Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

A Ty żyjesz swoim życiem?

Jedna z obserwowanych przeze mnie kobiet pracujących na pograniczu seks-biznesu, z powodzeniem łącząca masaże tantryczne z ezoteryką i paroma innymi ciekawymi niszami, zamieściła dzisiaj swoje zdjęcie z podpisem, że kocha siebie i swoje życie, „a Ty?”.

Cóż. To skomplikowane. Wczoraj koło trzeciej w nocy płakałam jak bóbr z powodu spraw z życia osobistego, na które nie mam żadnego wpływu. Czasami to boli, częściej staram się o tym nie myśleć, nie zagłębiać się aż tak. Ale poza tym… jest dobrze.

Dawniej chciałam mieć poprawne życie. Transparentne i doniosłe. Takie, że gdyby kiedyś wydano moją biografię, ludzie robiliby och i ach z zachwytu. Dążyłam do tego ze wszystkich sił, próbując zasypać wszystko, co nie pasowało do tego ślicznego obrazka. Musiałam mieć świetne oceny w szkole, idealny związek, perfekcyjne, zakatowane ciało itd., itp. Liczył się wizerunek.

I tylko gdzieś tam w tle czułam się wiecznie niezaspokojona i rozdarta. Bo te wszystkie pragnienia były nieziszczalne. Owszem, miałam świetne oceny itd., ale goniłam w piętkę. Spod pięknego obrazka ciągle wyłaziły jakieś plamy, a dodatkowo to życie w ogóle mnie nie satysfakcjonowało. Sukces sycił mnie przez kilka minut, może godzin, a potem przychodził kryzys i znowu było źle.

Do tego wszystkiego oprócz „poprawnych” marzeń miałam też te bardziej niegrzeczne, z którymi nie miałam co zrobić, więc udawałam, że ich nie ma. Skrycie zazdrościłam ludziom na tyle odważnym, że jawnie żyli własnym życiem, nie przejmując się potępieniem ze strony otoczenia. Też tak chciałam, ale moje pragnienia kłóciły się z celami, do których uparcie dążyłam. Wydawało mi się, że nie sposób ich pogodzić, więc poświęcałam jedne dla drugich. I ciągle czułam się nie dość spełniona, nie dość szczęśliwa. Wiecznie czegoś mi brakowało.

Po kilku latach takiej męczarni piękny wizerunek rozpadł się na kawałki i już nie miałam co tracić. Więc poszłam za ciosem. Zaczęłam realizować te bardziej nieprzyzwoite pragnienia. I odnalazłam w tym szczęście. Zaczęłam żyć życiem niedoskonałym, ale prawdziwym. Poznałam wielu nowych ludzi, z którymi nawiązałam głębsze i bardziej autentyczne relacje. Skorzystałam nie raz i nie dwa z „dorosłych” przyjemności, nie mając potem kaca moralnego i nie przekraczając granic siebie samej (papierosom i narkotykom wciąż dziękuję). Nie oszukuję samej siebie, nie rozmyślam po nocach o tym, że chciałabym wieść alternatywne życie. Zaczęłam stawiać siebie na pierwszym planie i pytać „czy ja tego naprawdę chcę?”.

I nagle życie stało się gładsze, lżejsze, przyjemniejsze. Łatwiejsze do kochania. Nawet jeśli z zewnątrz wydaje się dziwne i pokręcone, i – machamy stereotypom – nieszczęśliwe.

  • mogebochce

    Witaj, a może ceść nieznajoma…
    Odpowiadając na Toje pytanie, jeszce nie ale to się w krótce zmieni.
    Wiem, rzygacz itp, ale mam to gdzieś, co Ci dało impuls do zmiany własnego życia ?

