Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Nie mam prawa istnieć, bo łamię zasady społeczności

Zaledwie wczoraj pisałam, że cofnięto publikację mojego fanpage’a na Facebooku, a dzisiaj już okazało się, że może być znacznie gorzej.

Po pierwsze, moje konto na Ask.fm zostało wyłączone. Najwyraźniej przeciwnik mojego stylu życia jest wyjątkowo aktywny i nie spodobały mu się nasze swobodne pogawędki o George’u Clooneyu, nieśmiałych nieszczęśliwcach w miłości, zaburzeniach erekcji i portalach z ogłoszeniami. Szkoda, bardzo dobrze czułam się na Asku i złapałam kontakt z kilkorgiem fajnych ludzi, których pewnie nigdy nie będzie mi dane poznać inaczej.

Po drugie, zostałam dzisiaj skasowana. Na Facebooku. Nie ma już tam Świętej Ladacznicy, eleganckiej i zawsze ubranej pani w czerwonym kapeluszu, która zajawiała nowe wpisy o seksualnym stylu życia, pracy i codzienności. Zostało wspomnienie. Nawet garści popiołu brak.

Sami widzicie. Skasowana.

A przecież nie miałam najmniejszego gołego cycka, żadnej sztuki erotycznej, nic. Do przesady przestrzegałam standardów społeczności Facebooka, czego kwintesencją jest mój hiperpoprawny avatar: pani, która mogłaby tak ubrana iść na wesele lub do kościoła. Celowo taki wybrałam. Jest ładnie, szykownie, ale nie erotycznie i nie wulgarnie – czyli zupełnie inaczej, niż by się ludzie po mnie spodziewali. Chciałam w ten sposób pokazywać światu, że praca seksualna wygląda inaczej niż myśleli.

Zobaczcie jeszcze okładkę mojego fanpage’a, też pierwsza klasa. Widzimy tu serce, czerwień, sznurek, falliczny kształt… i wszystko jest najzupełniej niewinne.

Obscenicznych treści, pornografii, erotyki chociaż? Zero!

Nie, jest źle. Bo pani jest dziwką i ma czelność o tym pisać! Nieważne, że kulturalnie niczym z podręcznika. Penisy, wulwy, prostytucja?! Skasować! Unicestwić! Takie rzeczy to nie w naszej społeczności! Ble i fuj! OBSCENICZNA! Nie ma prawa istnieć!

Wyobrażacie to sobie? Do mnie dzisiaj dotarło, czym kierują się seryjni mordercy, którzy chcą oczyścić miasto z grzechu. Oni przecież też robią to rzekomo „w czynie społecznym”. Czystki zawsze są w imię lepszego świata.

Tak więc Facebook jest od dzisiaj odrobinę mniej seksualnym miejscem, podobnie Ask, a ja zostałam pozbawiona możliwości uczestniczenia w Facebookowych dyskusjach o pracy seksualnej, rozmów z czytelnikami, no i oczywiście zajawiania nowych wpisów.

Już nie mogę uczestniczyć w życiu społecznym tam, gdzie ono się toczy. Nie mogę bezpiecznie, jako fanpage „Święta Ladacznica – Escort Girl Blog”, podejść do internauty i powiedzieć „Hej, w rzeczywistości praca seksualna wcale tak nie wygląda. Opowiem ci prawdę, z pierwszej ręki”. Nie mogę głośno, w świetle dziennym i przy wszystkich, prowadzić z Wami rozmów – musicie mnie w tym celu odwiedzić lub wysłać maila. To niewygodne i części z Was nie będzie się chciało. A niektórzy ludzie o mnie zapomną, bo nie będą dostawali ode mnie powiadomień o nowych wpisach.

Witamy w XXI wieku, w czasach neowiktoriańskich. Generalnie jest przyjemnie, zostawiamy sobie lajeczki i serduszka, angażujemy się społecznie, zwalczamy przemoc i nienawiść. Uważajcie tylko na internetowego Kubę Rozpruwacza: nienawidzi seksu, kobiecego ciała, a już najbardziej dziwek. Nawet kiedy wyglądają i zachowują się jak „porządne dziewczyny”, są obsceniczne – więc muszą zniknąć.

Najlepiej bez śladu.

  • Zdzisław Śmietana

    Frustrujesz się podobnie do mnie, kiedy mnie coś wkurwia. Personalnie. 😉 Na Fejsie możesz zawsze założyć nową stronę i wkleić dokładnie to samo, albo faktycznie odwołać się od decyzji o blokadzie. Mnie by się nie chciało, ale Ty czujesz misję społeczną, więc walcz z wiatrakami ile tylko chcesz. 😉

    • Nowa strona = konsekwencje dla mojego prywatnego konta. Facebook wyraził się jasno. Odwoływać się też nie za bardzo mogę, bo nie przewidują takiej możliwości. Oczywiście wyślę im wiadomość i wszystko wyjaśnię, ale złości mnie, że w ogóle muszę.

