etykę, ale tak naprawdę przyczyną byłyby zabobony. Przecież – jak dowodzi Lucy Rowett – w przypadku ludzi łączących z powodzeniem dwa pokrewne zawody, terapeuty i np. uzdrawiacza Reiki, problem etyki nie jest podnoszony. A w przypadku „sexuality professional” – już tak.

Gorąco zachęcam Was do zapoznania się z całością artykułu, mnie dał bardzo do myślenia. Przede wszystkim bardzo mi się spodobało to pojęcie „sexuality professionals”. Zaciera hierarchię. U nas to funkcjonuje najczęściej tak: „seksuolog kliniczny po medycynie jest bardzo szanowany, psycholog seksuolog i edukator seksualny trochę mniej, a dziwka ma szacunek na minusie i zero do powiedzenia”. Na Zachodzie, jak widać, robi się trochę przyjemniej.

Mam trochę kontaktów z zagranicznymi specjalistami – pomijając międzynarodowe szkolenia i dodanie się do znajomych z osobami, z którymi gadałam najczęściej, dołączyłam niedawno do jednej anglojęzycznej grupy na Facebooku – i wśród nich spokojnie mogę mówić, że pracuję jako escortka. Rzeczywiście odnoszą się do mnie jak do równorzędnej profesjonalistki. Jednak ja jestem bardzo wrażliwa na słowa i dopiero to określenie uświadomiło mi, że w istocie jest między nami równość i nie muszę czuć się gorsza czy mniej kompetentna z powodu mniej prestiżowego zawodu. Co prawda i tam nie każdy ma odwagę cywilną, świadomość lub pomysł, żeby napisać, że „specjaliści pracujący z ludzką seksualnością” (wreszcie przypomniałam sobie polski odpowiednik, jest długi!) to także seksworkerzy, ale jednak…

Życzyłabym sobie jeszcze tylko, żeby poziom usług seksualnych w Polsce się troszkę podniósł. Na zawsze pozostaną mi w pamięci koleżanki z agencji, które się awanturowały, bo klient grzecznie zapytał, czy oferują jakąś nietypową usługę. Trudno mi to nazwać profesjonalizmem.

3