    • Cześć! Trzymam kciuki za zmiany w Twoim życiu.
      Jeśli chodzi o moje… Kryzys. Każdorazowo był to kryzys i brak innych, „lepszych” opcji. W pewnym momencie nie mogłam już dłużej ciągnąć sztucznego wizerunku, bo nic mi z niego nie zostało. Byłam w naprawdę ciężkiej sytuacji osobistej i zawodowej, kiedy – wskutek ostrej dyskusji na temat świata usług seksualnych – przypomniałam sobie, że przecież ja to lubiłam, podobało mi się bycie tzw. cichodajką, czyli pojedyncze skryte spotkania z klientami parę lat temu, całkiem dobrze czułam się też na kamerkach. Tak więc zalogowałam się na swoje konto do sprośnych pogawędek i wysłałam z niego zapytania do osób ogłaszających się na Odlotach w dziale Praca. Uznałam, że będzie mi tam lepiej niż na kasie czy w jakimkolwiek innym miejscu, do którego idą zdesperowani bezrobotni. I miałam rację 🙂

      • mogebochce

        Witaj ponownie.
        Udawanie kogoś innego niż się jesteśmy, jest bardzo męczące.
        Ciekawe że udało Ci się odnaleźć w takim „zawodzie”.
        Czytając Twojego bloga, rysuje mi się w głowie obraz osoby przedsiębiorczej i dążącej do czegoś, a ja takich ludzi lubię 🙂
        Co do biedronki mam podobne zdanie, ale …

        • A co Tobą kierowało, kiedy wstawiałeś cudzysłów? 🙂

          • mogebochce

            Zadziorność, ciekawość, może własne lęki, sam nie wiem …
            Może to że traktujesz własną seksualność jak narzędzie pracy
            Wiesz nieznane fascynuje… 🙂

          • Gdybym była pisarką, traktowałabym własną fantazję jak narzędzie pracy 😉 Gdybym była poetką, czyniłabym to z własną duszą. Gdybym była aktorką albo psychoterapeutką, też pracowałabym samą sobą i sięgała głęboko, żeby dać coś światu.
            Nie wiem, czy zaprzęganie do pracy własnej seksualności jest większym odsłonieniem się niż, powiedzmy, opublikowanie „Trenów” – zakładając, że Orszulka istniała naprawdę.

          • mogebochce

            Przecież prowadzenie własnego bloga to forma twórczości, w Twoim przypadku wyrażana słowem pisanym 😉
            Ciało i umysł to jedność nazywana człowiekiem.
            Nie ma nic złego w odsłananiu się, oczywiście przed odpowiednimi ludźmi, zresztą zdanie innych … to ich zdanie.
            Nie myślałaś nad jakąś szkołą dla poczotkujących …

          • Escortów? Czasami mi to przebłyskuje, ale chciałabym być jeszcze bardziej doświadczona. Na razie czuję się średniozaawansowana w tej branży. Poza tym nie mogłabym na tym zarabiać, bo popadłabym w konflikt z prawem. Ale wiesz, czasami chciałabym założyć organizację pozarządową działającą w tym obszarze lub włączyć się w działania grupy Sex Work Polska.

          • mogebochce

            Heh to było by coś, doświadczenie to zazwyczaj rutyna, czasem potrzebny jest powiew świeżości 😉
            Prawo ma gwarantować porządek, niekoniecznie pomagać obywatelowi…
            Sekstywistka z Ciebie 🙂

          • Jeszcze nie, nic nie działam i tylko piszę bloga 🙂

          • Marta

            Jeśli się mogę dołączyć to publikowanie terenów moim zdaniem pod względem emocjonalnym jest dużo „bezpieczniejsze”. Nie ma się natychmiastowego odbioru, poza tym w naszej kulturze słowa są dla ludzi, codziennie je im dajemy. Ciało jest dla wybranych. Moje przemyślenie.

