Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Garść refleksji o handlu ludźmi i nie tylko

Obejrzałam dziś krótki niemiecki dokument o kobietach z Nigerii zmuszanych do sprzedawania seksu w Turynie. Dziewczyny są oczywiście zwabiane na pracę kucharki, fryzjerki itp., a tym młodszym obiecuje się naukę w europejskiej szkole. Na miejscu, kiedy przejdą już przez sito urzędu imigranckiego, trafiają na ulicę. Są – z tego co zrozumiałam – do tego stopnia bezradne w obcym kraju, zmanipulowane i zastraszone, że wolno im się w miarę swobodnie chodzić do sklepu i korzystać z telefonu.

Co mnie zaskoczyło, to że w ramach gróźb wykorzystuje się wiarę w plemienną religię i rytuały szamanów tamtejszego voodoo. Jedna z dziewczynek, obecnie piętnastolatka, która wciąż wierzy to w voodoo, została w ten sposób zastraszona podczas specjalnego rytuału, kiedy zabito kurę i oblano Nigeryjkę krwią. Stosuje się też groźby zabicia rodziny w Nigerii i standardowe tortury: bicie, budzenie w środku nocy, gwałty.

Film skoncentrował się na pokazywaniu pracy Princess, czterdziestoparoletniej kobiety, która w latach 90. również trafiła do Europy w ramach handlu ludźmi. Po kilku miesiącach poznała Alberta, mężczyznę, który jej wysłuchał i pomógł. Teraz są małżeństwem i wspólnie wydobywają inne młode kobiety z łap handlarzy.

Produkcja dobitnie udowadnia, że to wymagająca praca. Nie wystarczy podejść i powiedzieć „Czemu to sobie robisz? Zejdź z ulicy, stać cię na więcej niż świecenie gołym tyłkiem przy ogniu z kubła na śmieci”, jak chciałoby wielu moralistów. Trzeba zapewnić ludziom konkretną alternatywę. Przede wszystkim jednak trzeba wzbudzić ich zaufanie. Zaczyna się więc od prostego kontaktu: niezobowiązująca rozmowa, podanie namiarów na siebie, prezerwatywy.

Kiedy już ktoś znajdzie w sobie gotowość do zaufania pomocnicy i postawienia się handlarzom, trzeba zapewnić bezpieczeństwo. A nie jest to łatwe. Princess z mężem dysponują wieloma lokalami, w których ukrywają swoje podopieczne. Kobietom przez długi czas nie wolno nigdzie wychodzić, co z pewnością jest trudne do zniesienia, zwłaszcza że wcześniej – pod kuratelą handlarzy – cieszyły się większą swobodą. Równocześnie na podstawie pozyskanych informacji wszczyna się postępowanie przeciwko sprawcom. Historia dwóch dziewczyn przedstawionych w dokumencie zakończyła się sukcesem: sprawców ujęto, gdy mieli już uciekać z kraju.

Oprócz dania dziewczynom dachu nad głową, konieczne są działania mające na celu zbudowanie im nowego życia. Dokument nie poruszył kwestii integracji imigrantek z włoskim społeczeństwem dość dokładnie, ale widzimy dwie rzeczy: zdobywanie nowego zawodu (garncarstwo: dziewczyny robią talerze, a Princess dodatkowo je motywuje) i czynny udział w europejskim życiu religijnym. Co niedzielę podopieczne Princess jadą do kościoła, gdzie uczestniczą w nabożeństwie i śpiewają w chórze. Oswojenie ich z chrześcijaństwem ma zastąpić wiarę w voodoo.

Oglądając film, cały czas chodziła mi po głowie myśl, jak bardzo jestem uprzywilejowana względem takich Nigeryjek. Pracuję u siebie, w kraju, którego kulturę i topografię doskonale znam, w którym mam bliskich. Jestem wyedukowana, także seksualnie. Biegle posługuję się komputerem i smarfonem i pochodzę z wielkiego miasta, dzięki czemu pracuję na zupełnie innych warunkach (a propos, nie mogę się doczekać, aż poznam kobiety pracujące seksualnie na warszawskich ulicach – jeśli chodzi o ten sektor usług, moja wiedza jest taka sama, jak każdego, czyli pewnie żadna). Należę do osób asertywnych, świadomych swoich mocnych stron. W porównaniu z Nigeryjkami z Turynu mam całkiem spory wybór zawodów i nie jestem skazana na pracę seksualną.

Z tym wolnym wyborem to skomplikowana kwestia, bo na tle osób o moim kapitale kulturowym i ambicjach wypadam inaczej. Mam swoją historię w tle, która sprawia, że mój dostęp do pracy jest mocno ograniczony. Ale nie powiem tego przy Nigeryjce, którą właśnie zwabiono do Europy.

W ramach ciekawostki, Princess w swoim kraju prowadziła restaurację. Przyjechała do Turynu znęcona pracą kucharki. Trafiła na ulicę. Kwestie migranckie są mi obce, więc nie będę tego komentować, ale coś czuję, że to się wkrótce zmieni. W zespole Sex Work Polska ten temat wypływa na każdym spotkaniu.

Zastanawiam się, co by się stało ze światem, gdyby praca seksualna przestała być tak zdemonizowana. Można próbować jej zakazywać, karać nas, klientów, osoby trzecie… ale ludzie będą potrzebowali seksu. Ta potrzeba jest zbyt silna i powinniśmy ją wreszcie zaakceptować zamiast udawać, że nas nie dotyczy i że to zwierzęce. A gdyby tak zastąpić przymusową pracę seksualną dobrowolną? Czy gdyby było więcej Świętych Ladacznic, zmuszanie dorosłymi ludźmi do prostytucji miałoby w ogóle ekonomiczny sens?

Może jest tu ktoś mądry, kto ma swoje przemyślenia w tym temacie? Chętnie posłucham.

A do mnie piszą, coraz częściej, młode kobiety, które rozważają pracę seksualną. Sprawdzam ich potrzeby. Podaję informacje. Widzę, że potrzebny jest przewodnik dla początkujących. Ja sama urządziłam się tak dobrze, bo kiedy nie widziałam innych opcji – dobrze wiedziałam już, co i jak. Owszem, to nadal była wiedza głównie teoretyczna, wyidealizowana – ale była. Miałam też oparcie w znajomych. Nigeryjki z dokumentu były całkiem same i również to zwiększało ich bezradność. W informacji moc! Będziemy działać.

Aktualnie zbieram wskazówki, na co warto zwracać uwagę przy wyborze agencji. Dacie znać tutaj albo na kontakt[at]sexwork.info?

I jeszcze link na zakończenie – seria tekstów po angielsku poświęconych pracy seksualnej. Dziś rano jeszcze nie było najnowszego (o stygmie), więc zaglądajcie co jakiś czas – ich przybywa!

