Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Dlaczego nie weszłam do biznesu mając 21 lat

Ponieważ niedawno rozmawiałam ze znajomym escortem (heteroseksualnym; tak, tacy istnieją!) o podnoszeniu i (nie)negocjowaniu cen za swoje usługi, zainteresowałam się tym, czy i o ile sama mogłabym podwyższyć swoją stawkę.

Z ciekawości wpisałam „high class escort warsaw” do wyszukiwarki i wyskoczyła mi strona luksusowej agencji towarzyskiej. Przeszłam od razu do stawek: 1300 zł za godzinę, 11 600 za dobę. Ho ho.

Następnie obejrzałam zdjęcia kobiet pracujących dla tej agencji i wybrałam kilka co ciekawszych profili. Takich, które nie epatowały seksem. Dziewczyny, naprawdę piękne, zgrabne, długonogie i długowłose, miały od 19 do 22 lat. Poczułam się stara.

A potem przyszła ta refleksja: czemu sama się nie zdecydowałam? Przecież chodziło mi to po głowie!

Był taki moment, kilka lat temu, kiedy byłam naprawdę blisko. Na tyle, że wyobrażałam sobie codzienność pracownicy seksualnej. Jak jechałabym do pracy i tam się przebierała w coś bardziej seksownego niż moje codzienne ciuchy (miałam akurat fazę na obszarpany oversize i nie wiedziałam, że „w cywilu” każda pani chodzi jak chce; dodajmy może jeszcze, że z nerwów obgryzałam paznokcie). Jak godziłabym pracę ze studiami. Co by się stało, gdyby ktoś mnie rozpoznał. Itd.

Zrezygnowałam wtedy dlatego, że się bałam. Ale nie rozpoznania. Tego, że wsiąknę w ten świat i zgubię siebie. Jako młodziutka dziewczyna byłam bardzo zaangażowana we wszystko, czym się zajmowałam, nie umiałam stawiać granic i pozwalałam, by ludzie w mojej ówczesnej pracy wchodzili mi na głowę.

Poza tym nie miałam wiedzy o zawodzie i nie umiałam jej pozyskać. Nie potrafiłam wprawdzie zwerbalizować problemu „jak poradzę sobie w kryzysie”, ale przeczuwałam, że moje wyobrażenia to za mało.

W skrócie, miałam świadomość, że się nie nadaję. Poza tym nikt w moim ówczesnym otoczeniu nie był na tyle zaufany, bym mogła się ujawnić. Żyłabym w sekrecie, podwójnym życiem, po omacku stawiając kolejne kroczki w branży – nie brzmiało to zbyt kusząco.

Tak więc pożegnałam się z myślą o dobrych dochodach i, z perspektywy tych paru lat, mogę powiedzieć, że dobrze się stało. To nie jest zawód dla naiwnych dziewczynek.

A teraz mam pytanie przede wszystkim do panów: jakie cechy powinna według Was mieć dziewczyna (oraz czym powinna charakteryzować się jej oferta), żeby godzina z nią była warta więcej niż, powiedzmy, 500 zł?

