Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Bajka o Pretty Woman?

Wśród komentarzy pod wywiadem ze mną na stronie Faktu pojawiło się sporo głosów o bajeczce, którą opowiadam. Komuś zabrakło informacji o haraczu, jaki płacę „chłopcom z miasta” (0 zł od początku mojej działalności, ale co ja tam wiem). Jakaś pani widziała dokument o pracownicach seksualnych i wie, że rzeczywistość wygląda inaczej. Nie pasował też ludziom brak informacji w wywiadzie o śmiertelnych chorobach przenoszonych drogą płciową i pobiciach (ee, miałabym zmyślać?). Część ludzi w ogóle nie uwierzyła, że istnieję naprawdę.

PIEKNA OPOWIESC O SPELNIONEJ I SZCZESLIWEJ PROSTUTUTCE, SZKODA, ZE NIEPRAWDZIWA I KLAMLIWA.

Wszystko fikcja, zmyslona prostytutka, zdjecie spreparowane, wywiad wymyslony, pranie mozgow czytelnikom.

Itd, itp.  Ciekawe, czy ktokolwiek z nich zadał sobie trud sprawdzenia, czy adres mojego bloga – podany w wywiadzie – też jest fikcyjny.

No cóż. Co ja poradzę, że jestem biedną dziewczyną z wielkiego miasta, która zawzięła się spełnić swój warszawski sen pomimo wielu przeciwności losu? „Pretty Woman” to nie do końca moja opowieść, bo koniec końców poznany na sponsorowanym spotkaniu Cudowny Mężczyzna okazał się w moim życiu impulsem do zmian, a nie wybawicielem, ale motyw „od pucybuta do milionera” to już całkowicie ja. W przyszłości pragnę żyć w dostatku, robiąc to co kocham, z dużą ilością czasu dla siebie i bliskich, zabezpieczona finansowo. Osiągnę to. Bo tak właśnie sobie postanowiłam.

Oczywiście mogłam zrezygnować z marzeń. Mogłam pomyśleć, że mnie na nie nie stać i dalej chałturzyć poniżej swoich możliwości, zarabiając tyle, żeby wystarczyło na czynsz i najtańszy chleb z serkiem topionym marki Tesco jedzony dzień w dzień przez wiele miesięcy (to i tak było już nieźle, bo kiedyś chleb i serek kupowała mi koleżanka). Mogłam też wypruwać sobie żyły w korpo (tuż przed decyzją o wejściu ponownie do branży dostałam propozycję wstawiennictwa za mną), zagryzając zęby za każdym razem, kiedy chciałabym postąpić wbrew poleceniom i procedurom. Co prawda nawet doradczyni zawodowa z Urzędu Pracy odradzała mi gorąco tę ostatnią opcję, bo się kompletnie nie nadaję do takich struktur, ale wielu ludzi tak żyje: od weekendu do weekendu, w znienawidzonej firmie, przez całe życie. Też tak kiedyś żyłam, więc czemu nie? Byłabym wprawdzie sfrustrowana i ciągle jechałabym na najtańszym zamienniku Prozacu, jednak zachowałabym godność…

Problem w tym, że nigdy nie uważałam pracy seksualnej za niegodną, za to w sytuacjach mi nieodpowiadających jestem najnieszczęśliwszą istotą na Ziemi. Tak więc po wieloletnich wahaniach wygrała agencja – „firma” dająca mi maksymalnie dużo swobody i całkiem przyzwoite dochody.

Wtedy, w 2015 roku, mogłam trafić źle. W Warszawie są różne agencje, lepsze, gorsze, tragicznie złe. Miałam tego pełną świadomość, dlatego bardzo ostrożnie podeszłam do wyboru agencji i dwukrotnie urządziłam casting na pracodawcę. Oni rekrutowali mnie, a ja ich: wysyłałam maile, dzwoniłam, zadawałam pytania. Za drugim razem miałam nawet arkusz w Excelu, w którym zapisywałam odpowiedzi na pytania i podsumowywałam ogólne wrażenie z rozmowy.

