4
Paź
2018
4

Zapowiada się ostra harówka

Ostatni tydzień spędziłam w domu, chora na dostatecznie dokuczliwe przeziębienie, żeby nie móc pracować. Telefon – jak zwykle w takich sytuacjach – po prostu się urywał. Najgorzej było, kiedy dogorywałam w łóżku: miałam chyba z sześć kuszących propozycji na każdy wieczór. Musiałam też odwołać umówione już spotkania. Zawiedzione oczekiwania, straty finansowe… Nie ma jak sezon na katar!

Teraz już jest sporo lepiej, ale jeszcze wczoraj pogoda nie bardzo zachęcała do eksperymentów z wychodzeniem z domu – porywisty zimny wicher, opady…. Uch. Na szczęście idzie ocieplenie, a ja mam dzisiaj leniwą randkę i co prawda biorę na nią kilka paczek chusteczek do nosa, ale powinno być dobrze.

W trakcie choroby włączyłam z ciekawości pewne live na Facebooku, to się chyba nazywa Poranny Rozruch z Kołczem Majkiem, i jak przystało na pracowitego widza, zrobiłam ćwiczenia dołączone do wywodu. Sfrustrowana chorowaniem, na wpół nieprzytomna i na wpół pobudzona po całej nocy przewracania się z boku na bok (pseudoefedrynka kochana), dostałam Objawienia: jestem w mocy, aby napisać książkę o swoich doświadczeniach. Już teraz. Nie za ileś lat, jak będę mądrzejsza (i pozapominam dobrze ponad połowę z tego, co teraz bym mogła w niej zawrzeć). Kołcz Majk nazywa to „opakowywaniem wiedzy”.

Spisałam więc listę pomysłów, o czym miałaby ta książka być oraz co chciałabym w niej przekazać i aktualnie importuję do Evernote mojego bloga, notka po notce (jest ich ponad 300…). Myślałam, że napiszę książkę z głowy, ale – po kilku dniach zmagań z lukami w pamięci i brakiem weny oraz „o rany, jaki to wielki projekt, a ja umiem pisać tylko małe formy, aaa” – uświadomiłam sobie, że przecież mam kopalnię inspiracji tu, na blogu. Zapomniane już anegdotki, dane finansowe, komentarze na bieżąco do wydarzeń społeczno-politycznych ubiegłego roku…

Roboczy tytuł książki brzmi: „Seksbiznes i ja. Moja droga do bycia profesjonalną seksworkerką”. Czyli z grubsza to, co tutaj: autobiografia, kulisy branży i osobisty przepis na sukces. Tylko że tym razem podane w uporządkowanej i kompletnej formie. No i w papierze. Zamierzam też uwzględnić ten rozdział mojego życia, który nie załapał się na bloga: pierwsze, kompletnie amatorskie spotkania z klientami z czasów przedagencyjnych. Ileż ja wtedy błędów popełniłam!

Kupilibyście mnie? 🙂 Libertyn pisał kiedyś, że tak, a pozostali z Was?

PS. W zasadzie to mam też pomysły na drugą i trzecią książkę… Zawojuję księgarski rynek!

4
  • Zdzisław Śmietana

    Nie chcę Ci podcinać skrzydeł, ale wolałbym Ci dać te 20 czy 30 zeta, które zapłaciłbym za książkę, za sam fakt, że czytałem Twojego bloga, bez konieczności posiadania tegoż bloga w papierze. Możliwość rozmowy z Tobą jest dalece bardziej ciekawa, niż przeciętne realia Twojej profesji. Ale na mnie się nie oglądaj, ja w wieku 12 lat czytałem z wypiekami na twarzy „Pamiętniki Fanny Hill”. Ówczesne realia dawania dupy za pieniądze były ciekawsze niż obecnie. Chociażby dlatego, że nazywało się to dawaniem dupy, a nie różnymi wymyślnymi określeniami zacierającymi właściwy sens czynności. Co ciekawe nazywanie rzeczy po imieniu, nijak nie negowało szacunku, możliwości emocjonalnego zaangażowania czy inteligentnej rozmowy w trakcie. Prawie dwa wieki przed przyznaniem kobietom prawa głosu. Rzecz warta przemyślenia. 😉 George Carlin niezmiennie aktualny pozdrawia zza grobu. https://www.youtube.com/watch?v=G9n8Xp8DWf8

  • memo

    Pewnie że bym kupił. Rozumiem, że Czarodziejki E Egejska znasz. I bloga „Szlakiem kurtyzan” również.

    W twoim blogu trochę mi brakuje opisów klientów, tego jakie było spotkanie, co myślałaś. To mamy w Czarodziejkach. Chciałbym poznać co myśli kobieta która takie spotkania przeżywa.

    Nieraz rozmawiam z dziewczynami na ten temat. Jak ona na przykład miała pierwszy raz za pieniądze, w agencji, jak przyszedł klient, ona się bała, że będzie źle, nieprzyjemnie, wyobrażała sobie starego i grubego, a byl młody i przystojny, było całkiem fajnie. A po spotkaniu się zastanawiała i uznała, że niepotrzebnie się bała. Potem pracowała i pracowała, przyszło zmęczenie, miała dość, myślała to, tamto siamto. Czyli po prostu historia kobiety, życia, a to wszytko na tle seksu, który otrzymujemy za pieniądze, ale mimo wszystko oprócz pieniędzy jest to spotkanie człwoieka z człowiekiem, spotkanie bez zahamowań, naturalne, z grą charakterów i akceptacji lub odrzucenia.

    Czyli aby można było jakby przeżyć takie spotkanie razem z Tobą. Bo na blogu są ogólniki… że na przykład klent był niebezpieczny, więc wyszłaś, miałaś plan B… Ale co on zrobił? A jak się zachował jak postanowiaś wyjść? Bałaś się?

    Takie ludzkie rzeczy.

    • Zdzisław Śmietana

      Zgadzam się. Za mało konkretów. Rozumiem też, że dbasz o dyskrecję. Ale przez to spłycasz całość interakcji. Lubisz się bzykać przecież. To napisz to. W detalach, ekspresyjnie. Jak dochodzisz, jak bawisz się seksem. Jak jest bardzo dobrze. Jak jesteś usatysfakcjonowana i szczęśliwa. Jak przeżywasz pozytywnie udane spotkania. Po kobiecemu.

