Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Nie taki znowu zły tydzień

Za mną najnędzniejszy weekend odkąd mam własne mieszkanie: jedna godzinka na całe dwa dni przesiedziane w mojej garsonierze. Odezwało się kilka osób (kilka!), ale wszyscy byli zainteresowani innymi dniami: przyszłym tygodniem, miesiącem… Nie wiem, co się dzieje, może to pogoda. To przeważnie jest pogoda, a skoro w ten weekend w Warszawie było tak, że mnie się nic nie chciało, to pewnie klienci też to właśnie odczuli. Pocieszam się tym, że kiedy przyjdzie wiosna, zacznie się ruch.

Coś Wam pokażę:

Drugi najczęściej czytany tekst Krytyki Politycznej! Co za fejm! Trafiłam też do rozpiski najpopularniejszych tekstów tygodnia, gdzie zajęłam trzecie miejsce. Wyprzedzili mnie tylko Tusk i Kaczyński, dwóch najważniejszych polskich polityków. To tak, jakbym miała numer 1. Jestę blogerę-publicystą!

Statystyki bloga nadal szaleją: dzięki publikacji dużo ludzi mnie odkryło i teraz czyta po ileś wpisów dziennie. Łącznie na bloga trafiło ponad tysiąc osób, a średnia długość sesji z minionego tygodnia to aż siedem minut! Ale numer. Jestem czytana!

Z kolei w dzisiejszym „Dużym Formacie” aż dwa artykuły o pracy seksualnej:

Mira, wspominana już u mnie Domina z Berlina, jest świetna. Niesamowicie świadoma siebie i swoich praw, niezależna, silna i inteligentna kobieta. Była doskonale przygotowana do wywiadu.

Obejrzałam dzisiaj mapę marzeń, którą zrobiłam kilka miesięcy temu na warsztatach rozwoju osobistego. Pamiętam, że wtedy było to dla mnie olbrzymie odsłonięcie swoich potrzeb. Wyklejałam na ślepo, wyłączywszy mózg – po prostu wycinałam z kolorowych czasopism wszystko, co wpadło mi w oczy. Wyłonił się obraz młodej kobiety, która pragnie związku, mocnych wrażeń i spokojnego życia z najbliższymi oraz zaspokojenia swoich ambicji. Spojrzałam więc po kilku miesiącach… i nie zrobiło to na mnie najmniejszego wrażenia. Przecież tak wygląda moje życie. Realizuję się. Co prawda mogłabym być trochę bogatsza (ostatnie cztery tygodnie to jakaś porażka, musiałam się znowu zapożyczać oraz przekładać terminy spłat), ale przecież trudności finansowe to u mnie coś przejściowego, a nie zapowiedź katastrofy.

Byle do wiosny.

  • Libertyn

    Dziś mamy wiosnę 🙂 Gratuluje rozgłosu bo w pełni sobie nań zasłużyłaś

    • Racjonalizacja, sublimacja, przeniesienie – to bardzo nośne słowa. Nie znoszę amatorskiego robienia psychoanalizy w wykonaniu ludzi, którym wydaje się, że mają do tego prawo, skoro przeczytali kilka książek Freuda albo artykuł „10 mechanizmów psychologicznych, którym pewnie ulegasz, choć nawet o tym nie wiesz”. Odbieram to jako formę włażenia butami w życie drugiego człowieka i przestawianie go po swojemu. Oprócz tego jest to forma whorephobii (nie ukuto jeszcze tłumaczenia, ale chyba wiadomo, o co chodzi). Dlaczego jakoś nie wyciąga się doświadczenia tragedii ludziom, którzy pracują w zawodzie strażaka, policjanta, lekarza? Czemu im nie zarzuca się racjonalizacji, kompensowania straty czy działania w wiecznym poczuciu winy, bo kogoś w dzieciństwie nie uratowali? Ano dlatego, że ich zawody są chlubne. Jeśli już mówią o złych doświadczeniach z dzieciństwa, to z dumą, bo oto przekuli tragedię w sukces i ratują życie.

