Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Na co idzie „alfonsowe”?

Posted on 6 0

W dyskusjach w mediach społecznościowych dużo ludzi zwraca nam uwagę, że nie potrzebujemy dekryminalizacji (sic!), bo nasza praca seksualna nie jest w żaden sposób skryminalizowana* i że dekryminalizacja to tylko „legalizacja alfonsów”**. Zobaczmy zatem, co dokładnie robi „alfons”. Normalnie piszę, jak wiecie, menedżer(ka), ale podobno to eufemizm. Więc dzisiaj będzie – konsekwentnie – alfons. Przybliżę realia jego pracy, bazując na tym, co wiem po przepracowaniu ponad pół roku w warszawskich agencjach-mieszkaniówkach i po zorganizowaniu sobie własnego biznesu.

Jak pewnie wiecie, wynagrodzenie w branży wygląda tak, że połowę stawki za spotkanie bierze pracownica seksualna, a drugą połowę oddaje alfonsowi. To budzi sprzeciw w wielu ludziach, no bo jak tak można, zabierać nam 50% wynagrodzenia? Popatrzmy więc, na co więc idzie „alfonsowe” w dobrej agencji.

Przygotowanie miejsca pracy

  • Wynagrodzenie za znalezienie, wynajem i organizację mieszkania, które będzie mieszkaniówką. Co najmniej kilka dni roboty i sporo myślenia (bo większość mieszkań się na mieszkaniówkę nadaje słabo lub wcale, a szkoda utopić kasę w coś, co się nie sprawdzi). Kto szukał mieszkania na wynajem/do kupienia w Warszawie, ten wie ile zachodu to wymaga. A tu nie chodzi o mieszkanie do przeżycia tylko o lokal do prowadzenia biznesu. Przydają się prysznice (wanna jest fajna do wspólnych kąpieli, ale większość klientów chce się tylko odświeżyć na osobności), wideofon, ochrona.  Dobrze, żeby mieszkanie nie było bardzo otwarte, tylko miało korytarz i pokoje zapewniające niezbędną prywatność.
  • Koszty ewentualnego remontu. Mieszkanie powinno być przynajmniej w przeciętnym standardzie, ale wtedy dziewczyny będą pracowały na niskich i przeciętnych stawkach. Niektóre mieszkania trzeba adaptować.
  • Kaucja i czynsz za to mieszkanie. Wielopokojowe, w dobrym standardzie w centrum miasta… Ja pracowałam w dwóch stumetrówkach w warszawskiej Dzielnicy Czerwonych Latarni. Obstawiam, że czynsz wynosił od 4,5 do 6,5 tysiąca złotych miesięcznie.
  • Wystrój i umeblowanie. Agencja musi mieć klimat i dużo wygodnych, wielkich łóżek, przydałby się też minimum jeden stół do masażu. Czasami są tworzone pokoje tematyczne, np. do BDSM. Dużą rolę odgrywa oświetlenie. W mieszkaniu musi być przytulnie.
  • Wyposażenie: tekstylia (dziesiątki prześcieradeł, dziesiątki ręczników), środki czystościowe (zwłaszcza proszek do prania), zastawa, środki higieniczne (żele pod prysznic, płyn do higieny intymnej, płyn do płukania ust), telewizor(y) dla pracownic seksualnych (bez telewizora pozabijają się z nudów), świeczki, roślinki etc.
  • Wszystkie rachunki. Sam rachunek za wodę przy pięciu pracownicach dostępnych codziennie potrafi przekroczyć tysiąc złotych miesięcznie. Wskazany jest też dobry bezprzewodowy Internet.
  • Prezerwatywy dla pracownic***. Nie w każdej agencji są na koszt firmy. Niektóre oszczędzają. Niemniej jednak gumki (i rękawiczki, i chusteczki do seksu oralnego) powinny być wliczone w koszta.
  • Napoje dla klientów są rzeczą dyskusyjną. Niektóre agencje w ogóle nic nie oferują, inne sprzedają alkohole jak w salonach go-go, z prowizją dla pracownic (lub bez). Ale jednak fajnie jest, jak klient nie siedzi o suchym pysku.
  • Jeśli agencja ma stronę internetową, to wynagrodzenie za jej utworzenie oraz koszty hostingu i domeny.

