Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Zanim wyrugujemy dziwkowstręt z przestrzeni publicznej…

Codziennik Feministyczny zaimponował mi dzisiaj, publikując list otwarty do Partii Razem w sprawie obraźliwych wypowiedzi ich polityka pod adresem pracownicy seksualnej. To absolutnie pierwsza znana mi sytuacja, kiedy ktoś publicznie powiedział, że wyzywanie dziwki jest be. Brawa dla Codziennika!

Na Codziennik Feministyczny posypał się hejt. Bo jak to. Bo SLD też coś powiedziało, a o tym nie ma tekstu. Bo to stawia Razem w złym świetle (tak, cholera! Radźcie sobie teraz z tym, że macie członka-seksistę i komuś się to nie podoba!). Bo wolność słowa.  Bo to niefeministyczne, bronić dziwek (dziś będę używać nieładnych słów). Bo nie seksworkerka tylko dziwka/kurwa/prostytutka/niepotrzebne skreślić. Bo tysiące ofiar. Bo kupowanie seksu = płatny gwałt. Itd., itp… Jak zawsze.

Kiedyś ludzie myśleli, że wolno wyzywać Murzynów od czarnuchów i że słowo Murzyn jest dobre. Potem nauczyli się, że nie, bo dostatecznie dużo osób zaczęło się temu sprzeciwiać. Teraz rasizm jest passe.  I już raczej nie mówimy Murzyn.

Kiedyś ludzie myśleli, że wolno wyzywać pederastów od pedałów i że słowo pederasta jest dobre. Potem ludzie powoli zaczęli przebąkiwać, że może jednak to jest tak z rasizmem, niedobrze. Pojawiło się słowo „homofobia”. Społeczeństwo „nieuprzedzonych” zostało wyedukowane, że „rób to w domu po kryjomu” jednak nie jest przejawem ich otwarcia i tolerancji i że oczekiwania pederastów są wyższe. Teraz homofobia jest passe. Przynajmniej w pewnych kręgach. Potem ten sam proces zaszedł z osobami transpłciowymi (pamiętam, jak uczyłam się słowa „transfobia”, to było z dziesięć lat temu? Jakoś tak).

Dzisiaj jakaś pani „feministka”, która pluła na pracownice seksualne, została zapytana, czy homofobią też się szczyci. Pani się oburzyła, bo przecież to nie to samo, a jak ktoś tak myśli, to jest zupełnie pomylony. Obstawiam, że kilkanaście lat temu ta pani była jedną z tych od „rób to w domu…”, a za kilkanaście lat będzie grzecznie powtarzała za mainstreamem „pracownica seksualna”. Mimo że teraz standardem jest „nie seksworking tylko prostytucja, to nie jest glamour, nazywajmy rzeczy po imieniu i precz z pustymi eufemizmami”. (Nie, słowo prostytucja nie jest dobre, chyba że używamy go świadomie i w jakimś zbożnym celu).

Tak właśnie polski feminizm uczy się, że intersekcjonalność obejmuje branżę seksualną. W bólach.

Aha, Krytyka Polityczna na dniach opublikuje moją odpowiedź na polemikę dr Grzyb, a w najbliższym „Newsweeku” tematem numeru będzie praca seksualna i pojutrze powinnam dostać od nich wywiad do autoryzacji. Facebook znowu zaroi się od hejtu lewicy na nas… A póki co czytajcie świetny artykuł Kitty Tease o uprzywilejowaniu. Też napisałam swój, ale Kitty poszedł lepiej 🙂 Zaspojleruję Wam jeszcze tylko puentę, bo wymiata:

to nie praca seksualna traumatyzuje pracownice i pracowników seksualnych, to ludzie (ci spoza naszej branży) nas traumatyzują.