Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Dajcie nam raczkować w spokoju!

Przygnębił mnie ostatni artykuł Kingi Dunin, zamieszczony na łamach Krytyki Politycznej. Porozmawiajmy o prostytucji, proponuje autorka, aby następnie strollować dyskusję propozycjami legalizacji, zniżek na nasze usługi (nawet do 100%)  oraz udostępnienia w sieci danych – naszych i klientów, bo to ponoć żaden wstyd (proponuję jeszcze listy Żydów i osób LGBT+, Red Watch się ucieszy).

O ile przebrnie się przez początkowy trolling, można znaleźć w tym tekście trochę sensu, ale ogólnie brzmi on jak „nie znam się, ale się wypowiem, bom celebrytka”. Dunin, doceniając oddanie przez Krytykę przestrzeni nam, seksworkerkom, równocześnie nawołuje do zabierania głosu przez ekspertów i badaczy, do dowiadywania się, jakie rozwiązania są stosowane w innych krajach… ale zapomina nas wysłuchać. Nie jest naszą sojuszniczką, nie chce ustalić, czego potrzebujemy, żeby następnie wykorzystać swoją sławę w naszym imieniu. Ona się po prostu wymądrza. Niestety.

Obawiam się, że takich głosów będzie teraz więcej. Temat usług seksualnych stał się nagle nośny. Marcowy festiwal, choć skromniutki, okazał się jakimś przełomem w Polsce, przynajmniej po lewej stronie sceny politycznej, i teraz wszyscy nagle są ekspertami od prostytucji albo tych ekspertów poszukują do swoich mediów. Dramat.

To trochę jakby społeczeństwo odkryło nagle wózkowiczów i – bez zaproszenia do konsultacji ludzi, którzy się na tych wózkach poruszają – postanowili podebatować o tym, co myślą o kalekach* i jak dostosować przestrzeń, aby była bardziej dostępna… Dodajmy, że triumfy święciłby głos „najlepiej byłoby zlikwidować niepełnosprawność„. Niestety bez uwrażliwienia się na temat danej mniejszości nie dostrzega się jej problemów. Wysłuchanie adresatów działań jest bezwzględnie konieczne. W przeciwnym razie już widzę te „świetnie” dostosowane przestrzenie, te podjazdy, na których nie da się zakręcić, te tory przeszkód zostawione bez zmian, bo pełnosprawny człowiek nie dostrzega niuansów w rodzaju krawężnika…

Inny przykład: rozmowy o związkach jednopłciowych i procedurze korekty płci. Tu również nie wyobrażam sobie, że miałyby się wypowiadać osoby nie w temacie oraz osoby nastawione przeciwko grupie adresatów. To znaczy ja to oczywiście widzę, bo na przykład był parę lat temu projekt ustawy o związkach partnerskich, który był ochłapem nierespektującym potrzeb par jednopłciowych, osobom transpłciowym też groziło uszczęśliwienie ich na siłę, ale nie były to właściwe działania. Tak się nie robi.

Kinga Dunin w swoim tekście pisze tymczasem, parafrazując:

To dobrze, że KP oddała głos osobom homoseksualnym, ale to tylko jeden punkt widzenia, może teraz jakiś dogłębny wywiad z rodzicem takiej osoby? A poważnie – pozwólmy sobie na dyskusję w tej sprawie, wysłuchanie rozmaitych głosów: osób bezpośrednio zaangażowanych, ekspertów i badaczy. Dowiedzmy się, jakie rozwiązania prawne istnieją na świecie i czy wiadomo, jakie efekty przynoszą. Przewietrzmy własne uprzedzenia i emocje, które też mają może jakieś uzasadnienie. Nie udawajmy, że homoseksualizm jest w naszej kulturze kwestią moralnie obojętną – nie jest, porusza powszechne społeczne odczucia. Ale pamiętajmy, że poza moralnością tradycyjną czy katolicką istnieją także etyki świeckie.

Dopiero co mieliśmy przykład oddania przestrzeni „ekspertce”: psychiatrze, która nic o usługach seksualnych nie wiedziała, bazowała tylko na obiegowych opiniach. Mieliśmy też reportaż w „Newsweeku”, który kontrował wypowiedzi zadowolonych sponsoretek wypowiedziami psychoterapeuty, socjologa i paru innych osób; wszyscy byli pouprzedzani, patologizowali dziewczyny i infantylizowali je. Tak nie powinien wyglądać ten dyskurs.