I ruszamy…!

  • Wynagrodzenie za rekrutację pracownic. Skompletowanie zespołu często wymaga włożenia w to trochę pracy. Trzeba zamieścić ogłoszenia, być w kontakcie z chętnymi, prowadzić rozmowy rekrutacyjne. Moje dwie rozmowy kwalifikacyjne z trzech były przeprowadzane w kawiarniach, tak więc jeszcze koszty kawy i ciastka. Ziarnko do ziarnka… Widziałam też, ile czasu zajmuje kompletowanie zespołu i że nie każda osoba nadaje się do tej branży (blokady psychiczne, brak predyspozycji), co często wychodzi dopiero podczas spotkania.
  • Przeszkolenie pracownicy. Schemat spotkania, jak prowadzić rozmowę telefoniczną, zasady bezpiecznego seksu, negocjacje granic, zasady obchodzenia się z danym klientem… Niektórzy to sobie odpuszczają. Dobry alfons bierze odpowiedzialność za pracę swoich pracownic.
  • Organizacja i opłacenie profesjonalnych sesji zdjęciowych dla każdej pracownicy. Wypadałoby co pół roku dawać nowe zdjęcia, bo stare się opatrzyły i zainteresowanie spaaaada. Tu rozwiązania są różne: płaci się całość z „alfonsowego”, płaci się całość z wynagrodzenia dziewczyny, płaci się pół na pół. Alfons przeważnie jest obecny podczas sesji zdjęciowej (przynajmniej ja mam takie doświadczenia) i podpowiada to i owo, a więc też pracuje.
  • Wynagrodzenie za teksty copywriterskie dla pracownic seksualnych. Mała rzecz, ale ważna. Dobry tekst ogłoszenia przyciąga klientów.
  • Zamieszczenie i utrzymywanie ogłoszeń w portalach internetowych. Jedno ogłoszenie na Odlotach na miesiąc to 200 zł, standardem są dwa na osobę + co najmniej jedno na Roksie. Tu rozwiązania są takie jak przy zdjęciach: ja raz płaciłam połowę kosztów (czyli jakieś 250 zł miesięcznie), a raz miałam całą promocję na koszt firmy. Samo dodanie ogłoszeń to trochę przeklikiwania się przez formularze – przy udziale pracownicy (trzeba wiedzieć, jakie ma preferencje), ale generalnie to robi alfons, a nie ona. Dziewczyny przychodzą na gotowe.
  • Koszt telefonów służbowych pracownic. Minimum jeden telefon na osobę (w agencji bywa ich zatem nawet kilkanaście). Najczęściej proste urządzenie z klawiaturą i małym ekranikiem, takie sprzed epoki smartfonów, ale raz miałam Blackberry (nie wiem po co).
  • Startery i doładowania telefonów na kartę dla pracownic seksualnych. Nie zawsze. Ja raz musiałam sama doładowywać swój telefon służbowy, żeby móc odpisywać na SMS-y, ale raz miałam doładowania na żądanie.

Pozyskiwanie klientów

  • Wynagrodzenie dla telefonistki, która odbiera telefony od klientów w stylu „kto dzisiaj u was jest?” albo „kto oferuje X?” i umawia spotkania. Telefonistka albo jest osobna, albo jest nią alfons, albo w ogóle nie istnieje, a ciężar rozmów z klientami spada na dziewczyny. Osobiście wolałam sama odbierać moje telefony, ale czasami robiła to zaufana koleżanka, prawa ręka alfonsa. Raczej nie za darmo, chyba że była łosiem.
  • Wynagrodzenie za marketing i utrzymywanie dobrych relacji ze stałymi klientami agencji, którym regularnie wysyła się wiadomości, że „oto pojawiła się nowa dziewczyna, a tak w ogóle to co słychać, Kasia za tobą tęskni, może wpadniesz?”. Moja alfica miała bardzo dużą bazę klientów zgromadzoną przez lata i codziennie poświęcała na to kilka godzin – szczególnie zapracowana była w weekendy. Dzięki niej mogłam przyjść do pracy i dowiedzieć się, że oto mam się szykować, bo jadę zaraz tu i tu z kierowcą. Kiedy kierowca mnie odbierał od klienta, w połowie przypadków miał już dla mnie nową dyspozycję, bo alfica nie poprzestawała na umówieniu mi jednego spotkania. W tym samym czasie mój telefon dzwonił w agencji, telefonistka odbierała i umawiała spotkania równolegle, będąc w kontakcie z alficą. A ja tylko jeździłam…
  • Czytanie maili do nas i odpisywanie potencjalnym klientom. Z tym mam teraz cholernie dużo roboty. W agencji korespondencję prowadził alfons (oczywiście jako ja), co mnie trochę denerwowało, bo ja bym to zrobiła lepiej. No ale miałam jeden obowiązek z głowy.
  • Opłata za służbowy telefon alfonsa. Koniecznie smartfon z dobrym aparatem, żeby móc wysyłać zdjęcia klientom na telefon. Nielimitowane rozmowy i SMS-y. Telefon to podstawowe narzędzie pracy w tej branży.

