Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Urodzona działaczka

Niedzielę spędziłam po części na zebraniu aktywistek na rzecz pracy seksualnej (mamy w polskiej drużynie kilku chłopaków, ale żaden nie dotarł) i wspólnej integracji w wegebarze, po części relaksując się z dobrą książką, a po części konwersując przy winie z bardzo sympatycznym obcokrajowcem: o kulturze średniowiecznej, historii naszych krajów i mentalności obywateli, a także lingwistyce. Bardzo przyjemny dzień.

Wygląda na to, że nie ucieknę od zmieniania świata na lepsze. Już przecież działałam, już budowałam organizację, już zgłaszałam pomysły. Myślałam, że przeszłam na emeryturę, ale w Polsce chyba się nie da. Zawsze jest coś do zrobienia, a ja nie umiem siedzieć z założonymi rękami i czekać aż zrobi się samo. Bo nie robi się samo. Za każdym procesem, za każdą zmianą społeczną, stoją konkretni ludzie. Zwyczajni ludzie z wieloma priorytetowymi zajęciami i różnorodnymi zainteresowaniami, którzy gdzieś tam, w wolnym czasie, spotykają się przy mocnej kawie, żeby obgadać różne sprawy i przedsięwziąć nowe akcje.

(Specjalnie wstałam o świcie, żeby dojechać na rano na spotkanie! Doceniacie moje poświęcenie? O ÓSMEJ byłam na nogach! Ja, pracownica seksualna!)

Niestety nasze działania są ograniczane przez wiele czynników. Ostatnio dyskutowałam na łamach bloga ze Zdzisławem o ryzyku związanym z ujawnianiem się – to jedna z przeszkód. Jest ich więcej, ale szczególnie drażni mnie bariera finansowa. Działania wymagają pieniędzy, a przykładowo zdobycie funduszy na prezerwatywy… w Polsce… dla pracownic i pracowników seksualnych… Ale nie tylko. Podczas spotkania rozmawiałyśmy trochę o przyszłości i pieniądze powracały raz po raz. Czasem w kontekście działań (wynajem sali, wynagrodzenie dla tłumacza, wypożyczenie sprzętu), czasem w kontekście przetrwania (własne miejsce, ach…).

Ludzie złoszczą się czasem na organizacje pozarządowe, że te pobierają sporo pozyskanych pieniędzy na siebie same, a nie na osoby, które korzystają z oferty pomocowej. I rzeczywiście, niektóre organizacje nadużywają zaufania publicznego. Ale widziałam też organizację, która osobie zatrudnionej na pełny etat, a może nawet i półtora etatu, oferowała śmiesznie niskie wynagrodzenie i umowę-zlecenie. Jak tu żyć, jak godnie pracować, zwłaszcza jeśli praca wiąże się z wysokim stresem i ryzykiem szybkiego wypalenia zawodowego? Organizacja jest jak człowiek: musi z czegoś żyć, żeby móc robić coś dla innych.

My na razie nawet nie jesteśmy organizacją pozarządową tylko grupą nieformalną, której pomagają większe byty i która dysponuje tylko takim kapitałem, jaki są w stanie oddać nieformalni wolontariusze (na przykład moim wkładem jest utrzymywanie strony za własne środki finansowe). Dodam, że te większe byty pomagają nam przetrwać. Trudno zmieniać świat, kiedy się nic nie ma i kiedy za swoją ciężką pracę nie dostaje się wynagrodzenia. Jeszcze trudniej, kiedy bariera finansowa powstrzymuje nas przed udziałem w różnych akcjach.

Podziwiam grupę, do której dołączyłam, że udało im się w kilka osób i praktycznie bez środków finansowych zrealizować Sex Work Fest. To była ważna impreza z dobrym zasięgiem. Niby wielopoziomowy, rozległy Pogłos wydawał się prawie pusty, a jednak…! Zjechało się sporo istotnych dla ruchu osób, zadzierzgnęły nowe przyjaźnie i sojusze, rozpowszechniono trochę wiedzy, wzmocniono umiejętności kilku osób, a w finale powstało sporo tekstów w mediach internetowych i drukowanych.

Teraz planujemy kolejną akcję. Głównie wewnątrzśrodowiskową, ale nie tylko. Szczegóły wkrótce!