  • Na zdrowy, szczurzy rozum: walka z handlem ludźmi za pomocą kryminalizacji prostytucji jest jak walka z bimbrownictwem i przemytem alkoholu za pomocą prohibicji.

  • Zdzisław Śmietana

    Jeśli czegoś brakuje, to automatycznie pojawia się ktoś, kto ten brak wypełni. Klasyczna kwestia popytu i podaży. Gdyby istniała religia, która zamiast izolowania kobiet w zakonach, udostępnia je wszystkim w myśl powszechnego przekonania, że seks dla każdego bez wyjątku jest aktem błogosławieństwa od bogini płodności, to seks przestałby mieć pierwszorzędne znaczenie społeczne. Już o tym kiedyś pisałem u Ciebie w komentarzach. Gdyby można byłoby chodzić dowolnie rozebranym po ulicy, to nagość przestałaby stanowić rzecz niezwykłą. W Barcelonie na plaży można się zupełnie swobodnie rozebrać i nikogo to nie wzrusza. A i zdarzyło mi się widzieć kobiety toples na ulicach. Gdyby seks w Polsce był dostępny w ilości w której jest potrzebny kompletnie za darmo, to czym handlowałyby kobiety? Czym byś zarabiała? Czym kusiłyby kobiety, zamiast dupą, w sytuacji gdzie seks jest na skinienie palca? Jak zmuszałyby mężczyzn do bycia nimi zainteresowanymi? Do ślubów, do posiadania dzieci? Generalnie do bycia w jakikolwiek sposób chętnym do spędzania czasu z wymagającą, pełną pretensji, często sfochowaną i nadętą tępą dzidą, która oprócz rozłożenia nóg nie potrafi niczego? Musiałyby wtedy kochać, troszczyć się, prawdopodobnie prać, gotować i sprzątać. I mieć coś mądrego do powiedzenia czasem. Kobiety nie są zdolne do myślenia w ten sposób po setkach lat indoktrynacji, gdzie seksualność była grzechem. A zwłaszcza dzisiaj, kiedy mają wpychane do głowy, że mogą być kim chcą, ale niewiele pomyśli, by być tymi, których mężczyźni pragną.

    • A kogo pragnie mężczyzna? Czy raczej: kogo pragnąłby mężczyzna, gdyby seks nie był na kartki?

      • Zdzisław Śmietana

        Piramida Maslowa. Najpierw jeść, spać i ruchać. A potem reszta. Skoro ruchanie jest na kartki, to większość facetów ma wyjebane na resztę. A kogo pragnie to Ci wkleiłem w komentarzu do najnowszego wpisu. https://pokolenieikea.com/2015/01/07/najwiekszy-blad-kobiety/ Jeśli w domu nie jest bezpiecznie, miło i bezproblemowo, jeśli trzeba walczyć o zaspokojenie podstawowych potrzeb, nie wspominając o potrzebach wyższego rzędu, takich jak spełnienie, podziw, szczęście czy miłość, to człowiek jest bezdomny. Sfrustrowany, zły i smutny. I wtedy coraz bardziej ma wyjebane na potrzeby wyższego rzędu, bo gdzie tu myśleć o podróżach w kosmos, skoro koło jest reglamentowane?

        • Mówisz o odpoczynku wojownika? To ja też jestem facetem, bo mam takie same pragnienia. Więcej, chciałabym w domu niczego nie musieć, nawet sprzątać. Same pozytywne emocje i relaks chciałabym mieć.
          Na szczęście mieszkam sama i nie mam dzieci, więc nie muszę się martwić, jak to wszystko pogodzić. Bo pogodzenie potrzeb odpoczynku dwojga dorosłych ludzi z potrzebami małego oraz dorastającego człowieczka musi być cholernie trudnym zadaniem.
          Tym bardziej, że to, co ja oferuję, czyli właśnie odpoczynek wojownika – miła, ładna, zawsze dostępna i zadbana pani, która doceni, dopieści i będzie szanować (tylko miłości w tym nie ma, chyba że miłość bliźniego) – to kawał pracy, od której też chciałabym gdzieś odpocząć. Tak, żeby to mną się dla odmiany pozajmowano.

          • Zdzisław Śmietana

            Hmm, napisałem odpowiedź, pokazało, że oczekuje na moderację, a potem zniknęło… Usunęłaś?

          • Nie. Nie mam włączonej moderacji na blogu. Disqus zaklasyfikował Twoją wypowiedź jako spam, znalazłam ją w panelu i przywróciłam.

          • Zdzisław Śmietana

            Aha, dziękuję. 🙂

  • zaciekawiony

    Mężczyźni nie są tu też bez winy. W środowisku młodych i średnio dojrzałych mężczyzn, gdy są sami, w jedynie męskim gronie, stają się bardzo seksistowscy i maczowscy. Wzorem jest sprawy „ruchacz”, który wszystko może. Być może mniej pewni siebie, tylko nieco mniej pewni na gruncie damsko-męskim, wypadają z tego „kręgu”.

    • Zdzisław Śmietana

      A kto ma nas facetów podbudowywać mentalnie i utwierdzać we właściwej męskiej roli jak nie my sami? Psychoterapeuta? Takie męskie grupy też opisuje Zimbardo w swojej książce. Jako przykład podaje zawodowych sportowców gier zespołowych, piłkarze, rugbyści, futboliści, a także wojskowych. Mężczyźni wywodzący się z takich grup, wolą bezpieczne towarzystwo facetów, a kobiet unikają, bo kobiety stanowią nieodgadnioną zagadkę, która na dodatek często jest źródłem wielu negatywnych emocji, takich jak odrzucenie, niedopasowanie i niezrozumienie. Jak zapytasz dziadka o kobiety, chcąc uzyskać wiedzę popartą całym życiem doświadczenia, to dowiesz się, że kiedyś kobiety były przede wszystkim kochające, miłe i dbały o dom. Powiedz dziś jakiejś kobiecie, żeby dbała o dom. Kobiety nie wiedzą czego chcą, z jednej strony ma być maczo i zerżnąć ją tak jak jeszcze nikt nigdy, a z drugiej ma być metroseksualny, emocjonalny, pić sojową latte i być miły. I w związku z tym sytuacja jest taka, jaką dziś widzimy. Media i ruch feministyczny popycha kobiety do tego, żeby robiły kariery, żeby negowały seksizm, odrzucały klasyczne kobiece role i podejście i były nastawione roszczeniowo. To oficjalnie, bo gdyby rozpatrzeć Waszą naturę, która właściwie się nie zmieniła, to nadal chcecie silnego, władczego, który zdominuje i weźmie Was bez pytania. Tylko, że nie ma systemowego przyzwolenia na takie zachowanie, a facet, który nie wie jak się zachować, bo na każdym kroku jest krytykowany za męskość, traci pewność siebie i nie wie czy mu wolno. Czekając na pozwolenie lub sygnał do działania, nie uzyska oczekiwanego efektu silnego samca i wyda się pasywny lub zbyt miły. Będąc odrzuconym raz, drugi i piąty, decyduje się unikać kontaktów z kobietami i załatwiać temat bez udziału uczuć, kupując seks i inne podstawowe potrzeby, bo płacąc za seks wie, że może sobie poruchać tak jak lubi i nikt go za to nie skrytykuje. I w ten sposób kółeczko się zamyka. I to nie jest tylko kwestia znalezienia właściwej kobiety. Systemowe krytykowanie mężczyzn na każdym kroku powoduje spadek wydzielania testosteronu, a ten w chronicznym niedoborze powoduje zwyczajnie bezpłodność. Mężczyźni stają się mniej męscy, bo rzeczy, które czynią mężczyzn męskimi są złe, a na to reaguje system endokrynologiczny obniżając ilość wydzielanych hormonów. I to nie jest moja opinia, to jest zdanie światowej sławy psychologa i specjalisty od zachowań społecznych, poparte setkami tysięcy przebadanych mężczyzn na całym świecie. Podtrzymuję zdanie, że to nie jest wina mężczyzn, że świat nie potrzebuje mężczyzn.

