Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Jestem uprzywilejowana i czasem o tym zapominam

Ostatnia dyskusja z przyjacielem o moim tekście o dekryminalizacji uświadomiła mi po raz kolejny, że nie jestem typową przedstawicielką swojej branży.

Jestem całkiem dobrze wykształcona, pochodzę z inteligenckiej rodziny, przeszłam ostry trening świadomości swoich praw i odebrałam przyzwoitą edukację seksualną, otaczają mnie kulturalni ludzie. Jestem też w miarę atrakcyjna i naprawdę lubię seks oraz jestem z pokolenia, które biegle posługuje się komputerem i mediami społecznościowymi. Znam też angielski. W przyszłości będę prowadzić biznes albo pracować na rzecz jednej z moich koleżanek.

To takie osoby jak ja kiedyś będą stanowić o przyszłości pracy seksualnej, bo to my umiemy się wypowiadać dla mediów, to nami kieruje chęć zmiany świata, to my będziemy mieć narzędzia zmiany. Będziemy się kontaktować z podobnymi sobie jednostkami i zapewniać się o słuszności naszych przekonań.

Mam nadzieję, że kiedy już ruch na rzecz naszej grupy powstanie, nie zapomnimy, żeby kontaktować się z ludźmi, którzy myślą inaczej. Z działaczami na rzecz Nadieżdy, uzależnionej od alkoholu imigrantki z Ukrainy (16 lat w branży i brak innego pomysłu na siebie), i Klementyny, bezrobotnej piećdziesięcioparolatki, która – utraciwszy przyzwoite stanowisko – nie chciała przekwalifikować się i zostać opiekunką do osób starszych czy sprzątaczką, a sprzedawanie seksu wydało jej się mniej paskudne i poniżające. Nadieżda i Klementyna nie są ponadprzeciętnie inteligentne, nie mają wiele do powiedzenia i nie potrafią zadbać o siebie. Gdyby potrafiły, z pewnością byłyby teraz w innym miejscu.

Nadieżda i Klementyna nie są bezwolnymi ofiarami i nie należy wrzucać ich w taką narrację, ale politycznie są całkowicie zależne od innych ludzi. I może rozwiązania najlepsze dla nas – młodych, zdolnych, wygadanych – nie sprawdzą się w odniesieniu do nich.

Widziałam już aktywizm, który działał na rzecz aktywistów, zapominając o przeciętnych beneficjentach, i nie chcę powtórki z tej godnej pożałowania rozrywki. A jednak najłatwiej jest przecież pomyśleć o sobie. I przejąć dyskurs w całości, zapominając zupełnie o zwykłym człowieku o przeciętnej inteligencji, bez ambicji, bez planów. Takim, z którym elita nie bardzo ma o czym rozmawiać.

Jestem  bardzo zadowolona, że pracowałam w przeciętnej agencji, bo przynajmniej poznałam osobiście taką Nadieżdę i taką Klementynę. Mam świadomość ich istnienia.

Chociaż naprawdę nie wiem, jak do nich dotrzeć…

  • raj0

    I widzisz, właśnie dlatego, że są takie Nadieżdy i takie Klementyny, które bardzo łatwo – w przeciwieństwie do dziewczyn takich jak Ty – padają ofiarą złych ludzi, którzy je wykorzystują i koniec końców zmuszają do dalszej „pracy” w tej „branży”, nawet gdy one już nie chcą – dlatego właśnie wszelkie formy pomocnictwa czy czerpania zysków z „usług seksualnych” są karane. Bo bardzo trudno byłoby rozróżnić w prawie sytuację np. ochroniarza czy kierowcy, którego Ty sobie zatrudniasz i cały układ między wami opiera się na zasadzie pełnej dobrowolności z obu stron, od sytuacji klasycznego alfonsa, który przemocą przymusza do pracy prostytutkę będącą od niego całkowicie zależną. Można tak zakombinować, że formalnie na papierze w jednym i w drugim przypadku będzie to wyglądało dokładnie tak samo. Jedynym kryterium, na podstawie którego można byłoby wtedy skazać takiego alfonsa, nie wsadzając równocześnie do więzienia Twojego kierowcy, mogłyby być zeznania świadczące o stosowaniu przez niego przemocy. Tylko że uzyskanie takich zeznań od kogokolwiek w tym środowisku to raczej wyłącznie myślenie życzeniowe…