  • Zdzisław Śmietana

    Odpowiadając na pytanie, powinna wyglądać jak topowa gwiazda porno. Wysportowane ciało, krągły tyłek, duży biust, ładna buzia. A co jeszcze powinna robić? W ciągu tej godziny leczyć dotykiem, robić masaż całego ciała, prowadzić ożywioną rozmowę i dopieszczać klienta psychicznie, czytać mu w myślach, serwować dowolne alkohole i narkotyki na koszt firmy, i oczywiście zgadzać się na każdy fetysz i nieograniczone wykorzystanie jej osoby w tym czasie. I nie może jednocześnie wymagać ani higieny, ani kultury, ani przyjemności dla siebie. Innymi słowy, ma gwarantować coś czego nie można dostać od kobiety, którą się pozna prywatnie. Ja nie jestem dobrym punktem odniesienia, dla mnie płacenie za seks to pomyłka. Jeśli obie strony oczekują, że będzie miło i przyjemnie, to oczekiwanie kobiety, że jeszcze dostanie za to pieniądze, jest transakcją ewidentnie niekorzystną dla mężczyzny. Ludzie, którzy zarabiają dostatecznie dużo, by kwoty 500, 1500 czy 3000 za godzinę, nie robiły na nich żadnego wrażenia, mają dostatecznie dużo panienek stających na głowie, żeby tylko położyć łapę na ich pieniądzach, by nie musieć tracić czasu, żeby dostawać seks. Ludzie, dla których uszczuplenie portfela o tę kwotę jest przynajmniej zmniejszeniem budżetu miesięcznego o jedną trzecią, wolą ekonomiczną kalkulację „minimalny koszt za maksymalny zysk”. A wtedy dochodzi się do wniosku, że 300 jest lepsze niż 500, a 150 jest lepsze niż 300. Samopoczucie po wyjściu jest znacznie lepsze kiedy człowiek nie czuje się okradziony. Pieniądze są policzalne, przyjemność ulotna i długofalowo bardziej doskwiera brak określonej kwoty. Chyba, że się jest uzależnionym, wtedy przyjemność ważniejsza, ale wtedy też dzieli się dostępną kwotę na działki, a nie patrzy na trudno policzalną jakość usługi. Natomiast jak się ma lat 70, dobrą emeryturę i raczej na poznanie studentki pierwszego roku nie można liczyć, to wtedy kwota nie ma znaczenia. Tylko jak się ma takie pragnienia, to wtedy po co ograniczać się do studentki, skoro gimnazjalistka weźmie mniej i jest świeższa? Im bardziej brnie się w temat ceny, to tym szybciej dociera się do rzeczy coraz bardziej nielegalnych. Ekonomicznie, jeśli wchodzisz cenowo w obszar dóbr luksusowych, to musisz gwarantować najwyższą jakość, w przeciwnym razie alternatyw jest dostatecznie wiele. A luksus, to coś co każdy definiuje sobie po swojemu. Możesz też porównywać się z innymi „towarami” z podobnymi usługami w podobnej cenie i odpowiednio je dostosowywać. Klienci luksusowi lubią jednak posiadać rzeczy ładne na zawołanie i przywiązują się do tych rzeczy. Z marketingowego punktu widzenia, jeśli nie masz swojego prywatnego stadka klientów wynajmujących Cię regularnie za wysokie stawki, to w dobra luksusowe bym nie wchodził. Jak słusznie zauważyłaś, 22 lata miałaś jakiś czas temu. Ewentualnie wejdź w obszar hard BDSM. Słyszałem, że zamożni klienci płacą srogie stawki za bycie sponiewieranymi, tylko to może być trudniejsze psychicznie do zrzucenia z głowy, jeśli przemoc to nie Twoja broszka.

  • Znam dziewczynę, którą poznałem przez swojego bloga, mieszka w Krakowie i kasuje 3k pln za sobotnią noc, umawia się tylko tak i nie negocjuje ani nie umawia się na godziny. Jeśli widziałaś moje wpisy to domyślasz się jak wygląda. 167/50kg, idealne ciało, piekna buzia. Ale…umawia się także przez http://www.privatecastingmodels.com i wtedy kasuje £7-£10k za weekend. Także cena tutaj nie jest adekwatna do tego co ona oferuje ale gdzie i komu. I umówmy się: oferta godzinowa to jest lower-class target. Jeśli masz ciało i osobowość nigdy nie będziesz się rozdrabniać na godziny. Lepiej mieć zawsze jednego klinta niż 5, prawda? Oczywiście nie każdy ma możliwość, nie mamy na to obiektywnie wpływu.

    ps. Ciekawostka z pierwszej ręki: stadko milionerów z Pabianic nie umawia się z escort girls. Oni wyłuskują szare, ładne myszki ze swojego otoczenia, podpisują umowy o niejawności, zatrudniają je w swoich firmach na pomniejszych, nieoficjalnych etatach i robią sobie z nich seksualne niewolnice. Coś a la 50SoG w polskiej wersji. Po kilku miesiącach się nudzą i brutalnie usuwają dziewczyny ze swojego otoczenia. Laska przyzwyczajona do pensji 8k na miesiąc nagle zostaje bez środków do zycia. Łatwo się domyślić na co się decyduje i jak zaczyna zarabiać. Pracuję właśnie nad duzym wpisem na ten temat. Jeśli masz coś w tej kwestii to możemy popracować nad tym razem. Będzie bomba 😉

    • Niestety nic na ten temat nie wiem, ale jeśli chcesz, mogę dopytać koleżanek z Sex Work Polska, może one coś będą miały. Podoba mi się temat. Znaczy nie podoba, ale cieszę się, że się za niego bierzesz.