      • Zdzisław Śmietana

        Okazuje się, że jednak jest polskie tłumaczenie. To tak jak z filmami, tłumaczenia tytułów są zaskakujące – „Gdzie ci mężczyźni”.

      • Mam wrażenie, że męska siła, energia męskości, bardzo często wyraża się jako agresja i pogarda, i chęć pokazania wyższości – i na tym polega spora część problemu. Mężczyźni często kojarzeni są z zagrożeniem, a nie z obroną, nie umieją się zachować w społeczeństwie równościowym lub zdominowanym liczebnie przez kobiety (patrz seksistowskie żarty wykładowców do studentek), wiele kobiet po prostu się mężczyzn boi z powodu przemocy seksualnej i zaczepek – i rzeczywiście, młodemu chłopakowi może być łatwiej uciec w grę lub w nacjonalistyczne, męskie środowisko.
        Szkoda, bo męskość pozytywna, dojrzała jest bardzo cenna. Ale takim mężczyzną trzeba umieć być – a młody chłopak nie bardzo ma się tego od kogo nauczyć. Ojciec z innego (przedinternetowego) pokolenia, często nieobecny…

        Mnie męskość dojrzała kojarzy się z opiekuńczością w znaczeniu zaopiekowania się sytuacją (przychodzę do mężczyzny z problemem, chwila moment i znajduje się rozwiązanie), ze spokojem, ale i ze śpiącym wulkanem, który przebudza się w obecności kobiety.
        Mężczyźni, na których najsilniej reaguję, to zawsze zaangażowani ojcowie lub kandydaci na takich (to ciekawe, bo nie planuję dziecka, ale moja biologia i tak się zaprogramowała na ojca), zazwyczaj pewni siebie, zainteresowani sportem / ruchem. Przeważnie są też zaradni życiowo i w pewnym sensie samodzielni zawodowo: mają własny biznes, stanowisko kierownicze lub są uzdolnionymi specjalistami. Jeśli są młodsi, to z pomysłem na siebie. Muszą też być inteligentni, z zainteresowaniami. No i w 9 przypadkach na 10 mają powodzenie wśród innych kobiet, z którego chętnie korzystają 😀
        Pociąga mnie też typ intelektualisty, może nawet nerda, o ile nie ucieka przed realnym światem i problemami. Bo ucieleśnieniem aseksualności jest dla mnie zarośnięty i obrośnięty pudełkami po pizzy gracz komputerowy, który narzeka na swoje życie i brak perspektyw, ale nie potrafi wyłączyć gry i wziąć spraw w swoje ręce.
        Jeśli chodzi o najciekawsze, czyli seks, to mężczyźni, których mam na myśli, nie są nachalni: odnoszą się z szacunkiem, respektują granice, ale i rozumieją dobrze, że kiedy mają zielone światło, to mogą śmiało działać: włączyć w sobie samca i przejść do konkretów. Tu fajne są zwyczaje kinkowe, czyli ustalenie zawczasu swoich preferencji i ograniczeń, chociaż można też robić to w trakcie. Lubię też, kiedy panowie – gdy już nawiążemy kontakt – sami zasygnalizują swoje zainteresowanie, nie bojąc się odrzucenia: mową ciała, komplementem, zaproszeniem do kina, drobnym upominkiem czy inteligentną zaczepką.
        Czy jestem wymagająca? Obawiam się, że tak. Widuję sporo mężczyzn, którzy pasują do tego opisu, ale bardzo rzadko wśród rówieśników – i coś mi mówi, że wśród millenialsów jest ich jeszcze mniej.