Transport do klienta

  • Wynagrodzenie kierowcy, benzyna. U mnie to było rozwiązane tak, że za dojazdy była dopłata, której wysokość zależała od odległości pomiędzy agencją a lokalem. Czyli klient wykładał np. 250 zł, z czego 100 szło dla mnie, 100 dla alfonsa, a 50 dla kierowcy. Przeważnie interpretuje się to jako „my pracownice seksualne dostajemy mniej niż 50%”, ale dla mnie to zawsze była dopłata.
  • Aha, kierowcę też trzeba zrekrutować. To praca do wykonania.
  • Alternatywą są taksówki. W drugiej agencji jeździłam nimi. Płaciła alfica ze swojej puli, a klient jej zwracał… albo i nie, bo nas wystawił. Nie ponosiłam wtedy żadnych kosztów.

Te ukryte, nieprzewidywalne koszty, o których nikt nie myśli…

  • Wynagrodzenie za zarządzanie pracą pracownic seksualnych. Stado kobiet potrafi się nieźle pokłócić i trzeba rozwiązać konflikt. A czasami trzeba urządzić pogadankę motywacyjną lub strofującą albo delikatnie acz skutecznie przekazać pracownicy, że coś powinna zmienić, bo klient się poskarżył. Albo zająć się pracownicą, która ma złą sytuację życiową (powszechne).
  • Księgowość. Biznes to biznes, trzeba sprawdzać, czy wszystko się kalkuluje. Trzeba też rozliczać wynagrodzenie pracownic. I nie wolno się pomylić.
  • Rozwiązywanie problemów. Dziewczyna uciekła od przemocy i nie ma ze sobą NIC? Trzeba jej pożyczyć na bieliznę, ubrania i buty oraz zapewnić jedzenie i dach nad głową (na początek będzie nocowała w agencji na koszt firmy, potem może coś sobie znajdzie). Pracownica reprezentuje prywatnie typ sportowy i nie umie się seksownie pomalować? Należy ją przeszkolić. Klient zdemolował mieszkanie? Trzeba pokryć koszta naprawy. Itp., itd.
  • …? Nie zarządzałam nigdy agencją ani żadną inną firmą, nie wiem co pominęłam.

Życie alfonsa

  • To, czego alfons nie reinwestuje w biznes, zostaje w jego kieszeni. Jako wynagrodzenie. Nie zawsze jest to powalająca kwota. Widziałam agencję (źle zarządzaną), która nie zwracała się przez długi czas. To oznacza, że połowa wynagrodzenia zarabianego przez pracownice nie pokrywała nawet kosztów prowadzenia tej działalności, już nie mówiąc o zyskach, których zwyczajnie nie było. Agencjom towarzyskim też zdarza się splajtować.

Dzięki pracy alfonsa pracownica seksualna ma bardzo mało na głowie. Kiedy nie zarabia, wystarczy, że jest dostępna i ładnie wygląda. W jej osobiste koszta wchodzi dbanie o wygląd: fryzjer, kosmetyczka, manicure, solarium, kupno butów, ubrań, bielizny i kosmetyków. Cała reszta jest pokrywana z „alfonsowego” i spoczywa na jego głowie. Ta praca może być uznawana za niemoralną, a ten konkretny alfons może być koszmarnym wyzyskiwaczem, który się obija, ale generalnie jest to po prostu biznesmen. Albo bizneswoman. Jego zajęcia niewiele się różnią od zajęć dowolnego innego pracodawcy.

