Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

„To nie jest praca dla wrażliwych ludzi”?

Z pewnym zaskoczeniem i dużym niesmakiem obejrzałam materiał ze studia Dzień Dobry TVN poświęcony pracy seksualnej („Prostytucja – praca jak każda inna?”).  Do studia zaproszono dziennikarkę Ewę Wanat, która sobie poradziła bardzo dobrze, wielokrotnie przytaczając co mówiły, uważały, robiły znane jej pracownice seksualne oraz czym zajmuje się berlińska Hydra (organizacja branżowa), a także… psychiatrę, dr Maję Polikowską-Herman.

Psychiatra została zapytana w bardzo malowniczy sposób „co ten zawód robi w głowie, w sercu, duszy osobom, które go uprawiają”. Cóż. Ja kiedyś pracowałam socjalnie, pomagałam ludziom w ciężkiej sytuacji życiowej. Widziałam bardzo wiele cierpienia, bezsilności, biedy i krzywdzenia się nawzajem. Co to zrobiło z moją psychiką… lepiej nie mówić. To nie na moje nerwy. Chętnie posłuchałabym opinii psychiatry o tym zawodzie. I o pokrewnych, na przykład o zawodzie policjantki. Albo terapeutki uzależnień. Albo żołnierza z Afganistanu. Ale tych zawodów się nie patologizuje, więc nikt psychiatry nie zaprasza do studia. Chyba że coś pójdzie nie tak i będzie trzeba tłumaczyć, jak do tego doszło.

Pani psychiatra zaczęła się produkować o hormonach przywiązania, które wytwarzają się podczas seksu. Ponieważ wywód przerwała jej pani Wanat, nie za bardzo zarejestrowałam puentę, ale generalnie chodziło chyba o to, że skoro pojawia się więź, to jest źle. Słyszałam już te argumenty, ale kompletnie ich nie rozumiem. Dla mnie to dobrze, że mam więź z klientem. Ja na tej więzi pracuję. Te hormony pomagają mi stworzyć atmosferę. Te hormony sprawiają, że mam fajny kontakt z klientem i że jest wysokie prawdopodobieństwo, że on do mnie wróci… albo chociaż zapamięta mnie pozytywnie.

Następnie okazało się, że to nie jest praca dla osób bardzo wrażliwych i empatycznych. Znowu nie wiadomo dlaczego, ale najwyraźniej… tylko wydawało mi się, że empatia pomaga mi w pracy, a tak naprawdę powinnam zmienić zawód. Pani ekspertka z telewizji wyraźnie powiedziała, że się nie nadaję. Że „ona sobie nie wyobraża, że taka wysoce wrażliwa osoba dobrze to zniesie, że po wyjściu z tego” – i znowu pani Wanat jej przerwała, więc nie wiem co miałoby się stać po wyjściu z prostytucji, przepraszam, pracy seksualnej, bo pani psychiatra podłapała seksworkerkę (plus dla niej, szkoda, że nie podłapała nowego podejścia).

Nie nadaję się.

Jestem złą dziwką.

Tak powiedziała pani psychiatra z telewizji, a to ją zaproszono jako ekspertkę, więc ona na pewno się na tym zna.

***

…i teraz wyobraźcie sobie, że jesteśmy w Niemczech po wejściu w życie nowej ustawy i w ramach regulacji mojego zawodu odbywam obligatoryjne badania psychiatryczne/psychologiczne, w ramach których trafiam do pani doktor ze studia. Przecież to byłby cyrk na kółkach.

***

PS. Pod tym samym linkiem znajduje się też świetny materiał z Mirą Kowalską i Agatą Dziuban. To znaczy słucha się go świetnie, bo wizualnie mógłby być mniej stereotypowy.

  • Libertyn

    Wydaje mi się ze nie jest to praca dla bardzo wrażliwych osób. Wyobraźmy sobie że masz klienta, takiego typowego rzygacza, który co spotkanie kadzi Ci jednocześnie oblewając żółcią. Może o tą wrażliwość wtedy wykorzystać, choćby przez manipulowanie Tobą w celu maksymalizacji własnych korzyści i minimalizacji strat ergo korzystania z Twoich usług za półdarmo.
    Nie jestem w branży ale jestem wrażliwy aż w nadmiarze, często po prostu kończy się to na tym że ktoś niszczy mnie psychicznie i emocjonalnie a ja nie jestem w stanie się oderwać

    • Ale teraz mówisz o innej cesze, a mianowicie nieumiejętności stawiania granic. Rzeczywiście bez niej w branży może być źle – ba, nie tylko w niej – ale to nie ma nic wspólnego z wrażliwością. Granice chronią wrażliwego człowieka przed nadużyciami. Potrzebna jest jeszcze jedna cecha, czyli umiejętność dostrzeżenia, że trzeba o siebie zadbać, bo właśnie zbliża się zagrożenie / dzieje się krzywda. Ja się tego intensywnie uczyłam przez ostatnie lata i co prawda nadal jestem bardzo delikatna i wrażliwa, ale potrafię sobie radzić. Niekoniecznie sama – często wykorzystuję opcję „telefon do przyjaciela” – ale potrafię.
      Tak więc o radzeniu sobie w branży (lub nie) decyduje nie tylko wrażliwość, ale także granice, wgląd w siebie i umiejętność oceny sytuacji oraz wsparcie lub jego brak.

Close