        • Zdzisław Śmietana

          Heh, jakbym czytał wywiady z kobietami z książki Zimbardo. Z jednej strony chcesz faceta, który jest dojrzały, pozytywny, od którego oczekujesz spokoju, pewności siebie i brania spraw w swoje ręce. Ale z drugiej strony mówisz o tym, że mężczyzna nie powinien być nachalny, ma być pełen szacunku i respektować granice. A kto te granice ustala? Ty? A gdzie szacunek i respekt dla męskich granic? I dlaczego uważasz, że to do nas należy działanie, sygnalizowanie zainteresowania i wykazywanie inicjatywy? Poza tym, skoro to mężczyzna ma zaczepiać, to czemu kobiety boją się mężczyzn z powodu zaczepek? A z tym zapraszaniem, komplementowaniem i dawaniem prezentów to już tak pojechałaś klasycznym skryptem, że to aż zaskakujące, że pochodzi od zadeklarowanej feministki. Powiem po raz kolejny, zdecyduj się. Albo chcesz równouprawnienia i wtedy każdy płaci za siebie, a inicjatywa nie należy odgórnie do nikogo, co oznacza, że Ty też masz nie bojąc się odrzucenia prawić komplementy, zapraszać w różne miejsca, dawać prezenty czy inteligentnie zaczepiać, albo chcesz klasycznego podejścia i wtedy nie oczekuj, że facet domyśli się co mu według Ciebie wolno, a co nie, ale Ty masz być nienagannie zachwycona każdym przejawem aktywności z jego strony, niezależnie czy Ci on odpowiada czy nie. Naprawdę przeczytaj książkę, bo dalsza rozmowa w tym temacie nie przyniesie niczego dobrego. Ustawianie się w pozycji klasycznej kobiety, którą trzeba spektakularnie poderwać, ale która jednocześnie wyznaje ideały feminizmu, jest źródłem problemu. Mężczyzn, którzy pasują do tego opisu w Twoim wieku i młodszych jest niewielu, bo też i każda kobieta w Twoim wieku i młodszym ma powiedziane, że nie musi być spójna, miła ani dobra, ale przede wszystkim ma mieć wymagania i być nastawiona roszczeniowo do życia, zwłaszcza do mężczyzn. Starsi mężczyźni szczęśliwie żyli w czasach gdzie doświadczyli zrozumienia, ciepła i miłości, byli w stanie wykształcić się emocjonalnie, znają swoją wartość, popartą doświadczeniami z wieloma kobietami i są przeważnie materialnie i zawodowo spełnieni. Tylko nawet ci starsi mężczyźni mają do wyrzygu dość roszczeniowych lasek, które przekonane są, że wszystko im się należy i cały świat musi liczyć się z ich wyjebanym w kosmos ego, ale w zamian nie oferują niczego wartościowego, ani w temacie towarzystwa i rozmowy, ani w temacie inteligencji, ani w temacie seksu. Poza tym, wszystkie te wymagania bez oferowania jednocześnie zachęty do sprostania im, czyli wartościowej nagrody, powodują, że większość facetów stwierdzi, że szkoda zachodu i pójdzie sobie pograć. A potem zadzwoni np. pod Twój numer, i wtedy zapewnisz mu wszystko to czego nie chciałabyś dawać mu za darmo, a potem zamówi pizzę i najedzony i szczęśliwy zaliczy dzień do udanych mając wyjebane na roszczeniowe laski. Same jesteście sobie winne. A oprócz tego, że jesteś wymagająca, to masz coś do zaoferowania? Bo cały Twój powyższy wpis jest tylko szczegółowym opisem tego czego byś chciała (wspomniana roszczeniowość), ale ani słowa zachęty albo wzmianki o tym co powoduje, że byłoby warto chodzić po Twoim polu minowym narażając się na negatywne emocje. Aha i na koniec jeszcze, gdyby przyszło Ci do głowy, że to co napisałem powyżej jest wyrazem męskiej siły przejawiającej się poprzez agresję, pogardę i chęć pokazania wyższości, to pragnę od razu wyjaśnić, że nazywanie rzeczy po imieniu nie jest ani agresją, ani pogardą, ani chęcią pokazania wyższości, a jedynie chęcią sprawienia, by kobiety takie jak Ty zaakceptowały męski punkt widzenia jako równie ważny w społecznej dyspucie i zastanowiły się co mogą zrobić, by przywrócić równowagę w relacjach z mężczyznami.

          • zaciekawiony

            Ciekawy, emocjonalny głos. A co gdyby podobne rozumowanie zastosować do (trwałych) związków homoseksualnych? Czego oczekuje druga strona w takim układzie? Coś czuję, że powyższy dyskurs ogranicza się tylko do par heteroseksualnych: młody_mężczyzna – młoda_kobieta.

          • Zdzisław Śmietana

            W książce o której mówię, zasadniczo rozpatrywane były związki heteroseksualne. Natomiast związki homoseksualne rządzą się nieco innymi prawami, bo inaczej wygląda dynamika takich związków. Mężczyźni i kobiety homoseksualne w towarzystwie osób tolerancyjnych, bądź czujących tak samo jak oni, są bezpieczni, a zatem przechodzą od razu do fazy realizacji potrzeb, pomijając fazę wzajemnej nieufności i sprawdzania się. Z tego co kojarzę szczątkowe badania, które się ukazały, związki homoseksualne mężczyzn są bardziej nastawione na wzajemne zrozumienie, współdziałanie i szacunek, natomiast związki homoseksualne kobiet bardziej na emocjonalnym aspekcie współbycia. Co ciekawe, kobiety homoseksualne są znacznie częściej dużo bardziej agresywne seksualnie od mężczyzn, bo odpada im duża część uprzedzeń, strachów i hamulców. Generalnie większość badań o seksualności mówi o tym, że kobietom chce się ruchać dużo bardziej od facetów, tylko narzucają sobie ograniczenia związane z ostracyzmem społecznym (żadna nie chce być nazwana dziwką) i tłumią własne naturalne potrzeby i pragnienia.

          • Zdzisław Śmietana

            Aha i jeszcze przyszło mi do głowy w temacie tych seksistowskich żartów wykładowców. Wiesz z czego się one biorą? Z doświadczenia. Wykładowcy akademiccy (mój stary np) przez dziesiątki lat mieli i mają do dziś, na każdym kroku udowadniane, że kobiety jedno mówią, a drugie robią. Szacunek, równość, feminizm, bla bla bla. A jak nie zaliczy egzaminu to błaga o „ustny”. I teraz powiedz to takiemu seksistowskiemu wykładowcy, że ma myśleć o kobietach inaczej niż myśli, skoro w każdym semestrze studentki udowadniają mu oralnie, że ma rację?

          • Czyli mam nie komentować Twojej wypowiedzi dopóki nie przeczytam książki? 😉

            Mimo wszystko zapytam o granice mężczyzn. Bo ja o nich słyszę jedynie w pracy. Od pojedynczych egzemplarzy. Nie słyszałam nigdy o tym, by mężczyźni wystąpili i powiedzieli, że ich granicą w kontaktach z kobietami jest… coś. Widzę tu sporą nierównowagę.

          • Zdzisław Śmietana

            Komentować możesz, tylko to trochę bez sensu, skoro nie ma większego znaczenia co Ty na ten temat sądzisz, skoro badania, fakty i specjaliści klarują ten temat dość przejrzyście nazywając przyczyny i skutki po imieniu. Lepiej rozmawiać o faktach i opiniach na ich temat wyciągając jakieś konstruktywne wnioski, niż na temat Twoich wyobrażeń o faktach. 😉 Chyba, że bardzo masz potrzebę się wygadać ze swoich emocji z tym związanych, to proszę bardzo, tylko to nas nijak nie posuwa naprzód w rzeczowej dyskusji.

