Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Głowa mi pęka od nadmiaru myśli, czyli recenzja warsztatu SWP

Wróciłam przedwcześnie z warsztatów dla pracownic i pracowników seksualnych, które miały miejsce w ten weekend. Niezwykła mieszanina emocji: przygnębienie, ekscytacja, zrozumienie, złość, zranienie, entuzjazm, smutek, współczucie, radość, duch współpracy, niekończąca się inspiracja i wiele innych. Bardzo poszerzyłam swoje horyzonty i wiele nauczyłam się o sobie samej i o innych ludziach, ale zawędrowałam też w miejsca, które niekoniecznie chciałam zobaczyć. Zostanie na końcowych blokach tematycznych przerosło moje siły. Z początku myślałam, że jestem nieprzytomna ze zmęczenia i niewyspania, ale oczywiście nie tylko o to chodziło. Umysł też potrzebował natychmiastowej przerwy.

Dużo się działo na warsztacie. Poznawaliśmy osiągnięcia i style pracy czterech innych zagranicznych organizacji, układaliśmy nasz plan pracy (będzie wspólny projekt powarsztatowy!), mierzyliśmy się z wewnątrzśrodowiskową dyskryminacją, rozpoznawaliśmy naszych sojuszników, przełamywaliśmy własne uprzedzenia (np. czy osoba uzależniona lub HIV-pozytywna ma prawo sprzedawać seks?), dzieliliśmy się pozytywnymi i negatywnymi doświadczeniami z różnych sektorów, a  w przerwach oczywiście rozmawialiśmy dużo i swobodnie o pracy seksualnej i nie tylko.

Osobiście najbardziej poraziła mnie skala izolacji, w jakiej żyjemy tu w Polsce. Sama o tym wielokrotnie pisałam na blogu: długo nie znałam nikogo, kto pracowałby seksualnie i nie byłby moja koleżanką z agencji. Brakowało mi projektów, grupy wsparcia, wymiany wiedzy i doświadczeń… Ale w ten weekend dostrzegłam znacznie szersze konsekwencje izolacji. Gigantycznym problemem jest błądzenie po ciemku. Ludzie w Polsce nie znają swojego zawodu, nie mają się od kogo go uczyć i ich samoświadomość jest niezwykle niska – co niestety przekłada się na tak kluczowe rzeczy jak bezpieczeństwo, zarobki, jakość usług i szeroko rozumiany profesjonalizm. Ponadto sama możliwość spotkania się w kilka osób i wymienienia doświadczeń czy zrobienia czegoś wspólnie jest wciąż ogromną wartością (dla mnie to niepojęte, bo chcę widocznych efektów, ale muszę uszanować różnice między nami). To wciąż najpierwsze początki naszego ruchu w tym kraju i bardzo to widać. Ale ma to i dobre strony: w grupie było dużo świeżych i śmiałych idei, energii i zaangażowania. Jest moc!

Ogromnie cieszę się, że czworgu świetnym ludziom z zagranicy chciało się przyjechać do Polski i podzielić się doświadczeniem oraz moderować nasze spotkanie. Głęboko wierzę, że ten warsztat był ogromnym kopem dla co najmniej większości uczestniczek i uczestników oraz dla ruchu w Polsce. Podziwiam też każdą osobę, która dotarła na przynajmniej część warsztatów – takie wyjście i ujawnienie się poza środowiskiem pracy to dla wielu ogromny stres. Jak pewnie pamiętacie, pisałam o tym przy okazji Sex Work Festu, który był moim pierwszym wyjściem do ludzi, a i teraz czułam się nieswojo. Kilka osób spośród zgłoszonych nie dojechało wcale – i wcale nas to nie zdziwiło. Stygma wokół pracy seksualnej jest ogromna. To chyba porównywalne z przyznaniem się do bycia nosicielem HIV (a propos, nadal nie znam osobiście żadnego, to znaczy nie wiem, że znam. Znam „wszystkich”, ale nie nosicieli HIV. Nie zauważyłam tego od razu, ale po fakcie, w domu, trochę zawiodło mnie, że na warsztacie ten temat pojawił się tylko na moment. Tabu jest chyba zbyt duże).

Gdybym miała podsumować warsztat jednym zdaniem, brzmiałoby ono tak: od ładnych kilku lat nie brałam udziału w wydarzeniu, które poruszyłoby mnie równie mocno.

  • memo

    Pozdrawiam Cię :*