Postulaty Kingi Dunin są prawie słuszne, ale nie wolno zapominać, że nasza grupa społeczna jeszcze nie jest solidarna, jeszcze nie jest zorganizowana. Jeszcze nie ma zbyt wielu badaczy i ekspertów, którzy mogliby zabrać głos i równocześnie nam nie szkodzić rozpowszechnianiem swoich uprzedzeń i ignorancji. Problematyka usług seksualnych jest w Polsce zbyt niedojrzała, żeby „słuchać rozmaitych głosów”. Na razie to, czego potrzebujemy, to przestrzeń do emancypowania się na własnych zasadach: do zrzeszania się i organizowania, do rozmów o naszych potrzebach i oddolnych projektów, do dojrzewania do coming-outów i własnych narracji na łamach sojuszniczych mediów, do edukowania przyszłych ekspertów i badaczy, do mozolnego zwalczania społecznych uprzedzeń i wychowywania naszych sojuszników i sojuszniczek. Jako osoba ze społeczności aktywistycznej widzę i mogę zapewnić, że dopiero raczkujemy. Zanim będzie można rozmawiać tak, jak chciałaby Kinga Dunin, minie jeszcze kilka lat.

Dajcie nam ten czas. I słuchajcie, o czym próbujemy do Was gaworzyć. Dopiero uczymy się artykułować nasze potrzeby i nabieramy samoświadomości jako grupa – na partnerską debatę jest o wiele za wcześnie.

A jeśli potrzebujecie ekspertów i ekspertek, zgłoście się do Sex Work Polska. Podpowie, kto jest odpowiednio przygotowany.

***

* Słowo oczywiście użyte celowo, aby pokazać, że ludzie, mówiąc o usługach seksualnych, często nawet nie używają niestygmatyzującego słownictwa.

  • zielony przylądek

    zgadzam się w zupełności z postulatem oddania głosu osobom świadczącym usługi, ponieważ każdy dyskurs tego rodzaju powinien być tworzony od wewnątrz – przez osoby, które bazują na własnym doświadczeniu. Tylko tak można dojść do prawdziwego sedna sprawy. Dyskurs tworzony od zewnątrz, bazujący na czyiś badaniach/statystykach, będzie tylko jakimś teoretyzowaniem z elementami prawdy ubranymi w elokwentne i abstrakcyjne słowa sprawiające wrażenie ogólnej mądrości. Nie będzie jednak prawdziwy i nie rozwiąże rzeczywistych problemów.

    nie zgadzam się natomiast z porównaniami – uważam, że porównanie do „wózkowców”, czy osób homoseksualnych jest nietrafione. Przede wszystkim z tego względu, że te trzy zjawiska różni od siebie bardzo ważna kwestia: wybór. Człowiek nie wybiera sobie jeżdżenia na wózku i zwykle nie wybiera sobie tożsamości seksualnej (to drugie z drobnymi wyjątkami spowodowanymi zwykle jakimiś doświadczeniami). Praca seksualna jest z kolei wyborem (o ile oczywiście nie jest związana z handlem, ale to zupełnie inna kwestia), bardziej więc powiedziałabym, że to pewien styl życia, na który który kobieta/męzczyzna z różnych względów się decyduje i na który może się „oddecydować”, nie zaś stała charakterystyka. Uważam, że to dość istotna różnica, choć w ogóle zgadzam się z postem.

    • Ale czy wybór cokolwiek zmienia? Nigdy nie lubiłam wychodzenia do heteroseksualnego społeczeństwa z „jestem kim jestem, taka się urodziłam, WIĘC musicie mnie zaakceptować i pozwolić mi być w związku z moją dziewczyną”. Zresztą to działa przeciw osobom biseksualnym (macham łapką), które wybierają, z kim się chcą związać, mając w sobie potencjał do życia „normalnie” i założenia „prawdziwej rodziny”. Myślę nawet, że koncentracja na braku wyboru jest czymś, co przyczynia się do ogromnej dyskryminacji osób biseksualnych, których problemy nadal są bagatelizowane (mimo badań stwierdzających, że mają depresję znacznie częściej niż osoby homoseksualne, a więc w jakiś sposób sugerujących powagę problemu).

      Dla mnie wybór w ogóle nie jest istotną kwestią. Nie będę wciskać weganinowi, że jest głupi, siedząc o suchym pysku, bo przecież może zjeść schabowego i co mu szkodzi jedno odstępstwo od reguły. Nie będę uzasadniała możliwością wyboru dyskryminacji chrześcijanki czy muzułmanina. „Twoja wina, sam chciałeś”? „Nie obchodzi mnie twój problem, bo mogłaś zdecydować inaczej”? Nie rozumiem tego tak bardzo, że nawet nie wiem, co możesz mieć na myśli, mówiąc, że możliwość wyboru jest ważna.

      Poza tym mechanizmy związane z przynależnością do mniejszości – w tym uprzedzenia i dyskryminacja – są generalnie podobne. Każda grupa ma swoją własną specyfikę, własne punkty zapalne, normy, kulturę itd., ale da się wskazać ogólne prawidłowości.

      I jeszcze jedno: ja aktualnie nie mogę się „oddecydować”, bo nadal nie mam dokąd pójść. Usługi seksualne to na razie moja najlepsza dostępna opcja. Co więcej, nawet jak za kilka lat przestanę pracować w tej branży, to już zawsze będę „byłą prostytutką” w oczach wielu pouprzedzanych ludzi. Decyzja o wejściu do tak stygmatyzowanego zawodu jest na całe życie.