Teraz, skoro pracuję niezależnie, wszystko to jest na mojej głowie i obciąża mój portfel. Aby utrzymać swoje miejsce pracy, miesięcznie reinwestuję w nie mniej więcej 1/3 przychodów (czynsz, rachunki, taksówki, wyposażenie etc.). Poświęcam też sporo czasu na rzeczy, którymi dawniej zajmował się menedżer. No i nie mam już nikogo, kto opierdoliłby mnie za to, że zbijam bąki zamiast pracować – sama muszę nadzorować swoją pracę. Co często bardzo boli. Ostatnio na przykład nie opłaciłam sobie przedłużenia wyświetlania ogłoszenia i byłam zdziwiona, że nikt nie dzwoni. Moja odpowiedzialność.

O ile ja jednak daję radę pracować sama i choć popełniam błędy, to wychodzę jakoś na plus, o tyle nie wyobrażam sobie, by moje koleżanki z agencji nr 1 dawały radę. To jednak wymaga pewnego zmysłu przedsiębiorczości i obycia w branży… Znaczna część ludzi albo w ogóle ma mentalność pracownika i chce, żeby wszystko było gotowe, albo przychodzi do tej pracy w kryzysie i potrzebuje pokierowania, bo ma za wiele spraw na głowie i za mało zasobów (np. zero gotówki na start), żeby wejść do branży o własnych siłach, albo po prostu nic nie wie o realiach. Nie zawsze wystarczy znaleźć koleżankę, z którą się podzieli kosztami. Zresztą taka koleżanka też staje się wtedy „trzecią stroną” i popełnia przestępstwo.

* Aha, aha, a spróbuj wystąpić z kumpelą w duecie albo odpłatnie podzielić się z nią wiedzą i doświadczeniem, które gromadziłaś latami. Dzisiaj wpadłam na pomysł napisania zbioru porad dla początkującej pracownicy seksualnej, ale musiałabym go chyba rozprowadzać za darmo, żeby nie narazić się na więzienie.

** Nieprawda, także kuplerów, a kupler to każdy, kto nam odpłatnie pomaga ze świadomością, że ułatwia nam świadczenie usług seksualnych, 3 lata więzienia dla ochroniarza, no super.

*** Choć piszę konsekwentnie o pracownicach, praktycznie wszystko dotyczy również agencji zatrudniających panów.

  • Twój tekst jest esencją tego dlaczego nie mam tożsamości feministycznej i za feministkę się nie uważam.

  • A jak wygląda kwestia „ochrony” i opłacania się ludziom półświatka? Ile na to idzie?

    • zaciekawiony

      nie bójmy się i spytajmy jeszcze o opłatę dla Marsjan czy innych zielonych ludzików. A przecież nie tylko oni sprawują „ochronę”, można dodać ochronę przed wściekłymi psami, zajadłymi pieniaczami i wypowiedziami „wiedzących lepiej”, „czujących więcej” i „mających moralne prawo i obowiązek” pluć i poniżać innych

    • Nie wiem. Ale w Warszawie, gdzie pracuję, półświatka praktycznie nie ma. Są miasta w Polsce, gdzie ten problem wciąż występuje i gdzie – wiedząc to – za nic nie chciałabym pracować, ale z tego co wiem, Warszawa do nich nie należy. Tu czuję się bezpiecznie.

      • Ok,dzięki za info! A trafiają się np. agresywni klienci, których trzeba pacyfikować?

        • Mnie bardzo rzadko. Tak z jeden na osiemdziesięciu? W zeszłym miesiącu trafił mi się cham, zostawiłam go i wyszłam. Normalnie jest pełna kultura. Przy czym warto pamiętać, że pozycjonuję się może nie jako luksusowa call girl, ale na pewno powyżej przeciętnej. Przyciągam bardzo sympatycznych ludzi. Znacznie więcej agresji doświadczam w komentarzach w internecie, kiedy pojawia się temat pracy seksualnej, niż na żywo.