            Granice? Każdy facet jest inny. Jeden może całą noc, inny może raz. No i zwykle po pierwszym razie potrzeba chwilę przerwy, zanim można znowu. Czasem kobiety wiedzą lepiej kiedy można znowu. No i jeden lubi intymność, inny lubi plenery. Jednemu odpowiada owłosienie, a drugiemu nie. Jeden woli monogamię, inny poligamię. Jeden woli grube, inny woli chude. A poza tym klasycznie, gwałt. Czasem kobiety nie rozumieją „nie”. Facet też ma prawo nie lubić seksu oralnego, analnego albo wstydzić się miejsc publicznych. A nierównowagę widzisz dlatego, że kobiety najczęściej nie interesują się tym czego chcą lub nie chcą mężczyźni, tylko czy odpowiada im to co akurat mężczyźni proponują. I również dlatego, że oczekuje się od mężczyzny, że będzie gotowy zawsze i wszędzie kiedy tylko kobieta zachce. Ale niemęskie jest mówienie o tym, że czasem się nie chce, więc o tym nie słyszałaś. Co pewnie nie jest jedyną rzeczą, której nie słyszałaś o facetach.

          • Akurat o tym, że czasem się nie chce, to ja wiem. To nr 1 na liście Mitów o seksualności mężczyzn.
            W swojej pracy zwykle podążam za mężczyzną, więc nie mówisz mi nic nowego. Ale rzeczywiście, nie są to rzeczy powszechnie przyjęte 🙁

          • Zdzisław Śmietana

            W pracy podążasz, bo za to mężczyźni płacą i trudno, żebyś tam prezentowała roszczeniową postawę, bo niewiele byś zarobiła. Mniemam, że prywatnie jednak akcent leży już zupełnie gdzie indziej.

          • zaciekawiony
          • Zdzisław Śmietana

            Kwestia polega na tym, że żeby być kreatywnym, refleksyjnym i proaktywnym, to trzeba mieć możliwość myśleć w ten sposób. A jeśli nigdy nie miałeś możliwości rozwinąć się i wykształcić w swoim umyśle konstruktywnych ścieżek, to jak wpadniesz na pomysł, by zachowywać się w konstruktywny sposób? Jeśli wszelkie wzorce, które czerpałeś pochodzą z Internetu, z gier, z pornosów, od kolegów na tym samym poziomie, albo jeszcze lepiej, od patologicznych rodziców, od rówieśników z domu dziecka, itd.? Łatwo jest mówić, że pewne rozwiązania są banalnie proste. Tylko jak przekonasz człowieka, który całe życie się bał, by był radosny, szczęśliwy, ufny, twórczy i pozytywny? To trochę tak jakbyś powiedział kobiecie po gwałcie, że jest winna sama sobie, że jest smutna, wystraszona, zakompleksiona i nieufna. Hej! Uśmiechnij się, życie jest wspaniałe! Seks to cudowne doświadczenie pełne miłości, radości i innych pozytywnych uczuć. Musisz tylko rozłożyć nogi i rozkoszować się sytuacją… Nie. Człowiek, który raz stracił zaufanie do innych, lub nie miał go od wczesnych lat dzieciństwa, odczuwa lęk, ma zaniżone poczucie własnej wartości i nie rozumie tego co się z nim dzieje, potrzebuje wsparcia, pomocy osób, które rozumieją, które zapewnią bezpieczne środowisko i pomogą ponownie zaufać. To powolny proces. Wymaga cierpliwości i jest identycznie trudny dla mężczyzn i kobiet, bo wymaga zmierzenia się ze swoimi demonami. Fajnie byłoby wreszcie przestać stosować podwójne standardy i zaakceptować, że mężczyźni mają takie samo prawo być słabi, zranieni, nieufni i potrzebować pomocy, jak kobiety. Mówisz, że słabość dzisiejszego mężczyzny jest wyimaginowana? Chcesz powiedzieć, że facet w rurkach, który w życiu nie skalał się pracą fizyczną, który jest rozhisteryzowany jak panienka, to wzór siły fizycznej i psychicznej? Oczywiście, że kobiety nie są winne wszystkim procesom zachodzącym w społeczeństwie, natomiast określone postawy, które kobiety obecnie prezentują w stosunku do mężczyzn, powodują, że zamiast być częścią bardzo potrzebnego rozwiązania, to są częścią problemu. A czy Ty przeczytałeś książkę w całości, czy jedynie obejrzałeś filmik promocyjny minutę pięćdziesiąt i masz swoją opinię na temat Twoich wyobrażeń o faktach? 🙂

          • zaciekawiony

            > Kwestia polega na tym, że żeby być kreatywnym, refleksyjnym i proaktywnym,
            > to trzeba mieć możliwość myśleć w ten sposób.
            Wystarczy własny umysł. Nikt i nic nie zwalnia od samodzielnego myślenia. Wskazywanie, że inni są winni sytuacji, w której się właśnie znalazłem, nie posuwa do przodu. Władnymi i kompetentnymi do zmieniania własnego życia, jesteśmy my sami.

            > A jeśli nigdy nie miałeś możliwości rozwinąć się i wykształcić w swoim umyśle
            > konstruktywnych ścieżek, to jak wpadniesz na pomysł, by zachowywać się w
            > konstruktywny sposób?
            Jak wyżej. Diagnozuję: jest mi źle, coś mi nie wyszło, nie poszło? – nie szukam winny w innych, przystępuję do działania: analiza, spojrzenie z drugiej strony, i tak dalej; chcieć się zastanowić nad przyczynami mojego problemu i ruszać dalej

            > Jeśli wszelkie wzorce, które czerpałeś pochodzą z Internetu, z gier, z pornosów,
            > od kolegów na tym samym poziomie, albo jeszcze lepiej, od patologicznych
            > rodziców, od rówieśników z domu dziecka, itd.?
            Jak wyżej. Nie ma alternatywy dla człowieka obdarzonego umysłem. Poszukiwanie winnych, ba, nawet znalezienie ich i wskazanie, nic nie zmienia. Myślimy, co dalej? Co zrobić, by było mi lepiej? Albo szukam w sobie, albo poszukuję informacji, analogii, albo się radzę przyjaciół, specjalistów, coachów itp.

            > Łatwo jest mówić, że pewne rozwiązania są banalnie proste.
            Nie miałem na myśli banalnie prostych rozwiązań, a jedynie język, którym się mówi o problemie. Taki język, jakim są odbiorcy, adresaci tekstu profesora Zimbardo, który przy okazji chce zarobić, bo to jego praca.

            > Tylko jak przekonasz człowieka, który całe życie się bał, by był radosny,
            > szczęśliwy, ufny, twórczy i pozytywny?
            A jaki ma wybór?

            > To trochę tak jakbyś powiedział kobiecie po gwałcie, że jest winna sama sobie,
            > że jest smutna, wystraszona, zakompleksiona i nieufna.
            Nie ma potrzeby strzelać w ten sposób i porównywać sytuację kogoś, komu jest źle, bo w związku mu nie wyszło, z rzeczywistym dramatem i traumą. Przypadek kobiety zgwałconej porównywałbym z sytuacją mężczyzny zgwałconego, poniżanego, pozbawionego wolności, a nie mężczyzny, który ma realne, ale inne problemy w relacjach damsko-męskich, czy dotyczących pewności siebie i własnego miejsca w społeczeństwie.