      • Przecież na tym blogu jest pełno pozytywów. Dopiero co go czytałam – wrzuciłam do Evernote 2/3 wpisów, co krok to pozytywy i zachwyty. A że nie ma szczegółów? To dlatego, że blogerki też lubią prywatność. Własną.

        • Zdzisław Śmietana

          Może Ty to odbierasz jako pełno pozytywów, bo tylko Ty wiesz co się wtedy dokładnie działo. Jeśli piszesz, że było wspaniale i jesteś bardzo zadowolona, to fajnie i generalnie gratulacje i w ogóle, tylko jeśli nie ma konkretów, to jest to kompletnie suche i nijak mnie to nie wzrusza i nie odnajduję się w tej opowieści nijak. Nie działa wyobraźnia, nie ma emocji. Są suche fakty. W przypadku negatywnych opisów bardziej się uzewnętrzniasz. Odczuwam dysproporcję. Nie chcesz nic zmieniać? Nie zmieniaj. Daję znać co o tym myślę.
          Blogerki lubią prywatność? To nie jest oksymoron? Jak ktoś lubi prywatność to nie pisze bloga, tak sobie myślę. 😉

          • To nie jest oksymoron. Masz niedosyt. Opisuję mniej, niż byś chciał przeczytać. To dlatego, że opisuję tyle, ile chcę opisać – resztę zachowuję dla siebie. Jest jeszcze taki zakres, który dostają moi najbliżsi, na ogół w rozmowie telefonicznej wkrótce po spotkaniu – troszkę więcej niż na blogu, ale też dużo mniej niż wszystko.

          • Zdzisław Śmietana

            W porządku. W tym przypadku i ja i memo zwróciliśmy uwagę na to samo. Widać, że sporo zostawiasz poza. Tak widać musi być.

          • Właśnie tak 🙂 Cieszę się, że się zrozumieliśmy 🙂

    • Nie opisuję spotkań ze szczegółami z jednego prostego powodu – klienci w większości nie życzyliby sobie znaleźć takiego opisu w sieci. To nie różni się wiele od nagrywania kogoś ukradkiem. Mam też granice prywatności jeśli chodzi o moje własne myśli i emocje, dzielę się tym, czym chcę się podzielić. W książce na pewno będzie więcej szczegółów i będą lepiej poukładane, ale ogólny charakter rozmycia większości zdarzeń zachowam.

      Jako nastolatka prowadziłam mojego pierwszego bloga, opisywałam tam ze szczegółami co uważam o osobie X i wydarzeniu Y, co kto powiedział, co się zadziało. Miałam z tego tytułu wiele nieprzyjemności, a chodziło o proste rzeczy, takie jak różnica zdań z mamą, obca mi mentalnie grupa na koloniach czy dyskusja na szkolnym zebraniu. Wyciągnęłam wnioski.

      • memo

        W książce Czarodziejki jest wiele detali podanych, ale osoby są anonimowe.

        I przykładowo jak Ty piszesz „miałam cudowny wieczór, super kolację z klientem którego lubię”, to ja jestem ciekaw jak Ci ten czas minął. Ciekaw tak po ludzku, tak jakbym film oglądał.

        Jak byś napisała „miewam fajne kolacje z klientami”, to jest taka sucha informacja. Anonimizująca, jasne, ale brakuje ekspresji, przeżyć, kawaka czyjegoś świata do poznania chociaż z tekstu.

        Lubię czytać jak się splatają losy ludzkie, jacy sa ludzie, jak żyją, jakie decyzje podejmują. Na przykład na twoim blogu podobało mi się, jak przechodziłaś z pracy u kogoś z dziwnymi koleżankami i szefostem do pracy u siebie, jak potem pisałaś o braku pieniędzy, o organizacji swojego czasu, porządkowaniu spraw.

        • Są różne anonimowości. Ja się, z paroma wyjątkami, staram, żeby klient był anonimowy także dla samego siebie – nie wpadł na to, że to o nim. Teraz trochę mniej, no bo blog jest zidentyfikowany z moją ofertą, ale nadal, jeśli na przykład z kimś mi nie odpowiadało, to nie chcę, żeby ten klient skojarzył, że to z nim byłam niespełniona / sfrustrowana / zmęczona. Dodatkowo zakładam, że klient może chcieć, żeby ten, jak to opisujesz, film, pozostał naszą wyłączną własnością. Jeśli jakieś przeżycie staje się publiczne, to już nie jest dłużej prywatne.

          W „Czarodziejkach” są bardzo szczegółowe opisy spotkań i dla mnie jest to totalnie nieetyczne. Poza tym taki poziom szczegółowości mnie śmiertelnie nudzi. Ja tej książki nie jestem w stanie przeczytać drugi raz, bo usypiam – mam tak, odkąd zaczęłam pracować w branży. Tak samo nudzi mnie „Szlakiem kurtyzan” i blog Grzesznika Adama. Gdybym sama miała coś takiego z siebie wydusić, to bym padła nad klawiaturą. Dla mnie to równie porywające, jak opisy przyrody w „Nad Niemnem”.

          Odnośnie przeżyć okołozawodowych, ostatnio u mnie w pracy było bardzo stabilnie i nie bardzo mam tematy. Przynajmniej takie, którymi mogłabym się podzielić. Gdybym pisała o wszystkim, to co innego…

          • memo

            Dobrze. Masz rację. Może źle opisałem. Nie chodzi mi o detale spotkań, ale o życie.

            Przykładowo w Szlakiem Kurtyzan podoba mi się ostatni wpis na blogu, szalenie mi się podoba, przemyślenia człowieka który to wszystko przeżył. Podobają mi się pierwsze zabisy na blogu o początkach jego „diwowania” za czasów komuny. SZczegółów spotkań nie czytałem.

            Podobnie w Czarodziejkach — z pasją czytałem rozdziały o życiu dziewczyn, a omijałem te takie obyczajowe scenki, czy jak się to tam nazywało.