          • Słowa słowami, ale dzielenie się swoimi najcięższymi uczuciami… Jestem blogerką, ale nawet anonimowo nie o wszystkim tu piszę. Kochanowski – o ile nie wymyślił Orszulki – stworzył coś naprawdę niesamowitego i opublikował to pod własnym nazwiskiem. Po nim coś takiego w literaturze polskiej stworzył chyba tylko Broniewski. Obaj zagłębili się bardzo głęboko w swoją stratę i zrobili wiwisekcję swoich uczuć, a następnie udostępnili to światu i mierzyli się z jego odbiorem ich tragedii. To wymaga ogromnej zgody na odsłonięcie, której ja bym w sobie nie znalazła.

  • Libertyn

    Wydaje mi się że Twoja profesja właściwie daje Ci to o czym wiele osób marzy. Masz dobre zarobki i jednocześnie masz czas by się rozwijać. Podziwiam Cię za odwagę by robić to co robisz w kraju w którym mimo wszystko wiele osób by traktowało Cię jak pariasa, Bo mimo że żadna praca nie hańbi to Ty wykonujesz tą w powszechnym przekonaniu najbardziej haniebną. Fakt że możesz sobie pozwolić na bycie kim chcesz jeszcze ludzi bardziej by denerwował, gdyż sami tego nie mogą w wielu przypadkach robiąc w wspominanym gdzieś empiku czy jakiejś sieciówce. A jak wiadomo, wiele osób z zazdrości uwielbia gnoić innych by samemu poczuć się lepiej

    • zaciekawiony

      Witam!
      Często stosuję taki zabieg, że zamieniam płcie. Wyobraźmy sobie, co by się mówiło o mężczyźnie, który kochałby się z wieloma kobietami, czerpał z tego satysfakcję seksualną, a czasami także emocjonalną, poznawał wiele nowych osób, ciekawych, interesujących i jeszcze by mu za to płacili lub obdarowywali prezentami. Nasze społeczeństwo, znaczy jego męska część, by na pewno mu zazdrościła, niektórzy by sekundowali, naśladowali, chcieli tak samo. Przynajmniej tolerowali, bo facet może, bo można przymknąć na to oko, bo on ma widocznie takie libido. A kobietom, tym bardziej młodym kobietom, tego absolutnie robić nie wolno! Nie mogą cieszyć się z seksu i jeszcze ktoś im za to płaci lub obdarowuje.

      • Libertyn

        To po prostu hipokryzja i męski szowinizm. Dla mnie jest wszystko proste bo wierzę że wszyscy jesteśmy równi. Gdyby nie to że jestem niezbyt urodziwy to sam bym się pobawił w bycie męskim escortem. Dorobił bym sobie na podróże i kursy

      • Zamiana płci to bezbłędny detektor seksizmu 🙂 Mam co prawda wrażenie, że mężczyzna świadczący usługi seksualne kobietom też byłby obiektem nienawiści wielu osób, ale rzeczywiście nie hejtuje się ich tak mocno jak kobiet z tej branży. Raczej uważa, że to praca poniżej jego godności – bycie utrzymankiem kobiet? Stać go na więcej. Ale to zupełnie inna skala problemu.

    • No właśnie, tak to u mnie wygląda. Dodatkowo świadczenie usług seksualnych kulturalnym panom jest mniej stresujące niż wspominana w jednym z ostatnich wpisów praca kasjerki. Klient, który do mnie przychodzi, ma czas, jest nastawiony pozytywnie i chce wynieść jak najmilsze wspomnienia. Warunki spotkania też są bardziej komfortowe niż kolejka w supermarkecie. Coś do picia, prysznic, relaks, cisza albo przyjemna muzyka w tle… I mnie jest przyjemniej, i on ma mniej powodów, żeby się frustrować.

      To nie jest moja idealna praca, ale jest obecnie bardzo bliska ideałowi. Tylko wymaga specjalnej konstrukcji psychicznej – moje koleżanki, mimo że przyznają, że widzą korzyści, raczej by tak nie umiały. Seks z niemalże losowo wybranymi nieznajomymi – duże wyzwanie.

Close