            > Seks to cudowne doświadczenie pełne miłości, radości i innych pozytywnych
            > uczuć. Musisz tylko rozłożyć nogi i rozkoszować się sytuacją…
            W warunkach konsensualnych, przy ustalonych (ewentualnie ustalanych) granicach. Oczywiste, że seks nie równa się fizycznemu i fizjologicznemu aktowi zaspokojenia popędu jednej ze stron. Seks jest wtedy pełen miłości, radości i innych pozytywnych uczuć, gdy jest taki jak zaznaczyłem.

            > Człowiek, który raz stracił zaufanie do innych, lub nie miał go od wczesnych lat
            > dzieciństwa, odczuwa lęk, ma zaniżone poczucie własnej wartości i nie rozumie
            > tego co się z nim dzieje, potrzebuje wsparcia, pomocy osób, które rozumieją,
            > które zapewnią bezpieczne środowisko i pomogą ponownie zaufać.
            Jeżeli stracił, to znaczy, że miał, to znaczy, że może mieć znów. Nie ma alternatywy. Jeśli ma zaniżone poczucie własnej wartości – sięga po wsparcie i się rozwija, by się tego pozbyć. Jeśli nie rozumie tego, co się z nim dzieje – poszukuje, nie obwinia innych. Wsparcie, pomoc jak najbardziej.

            > Fajnie byłoby wreszcie przestać stosować podwójne standardy i zaakceptować,
            > że mężczyźni mają takie samo prawo być słabi, zranieni, nieufni i potrzebować
            > pomocy, jak kobiety.
            Dla mnie jest to oczywiste. Jesteśmy ludźmi, braćmi i siostrami. Nie rozumiem, co tu jest do poddawania w wątpliwość. Ważne, by iść dalej.

            > Mówisz, że słabość dzisiejszego mężczyzny jest wyimaginowana? Chcesz
            > powiedzieć, że facet w rurkach, który w życiu nie skalał się pracą fizyczną, który
            > jest rozhisteryzowany jak panienka, to wzór siły fizycznej i psychicznej?
            Nie. Jest tak samo wartościowym mężczyzną, jak każdy inny. Mężczyzna, człowiek, osoba o nieokreślonej płciowości (w uproszczeniu). Każdy z nas jest i może być silny fizycznie i psychicznie. Problem słabości współczesnego mężczyzny jest wyimaginowany, bo jest źle nazwany i ułomnie przedstawiany w mediach. To słabość człowieka osamotnionego, wycofanego, unikającego walki ze swoimi słabościami, narcystycznie wpatrzonego w siebie i swoją przeszłość a niedostrzegającego siedzącego, stojącego, przechodzącego obok bliźniego (lub brata/siostry w zależności od wyznawanych wartości). Jeszcze raz – szukajmy rozwiązania, a nie kontemplujmy przeszłe osiągnięcia i uczucia bolesnej straty.
            Przy okazji, myślisz stereotypami: jak mężczyzna, to a) nie rurki, b) (ciężko) pracujący fizycznie, c) panienka?, tego nawet nie chce mi się artykułować, bo czymś „podlejszym, gorszym” jest rozhisteryzowana panienka? Czemu używasz takich agresywnych i pejoratywnych określeń?
            Każdy może mieć i ma słabsze momenty, ale tkwienie w nich i obwinianie innych, nie są dobre. Mężczyzna w rurkach, o ile mu przestanie to odpowiadać, może założyć dżinsy i zacząć dawać wsparcie innym potrzebującym, stać się proaktywny, twórczy, działać i wtedy (według Twoich standardów) przestanie być „nie-mężczyzną”?

            > Oczywiście, że kobiety nie są winne wszystkim procesom zachodzącym w
            > społeczeństwie, natomiast określone postawy, które kobiety obecnie prezentują
            > w stosunku do mężczyzn, powodują, że zamiast być częścią bardzo
            > potrzebnego rozwiązania, to są częścią problemu.
            O, to są właśnie puste słowa. Generalizacje, nie posuwające sprawy do przodu. Profesor Zimbardo, profesorem Zimbardo, ale polecam polską rzecz „Czasem czuły, czasem barbarzyńca” Tomasza Kwaśniewskiego i Jacka Masłowskiego. Jest o tym samym, o potrzebach współczesnego mężczyzny, a nie szuka winnych we współczesnych kobietach.

            > A czy Ty przeczytałeś książkę w całości, czy jedynie obejrzałeś filmik
            > promocyjny minutę pięćdziesiąt i masz swoją opinię na temat Twoich
            > wyobrażeń o faktach? 🙂
            Jakie to ma znaczenie? Używam swojego najważniejszego organu i podejmuję z Tobą dyskusję posiłkując się jedynie nim. Czy dla Ciebie fakty to są a) Twoje przeżycia i wrażenia, b) moje przeżycia i wrażenia, c) wybrane i zinterpretowane stosownie do celów dane przez prof. Zimbardo, zamieszczone w jego książce, d) sama i cała ta książka jest faktem? „Boga” też nie przeczytałem, nawet filmiku promocyjnego nie obejrzałem, ale czy to powód, że nie mam się na jego temat wypowiadać?