          • Zdzisław Śmietana

            Ja dzisiaj raczę się lekturą opisów dziewczyn i lokali z Garsoniery. Prawie się usmarkałem ze śmiechu, bo łzy to wycierałem już kilka razy. Niemniej jednak po lekturze jestem zdania, że branża jest w strasznym stanie. Walenie w chuja przez dziewczyny jest nagminne. Podmianki, oszukiwanie w kwestii oferowanych usług, retuszowanie zdjęć, ściemy, syf i ogólne zmęczenie życiem. Niewiele się zmieniło odkąd lat temu z 10 korzystałem po raz ostatni. Z całego stada ogłoszeń, znalazłem może ze 3 dziewczyny, których nie bałbym się odwiedzić, które wyglądają atrakcyjnie, gdzie dostałbym ze dwa-trzy solidne, profesjonalne anale w godzinie i połyki na koniec. I Ty się dziwisz, że ja tak psy wieszam na kobietach, skoro z wszystkich, które biorą za to pieniądze być może 10% zasługuje na to, żeby zapłacić im cokolwiek, zamiast nakłaść po ryju i zagonić kijem do uczciwej pracy? Na Garsonierze też masz opisy spotkań. Są konkrety, jest wesoło, ale z perspektywy facetów. Tę perspektywę znam. Brakuje kobiecej, pozytywnej, spełnionej. Szkoda, że nie tu. Jasne, że rozumiem. Co nie zmienia faktu, że zawód jest.

          • Wiesz przecież, jak oceniam konkrety na Garsonierze, prawda? Dla mnie wyciąganie szczegółów intymnych spotkań to kompletny brak klasy i szacunku do drugiego człowieka. Owszem, jeśli ktoś jest super i godny polecenia albo trzeba społeczność przed czymś przestrzec, to ok. Ale panowie nie poprzestają na suchych informacjach tylko piszą tam regularne porno. Dla mnie to potwornie słabe. U mnie nigdy nie będzie kobiecego odpowiednika, bo mam szacunek do swoich klientów.

            Działalność bywalców Garsoniery to też złodziejstwo, bo podzielenie się seksualnością escortki z publiką nie zostało opłacone. Klienci płacą za dyskretne spotkanie 1:1, a nie za możliwość wytworzenia tandetnej pornografii ku uciesze gawiedzi powiązanej jednoznacznie z czyimś imieniem i numerem telefonu. Z perspektywy usługodawczyni czułabym się po prostu nadużyta, gdyby ktoś wytworzył taką historyjkę o mnie bez mojej zgody i bez zapłacenia odpowiednio wysokiego honorarium za mój osobisty udział.

            Dodatkowo taka działalność twórcza jest niezgodna z RODO. Odkąd rozporządzenie weszło w życie, escortki mogą dbać o swoje prawa i usuwać poświęcone im wątki.

          • Zdzisław Śmietana

            Nie, nie wiem. Jak oceniasz? Jeśli miałbym polecić jakąś dziewczynę, to opisałbym całe spotkanie z detalami. Od wejścia, do wyjścia. Przez to kto co powiedział, jak się zachował, co zrobił. Ze szczegółami jak jęczała, jakie pozycje były grane, ile razy, czy zgodnie z ogłoszeniem, zdjęciami, itd. Bo to są detale, które powodują, że można sobie wyrobić opinię na temat tego czy warto wydać te kilkaset złotych, czy będą to pieniądze wyrzucone w błoto.
            Nikt nie dzieli się tam niczyją seksualnością. Przedstawia jedynie informacje niezbędne do tego by mieć pogląd jak przebiega spotkanie. Konkrety, detale. Jest ładna czy jest brzydka? Dobrze ssie, przeciętnie czy słabo? Jest zmęczona życiem, trochę marudzi czy jest chętna i profesjonalna? To są istotne informacje, a nie chęć wytworzenia porno.
            Innymi słowy, chcesz powiedzieć, że RODO skutecznie przeciwdziała nieuczciwości w branży, bo nie ma możliwości napisania prawdy o osobach, które nie świadczą usług zgodnie z ogłoszeniem? 🙂 No i wyszło Twoje stanowisko. Kobiety mają prawo oszukiwać, a mężczyźni nie mają prawa nawzajem się o tym ostrzegać. Aczkolwiek w tym miejscu od razu Cię zmartwię. RODO dotyczy danych osobowych. Eskortki nie podają w ogłoszeniach żadnych swoich danych osobowych. Występują pod pseudonimami, telefon jest prepaidem, wizerunek jest zamazany. Co ciekawe, opinie o kobietach, które wykonują swoją pracę uczciwie i solidnie i nie wstydzą się pokazywać twarzy, są zadziwiająco dobre. Ciekawe dlaczego? Może dlatego, że pokazując twarz biorą odpowiedzialność za to co robią i muszą się starać, w przeciwieństwie do tych, które mogą napisać co chcą i nikt ich nie rozpozna? 🙂

          • Aha, aha, a świstak siedzi, bo sreberka były kradzione. Oczywiście, że takie opisy są, a raczej bywają pornografią: czytałam je przecież. Co więcej, inni ludzie czytają je jako pornografię. Tym ciekawszą, że nieudawaną i niewyobrażoną. Sam chyba nie czytałeś ostatnio Garsoniery w celu zorientowania się, z kim się spotkać, prawda? 😉
            Co do „wyszło twoje stanowisko”, czytaj ze zrozumieniem. Pisałam wyżej, że mam inne stanowisko jeśli trzeba przed czymś przestrzec. Ale użytkownicy się do tego nie ograniczają. Użytkownicy w ogóle nie szanują prywatności escortek i mają za nic dyskrecję, której tak oczekują. Gdybym opisywała ich w sieci tak dokładnie, jak oni escortki (łącznie z kszałtem i rozmiarem penisa, długością stosunku, umiejętnościami oralnymi i ilością nadwagi, umiejętnościami interpersonalnymi oraz oszacowanym IQ – same ważne informacje), byliby ZACHWYCENI. Na pewno czułbyś się chojrakiem po przeczytaniu takiego opisu na swój temat. Zapewniam, że umiem być równie wymagająca, szczegółowa i obrzydliwie szczera jak panowie.