      Nieco dawniej, to znaczy przez półtora roku aż do początków br, umawiałam się tylko na wyjazdy, z reguły nie godzinki, ale dość tanio. Tylko że wtedy wyglądałam gorzej niż teraz. Może warto do tego wrócić, ale na nowych zasadach.

      Czy do ogłaszania się na podlinkowanej stronie rzeczywiście trzeba mieć konto na Instagramie i polecieć do Londynu na weryfikację?

      • Yes, please bo to może być duża medialna bomba 😉 Choć generalnie ja jestem w lepszej pozycji niż Ty. Mieszkam w UK więc jakakolwiek zemsta ze strony „bogatych ludzi” mi nie grozi, przynajmniej w mniejszym stopniu.

        • Masz maila. Bez konkretów, ale generalnie – nie za bardzo widzę kontynuowanie tej rozmowy na blogu, gdzie wszyscy mogą to przeczytać.

      • Nie wiem jak działa rekrutacja na PCM, ja tam trafiłem 2 lata temu jako klient, z ciekawości po artykułach nt. polskich blogerek 😉

    • Zdzisław Śmietana

      A wyjaśnijcie mi czemu to bomba? Temat jest stary jak świat. Facet, który ma dużo więcej niż potrafi sam wydać, kupuje sobie kobiety. Daje im samochody, mieszkania i robi z nimi co chce. Często z kilkoma na raz. A jak się jakąś znudzi albo ta popatrzy na niego krzywo, to wywala i bierze kolejne. Co w tym jest niezwykłego konkretnie i dlaczego ktoś miałby się mścić za opisywanie rzeczywistości? To tak jakby ktoś chciał się oburzać na artykuł o wyzysku w korporacjach. Wyzysk jest, to każdy wie. A i tak ludzie walą drzwiami i oknami, bo to lepsze niż Biedronka. Tak samo z tymi paniami co chętnie zostają niewolnicami. Lepiej dawać jednemu, niż 10.

      • Temat bomba bo panowie sa w pierwszej setce Forbesa, swieca w mainstreamowych magazynach ze zdjeciami rodzinnymi a perfect wives bawia sie w perfekcyjne panie domu w najpoczyniejszych magazynach i telewizjach sniadaniowych. Jajeczko z zewnatrz ja pisanka a w srodku jebie hipokryzja.

        • Zdzisław Śmietana

          Ci goście tylko sprawiają dobre wrażenie, zgodnie z tym co napisała szanowna autorka – „trzeba być dobrym kłamcą, żeby być OK”. Oni żony mają zwykle na intercyzie, więc one będą do końca udawać, że to wszystko kłamstwa na zasadzie złodzieja złapanego za rękę: „to nie moja ręka!”, bo przecież się nie rozwiodą z taką kopalnią pieniędzy. Dla mnie temat przypomina sensację z Pudelka – „oł majn gosz, założyła różowy stanik do białej sukienki”. To trochę jakbyś napisał, że Trump to dziwkarz. Myślisz, że Melania nie wie? Lepiej być żoną prezydenta dziwkarza, niż byle kogo dziwkarza. Teatrzyk dla bezwolnych mas. Ale jak zaczniesz rzucać nazwiskami, zdjęciami i zaczniesz powoływać świadków, to dostaniesz wyrok za godzenie w czyjeś dobre imię. Niezależnie od tego, że dobrego imienia dana osoba nigdy nie miała i będziesz miał niezbite dowody na potwierdzenie swoich słów. Tak jak Melania wygrała proces za bycie nazwaną byłą „escort girl”. Przecież nie poznała Trumpa na polu golfowym i nie rozmawiali o filozofii. Prawda nikogo nie interesuje.