      Sama wychodzę z takiego założenia, jakie masz Ty: liczy się samopoczucie. Bohaterka filmu „The Happy Hooker” też była molestowana w dzieciństwie i w zasadzie wprost mówi, że uporała się z tym poprzez bycie luksusową escort girl. I to, co ma za znaczenie, to że ona już jest szczęśliwa, że znalazła lekarstwo. A że nie była nim psychoterapia tylko praca seksualna? Kogo to obchodzi? Jedynie ludzi, którzy chcą wody na swój młyn.

      • Libertyn

        Whorephobia.. Wiesz, oglądałem dziś „Sesje” Dawno nie widziałem takiego koktajlu uczuć. Ja sobie wyobrażam Ciebie w pracy jako Cheryl, tylko że klient jest bardziej „na stałe” I nie ma problemów ze zdrowiem. Czy można nienawidzić taką osobę..?
        Jak okropnym człowiekiem trzeba być by do drugiej osoby podchodzić w ten sposób. Stygmatyzować ją i jej wybory

        • Och, „Sesje” są cudowne. A wobec pracy surogatek mam najwyższy podziw. Ja bym nie umiała, przynajmniej na razie, za bardzo koncentruję się na przyjemności seksualnej i doświadczeniu partnera. Nie umiem dawać od siebie aż tak wiele. Ale może to przychodzi z czasem? Ostatecznie Cheryl jest ode mnie co najmniej dekadę starsza.

          Nie rozumiem tych fobii, rasizmu, seksizmu, nacjonalizmu itp. Nie jestem idealna, czasami co mi się włącza, ale traktuję to jak słabość. Nie wyobrażam sobie pielęgnowania w sobie takich emocji i utrzymywania, że są słuszne.

          • Libertyn

            Sporo nas łączy. Ja co prawda fobie mam.. Ale jest skierowana przeciw pająkom

          • Ja mam na robaki. Te białe i pełzające. Yych.

          • Libertyn

            Nie wiem czy to Cię zaskoczy czy nie, ale jest jakiś fetysz związany z robakami. Formikofilia się nazywa..

          • Słyszałam o tym kiedyś i nawet ktoś pokazał mi kiedyś fotkę penisa takiego delikwenta :/ Zdjęcie zawierało dużo os.
            Cóż, nie jestem otwarta na wszystkie fetysze 😉

          • Libertyn

            Nie znam osoby która by była. Zwłaszcza że w czeluściach psychiki są bardzo dziwne fetysze, i straszne. I chyba wciąż powstają nowe.

  • zaciekawiony

    Przeczytałem oba artykuły, szczególnie mnie usatysfakcjonował ten, o którym Tobie wspomniałem i poleciłem, a Ty wspomniałaś mi wcześniej o jego autorce. Gdy jakiś czas temu odnalazłem Ciebie i Twojego bloga, sprawy stygmatyzacji, dekryminalizacji i świadczenia usług, czy raczej stwarzanie atmosfery intymnego spotkania z uwzględnieniem celebracji Świętej Ladacznicy, pojawiły się niemalże od razu w naszej korespondencji. Cieszy mnie to ogromnie, że moje poglądy zaprezentowane już prawie dwa lata temu, zostały tak znakomicie merytorycznie i literacko zaprezentowane przez profesjonalną seks pracownicę.
    Krótki wywiad z panią Izabellą Ślęzak miał to do siebie, że… był krótki. Jak wiesz, jej książki pod koniec nie mogłem strawić. Za to czekam na jej zapowiadaną drugą książkę.