            Odnośnie danych osobowych, to na Garsonierze w menu znajduje się link „Usuwanie danych”, który pojawił się tam po wejściu w życie RODO. Nie zmartwiłeś mnie, bo nie miałeś czym – sami twórcy dostrzegli, że MUSZĄ pozwolić escortkom na kasowanie ich wątków. Na początku z tego co wiem mieli opory, ale prawnicy to już im wyjaśnili 🙂 A tu masz artykuł: https://wiadomosci.wp.pl/nieoczekiwany-efekt-rodo-prostytutki-z-najwiekszego-seksportalu-zadaja-usuniecia-danych-6263073133742209a

            Wracając do mojego bloga. O ile na Garsonierze wulgarne opisy mają jeszcze jakiś sens, bo część czytelników forum rzeczywiście zagląda tam w celach sprawdzenia, czy warto się z kimś spotkać, o tyle u mnie tego sensu nie ma. Chodzi Wam tylko o zaspokojenie ciekawości i rozrywkę. A to naprawdę za mało, żebym łamała prawo moich klientów do prywatności.

          • Zdzisław Śmietana

            To kto się czym podnieca jest kompletnie nieistotne. Dla mnie istotne są informacje, które pozwalają wyrobić sobie opinię o tym czy dane ogłoszenie jest prawdziwe i warto się tam udać, czy też jest „agenturą wstrętnych bab”. 😀 Czytałem Garsonierę wczoraj, po tym jak chciałem sobie wyrobić opinię na temat branży na nowo, bo po tym co zauważyliśmy wczoraj z memo uznałem, że to co piszesz jest niepełne. Uzupełniłem sobie wiedzę zatem. Przy okazji znalazłem kilka ogłoszeń, które być może z przyjemnością sprawdzę, oczekując realizacji dokładnie tego co tam jest opisane, bo zostało sprawdzone przez poprzedników. Ja na dziwki przestałem chodzić, bo zmęczyło mnie bycie walonym w chuja na każdym kroku, a nie dlatego, że nie lubię dupczyć. 🙂
            Przestrzec ok, ale informować o tym, że pannie wiszą cycki, fotki ma retuszowane, a z ogłoszenia to prawdziwa jest mineta w jej stronę za dopłatą to już nadużycie prywatności? 😉 Dla mnie jedno i drugie jest przestrzeganiem przed usługą niezgodną z opisem. Wiesz dobrze, że ja jestem za transparentnością, szczerością i otwartością. Chętnie usłyszałbym prawdę o tym co dana panna o mnie sądzi po jakiejś wizycie. Nie mam z tym żadnego problemu. Jednej by się podobało, innej nie. Natomiast byłyby to szczegóły, które pozwalałyby wyciągnąć opinię o mnie ewentualnym kolejnym, do których bym się udał. Poza tym myślisz, że kobiety, które robią to dla pieniędzy, a nie przyjemności, serio obchodzi czy facet ma brzuszek, małego czy dużego penisa, czy IQ na poziomie ameby? Grunt, żeby nie był brudny, agresywny, psychicznie niezrównoważony i płacił umówioną stawkę. To są dla kobiet istotne informacje. Prostytucja to nie portal randkowy. My się nie umawiamy na związek, my się nie musimy lubić. My się umawiamy na ruchanie. Ma być ciasna, chętna, miła, wyglądać jak na zdjęciach i robić to co ma w ogłoszeniu. Takie są kryteria. Tylko tyle, albo aż tyle. Gdyby te kryteria były spełniane, to Garsoniera by nie powstała. Ponieważ dziewczyny nauczyły się, że mogą facetów bezczelnie wykorzystywać i nie dzieje im się krzywda, to powstała. A teraz wielkie larum, że mężczyźni opisują kobiety tak, jak uważają za stosowne z wykorzystaniem kryteriów, które są dla nich istotne. No niespodzianka. 🙂 Względem Twojego ewentualnego opisu mnie, do Ciebie się nie wybieram, bo nie oferujesz tego co lubię. Gdybyś oferowała, byłabyś zadowolona z ruchania, to Ci gwarantuję. A czy bym Ci się spodobał czy nie, na to akurat leję. Nie po to bym Ci płacił, żebym musiał Ci się podobać. https://youtu.be/WOFk0PpG1EA?t=604
            I dlatego też wyleciały z Garsoniery kartoteki, natomiast informacje, które są w interesie publicznym zostały. Z resztą pod linkiem o usuwaniu jest takie coś: „Gdy prześlesz wniosek, weźmiemy pod uwagę zarówno Twoje prawo do prywatności, jak i interes publiczny wynikający z dostępu do tych informacji oraz prawa innych osób do ich rozpowszechniania. Na przykład możemy odmówić usunięcia określonych informacji o oszustwach, postępowaniu niezgodnym z prawem.”. Interes publiczny, oszustwa i postępowanie niezgodne z prawem oznacza, że eskortki mogą sobie chcieć. Jak będą wykonywać swoją pracę zgodnie z opisem, to będą pochwały.
            Jesteś kobietą. Możesz wykonać opis bez wulgarności i ujawniania szczegółów, natomiast ciekawszy niż suchy opis tego, że przyszedł, było miło i wyszedł. Nie chodzi o ciekawość. Jebie mnie osobiście co to są za ludzie. Nie będę ich szukał i do nich dzwonił, żeby potwierdzić wersję. Możesz zmieniać wszystkie szczegóły tego spotkania, z przystojnego młodego, bruneta zrobić rudego z nadwagą. Chodzi o to, żeby opis spotkania był ciekawy i wykonany z perspektywy kobiety. Użyj wyobraźni laska. Masz jej pod dostatkiem. 😉

          • Widzisz, to co mówisz, w ogóle do mnie nie trafia. Rozumiem co piszesz, ale sama oferuję inne usługi dla innego gatunku mężczyzn.

            Uwaga, teraz nastąpi opis!

