Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Kontakt z własnym światem

Posted on 1 No tags 0

Robiąc porządki na maksymalnie przepełnionym dysku znalazłam kilka perełek. Między innymi arkusz kalkulacyjny, którego użyłam do ocenienia, czy kalkuluje mi się praca w mieszkaniu, lista pytań, według których szukałam sobie agencji, a także czyjaś prezentacja o pracy seksualnej. W prezentacji przewija się „Stacja”, która pomaga osobom z branży, a więc chyba jest autorstwa kogoś ze Stowarzyszenia Program Stacja. Głupio tak nie wiedzieć, ale naprawdę zapomniałam, kiedy i jak ten plik do mnie trafił.

W każdym razie znalazłam tam cytat z wypowiedzi młodej kobiety, Renaty, która pracuje w agencji już sześć lat.

Ciężko jest skończyć z takim życiem – tracisz kontakt z własnym światem, więc nie masz się o co zaczepić.

Wyobrażam sobie. Z doświadczenia wiem, że agencja jest pochłaniająca. Nielimitowany czas pracy bez dni wolnych, który wyznaczają dzwoniące cały czas telefony i menedżer/ka. Nieraz wracałam do domu nad ranem lub następnego dnia. Istotne było też to, że koleżanki przychodziły na różne godziny, a kilka mieszkało w agencji na stałe. Praktycznie cały czas coś się działo. Nie było sygnału „osiemnasta, idziemy do domu, pa”. Przeciwnie, agencja potrafiła stać się drugim domem. Do tego złożone interakcje z koleżankami, konflikty w grupie… I bliskie, czasem nazbyt bliskie relacje z osobami zarządzającymi pracą, którzy nie ufali instytucjom oraz fachowcom i woleli sami rozwiązywać problemy swoich pracownic (kalibru depresji lub alkoholizmu). Mesjasze się znaleźli…

Cały czas ostro pilnowałam, żeby się nie wciągnąć. I nie byłam w tym pilnowaniu się osamotniona – wspierali mnie przyjaciele. Bo przyjaciele wiedzieli. Opowiadałam im, co w pracy, relacjonowałam konflikty, czasami słyszałam poradę „idź już do domu”. Bywało też, że ja chciałam iść do domu, a menedżerka upierała się, że „jeszcze tylko Damian, Damian jest znajomym [czyt. stałym klientem], na pewno się sobie spodobamy”.

Najpierw uważnie przyglądałam się dziewczynom i klientom, i zaczęłam je naśladować. Zmieniłam swój styl życia, zaczęłam dbać o swoje ciało.

Była też presja na zmianę wyglądu na bardziej ociekający seksapilem. Tipsy, solarium, fryzurka. Nie chciałam, nie mój styl. Ale koleżanki namawiały, doradzały… nosiły się w ten sposób i to działało. Dwie z nich nawet do Żabki ubierały się bardzo wulgarnie. Nie były dla mnie autorytetem, ale na swój sposób mogłyby być: to były stare wyjadaczki, kilkanaście lat w branży, wszystko już widziały, ich telefony dzwoniły na okrągło. Na szczęście była między nami przepaść intelektualna.

Gdybym była słabsza, mniej samodzielna i bardziej podatna na wpływy, a dodatkowo gdyby nikt z mojego otoczenia nie wiedział, czym się zajmuję – byłoby mi ciężko nie wsiąknąć w agencję. Jeszcze gorzej byłoby, gdybym nie miała domu, do którego chciałam wracać i swoich pasji, od których nie dawałam się oderwać.

Na szczęście był dom, był mój przewspaniały współlokator, który bez mrugnięcia powieką przyjął nieco ogólny opis mojej pracy „ee, to rozrywka dla dorosłych”, był mój pokoik z ukochana poduszeczką i książkami, i byli przyjaciele pod telefonem i na Facebooku. Miałam dokąd wracać.

Własny świat jest ważny. Należy go pielęgnować. I nie można pozwolić, by stała się nim agencja.

  • Wiesz, mogłabym należeć do grupy Anonimowych Pracoholików na odwyku. Swoje przemyślałam i przerobiłam, teraz staram się żyć inaczej, bardziej wartościowo. Nadal stawiam na karierę, ale mniej. Dziękuję za komplement!