    • Sposób prezentacji tych treści zrobił duże i bardzo pozytywne wrażenie również na mnie. Bohaterka wywiadu jest bardzo świadoma siebie, swojej pracy i jej kontekstów. Nie umiałabym teraz wskazać osoby z Polski, która lepiej by się nadawała do przedstawienia światu naszego zawodu 🙂 Czytając, przeczuwałam, że Ci się spodoba 🙂

  • mucha

    Mam pytanie i proszę o poważną odpowiedź. Załóźmy, że prostytucja rzeczywiście zostaje całkowicie zalegalizowana i cały biznes może się kręcić, a prostytutki nie są już stygmatyzowane i po prostu świadczą usługę seksualną, tak jak np. fryzjerki świadczą usługę fryzjerską – bez wstydu, stygmatu itd. Konsekwentnie musielibyśmy też uznawać, że klient nie robi nic godnego potępienia, tzn. facet idzie do prostytutki skorzystać z jej usług, tak, jak idzie do fryzjerki po strzyżenie i nie ma co go potępiać. Konsekwentnie musielibyśmy też uznać, że żona takiego faceta nie ma prawa mieć do niego żadnych pretensji, tak jak nie może mu mieć za złe, że się ostrzygł. Ot, facet poszedł sobie do innej, bo miał taką potrzebę – co jeśli kobieta czuje się zdradzona czy niepełnowartościwa, bo już nie wystarcza mężowi? Czy jej uczucia są wynikiem zabobonó, w które społeczeństwo każe jej wierzyć, że np. żona ma wyłączność na seks z mężem? Czy wierność jest rónież zabobonem społęcznym, który należy złożyć na ołtarzu interesów sexworkerów i ich dobrego samopoczucia? Czy w środowisku jest w ogóle taka refleksja na temat żon tych milionów niemców, którzy chodzą regularnie do burdeli – co one czują i jak to wpływa w ogóle na życie rodzinne, na relacje międzyludzkie? Z gry dziękuję za odpowiedź.

    • zaciekawiony

      Nie wiem, czy moja odpowiedź będzie według Ciebie poważna. Moja odpowiedź nie będzie nawet dotyczyła „całkowitego zalegalizowania i kręcenia się całego biznesu”. Odniosłem bowiem wrażenie, że Twoje pytanie dotyczy tak naprawdę relacji w związku, konkretnie w małżeństwie. Niezależnie od zalegalizowania świadczenia usług seksualnych czy też nie, żona takiego faceta może mieć do niego wszelkie pretensje, w końcu są w związku, małżeństwie i ustalili, jak sądzę, takie sprawy ze sobą. Co jest dla nich zdradą, na ten przykład. Albo gdzie i jakie są nieprzekraczalne granice dla każdej ze stron. Jeżeli mimo takich ustaleń, rozmów, mąż wciąż łamie ustalone zasady, to może wspólna konsultacja u psychologa, seksuologa albo doradcy od spraw związku i relacji, byłaby wskazana. Rozumiem, choć tu dokładnie nie piszesz, mąż jest heteroseksualny i nie ma, jak mniemam, skłonności np. do zoofilii, bo, choć mogę się mylić, jeżeli posiadłaś taką wiedzę, to należałoby chyba zawiadomić grupę zajmującą się ochroną praw zwierząt. Bowiem piszesz, że facet miał taką potrzebę i w takim przypadku, tudzież w podobnych, nie będziesz chyba pytać np. owcy, sztucznej lalki, męskiego odpowiednika wibratora czy nawet jego ręki o własne uczucia i życie rodzinne lub jego jakość. Jeżeli przysięgaliście sobie wierność, to jak najbardziej masz prawo mieć do niego pretensje i chcieć poważnie z nim porozmawiać. Prawa pracownicze seksworkerów i seksworkerek, czy ich interes, jak piszesz, nie mają nic wspólnego z relacjami między dwojgiem, dwiema lub dwoma osobami. Jeżeli nie byłoby seksworkerów, to można założyć, że mąż by zdradzał żonę z inną kobietą/mężczyzną, bo jak piszesz miał taką potrzebę, choćby z sąsiadką/sąsiadem. Czyli proponuję terapię albo co najmniej konsultacje.