            Ostatnio miałam spotkania za naprawdę grubą kasę, na którym w ogóle nie było, jak to określasz, ruchania – a jednak mężczyzna był zachwycony i umówił się na kontynuację. Dla tego mężczyzny nie było ważne czy jestem „ciasna, miła, chętna” czy że robię to, co mam w ogłoszeniu (w ogóle tego nie wie, a spędziliśmy razem już kilkadziesiąt godzin). Dla niego miało znaczenie to, że prawie dorównuję mu intelektem, że mamy zbliżone zainteresowania, że mam ponadprzeciętne zdolności komunikacyjne i że czuł ze mną bliskość. Byliśmy w restauracji, na kawie, oglądaliśmy film, rozmawialiśmy i słuchaliśmy starej i nowszej muzyki rockowej oraz kabaretów. Dlaczego się ze mną umówił? Bo czytał, co to dla mnie znaczy GFE.

            Prostytucja to MOŻE być randka i ja właśnie takie spotkania oferuję – dla takich klientów, którzy tego właśnie szukają. Wypowiadasz się w tonie „my, mężczyźni, klienci dziwek”, ale reprezentujesz tylko pewien segment klientów. Mój segment się Garsonierą brzydzi (nawet jeśli czytają opinie, to sami nic nie piszą, właśnie dlatego, że nie uważają nas za bydło), opcjonalnie nie rozumie języka, w którym jest spisana. Dlatego na Garsonierze raczej nie będzie pochwał na mój temat. Za to dostałam kiedyś negatywa. Od człowieka, który oczekiwał pustej pornogwiazdki do rozładowania napięcia seksualnego, mimo że w ogłoszeniu jak byk stało „GFE”. On w ogóle nie pojmował intelektualnie, co to znaczy. Bywa.

          • Zdzisław Śmietana

            Nie od dzisiaj wiemy, że myślimy w inny sposób. 🙂 A ja nie rozmawiam z Tobą po to, żeby obowiązkowo coś do Ciebie trafiało czy żeby Cię do czegokolwiek przekonać lub w Tobie zmienić, tylko żeby wymieniać punkty widzenia i wyrazić swoje zdanie. Pomimo tego, że patrzę na rzeczywistość inaczej, Twój punkt widzenia jest dla mnie ciekawą perspektywą.

            Przychodzą do Ciebie mężczyźni, którzy potrzebują bliskości, dla których najwyższą wartością nie jest to czy robisz to czego on by chciał, tak jakby chciał, tylko sam fakt, że spędzasz z nim czas i jesteś sobą. Rozumiem to ale też to do mnie nie przemawia. Takie usługi są wartościowe i potrzebne. Ja też lubię bliskość, poczucie bezpieczeństwa, spokój. Natomiast jak idę na dziwki, to idę ruchać, a nie odczuwać bliskość. Przyjmijmy, że bliskość mi wtedy nie przeszkadza, więc fajnie jak jest dobry seks i bliskość w przerwach, a nie bliskość zamiast seksu. Inne potrzeby, inny typ faceta. Dlatego się do Ciebie nie wybieram, bo pogadać to możemy sobie tutaj za darmo, a jakby mnie naszła ochota, to idę tam gdzie dostanę to co lubię, a nie muszę ubolewać nad tym, że Ty nie robisz tego co lubię. Pure win win. 🙂

            Prostytucja to może być randka, oczywiście. Tylko po co? Skoro na randkę można się umówić za darmo w dowolnym momencie z kimkolwiek poznanym tu czy tam. Wypowiadam się za siebie i nie reprezentuję nikogo poza sobą. Możesz mnie szufladkować jak chcesz, natomiast tego w Twoim sposobie myślenia nie rozumiem szczerze mówiąc, tej polaryzacji. My, oni. Dobrzy, źli. Ta dychotomia myślenia musi być dla Ciebie niezwykle męcząca na co dzień. Wiesz, ja jestem strasznie przekorny. Jak kobieta, która ma na szyi cenę mówi mi, że nie jest na sprzedaż, to ja odpowiadam, owszem jesteś. Sama sobie tę cenę na szyję założyłaś, więc nie pierdol, bo moja logika usmarkała się ze śmiechu właśnie. Pomimo tego, że sam z siebie w życiu nie pomyślałbym, żeby nazwać kobietę, która świadczy usługi seksualne „bydłem na sprzedaż”. To kobiety to porównanie stworzyły. To trochę w stylu: „Jestem gruba? Jesteś.” Pomimo tego, że nie mam potrzeby ani tego mówić sam z siebie, ani o tym nie myślę. Jeśli taki jest stan faktyczny, to taka jest odpowiedź. Z kwestiami, „lustereczko, lustereczko, powiedz przecie…”, to nie do mnie. Jak myślisz o sobie negatywne rzeczy, to poproś o to, żeby powiedzieć Ci coś miłego, a nie negować rzeczywistość. Ja rozumiem i Twój język i język z Garsoniery. Garsoniera jest pisana przez facetów dla facetów. To nie jest miejsce, gdzie kobiety powinny zaglądać by czytać o sobie opinie, bo kobiety mają tendencję do brania wielu rzeczy do siebie, do wyolbrzymiania i zamartwiania się rzeczami na które nie mają wpływu. A opinie nie są pisane w celu sprawienia komukolwiek przykrości, tylko w celu przekazywania informacji zrozumiałych dla większości samców. Na tejże Garsonierze są również bardzo pozytywne wątki kobiet oferujących GFE. Mężczyźni zwracają uwagę na klimat, tylko inaczej o nim mówią. I oczywiście, że zdarzy się czasem ktoś kto nie zrozumie co oferujesz. Bo jest przyzwyczajony do ściem, do tego, że ruchasz to co jest, a nie to czego byś chciał, że jesteś bez przerwy oszukiwany i nie bardzo masz co z tym zrobić. Nie sądzisz, że jakby kobiety tak ordynarnie nie waliły w chuja na każdym kroku, to mężczyźni bardziej przywiązywaliby wagę do tego co jest napisane w ogłoszeniach i co mówi sama kobieta? 🙂 Ja tak uważam. Akcja i reakcja. Przestańcie kłamać i zaakceptujcie siebie w takiej formie w jakiej jesteście, nawet jeśli oznacza to mniejsze przychody. Wtedy mężczyźni będą słuchać i wierzyć w co mówicie. A jak nie, to będziesz się czasem napotykać na takie bezmózgie zombie, które nie wyobraża sobie, żeby z kobietą można było rozmawiać i być blisko. Jak mniemam prędko tego negatywa z Garsoniery usunęłaś, bo przecież opinia jest najważniejsza. Nie ma znaczenia, że to spowodowałoby, że ilość mężczyzn tego samego pokroju po prostu nie zawracałaby sobie głowy dzwonieniem do Ciebie? 😉 Ważne jest, żeby nikt nie mówił źle… Chore. Poproś jakiegoś kolegę, niech napisze Ci pochwałę, że tylko dla inteligentnych, wrażliwych i nie do samego ruchania. Będzie napisane po męsku i nikt kto oczekuje samego solidnego ruchania do Ciebie nie przyjdzie.