  • Abstrahując od poprzedniego komentarza: jakie cechy powinna według Was mieć dziewczyna (oraz czym powinna charakteryzować się jej oferta), żeby godzina z nią była warta więcej niż, powiedzmy, 500 zł?

    Odpowiedź jest prosta: ma być modelką albo wyglądać jak niewinna dziewczyna. Ma klientowi dawać złudzenie elitarności poprzez zajebisty wygląd zgodny z kanonami modelek celebrytek. I moze spokojnie pracować jako elite escort. Jeśli tak nie wygląda to musi sprawiać wrażenie, że seks z klientem to coś wyjątkowego, jednorazowego. W Londynie na adultwork obok tych wlasnie porno gwiazdek największym powodzeniem cieszą się dziewczyny wyglądające jak girl next door. Niewinnie, niczym niewyróżniające się panny z sąsiedztwa, które pod maską swojej uśmiechnietej codzienności noszą dzika perwersyjną zabawę. Przelecone gwiazdeczki porno kasują w standardzie 150/h takie GND biorą spokojnie 300/h

    ps. Ja jestem fanem tych drugich, na szczeście swoim blogiem znalazłem sposób że wyrywam te „genuine girls” 😀

    • No tak, Twój blog to majstersztyk marketingowy. Każda chce być gwiazdą wpisu.
      Mnie akurat jest bliżej do girl next door niż do gwiazdeczki porno, mmm… *rozmarza się* Ale czy wyglądam niewinnie? Poudręczam znajomych tym pytaniem XD

    • zaciekawiony

      > dziewczyny wyglądające jak girl next door.
      Exactly 🙂

      • Panowie – @disqus_pKGbWxhk9T:disqus, @matthiasbrowning:disqus, @disqus_qV1JBSmBd0:disqus i inni – jak wygląda girl next door? Na twarz i sylwetkę nic nie poradzę, ale – jak się czesze, maluje, ubiera? Jakie dodatki zakłada? Jaki ma styl?

        • zaciekawiony

          pierwszy strzał: http://www.wikihow.com/Get-the-Girl-Next-Door-Look
          nie czytałem uważnie, tylko rzuciłem okiem.
          Jak dla mnie next door girl, to np. koleżanka z pracy, żadnego wyzywającego makijażu, żadnych czarnych pończoszek i czerwonych szpilek; ważny jest pierwszy look – co potem, za drzwiami, to bywa różnie; next door girl wygląda trochę niewinnie, dziewczęco, nie jest żadną seksbombą, modelką z pierwszych stron gazet (choć rzecz jasna, można modelkę „wymodelować”, by na next door girl wyglądała, o ile nie jest zbyt szczupła i nazbyt wysoka). Specyficznie jak dla mnie: ładny, naturalny uśmiech, białe zęby, włosy różnie, zależnie od pory dnia i rodzaju aktualnej aktywności; i żadnego sztucznego, powiększonego biustu. To chyba tyle, jak coś mi przyjdzie jeszcze do głowy, to dorzucę.

  • Hahaha, naturalny urok osobisty to najlepsza reklama 🙂

  • Lisiczka

    Weszłam do sex biznesu 4 lata temu, mając lat 19… Szara, zaniedbana, z trądzikiem, z przeciętnym ciałem, ale proporcjonalnym i szczupłym, niedojrzała, taki „kopciuszek” z aspiracjami do osiągnięcia czegoś więcej, zostania „kimś”- taka byłam, z obecnej perspektywy to widzę. I sądzę, że była to jedna z lepszych decyzji. I nie stoczyłam się na dno, ogarnęłam siebie i fizycznie, i psychicznie, dalej śmiało patrzę w przyszłość i stopniowo realizuję wszystkie swoje cele, niedawno dojrzałam do metody małych kroczków i planowania zamiast rzucania się na wszystko chaotycznie, jak to miałam w zwyczaju.
    Wróciłam do sex biznesu na początku lutego, po 1,5 roku przerwy. I po raz kolejny uważam, że to dobra decyzja.