          • Zdzisław Śmietana

            Przykład o gwałcie był przywołany po to, że czasem nie da się zwyczajnie „użyć własnego rozumu i iść dalej”, co dla Ciebie stanowi odpowiedź na wszelkie problemy. Głód na świecie? Użyj mózgu. Wojna? Użyj mózgu. Nie radzisz sobie w życiu? Użyj mózgu. To trochę jakbyś cytował Perfekcyjną Panią Domu:
            – Mam nieposprzątane w domu.
            – To posprzątaj.
            – Aha.
            Kurtyna. Tu nie chodzi o to, że komuś jest źle, bo mu w związku nie wyszło czy ma akurat gorszy okres w życiu. Tu chodzi właśnie o to co robisz, o umniejszanie skali problemu mężczyzn, który nie tylko systemowo nie otrzymują wsparcia od społeczeństwa, ale też są na każdym kroku za coś krytykowani. Kiedy kobieta jest zgwałcona, to wszyscy rozumieją skalę problemu i każdy pochyli się, współczuje i stara się pomóc. Kiedy facet jest zgwałcony, to już problem zupełnie innej wagi. Przede wszystkim, wyobrażasz sobie w Polsce wizytę na komisariacie policji w małym miasteczku, gdzie mężczyzna ewidentnie rozbity psychicznie mówi:
            „- Chciałbym zgłosić gwałt…
            – Czy zna Pan sprawcę?
            – Tak, Anna Kowalska.
            – (śmiech) Kobieta Pana zgwałciła?”. Kurtyna.
            >> Tylko jak przekonasz człowieka, który całe życie się bał, by był radosny,
            >> szczęśliwy, ufny, twórczy i pozytywny?
            >A jaki ma wybór?
            Może popełnić samobójstwo. Z rozpaczy, z niezrozumienia, ze wstydu, z powodu tego, że nikt nie traktuje jego problemów poważnie i każe mu się „ogarnąć” lub „wziąć do kupy”, a już koronnym argumentem jest „bądź mężczyzną”. Tak samo jak w przypadku gwałtu na kobietach istotne było by zmieniła się percepcja społeczeństwa, po to, żebyś mógł na przykład automatycznie zdawać sobie sprawę z tego, że to „dramat i trauma”. Tak samo poważnie powinieneś teraz podejść do problemu mężczyzn o którym rozmawiamy, zamiast oferować absolutnie rewelacyjne rady w stylu „użyj mózgu”. Mniemam, że z empatią to nie masz wiele wspólnego? Nie doświadczyłeś sam, to przecież własny mózg wystarczy każdemu do wszystkiego? To czemu własny mózg nie wystarcza kobietom po gwałcie?
            >> Fajnie byłoby wreszcie przestać stosować podwójne standardy i zaakceptować,
            >> że mężczyźni mają takie samo prawo być słabi, zranieni, nieufni i potrzebować
            >> pomocy, jak kobiety.
            >Dla mnie jest to oczywiste. Jesteśmy ludźmi, braćmi i siostrami. Nie rozumiem, co tu jest do >poddawania w wątpliwość. Ważne, by iść dalej.
            To wspaniale, że dla Ciebie to oczywiste. To czemu sam stosujesz podwójne standardy? A jak już znajdziesz odpowiedź, to zadbaj o to by było to oczywiste dla całego społeczeństwa, dla mediów, dla sądów, dla wszystkich kobiet i mężczyzn, by mężczyźni jako grupa, nie byli ofiarami systemu skupionego na faworyzowaniu kobiet.
            >Jest tak samo wartościowym mężczyzną, jak każdy inny.
            Nie pisałem, że nie jest wartościowym mężczyzną. Nie pisałem też nic o potencjale dowolnej osoby. Napisałem wyraźnie, że nie jest wzorem siły fizycznej i psychicznej. Nosisz rurki, że tak się uniosłeś? Naprawdę sprowadzasz istotną rozmowę do Twoich wyobrażeń na tematy dowolne. Tak, rozhisteryzowana panienka nie jest również wzorem siły psychicznej, jak sama nazwa wskazuje. Nie chce Ci się artykułować, ale komentujesz? A czemu ja używam określeń, które wybieram by używać? Temu, żeby dotarło, ale ewidentnie nie dociera, bo Ty zamiast przeczytać książkę na którą się powołuję, po to właśnie, żeby nie prowadzić takich nic nie wnoszących rozmów, to kontrujesz inną książką, twierdząc, że Zimbardo chce zarobić… Czyli nie ma znaczenia co mówi, jaka jest merytoryka tego co mówi, tylko, że otrzymuje zapłatę za swoją pracę? Zastanowiłeś się zanim to napisałeś? I na koniec jeszcze, napisałem wyraźnie, że „kobiety nie są winne wszystkim procesom zachodzącym w społeczeństwie” w związku z tym rzucanie głodnych kawałków w stylu „nie szuka winnych we współczesnych kobietach”, jest zwyczajnie słabe.
            >Jakie to ma znaczenie?
            Ano takie, że tak bardzo jak podziwiam Twoją wiarę w swój organ, tak samo również uważam, że mocno przeceniasz swoje możliwości jego używania. Podejmować dyskusję możesz dowolnie, tylko fajnie byłoby mieć jeszcze jakieś argumenty poza tym, że tak Ci się wydaje. Zimbardo przywołuje konkretne badania, konkretne dane statystyczne, podaje źródła, opisuje zjawiska i tłumaczy dość skomplikowany proces na ponad 300 stronach. Nie uważam, że zasadne jest powielanie jego pracy na tym forum w trakcie naszej rozmowy. Ani Ty nie jesteś żadnym ekspertem w dziedzinie psychologii, ani ja nie jestem. Natomiast ja staram się, żeby moje wypowiedzi były poparte czymś więcej niż to, że tak sobie wymyśliłem, np. danymi zebranymi przez eksperta w dziedzinie psychologii. A Ty mnie pytasz czym jest fakt? Taką gazetą. Bóg to koncept względem którego nie ma żadnych twardych danych i możesz sobie dywagować na jego temat ile sobie tylko chcesz. Jak chcesz rozmawiać o psychologii i socjologii, to zacznij używać twardych danych. I obawiam się, że jak nie zaczniesz podawać źródeł, to nie mamy o czym ze sobą rozmawiać. Twoja opinia na temat Twoich wyobrażeń o rzeczywistości mnie nie interesuje.

          • zaciekawiony

            🙂 ale fajnie! Groźnyś i naburmuszony. Po co? Ja nie jestem tym, od kogo zależy głód na świecie. Jestem tym od kogo zależy mój głód. Jeśli jest mi źle, analizuję przyczyny i szukam rozwiązań. Przez wiele lat tak robiłem i jak na razie zdawało egzamin. Przeceniasz podawanie źródeł. W trakcie porady komuś też powiesz „podaj źródło”? Czyli z Tobą można się albo zgodzić i przyznać rację albo milczeć? Czujesz się mężczyzną nie otrzymującym „systemowego wsparcia od społeczeństwa”? A po co liczyć na systemowe wsparcie od kogokolwiek? Społeczeństwo (co za anonimowa istota!) nie jest od tego, by systemowo pomagać cierpiącym mężczyznom. Kobietom zresztą też nie. Liczysz na kogoś, licz na siebie. Potrzebujesz pomocy, udaj się do specjalisty. Nie używam mózgu, używam umysłu ewentualnie intelektu. Rzucasz argumentami od lewa, do prawa, emocjonalnymi i agresywnymi, nic nie wnoszącymi. Samobójstwo? A nie lepiej „systemowa pomoc”? Nie radzę wszystkim mężczyznom, radzę sobie i tym, którzy rady ode mnie oczekują. Czy Ty masz coś w sobie z Konrada, by walczyć z niesprawiedliwością całego świata wobec biednych i tłamszonych mężczyzn? Proponuję pozytywizm, nie romantyzm, by polepszyć dobrostan jednego mężczyzny, a nie całego „rodu męskiego”. Nie stosuję podwójnych standardów, jestem daleki od tego. Każdemu pomoc, kto jej potrzebuje.
            Nie uniosłem się. A rurki noszę, kiedy mi pasuje i mam na to ochotę. Jest to dla Ciebie jakiś argument w dyskusji na temat „kondycji współczesnego mężczyzny”?
            Pozwolisz, że o swojej empatii się nie wypowiem, pozostawię to innym, bliskim i tym, którym pomagam.
            Nie mam mocy sprawczej, by „oczywistym dla całego społeczeństwa, dla mediów, dla sądów, dla wszystkich kobiet i mężczyzn” się stało, „by mężczyźni jako grupa, nie byli ofiarami”
            „systemu skupionego na faworyzowaniu kobiet” 😀 uśmiałem się! Biedni mężczyźni 🙂
            Artykułowanie to wyrażanie słowami myśli, zdania na jakiś temat. Nie jest to to samo co komentowanie.
            Inną książką nie kontruję, wręcz odwrotnie. To są te same głosy.
            Nie docierają do mnie agresywne argumenty, poniżające drugą stronę dyskursu i używające wulgarnego języka. Myślisz, że „społeczeństwo dające systemowe wsparcie kobietom” zareaguje na Twój agresywny język? Przestraszy się? Podwinie ogon i zaniecha od tego momentu „systemowego wspierania kobiet”, by wspierać „systemowo mężczyzn”?
            Odnośnie winy, czy nie winy kobiet dla złego położenia mężczyzn, to cały ten wątek zapoczątkowałeś sam.