      • Zdzisław Śmietana

        Mnie też złości, że muszę wysyłać CV za każdym razem jak szukam nowej pracy. W końcu wszyscy powinni wiedzieć jaki jestem zajebisty i ustawiać się sami w kolejce po moje usługi. Złości mnie, że ludzie widzą mnie jak chcą, a nie tak jak na to zasługuję, jako niezwykle rozwinięta istota ludzka. Złości mnie, że ludzie są głupi, że mimo to wszyscy wiedzą lepiej i na dodatek mają równe ze mną prawa. Złości mnie, że świat jest zorganizowany w ten sposób w jaki jest i że nie jestem najbogatszym człowiekiem na świecie, żeby móc to zmienić po prostu wydając górę pieniędzy. I tak dalej. Lista frustracji jest długa. Facebook to automatyczny syf, ostatnio przyczepił się, że mam jednoczłonową nazwę. Teraz mam trójczłonową w efekcie, a jak upłynie czas dwóch miesięcy to znowu będę miał jednoczłonową, bo automat jednak ma dziury. Natomiast oficjalna strona na Facebook’u to kopanie się z koniem, bo tworzysz jakąś społeczność, której utrata jest niemiła, a na utratę której nie masz żadnego wpływu, bo Facebook nie respektuje żadnych praw, poza swoim własnym interesem. Możliwość wysłania im wiadomości jest właśnie po to, żeby jakiś człowiek rzucił okiem na ten automat i ewentualnie zmienił jego decyzję. Natomiast pamiętaj, że w Facebook’u też są tylko ludzie, którzy nie chcą się nikomu narażać i unikają problemów, jeśli mogą. Twój profil to potencjalny problem, bo komuś trzeba będzie się tłumaczyć „jakby co”. Aaa, i jeszcze chciałbym dodać, że mnie też złościło, że muszę tłumaczyć się ze swoich słów, bo nie wolno mi było dowolnie rzucać kurwami w komentarzach na Twojej stronie, dopóki nie udowodniłem, że mnie akurat powinnaś pozwolić. Wszystko zależy od tego co sobie wychodzisz. 🙂

        • Poprawiłeś mi humor XD Dziękuję.

          • Zdzisław Śmietana

            Polecam się. 😉

  • Nat

    Przykro mi, że Cię to spotkało i łączę się w bólu, bo sama niedawno doświadczyłam facebookowej banicji (co ciekawe, po raz 2 po ponad 3-letniej przerwie, ponieważ wtedy był ostatni raz, gdy zablokowano mi konto). Niestety, już dawno przekonałam się, że budowanie społeczności wokół bloga i sprawy, zwłaszcza, gdy dotyczą one tematów niełatwych, musi odbywać się tam, gdzie mamy kontrolę, gdzie jesteśmy „na swoim” – zarówno na własnej stronie, jak i przez newsletter, bo social media są w tej kwestii bardzo niepewnym gruntem i, jak zresztą sama odczułaś, nigdy niewiadomo, kiedy coś komuś odwali i to, co budowało się z takim mozołem po prostu zostanie nam odebrane. I nie pomoże wsparcie kilku tysięcy fanów. Gorzkie, ale prawdziwe.

    Mam jednak nadzieję, że nie zniechęci Cię to do aktywizmu i pisania bloga. Bo być może kiedyś dożyjemy czasów, w których jednak będzie normalnie.

    • Oooo! Bardzo mi miło, że zostawiłaś mi komentarz, sygnał, że wiesz o moim istnieniu, a może nawet czytasz czasami, to dla mnie ogromna motywacja. Jesteś moją idolką 🙂 Widziałam informacje o Twoim banie, to też maksymalnie niesprawiedliwa sytuacja: przecież oficjalnie sztuka jest dopuszczalna i co komu szkodziły te próbniki farb…?
      Facebook w ogóle jest straszny z tym „oficjalnie a naprawdę”, przecież ilu osobom z alternatywnymi danymi – i dobrym powodem do nich, na przykład statusem uchodźcy lub transpłciowością – poblokował konta, bo rzekomo nie ich dane… A niby przyjazny i niedyskryminujący. Dlatego ja jeszcze walczę, bo może natrafiłam na jakiegoś nadgorliwca i fanpage uda się ocalić. Chciałabym móc dalej uczestniczyć anonimowo w dyskusjach.
      Właśnie przekonuję się do newslettera. Nie bardzo mam jeszcze na niego pomysł, ale wiem, że wielu ludziom trzeba się przypominać, więc chyba będzie trzeba…

      Do zniechęcenia mnie trzeba znacznie większego kalibru, ja się dopiero rozkręcam!

Close