    Dlatego sorry – w imię ochrony takich Nadieżd i takich Klementyn, która jest wyższą wartością niż wygoda prowadzenia przez Ciebie „biznesu”, musisz pogodzić się i przecierpieć, że nie będziesz mieć tak komfortowych warunków, jakie byś chciała.

    Zresztą możesz mówić co chcesz, ale mimo wszystko dość dziwny to „biznes”. Nie jestem osobą ani pruderyjną, ani religijną, seks jest dla mnie normalnym elementem ludzkiego życia, ale jest to jednak taki element życia, który wchodzi bardzo głęboko w intymność relacji między ludźmi. O ile nie uważam, że do seksu niezbędna jest „wielka miłość”, jestem w stanie sobie wyobrazić seks między osobami, które się po prostu tylko lubią czy sobie podobają, niemniej jednak zawsze jest to element relacji o charakterze *osobistym* – i jest faktem udowodnionym biologicznie, że sam fakt odbycia stosunku seksualnego, poprzez działanie hormonów i innych substancji, jakie wydzielają się w organizmie podczas tego stosunku, wytwarza lub wzmacnia intymną relację między biorącymi w tym udział osobami. Dlatego absolutnie nie jestem w stanie sobie wyobrazić seksu jako przedmiotu transakcji handlowej – jest to sprzeczne z intymnym i osobistym charakterem relacji, jaki *tworzy* (patrz wyżej) seks. W relacji intymnej dążymy do tego, aby stać się otwartym na drugą osobę i chętnie zaspokajamy jej potrzeby, jeśli tylko nie jest to dla nas szkodliwe, nie licząc przy tym własnych korzyści i zysków; w relacji biznesowej natomiast musimy cały czas pilnować swoich granic, granic tego, co obejmuje, a czego nie obejmuje transakcja, i własnego interesu. To są dwa zupełnie sprzeczne kierunki działania i biorąc udział w seksie za pieniądze – obojętnie czy jako strona płacąca, czy jako strona „świadcząca usługi” – zmuszamy swoją psychikę do działania równocześnie w dwu zupełnie przeciwstawnych kierunkach, co wprowadza ją w stan niezłego kociokwiku. Nie da się być osobistym i profesjonalnym równocześnie.
    Dlatego uważam, że wszelkie gadanie o tym, że „usługi seksualne” to praca taka jak każda inna to po prostu plecenie głupot i okłamywanie siebie. Jeżeli ktoś chce to robić – niech robi, jej/jego wybór. Ale niech nie oszukuje siebie, że to praca taka jak każda inna, bo taka nie jest, z bardzo głębokich biologicznych i psychologicznych powodów.

    • Masz bardzo ciekawe argumenty. Choć akurat znane mi Nadieżda i Klementyna nie były przez menedżerkę zmuszane do pracy w żaden sposób i mogły w każdej chwili odejść. To, że nie chciały, było konsekwencją tego, że nie umiały znaleźć innej pracy – nad tym rzeczywiście warto się pochylić, natomiast alfonsi stosujący przymus jest problemem znacznie rzadszym niż się wydaje ludziom spoza branży (kwestia doniesień prasowych i nośności tematu).

      Generalnie to, o czym piszesz, czyli interesy osób słabszych, trafia do mnie. Cały czas jednak myślę sobie, że sytuację prawną można by rozwiązać lepiej. Nie mam wykształcenia prawniczego i nie chcę się bawić w ekspertkę, ale obecne rozwiązanie uważam za mocno prymitywne. Nie było też konsultowane z osobami, których dotyczy.