          • Zdzisław Śmietana

            Odniosę się tylko do ostatniego zdania, bo reszta jest nadal tym samym, Twoją opinią na temat Twojego wyobrażenia o rzeczywistości. Wątek zapoczątkowała szanowna autorka w związku z troską o handel ludźmi i pytaniem, które zadała, a mianowicie: „Czy gdyby było więcej Świętych Ladacznic, zmuszanie dorosłymi ludźmi do prostytucji miałoby w ogóle ekonomiczny sens?”. Handel ludźmi, głównie kobietami jako obiektami wykorzystywanymi później seksualnie, ma miejsce dlatego, że panuje pewien niedobór i tak właśnie ten niedobór jest zaspokajany. Niedobór powstaje w związku z określonym kształtem obecnego społeczeństwa i samotnością wielu osób, które ze względu na zmiany zachodzące w tym społeczeństwie, nie mogą bądź nie chcą znaleźć partnera, którego by chcieli. Wspominałeś coś zdaje się o wspólnym szukaniu rozwiązań? Zimbardo daje cały pakiet rozwiązań i ja się z nim zgadzam. Jak kiedyś postanowisz przeczytać książkę, na którą się powołuję lub podać jakieś twarde dane na podstawie których konstruktywnie się nie zgadzasz, to możemy wrócić do rozmowy. A do tego czasu, miłego życia. 🙂

          • zaciekawiony

            Wpis na blogu to jedno, a Twój komentarz, pierwszy i trzeci w tym wątku daje pogląd na to, kogo obwiniasz za złą kondycję rodu męskiego – wyemancypowane kobiety. Więc to twoje zdanie a nie Świętej Ladacznicy. Czy zawód, który uprawia Święta Ladacznica, to wynalazek współczesnych czasów „złej męskiej kondycji”?

          • Zdzisław Śmietana

            A teraz to Twoja opinia na temat mojego wpisu. To nie jest kwestia winy, to jest bardziej kwestia realiów. „Coraz więcej kobiet odkrywa, że nie potrzebują mężczyzny w swoim życiu, żeby osiągnąć wiele osobistych, społecznych i intymnych celów. Jest to dla każdej kobiety poczucie wyzwalające i takie powinno być. Należy jednak pamiętać, że coraz silniejsza kobieca pewność siebie może wpływać na harmonię między mężczyznami i kobietami. Im bardziej kobiety będą oddzielać swoje długofalowe plany od mężczyzn, tym większa będzie przepaść między płciami.”. Skoro nie jesteśmy potrzebni, to nie staniemy się bardziej potrzebni „używając mózgu”. Możemy identycznie skupić się na realizacji własnych potrzeb, a płacenie za seks jako konsekwencja braku darmowego seksu jest tego efektem. I nie, to nie jest konsekwencja nowa, tak samo jak i handel ludźmi nie jest, natomiast jeśli chcemy zapobiegać handlowi ludźmi i zmuszaniu kobiet do prostytucji, to należy do tematu podejść całościowo, a nie leczyć objawy, bo to tak jak wspomniał pierwszy komentujący: „walka z handlem ludźmi za pomocą kryminalizacji prostytucji jest jak walka z bimbrownictwem i przemytem alkoholu za pomocą prohibicji.”. Kompletnie nieadekwatne metody. Tak samo jak nie powstrzyma się migracji „uchodźców”, jeśli nie rozwiąże się problemów tych ludzi w krajach z których pochodzą, tak samo nie rozwiąże się problemu handlu ludźmi, jeśli nie usunie się przyczyny, która powoduje, że za seks trzeba płacić pieniędzmi.

          • zaciekawiony

            Oto i spajająca klamra – artykuł cytowanego przeze mnie wyżej autora, Jacka Masłowskiego: http://www.msn.com/pl-pl/styl-zycia/nowoczesne-zycie/czas-obali%C4%87-stereotypy-o-m%C4%99skiej-seksualno%C5%9Bci/ar-AAsg37F?li=AAaGjkQ&ocid=spartandhp
            Czyli jednak za słabość męskiego rodu odpowiadają kobiety, nawet nie tylko wyemancypowane, wszystkie. Kiepska perspektywa, jak z Seksmisji – nieobronieni przez siebie, kogoś, faceci wymierają. Jęczą, skarżą się na kobiety przed nimi samymi, a tu nadal bez zmian. Gatunek skazany na wymarcie. Znikąd pomocy. No chyba, żeby stare czasy wróciły.

          • Zdzisław Śmietana

            Przeczytaj książkę Zimbardo, to może dotrze. Jak będziesz czytał tylko książki ludzi z którymi się zgadzasz, to nie będziesz się rozwijał. Nadal nie widzę sensu dyskutowania z hipokrytą.

  • Marta Konopacka

    Polskie tłumaczenie książki Philipa Zimbardo i Nikity Coloumbe już jest. Tytuł brzmi „Gdzie ci mężczyźni?”.

    • Zdzisław Śmietana

      Tak, zorientowałem się dzień po tym wpisie. Jak przewiniesz całą dyskusję na sam dół, to zobaczysz, że napisałem to samo co Ty dzień później. 😉 Tylko to tłumaczenie jest take se. Niedokładne jest. Ktoś po łebkach robił.