    • Lisiczka, jesteś! <333
      Jak ja lubię Twoje komentarze! Jak Ci się teraz wiedzie? 🙂

      • Lisiczka

        Póki co jeszcze „odlotowo” się nie rozkręciłam, we wrześniu muszę sensowne zdjęcia porobić- sylwetka zmieniła mi się na plus- i na razie bazuję na pomniejszych portalach i pracy (zamierzam zmniejszyć ilość nocy pracujących, ale się nie zwalniać, bo mam tam umowę, co ułatwia wpłacanie pieniędzy na konto, minimalizując szansę, że ZUS się przypie…). Generalnie, powoli do przodu, w wielu kwestiach. 🙂

        • Brzmi super! Rzeczywiście, małymi kroczkami do celu. Trzymam kciuki 🙂 A w ogóle to poszłabym z Tobą znowu do Wedla :>

          • Lisiczka

            To się odzywaj, ja też się chętnie przejdę ;>

  • Zdzisław Śmietana

    Nawet nie wszedłem. Dla mnie to żadna bomba po prostu. A przecież i tak o tym napiszesz. Pokazowy cynizm? Nie stary, ja tak mam szczerze. Kryzys wiary w ludzkość.

    • Przytulić? Dać kocyk i kakałko?

      • Zdzisław Śmietana

        Przydałaby się odrobina troski, owszem. 🙁

        • *tuli* *podaje kakałko* *okrywa kocykiem* *daje buziaka*

          • Zdzisław Śmietana

            Dzięki. Ale wirtualnie nie działa.

          • No wieesz? A ja tu wkładałam tyle serca we wstukanie każdej literki! Żebyś czuł się maksymalnie zaopiekowany i wytulony! :(((

          • Zdzisław Śmietana

            Wierzę. Ale za długo siedzę w internecie. Teraz działa tylko real.

          • Bu.

          • Zdzisław Śmietana

            Ja tam uważam, że to akurat słuszne opierać się na tym co namacalne, zamiast na tym co wirtualne i nie jest to powód do zmartwienia. 🙂

          • A ja bardzo cenię moje wirtualne znajomości.

          • Zdzisław Śmietana

            A ja bardzo cenię rzeczywiste. 🙂

          • Jedno nie wyklucza drugiego. Zwykłam zacierać granice między spotkaniami na żywo, online, telefonami, korespondencją. Z dużą korzyścią dla relacji.

          • Zdzisław Śmietana

            Czym innym jest utrzymywanie kontaktu z rzeczywistym znajomym przy pomocy różnych środków temu służących, czym innym jest posiadanie nierzeczywistego znajomego i kontaktowanie się tylko wirtualnie. 🙂 Z rzeczywistym znajomym można się wirtualnie odnieść do rzeczonego zaopiekowania i wytulenia i powoduje to emocjonalne odesłanie do faktycznego wydarzenia z przeszłości, natomiast wirtualne zaopiekowanie i wytulenie bez poprzedzającego go faktycznego wydarzenia nie powoduje emocjonalnego odesłania do niczego, bo nie miało miejsca.

          • Czyli dla Ciebie granicą jest spotkanie na żywo. Cóż. Mnie takie podejście zniechęca do spotkań, bo dyskredytuje już zbudowaną relację. A skoro jest zdyskredytowana, to nie ma sensu się spotykać.

          • Zdzisław Śmietana

            Dla mnie znajomość zaczyna się od spotkania na żywo i w ten sposób potwierdza też to, co do tej pory zadziało się wirtualnie. Rozmowy, które prowadzi się wirtualnie to jak pisanie umowy. Spotkanie na żywo to podpis pod nią. Nie uważam by takie podejście dyskredytowało to co do tej pory się wydarzyło, natomiast brak spotkania nie akredytuje tego, nie nadaje mu substancji. Mnie Twoje podejście zniechęca, bo wymaga ode mnie budowania zamków na piasku. Angażowania emocji wobec osoby bez twarzy i bez ciała. Skoro uważasz to za coś złego, to faktycznie nie ma sensu się spotykać. PS. Tak mi się skojarzyło po wysłaniu tego wpisu: https://www.youtube.com/watch?v=lGZ1mdkF3Bo 😉

          • swann90

            Choć nie moją rolą jest Ci dawać rady, ale gdybym chciał się umówić ze Świętą byłbym mniej natarczywy. To zazwyczaj działa lepiej niż usilne przekonywanie, choćby było erudycyjne I zgrabne retorycznie jak Twoje.