      • mucha

        Dzięki za odpowiedź, ale moje pytania nie dotyczyły relacji w związku, bo związek zawsze jest w jakimś otoczeniu społecznym, a takie jak jest np. w Niemczech (takie znam) i chodzenie do burdelu to nie jest jakaś odskocznia, tylko codzienny rytuał milionów facetów, usankcjonowany przyzwoleniem całego społeczeństwa (z grubsza). Niemcy uważają burdel za coś normalnego, a zdrada żony z prostytutką to nie jest kwestia jakiegoś dogadania czy niedogadania, tylko coś dopuszczalnego, bo seks to rozrywka. babki chodzą sobie na zakupy, a faceci na kurwy – dla odstresowania, wyluzowania, równie dobrze mogą iść na piwo z kolegami, to ma taką rangę, nic wielkiego. ojciec bierze syna i idą, a żona siedzi w domu i ma być zadowolona, albo niby się nie przejmować, bo przecież prostytucja to nic złego, jej facet nie „grzeszy”, nie „upada”, nie robi nic „niemoralnego”, czy „niewłaściwego”, no więc czym się przejmować? I moje pytanie jest o to, czy Wy, którzy chcecie tą mentalność zaszczepić w Polsce (bo tak rozumiem ten Wasz aktywizm) w ogóle się z czymś takim liczycie, czy tylko patrzycie na własne interesy, że Wam, jako grupie należy się szacunek, a inni mają się dostosować?

        • To są rojenia. Nikt nie chce zaszczepiać takiej mentalności.

          • mucha

            Ale nawet Ewa Wanat pisała, że prostytucja to praca jak każda inna, a i Ty sama często piszesz, że ludzie muszą inaczej patrzeć na sexworkeró, nie piętnować, itd. to może ja wyciągam błędne wnioski i Wam nie chodzi o to, co sami mówicie?

          • Owszem, wyciągasz błędne wnioski. Błędnym wnioskiem jest połączenie traktowania pracy seksworkerów jako pracy z tym, że związki międzyludzkie w Polsce mają rzekomo funkcjonować na jakichś innych zasadach. Nikt z nas nie chce wpływać na etykę par. Nawet poliamoryści nie narzucają parom zmiany zdania co do zdrady małżeńskiej, a co dopiero my. Zresztą to byłoby po prostu nierealne, mentalności nie zmienia się tak ot.
            Nie wiem, skąd ten dziwaczny pomysł, ale jest tak dziwny i niemieszczący się w mojej głowie, że mam duży problem z potraktowaniem tych wątpliwości poważnie.

          • mucha

            Moje wątpliwości są stąd, że w niemczech też zmiana mentalności nie nastąpiła z dnia na dzień i nawet poprzednie pokolenie inaczej patrzyło na wycieczkę faceta do burdelu, niż obecne. Ja czytam teraz trochę więcej o sexworkerach i tam w większości tekstów Niemcy są stawiane za przykład, który powinniśmy naśladować. Np. Ewa Wanat tak pisze, ona jest w ogóle zachwycona wszystkim, co niemieckie, ale jej niemcy za to płacą, więc się nie dziwię, ale wywiady z ludźmi z branży po sexwork feście też są w tym tonie, że w Polsce jest zacofane prawo i obyczajowość, a w niemczech niemal raj na ziemi i trzeba ich naśladować. więc sądzę, że za dwa pokolenia możemy mieć to samo. burdel jest „tematem tabu” nie bez powodu, tak uważam. po prostu jak się facetom da wolną rękę, to kobieta szybko zaczyna robić za kuchtę w domu, bo on sexu ma inną, od inteligentnej rozmowy inną, od gotowania i dzieci inną – jak arab w haremie.