          • Ludzie kupują randki z tych samych powodów, z których inni ludzie kupują ruchanie. Niby na seks też współcześnie można się umówić w każdej chwili, jest Tinder i mnóstwo dziewczyn zainteresowanych ONS, a jednak ciągle wybieracie profesjonalistki. U gejów widać to jeszcze lepiej, bo tam jest o niebo łatwiej o znalezienie chłopaka na wieczór, a jednak męscy escorci mają niezłe wzięcie.

          • Zdzisław Śmietana

            Seks, a randka to trochę różne sprawy. Jak chcesz z kimś miło sobie porozmawiać, poczarować, być sobą, to umawiasz się z koleżanką i do niczego nie dochodzi. Jest miło, jest przyjemnie, akceptacja, socjalizujesz się i tyle. Randka to inny ciężar gatunkowy. Natomiast seks wymaga tego, żeby komuś zrobić dobrze, tak jak lubi. Na Tinderze jest sporo dziewczyn, które mają ochotę na seks. Ale z nimi nie mogę tak jak z dziwkami ustalić ponad wszelką wątpliwość czy to co się będzie działo spełnia moje kryteria. Muszę coś udawać, silić się na sympatię, a przede wszystkim tracić czas na społecznie akceptowalne zachowania bez jakiejkolwiek gwarancji na to, że to co ostatecznie dostanę będzie tym czego chcę. Ja nie jestem hazardzistą. Mnie nie kręci wchodzenie w ciągle to nowe znajomości z nadzieją, że tym razem będzie to co chcę, tak jak chcę. Ja chcę to wiedzieć zanim w znajomość wejdę, a nie mogę na Tinderze w pierwszej wiadomości napisać „lubisz w dupę i połykać?”, bo większość kobiet pomyśli sobie, że jestem chamem i prostakiem, nawet jeśli byłyby na to otwarte. Stąd wybiera się profesjonalistki. Z gejami myślę jest podobnie, chociaż tutaj tylko przykładam kalkę przez analogię i nie wypowiadam się z doświadczenia. Łatwiej i szybciej jest zapłacić i dostać dokładnie to co się chce (tutaj dodatkowo na plus przemawia fakt, że nie ma dylematu, w którą dziurę kto lubi), profesjonalizm i pewność, że nie będzie potem żadnych dramatów w zakochiwanie się i tęsknotę, albo brak techniki. Kupowanie seksu rozumiem. Kupowanie randek, nadal nie. Aczkolwiek myślę, że to akurat fajne, jechać gdzieś na wycieczkę i być w dzień oprowadzanym po mieście przez jakąś cycatą piękność, z którą w nocy mogę bez ograniczeń grać anal i połyk. Rozumiesz moje uwielbienie Ameryki Południowej zatem? 😉 Tylko tam człowiek może być zwyczajnie sobą, kobiety dostosowują się do potrzeb, a seksualność jest rzeczą tak naturalną jak oddychanie i większość relacji kończy się w łóżku. U nas cały czas jest z tym dramat, a na fali feminizmu kobiety uznały, że dostosowywanie się do potrzeb to przejaw słabości i jest jeszcze większy dramat.

          • memo

            Mnie też odrzucają szczegółowe opisy seksu na Garsonierze. Kogo to obchodzi… Wystarczy określić zakres usług i czy nie oszustka, czy godna polecenia. Takie suche informacje, które innym pomogą się zorientować gdzie warto zostawić pieniądze za przygodę, a gdzie zostanie oszukany.

          • Zdzisław Śmietana

            Mnie obchodzi na przykład. Czy godna polecenia, to masz jasno w regulaminie Garsoniery napisane, że nie ma dodawania takich pseudoopinii bez szczegółów. Jak godna polecenia, to piszesz dlaczego. Konkretnie. Jak wyglądała komunikacja, jak wyglądał lokal, jak seks, jak atmosfera, jak kobieta, itd. A to, że jedna piszczy, druga jęczy, a trzecia jest drętwa kłoda, dają pogląd czego się spodziewać. Kwestia podejścia kobiet do swojego wyglądu, psychiki, sposobu odczuwania przyjemności. Jeden to doceni, inny poszuka czegoś co mu bardziej odpowiada. I do tego to się sprowadza, żeby ludzie spotykali tylko takich ludzi, którzy dadzą im to, czego oni chcą, tak jak chcą. Kobiety, żeby dostały pieniądze i traktowanie którego oczekują, a mężczyźni, żeby dostali taką usługę za którą płacą i kobietę, którą sobie wybrali. Proste niby nie?

          • memo

            Napisała, że robi minetkę… A robi? Napisała że robi oral bez gumy… A robi? Napisała, że całuje po ciele… A cauje faktycznie? Czy po orgazmie dawała znać, aby mężczyzna już poszedł? Zdjęcia mniej-więcej zgodne?

            Takie rzeczy mi wystarczą. I takie pisałem.

            Natomiast jak gość opisuje jak się dziewczyna w seksie zachowuje, to wg mnie jest odzieranie całego spotkania z prywatności. Bo przy jednym może ma orgazm, a przy drugim tylko tyle co w ogłoszeniu.

          • Zdzisław Śmietana

            W porządku. Tak jak Ty lubisz inny seks niż ja, tak samo lubimy inny poziom informacji na temat dziewczyn i oferowanych przez nich usług. Dla mnie jest istotne czy dochodzi raz, dwa, czy wcale, i uważam, że mam prawo to wiedzieć, bo to mi daje pogląd na to czego mogę się spodziewać, tak samo jak Ty masz prawo tego nie pisać. Są mężczyźni, którzy się tym podzielą z innymi, bo podzielają mój punkt widzenia, są mężczyźni, którzy będą tym zniesmaczeni tak jak Ty. Masz prawo być zniesmaczony i o tym mówić głośno. Pełna wolność.