Ludzie czasami mi mówią „masz szczęście, trafiłaś w dobre miejsca”. To bezmyślne komentarze, które odbierają mi sprawstwo. To JA decydowałam, gdzie się zatrudnię. W agencjach towarzyskich jest ogromna rotacja pracownic i to nie wygląda tak, że wysyłam sto CV i modlę się, żeby ktoś mi dał pracę, byle kto – nie, aktywnie szukałam, spotykałam się, rozmawiałam. Wybrałam miejsca i szefowe, które wzbudziły moje zaufanie. A i potem byłam czujna i ostrożna. Gdyby coś by mi nie pasowało, odeszłabym. Tu od razu odpowiem na ewentualne wątpliwości: gdyby ktoś mnie szantażował… uuu. Nie jestem łatwą ofiarą. Ale nie byłam też wrogiem i nikomu nie podpadłam tak, by chciał ryzykować swoją wolność, robiąc mi krzywdę.

Wracając do mojej historii, w agencjach też się nie odnalazłam. Jestem zbyt niezależna i znacznie lepiej mi na swoim; musiałam tylko poznać dobrze branżę i dostać kopa do działania. Przez ponad rok dojeżdżałam do klientów (w tym czasie inwestowałam w siebie i uczyłam się branży), a potem wynajęłam mieszkanie – moje nowe miejsce pracy.

I teraz żyję swoim życiem. Czytam właśnie słynny „4-godzinny tydzień pracy” Ferrissa – jest o tym, jak zorganizować sobie pracę tak, by przez większość czasu robić to, na co się ma ochotę.  Przynajmniej tak mi się wydaje po przeczytaniu kilkudziesięciu stron. Zastanawiam się, czy dowiem się czegoś odkrywczego, bo… już teraz przez większość czasu robię to, na co mam ochotę. Mogłabym może żyć pełniej, ale jestem domatorką i introwertyczką, więc idealny dzień to poranek przed komputerem + spotkanie z przyjaciółmi na kawie + spokojny wieczór w domu z bliskimi.

Podobno to źle. Podobno nie wiem nic o prawdziwym życiu prawdziwych prostytutek (nie seksworkerek, spełnionych i wyemancypowanych, tylko właśnie prostytutek), ale to nie tak. Ja je wszystkie spotkałam. Pracowałam z imigrantkami, z alkoholiczkami, z kobietami w depresji, z kobietami terroryzowanymi przez złego alfonsa bądź przez niego pobitymi. Niewiele od nich odbiegałam. Doświadczyłam przemocy seksualnej w pracy, prawdopodobnie jak każda inna kobieta z branży. Też miałam zaległe rachunki do popłacenia, też na mój widok niektórzy klienci mówili „to ja jednak pójdę”, bo nie wpisywałam się w ich gust, też z płaczem zwierzałam się koleżankom. Tyle tylko, że ja mam inną mentalność niż większość mojego otoczenia. Nie jestem i nie będę ofiarą. Niczyją. Losu też nie. Ocieram łzy i idę dalej.

Książki i filmy o amerykańskim śnie ukształtowały mój światopogląd. Nie zadowolę się bylejakością i jakośtobędziem. Chcę projektować swoje życie. Nie akceptuję sytuacji, że coś mnie ogranicza i mam zrezygnować z planów. Doświadczyłam w życiu bardzo wiele złego – tu wyobraźcie sobie litanię zła – ale to mnie nie zdefiniuje, bo ja na to nie pozwolę. Jeśli świat ułożył mi się tak, że mam teraz być dziwką, żeby w przyszłości było mi lepiej – to proszę bardzo, będę dziwką. Ale na moich warunkach.

***

PS. Udało się odzyskać bazę danych strony SexWork.info. Mam nadzieję, że wkrótce uda się odzyskać również treść. Trochę zmieniłam koncepcję całości i nie mogę się doczekać wdrażania zmian!

  • Libertyn

    Komentarze straszne.. Naprawdę nie wiem skąd tyle jadu w ludziach