          • Naprawdę wierzysz w to, że tylko mężczyźni korzystają z usług seksualnych? LOL. Równie zabawny jest pomysł, że z gruntu feministyczna emancypacja sexworkerek doprowadza do sprowadzenia innych kobiet do roli kucht. Wystarczy się obejrzeć na relacje poliamoryczne. To tak nie działa.

            Poza tym Polska to nie Niemcy, nasza mentalność jest inna. Jesteśmy znacznie bardziej katolickim i znacznie mniej zachodnim krajem.

            Z Twojego rozumowania wyłania mi się taki model rzeczywistości: mentalność społeczna jest centralnie sterowana na wzór gospodarki z PRL-u, mężczyźni mogą wszystko, kobiety są bezwolne i pozbawione możliwości samostanowienia o sobie, a stygmatyzacja sexworkerek jest równoznaczna ze stygmatyzacją zdrady i wystarczy usunąć jedną, by nagle druga też przestała istnieć… za niemym przyzwoleniem apatycznych kobiet, które nie zareagują na dziejącą się im krzywdę i biernie dadzą się zepchnąć z powrotem do kuchni.

          • mucha

            mocno odbiegamy od mojego podstawowego pytania i idziemy w jakieś rozważania ogólne. moje pytanie było takie, czy jako aktywistka i w ogóle osoba, która chyba jaokoś śledzi debatę w środowisku np. na temat legalizacji czy depenalizacji sexbizmesu widzisz, że tam jest jakaś głębsza refleksja o takich skutkach mniej pozytywnych, czy tylko hurra i do przodu, bo my mamy w tym interes, żeby wszystko było zdepenalizowane, a o całą resztę niech się inni martwią, np. właśnie takie żony, których mężowie chodzą co niedziela do burdelu i uważają, że to jest w porządku, bo przecież wszyscy tak robią?

          • Twoje pytanie zawiera ukryte tezy, które z mojej perspektywy są zwyczajnie absurdalne. Jeśli ktoś jest żoną, której mąż chodzi do burdelu BEZ JEJ ZGODY, to jest to sprawa pomiędzy nimi i nie ma to najmniejszego związku z tym, czy usługi seksualne są skryminalizowane czy nie. Ale jak Ci panowie zaczęli mówić o relacjach, to odpowiedziałaś (jesteś nią, prawda?), że nie o to chodzi.

          • mucha

            Nie jestem „nią”, tylko nim, muchy nie są jednopłciowe, jeśli sugerujesz się nikiem. Poza tym swoje tezy staram się wyrażać wprost – istnieje coś takiego jak moralność publiczna, jak obyczaj, jak przyzwolenie społęczne i pewne rzeczy albo uchodzą za dopuszczalne albo nie i to wpływa na naszą indywidualną ocenę takich czynów. jeśli w danym społeczeństwie niedzielna wyprawa żonatego mężczyzny do burdelu jest uznana powszechnie za normalną i każdy tak robi, to myślę, że żona takiego faceta może mieć problem np. z niezrozumieniem jej „absurdalnych” pretensji i pytam czy ktoś takie niuanse bierze pod uwagę, szczególnie, że dyskusja o depenalizacji prostytucji w Polsce jest też dyskusją o zmienianiu włśnie powszechnego podejścia do seksworkerów i mentalności społecznej. nie wiem, czemu nie możesz powiedzieć wprost, czy spotykasz się w swoim środowisku z czymś takim, czy tam jest po prostu jeden cel i nie oglądanie się na boki.

          • Sugeruję się mizandrią i zatroskaniem o żony. Konkretniej miałam pomysł, że jesteś zdradzaną żoną, która wylewa swoje frustracje w sieci. A tu proszę, facet pogardzający swoją płcią. Niespodzianka.