          • A dziewczyny mają prawo kasować wątki, które im nie odpowiadają. Gdyby recenzje nie były takie obrzydliwe, to byśmy ich nie kasowały tak często, jak to robimy… Aha, i gdyby jeszcze ci panowie umieli czytać ogłoszenia ze zrozumieniem i komunikować swoje potrzeby zamiast układać w myślach treść negatywnej recenzji. Kiedy ostatnio sprawdzałam, dziwki nie umiały czytać w myślach, a wielu klientów na Garsonierze zachowuje się tak, jakby to, co dostali, było jedynym, co dana osoba ma w repertuarze.

          • Zdzisław Śmietana

            Tak było do tej pory na Odlotach. Nie zastanawiało Cię dlaczego tam nigdy nie ma negatywnych opinii? No dlatego, że negatywna opinia jest zła dla biznesu. Tyle tylko, że ludzie mają prawo do prawdy i mają prawo wymieniać się informacjami na temat świadczonych usług i kobiet je świadczących. Jeśli usługi są chujowe, to ludzie mają prawo napisać prawdę o tym co miało miejsce i jak zostali potraktowani. Nawet, jeśli udali się w miejsce w którym nie mieli szans na to, żeby ich potrzeby zostały zaspokojone. Mają prawo napisać, że kobieta kłamie, zaniża swój wiek, retuszuje fotki, jest niemiła, zmęczona życiem, czy cokolwiek. Jak idę na masaż, to mam prawo wypowiedzieć się w przestrzeni publicznej na temat tego jak mi tam było. Dobrze czy źle. Dowolnie. Mam prawo do tego głosu. Jak idę na dziwki, mam to samo prawo. Jak bardzo chcesz udawać, że to tylko kiepska percepcja klienta i niezrozumienie Twojej jakże wysublimowanej i ekskluzywnej oferty, to możesz do adminów napisać, żeby usunęli, to co Ci się nie podoba. Nie zawsze usuną. A jak usuną, to przyjdzie ktoś kolejny, kto napisze następną opinię. Tak jak napisałem poniżej, może byłoby rozsądniej pozwolić ludziom wypowiedzieć się tak jak chcą i pozwolić, żeby osoby o konkretnych predyspozycjach po prostu do Ciebie nie trafiały, zamiast kasować ich opinie, bo negatywnie wpływają na Twoje poczucie własnej wartości. Cenzura jest wszędzie coraz gorsza, a nie da się ludziom zabronić mówić tego co jest dla nich ważne. Jeśli kiedykolwiek Garsoniera zniknie, bo kobiety wyegzekwują by mężczyźni nie mogli pisać „obrzydliwych recenzji”, to przeniesie się do TOR’a i tam nie będziesz miała żadnego wpływu na to co i kto pisze. Tam nie będzie poszanowania prywatności. Nie będzie zakazu dodawania fotek, zakazu podawania dokładnych adresów danych kobiet, itd. Wolisz tak? Czy może pozwolisz ludziom mówić to co chcą powiedzieć, tak jak chcą to powiedzieć, bo tak czują i tak postrzegają?
            Czytać w myślach? O czym Ty teraz mówisz? Ordynarne walenie w chuja, retuszowanie fotek, podmianki, syf i negatywne opinie wynikające z braku szacunku dla potrzeb klientów, nazywasz brakiem umiejętności czytania ze zrozumieniem i umiejętności komunikowania potrzeb? Tia. Ja nie mam z tym kłopotu. W dupę i połykaj. Dostatecznie jasne? Poza tym ma być w lokalu laska w podanym wieku, o tym samym wyglądzie i ma realizować to, co sama o sobie napisała. A jak tego nie ma, to zasługuje na to, żeby zostać zjebana za ordynarne kłamstwo i wprowadzanie klientów w błąd w celu uzyskania korzyści materialnych. To powinno być karalne z urzędu, jako usługa wykonana niezgodnie z umową. Prostytucja nie jest legalna u nas, więc Państwo nie może dodać takiej dziwki czy takiego lokalu do listy nieuczciwych przedsiębiorców. Muszą to robić sami klienci. Ale nie, nie wolno tego klientom robić, bo to ich wina… Tutaj nie masz mojego zrozumienia. Ani kurwa krztyny. Dopóki kobiety będą walić w chuja tak jak to ma miejsce obecnie, wszelkie formy stygmatyzowania tego faktu i nazywania po imieniu wszystkiego co ma miejsce mają moją pełną akceptację.

          • Mówisz o czymś innym. Chyba nie zrozumiałeś co chciałam przekazać. Ja nie mówiłam o oszustwach dziewczyn – jeśli chodzi o to, to od początku piszę, że powinny być ostrzeżenia. Odnosiłam się do sytuacji w stylu: klient przychodzi i uważa, że kelner powinien wiedzieć sam z siebie, że on lubi stek bardzo dobrze wysmażony, jak podeszwa. Kelner podaje specjalność zakładu, czyli stek miękki, soczysty i różowy w środku. Klient nie komunikuje nawet wtedy, że coś mu nie odpowiada, nie prosi o wymianę potrawy, tylko zjada z uśmiechem pół steka, mówi, że jest najedzony, a potem smaruje recenzję, że w tej restauracji nie potrafią gotować i on bardzo odradza każdemu przychodzenie tam.
            Z mojej perspektywy usługodawczyni TO jest problem. Ty może umiesz powiedzieć, czego oczekujesz, ale wielu facetów nie ma zielonego pojęcia, że jak nie powiedzą w żadnym momencie co chcą, to dostaną coś, czego mogą nie polubić. Nie widujesz tego w recenzjach, bo klienci w ogóle nie są tego świadomi.
            Macie przeróżne oczekiwania. Są klienci, którzy chcą aktorskiego porno i są tacy, którzy chcą delikatnie i naturalnie. Są klienci, którzy chcą laski leżącej jak kłoda i cichej, bo odgłosy wydawane przez kobiety ich drażnią, i są tacy, którzy chcą pisków, jęków albo krzyków. Są tacy, którzy lubią tylko oral z ręką i są tacy, którzy rękę uważąją za oszustwo. Ale zamiast o tym powiedzieć wprost i dostać usługę zgodną z oczekiwaniami, to część klientów od razu smaruje negatywa – tak jakby nie wiedzieli, że profesjonalistka jest w stanie się dostosować do ich preferencji. Albo inaczej, piszecie co dostaliście z intencją pochwały i jakiś kretyn rezygnuje, bo on tak nie lubi – bez świadomości, że konkretna seksworkerka ma ileś technik i z łatwością by się dostosowała.