          • Jak dla mnie to wyraźnie napisał, że nie chce 🙁

          • Zdzisław Śmietana

            Nie pytałaś czy chcę, tylko napisałaś, że Ty nie chcesz, bo moje widzenie świata dyskredytuje według Ciebie już zbudowaną relację. 🙁

          • Nie napisałam, że nie chcę, tylko że podejście zniechęca 😉 Ale może je zmienisz i uznasz, że JUŻ budujemy jakąś relację ;P

          • Zdzisław Śmietana

            Bo budujemy. Przecież napisałem, że to jak tworzenie umowy. Nic z tego nie rozumiem… 🙁

          • zaciekawiony

            Z perwersyjnym rumieńcem na twarzy obserwuję to umawianie się na spotkanie. Trzymam kciuki!

          • Zdzisław Śmietana

            Teraz to czuję się jakbym miał 6 lat i wszystkie ciotki i wujkowie przyglądają się, jak chcę wyciągnąć córkę sąsiadów w wieku lat 5 na spacer… Biorąc pod uwagę anonimowość autorki, osobiście uważam, że proponowanie przeze mnie spotkania jest nie na miejscu…

          • Ale na przykład Lisiczka mnie widziała 😀 Najbardziej zaufani czytelnicy to inna kategoria niż napaleniec, który chciałby puknąć tajemniczą blogerkę. Tak więc może, kto wie…
            A tak serio, to marzy mi się wielka blogowa impreza na całe ile, 10 osób? mniej?, które tutaj aktywnie uczestniczą 😀

          • Zdzisław Śmietana

            To kobieta. Poza tym para się tym samym. Nie liczy się. Czy wielka blogowa impreza na całe 10 osób miałaby być spotkaniem towarzyskim czy realizacją jakiejś Twojej fantazji? 😉

          • Spotkaniem towarzyskim. Ja na co dzień jestem mega niewinna, poważna i serio i nikt mnie nie posądza o jakieś bezeceństwa! …no, poza ludźmi, z którymi szczerze rozmawiam o życiu seksualnym ich i własnym 😀

          • Zdzisław Śmietana

            Konspiracja pełną gębą, nie ma co… To zorganizuj spotkanie towarzyskie i zrealizujesz marzenie. 🙂

          • No dobrze. Najwyraźniej się nie dogadaliśmy. Bywa 🙂

          • Zdzisław Śmietana

            Natarczywy? W którym miejscu jestem natarczywy, skoro już chcesz mi doradzać? Przecież ja wcale na nic nie naciskam. Upieram się jedynie przy moim własnym widzeniu świata. Poza tym, nikt mnie nie spytał czy chcę. Ani ja nie pytałem czy autorka chce.

  • swann90

    Z pewną rezerwą, ale jednak przyjmę stronę Pana Śmietany.

    Jeśli coś jest infantylne Panie Matjasie-Bomba to następujące stwierdzenia: „Oczywiscie ze tak jest, ale nie masz pojecia o calej historii bo to co napisalem to zaledwie glowka szpilki na Everescie”.

    Jeśli naprawdę jesteś tak zajebisty, mega poinformowany i tak pewny siebie, to po co to wszystkim udowadniasz?

    I mogę się mylić co do Ciebie, ale jestem prawie pewny że zgodnie z zasadami śledztwa dziennikarskiego, nie ujawnia się publicznie tematu przed jego opublikowaniem.

    I nie uważam, żeby Twoja opowieść brzmiała jak plotek (tam mają do tego dystans). Ona się nadaje do Ukrytej Prawdy, czy innego hitu telewizji. Już widzę ten Odcinek: „Zajebisty Finansista-Ruchacz (wybacz wulgaryzm ŚL na swoim poletku, ale Pan Matjas się chyba nie obrazi?) z City odkrywa niewygodną prawdę o polskich rekinach biznesu”.