            Nie jestem „ze środowiska”, większość moich znajomych to osoby spoza branży, a resztę stanowią klienci. Nie mogę więc wypowiadać się w imieniu reszty. Sama, jak już chyba widać w moich wypowiedziach, nie przejmuję się tak debilnymi tezami jak to, że zmiana stosunku do seksworkerek ma się przełożyć na zlikwidowanie wierności małżeńskiej, i to w kraju tak katolickim jak Polska. Znani mi mężczyźni nie są tak głupi, by wzrost szacunku do pracownic seksualnych utożsamić z tym, że od dzisiaj wolno im zdradzać swoje chrześcijańskie małżonki. A gdybym była żoną, to bym tak debilnego faceta przegoniła precz.

          • mucha

            Niemcy też kiedyś były katolicki, już mówiłem, że takie rzeczy, jak zmiany obyczajowe nie dzieją się z dnia na dzień, tyle jeszcze rozumiem z otaczającego mnie świata. Ale w sumie są kwestią paru pokoleń. Holandia jeszcze przed II wojną była krajem misjonarzy, a dzisiaj to jest zupełnie zliberalizowany kraj. Także wiesz Polska-kraj katolicki to jest dzisiaj, a jutro może być po wszystkim. stąd też moje pytania. Prostytycja jest społęcznie napiętnowana nie dla czyjegoś dobrego samopoczucia, ale ma obiektywnie zły wpływ na ludzi, bo żeruje na nieopanowaniu popędów i jak się ją wywleka na światło dzienne to to ma automatycznie swoje skutki – czy się z tym zgadzasz czy nie. ja tu nie przyszedłem Ci nic moralizować, tylko tak to widzę, a myślałem, że jak zgodziłąś się pisać tekst dla „Krytyki politycznej” i niejako reprezentować swoje środowisko publicznie, to masz jakiś szerszy ogląd sprawy. a co do tej kwestii mojej „mizandrii”, to jako facet po prostu znam siebie i wiem, co się kryje pod cienką warstewką cywilizowanych manier 😉

          • Cóż, ja mam kontakt z mężczyznami, u których ta warstewka cywilizowanych manier jest znacznie grubsza. Swoją drogą, jakby kobieta wyraziła się z takim brakiem szacunku o swojej płci…

            Nie zgodziłam się pisać tekstu dla „Krytyki Politycznej”. To „Krytyka Polityczna” przedrukowała artykuł z mojego bloga. O czym zresztą powiadomili swoich czytelników. Nie jestem żadną „reprezentantką”, po prostu piszę co myślę. Najwyraźniej komuś się to spodobało.

          • mucha

            Haha – jedna z rzeczy, które mnie w kobietach zawsze rozbraja to ta ich wiara w „głębszą warstwę” u facetów 🙂 ale nic nie mówię, nasze złudzenia co do siebie nawzajem trzymają nas w jako takiej normie psychicznej. A no idzięki za wyjaśnienie tej sprawy z artykułem w KP, nie będę Cię już męczył w takim razie.

          • Libertyn

            Bo to jest praca jak każda inna.Tylko przekaz kulturowy nastawia otoczenie skrajnie przeciwko osobom z tej branży. 120 lat temu tak podchodzono do dziewczyn chcących iść na studia i wykonywać jakikolwiek zawód (wszak kobieta była tylko do prowadzenia domu i wychowywania dzieci) Podobnie wtedy podchodzono do aktorek (bo wzbudzały zachwyt obcych mężczyzn) Dziś nikogo studentki czy aktorki nie dziwią. Czemu więc wciąż ludzie ostracyzują najstarszy, obok najemnika zawód świata, który istniał na długo przed powstaniem sztywnych norm społeczno-kulturowych?