          • Zdzisław Śmietana

            Mówimy o tym samym i zrozumiałem. Dla Ciebie ważne jest co innego, bo patrzysz na to z perspektywy usługodawcy. Klient ma prawo wyobrażać sobie cuda na kiju, a Ty jesteś od tego, żeby dotrzeć do tego czego mu potrzeba. Jeśli nie mówi, to spytaj. Jeśli wydaje Ci się, że oczekuje czegoś innego niż masz w repertuarze, upewnij się 3 razy, że rozumie. Jeśli się krępuje, to spraw, żeby się otworzył, itd. Odpowiedzialność za jego dobre samopoczucie spoczywa na Tobie w 90%, bo to on Tobie płaci. A to co Ty robisz, to przesuwanie odpowiedzialności w stronę klienta. To klient ma wiedzieć, to klient ma rozumieć, to klient ma doczytać, a jak będzie niezadowolony, to nie ma prawa marudzić. Nie, ma wszelkie prawo. Ty masz obowiązek zapewnić mu rozrywkę i dobre samopoczucie, a w przypadku niepowodzenia z dowolnego powodu, masz grzecznie zaakceptować jego punkt widzenia, bo i tak go nie zmienisz. Co więcej, jego opinia spowoduje, że zmniejszy się ilość osób jego pokroju trafiających do Ciebie, bo osoby myślące tak jak on zrozumieją jego przekaz bardziej niż Twój. Zaakceptuj po prostu, że wszystkim nie dogodzisz i nie zbawisz świata cenzurą, nawet jeśli z Twojej perspektywy cenzurą opinii niesprawiedliwej. Kłania się Twoje kulejące poczucie własnej wartości niezmiennie. A z tą specjalnością zakładu, spójrz na to tak. Klient ma ochotę na inny stek niż jada normalnie. Być może przeżywa kryzys tożsamości, szuka nowych smaków. Nie powie co lubi normalnie, bo nie chce tego co ma normalnie. Chce czegoś nowego. Dostaje, zjada, dziękuje grzecznie. Wraca do domu. Stwierdza, że mu niedobrze, że to było straszne, że dramat, że on tak nie chce. I wyraża swoją negatywną opinię. On nie skupi się na tym, że to mogła być najbardziej zajebista specjalność zakładu w kraju. To była jego decyzja i wyszedł niezadowolony, więc opinię wystawi negatywną. Ma do tego prawo. Co więcej, usuwając jego opinię nie pozwolisz na to, żeby miał miejsce w nim samym proces myślowy. Jeśli jest refleksyjny i uczciwy w rozmowach ze sobą, po kilku dniach zacznie dostrzegać pozytywy, zajdzie w nim jakaś zmiana. Być może tego nie napisze, ale uzna, że był niesprawiedliwy w ocenie i rzeczywiście się starałaś i na przyszłość podejdzie do rzeczy inaczej. Natomiast usuwając jego opinię dajesz mu informację o tym, że jego punkt widzenia jest niepotrzebny, że nie ma prawa odczuwać tego co odczuwa i wzbudzisz kolejne negatywne uczucia. Facet się okopie głębiej, być może zrazi i będzie na siłę forsował swój punkt widzenia w przyszłych interakcjach, gdzie nie będzie miejsca na refleksję, a na agresję. Byłem kiedyś we Francji w wykwintnej restauracji, polecono mi crème brûlée i inni biesiadnicy rozpływali się w zachwytach jakie dobre. A dla mnie było po prostu chujowe i do dzisiaj wszystkim odradzam. Być może to był crème brûlée światowej klasy. A ja mówię każdemu, żeby nie jadł tego gówna przypadkiem. Mam do tego prawo. Część osób nie potrafi tak jak ja powiedzieć czego oczekuje i swobodnie przejść do realizacji sprawdzając jedynie czy dzieją się rzeczy pożądane. Wiele osób nosi ogromne poczucie winy i tak jak Ty, zachwiane poczucie własnej wartości. Płacenie za seks jest stygmatyzowane społecznie i klient już musi się siłować z własnym superego, które mu szepcze do ucha, że źle robi. To oczywiście jego sprawa, ale to Ty masz mu zrobić dobrze tak, żeby wyszedł zadowolony. Jeśli ograniczasz swój repertuar, do czego masz prawo, to nie jesteś elastyczna w tym, żeby mu dogodzić. Jeśli mu nie dogodzisz, to będzie negatyw. Ty masz prawo, on ma prawo. Poza tym, piszesz o wielości technik i łatwości dostosowania z jednej strony, a z drugiej nie oferujesz dostosowania się do roli pustej pornogwiazdki. W Polsce dziwki nie dostosowują się w większości do preferencji klienta, bo ich interesuje, żeby zainkasować chajs, a nie żeby się starać. Na tym polega kluczowy problem branży w Polsce. Ty oferujesz konkretne usługi i nie jesteś elastyczna, do czego masz prawo. Ale z tej perspektywy to co napisałaś jest niezgodne z rzeczywistością.
            To o czym mówisz na koniec to zaburzenie percepcji. Jeśli ja napiszę, że panna oferuje mistrzowski anal, a do tego przyjemnie się całuje i połyka na koniec, to nie jest moim problemem, że jakiś facet pomyśli sobie, że: „o fu, dziwka co się całuje i jeszcze bierze w dupę z przyjemnością, co za pokraka, będę unikał”. Jego problem. Wszyscy amatorzy anala i połyku będą zachwyceni. Nie masz wpływu na to co ludzie sobie pomyślą i branie pod to poprawki np. cenzurą zaburza percepcję jeszcze bardziej, bo nie pozwala na indywidualne wyciąganie wniosków każdego z kolejnych czytających.