Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Po co mi aktywność publiczna?

Twórca portalu Sponsorowani.pl zapytał mnie ostatnio w komentarzu, po co mi aktywność publiczna, skoro nie monetyzuję szumu wokół siebie? Istotnie, mam swoje pięć minut: pojawiłam się już w Krytyce Politycznej, Codzienniku Feministycznym, Newsweeku i Fakcie, piszą też o mnie (krytycznie) na prawicowych portalach. Nie otwierajcie lodówki, bo wyskoczy z niej Święta Ladacznica i zacznie tańczyć kankana.

Wydawać by się mogło, że to dobra sposobność, by przyciągnąć klientów. Choć wielu mężczyznom zależy na anonimowości i dyskrecji i przez to wolą umówić się z przeciętną dziewczyną, dostaję co jakiś czas wiadomości od kogoś, kto chciałby spotkać właśnie mnie-blogerkę. I odmawiam… Czemu? Bo mnie też zależy na anonimowości, a jeszcze bardziej zależy mi na bezpieczeństwie. Nie wszyscy lubią dziwki. Zwłaszcza wyszczekane.

Tak więc, skoro nie chcę zarabiać na popularności, to… po co? Cóż. Dla niektórych sprawa jest jasna, ale inni, jak Sponsorowani.pl, patrzą na świat przez pryzmat dochodów i dla nich jest ta odpowiedź.

Otóż chodzi o sprzedaż… idei. Chcę odczarować trochę świat usług seksualnych. Męczy mnie stereotyp nieszczęśliwej, bezwolnej, głupiej, wulgarnej, skazanej na zagładę prostytutki, nad którą trzeba się litować i którą należy „uratować” przed nią samą.

W dzieciństwie od mojej własnej matki usłyszałam, że oo, widać po tej pani z autobusu, że pracowała kiedyś jako pani lekkich obyczajów, bo to zostaje w człowieku do końca życia (pani była stara, ale nie tak stara jak moja babcia, czyli pewnie po pięćdziesiątce, i miała – jeśli dobrze pamiętam – blond włosy, bluzkę w panterkę i wyraźny makijaż, w tym kreski zamiast brwi). Istotnie, w mojej pierwszej agencji jedna pani miała podobny styl. Reszta w ogóle nie pasowała do tego stereotypu. Ja nie pasuję. Na co dzień w ogóle nie chce mi się malować, nawet tuszu do rzęs używam na specjalne okazje.

Nie chcę też, żeby ludzie myśleli o klientach, że to jakiś specjalny podgatunek mężczyzn – starzy, brzydcy, niespełnieni i obowiązkowo przemocowi, gdzieś z mafijnego półświatka. To też nie tak wygląda. Większość panów to zupełnie przeciętni przedstawiciele swojej płci i trzeba naprawdę nienawidzić mężczyzn, by w tym momencie uznać, że to źle.

Na przestrzeni lat, śledząc emancypację mniejszości seksualnych i czytając o emancypacji osób czarnoskórych w Ameryce, zauważyłam, że nie da się niczego osiągnąć, dopóki nie pojawią się ludzie gotowi stać się reprezentacją grupy. Muszą być jacyś liderzy grupy, którzy mogą mówić „my” zamiast „oni” i muszą być jakieś zupełnie przeciętne osoby, które są gotowe opowiedzieć swoją historię światu. Biali i heteronormatywni sojusznicy są niezbędni, ale żaden ruch nie rozkwitnie bez przynajmniej kilku „twarzy”.

Bloga zaczynałam prowadzić dla siebie, bez reklamy i fanpage’a, na bezpłatnej platformie blogowej, ale zawsze robiłam to z myślą o czytelnikach. Ostatecznie inaczej mogłabym pisać do szuflady… Z czasem, kiedy zorientowałam się, że – mimo niedbania o popularność – jestem czytana, nabrałam przekonania, że mam coś do powiedzenia światu. Więc to mówię. A media – o ile nie ekscytują się moimi dochodami – pozwalają mi to osiągnąć.

Jest też portal SexWork.info, obecnie zaprojektowany od nowa (dla odmiany profesjonalnie) i będący częścią działań grupy Sex Work Polska. Tu też nie chodzi o monetyzację, ale jego cele są inne, nakierowane na  pracę u podstaw, czyli skierowane do pracownic i pracowników seksualnych. W porozumieniu z resztą koalicji zamieściłyśmy tam informacje napisane dla wcześniejszego projektu grupy, „Razem Bezpieczniej” – podstawowe zasady bezpieczeństwa, informacje o chorobach przenoszonych drogą płciową, o używkach… Z czasem pojawi się więcej treści.

I tak wyglądają moje plany na teraz. Wybiegam myślą w przyszłość, ale nie wszystko chcę zdradzać teraz – żeby nie zapeszyć.

  • Libertyn

    Wiesz, osoby z poczuciem misji, robiące coś dla czegoś nieprzeliczalnego na złotówki zawsze stanowiły dla mnie element społeczeństwa godny podziwu. Mam wielką nadzieję ze uda Ci się zostać ową twarzą przy zachowaniu anonimowości i uda Ci się ową misję wypełnić

  • zielony przylądek

    I tak oto zataczamy koło do Marksa (w tym pozytywnym kontekście, nie w kontekście „marksizmu”, który w Polsce ma konotacje porównywalne do trzeciej rzeszy i, niestety, utożsamiany jest z wszystkimi ideami Marksa), jak z klasy w sobie przejść do klasy dla siebie. Masz zapewne stu procentową rację, że do tego potrzebne jest „wyjście do świata”. Szczytna idea, choć chyba w tym rozproszonym, zróżnicowanym i niezintegrowanym środowisku, dodatkowo w tym kraju, bardzo trudna w osiągnięciu. W każdym razie, powodzenia!