      Co do dylematów pomiędzy intymną relacją a biznesem, rzeczywiście spotykam takie wyzwanie w pracy, jednak nauczyłam się sobie z nim całkiem nieźle radzić. Angażuję się w relacje ze swoimi klientami (zwłaszcza jeśli to klienci powracający), ale w pierwszej kolejności dbam o siebie. Gdybym miała robić szkolenia dla początkujących pracownic seksualnych, to właśnie z tego. Zrywanie kontaktu z przemocowym klientem, negocjowanie stawki z klientem, któremu pogorszyła się sytuacja finansowa, cisza w eterze po wielu miesiącach regularnego kontaktu, klient przypominający byłego chłopaka… Dobrze to znam. Raz po raz sprawdzam swoje granice i coraz lepiej sobie radzę, ale zgadzam się, że jest to trudne. I nie każdy się do tego nadaje.

      Chciałabym jeszcze zauważyć, że psychoterapeuci również pracują na głębokich i trwałych relacjach międzyludzkich (np. w trzyletniej terapii przemocy seksualnej w dzieciństwie, spotkania raz w tygodniu po godzinę, 150 zł za jedno), a jakoś mało mówi się o tym, że ich praca nie jest pracą. Po prostu dowiadują się o mechanizmach przeniesienia itp. oraz poddają się superwizji, na której mogą przepracować takie trudności i złapać równowagę.

      • raj0

        Ale terapeuta nie nawiązuje więzi o charakterze osobistym z pacjentem. Wręcz nie wolno mu tego robić, zawodowe zasady tego zabraniają. Jeżeli mimo wszystko tak się złoży, że taka więź się wytworzy – powinien przerwać terapię danej osoby. Nie wolno łączyć relacji terapeuta-pacjent z relacją prywatną, osobistą.
        Seks, tak jak napisałem, wręcz automatycznie powoduje wytworzenie się takich relacji osobisto-intymnych poprzez czysto biologiczny mechanizm. Chcąc uniknąć ich nawiązania musisz zmusić swój umysł do walki z tym mechanizmem, czyli walki z naturą. To samo w sobie powoduje niemożliwe do uniknięcia napięcie.

        Poza tym nie chodziło mi o to, na ile Ty czy inna osoba pracująca w takim charakterze radzisz sobie ze stawianiem granic, przemocowymi klientami itd. Chodzi o fundamentalną sprzeczność miedzy relacją intymną – gdzie na pierwszym planie jesteś Ty, druga osoba i łączące was uczucia (nawet jeżeli to nie są żadne wielkie uczucia, a zwykła sympatia), a relacją biznesową, gdzie na pierwszym planie jest i musi być twój interes. Najkrócej mówiąc, w relacji biznesowej musisz stawiać bardzo wyraźne granice i mocno ich pilnować. W relacji intymnej masz ochotę granice jak najbardziej rozluźnić, aż do pełnego „zlania” się z drugą osobą (przecież w trakcie aktu seksualnego to dokładnie się dzieje; jeżeli pozwolisz się pochłonąć temu całkowicie, to w pewnym momencie przestaje istnieć jakakolwiek granica między tobą a tą drugą osobą, nie wiadomo kto jest gdzie, kto jest kim i kto co czuje :), następuje pełna jedność jednej i drugiej psychiki – takie doświadczenie raczej trudno pogodzić z koniecznym w biznesie dystansem do drugiej osoby i profesjonalnym negocjowaniem ;)). Zatem dwie przeciwstawne siły „ciągną” twoją psychikę w dwu przeciwstawnych kierunkach. Seks wytwarza bliskość i przyciąga do siebie; biznes wymusza dystans i pewną barierę miedzy oboma osobami. „Całkiem niezłe radzenie sobie” z tym może odbywać się tylko na zasadzie balansowania na linie :), bo sytuacja jest ze swojej natury niestabilna i wewnętrznie sprzeczna. Nie jest możliwe, aby osiągnąć tu stan stabilny.

  • Zdzisław Śmietana

    O, a tu kolega raj trafnie zdiagnozował Twoją sytuację. Stąd wynika Twoja niespójność?