          • mucha

            moim zdanie to co ty piszesz to są włąśnie rojenia. to nie jakiś abstrakcyjny „kod kulturowy”, który spada z nieba, czy niewiadomo skąd i coś ludziom wpaja, tylko praktyka życiowa wszystko reguluje. jak facet ma łatwy seks to lekceważy kobietę i sprowadza ją do roli usługowej, bo facetom o wiele więcej nie chodzi, jak o dupę i michę pełną żarcia. prostytutki rozpieszczają facetów i oni przestają się starać, a jak się nie starają, to wszystko się sypie. to oczywiście działa w perspektywie dziesiątków lat, ale nigdy żadnej kulturze zbyt liberalne podejście do prostytucji nie wyszło na dobre. tak jak i do obżarstwa i innych rozrywek. to wszystko musi być ograniczane, bo się pozmieniamy w syte, leniwe małpy.

          • Libertyn

            Dziwną masz praktykę życiową. Z lekceważeniem kobiet łatwy seks nie ma zbyt wiele wspólnego. Raczej chodzi o warunki panujące w domu. Mogę Cię zapewnić ze nawet przy całkowitym braku prostytutek kobiety będą lekceważone przez tych którzy wynieśli to z domu, lub z kościoła/meczetu/synagogi/zboru/cerkwi gdzie ktoś będzie im wpajał ze kobiety rolą jest usługiwanie mężowi i być mu posłuszną. Zresztą mocno wątpię by autorka bloga obsługiwała lekceważącego ją i jej prawa klienta.

          • mucha

            To nie jest moja praktyka, to jest praktyka ogólnoludzka. Sukces zawsze się bierze z wyrzeczeń, czy w sporcie, czy w biznesie, czy gdziekolwiek, a burdel to zaprzeczenie wyrzeczenia, bo tam masz wszystko na tacy. a w domu facet się uczy szacunku od kobiety, jak ta nie jest na każde jego zawołanie i on musi się postarać, żeby dostać michę, a po obiedzie powiedzieć dziękuję i pozmywać po sobie. jak ma wszystko pod gębę podstawione, to się nie nauczy, że ktoś na to musi ciężko pracować, żeby była ciepła zupka i koszula wyprasowana. i tu się zgadzamy, że szacunku do kobiety się facet uczy w domu.

          • Libertyn

            Zabawne. Jeśli chcę seksu i go kupuję to tracę szacunek do kobiet. Chce mieć skoszony trawnik to wynajmuje ogrodnika. Czy to oznacza ze nie mam szacunku do ogrodników? Albo do córki sąsiada wyprowadzającej czasem mojego psa za kilka złotych. To wszystko są usługi. Nie wiedzieć czemu tylko jedna ma rzekomo wpływać na mój brak szacunku wobec innych

          • mucha

            no właśnie – jak seks to tylko usługa, to żona w sumie też mężowi tylko wyświadcza zestaw usług nie? gotuje jak kucharka, daje d… jak prostytutka, pierze, jak sprzątaczka, bawi dzieci, jak niania – niec wyjątkowego, można w sumie dać jej jakąś pensję a małżeńśtwo sprowadzić do umowy o pracę. sam widzisz, że jest w tym degradacja, takie spłycenie sprawy.

          • Libertyn

            Sama spłycasz związek dwojga ludzi do świadczenia usług. Dla mnie to coś więcej

          • mucha

            niby „coś więcej”, a w praktyce uważasz, że jest to rzecz, którą można kupić na rynku usług. ja tu widzę sprzeczność.

          • Libertyn

            Zażyłości nie kupię, relacji nie kupię, wzajemnego wsparcia i zrozumienia nie kupię.

          • mucha

            to jasne, ale seks to nie jest coś ekstra w tym zestawie, tylko część całości. przynajmniej ja tak myślę i inne osoby które znam i są w związkach. jak się bierze kobietę, to całą, a nie wybrane kawałki, a seks można sobie dobrać u innej.

          • Libertyn

            Można razem korzystać z usług seksualnych świadczonych przez osobę trzecią

          • mucha

            no to rzeczywiście jest trochę inna sytuacja

          • Coraz bardziej powszechna w miarę jak korzystanie z usług seksualnych staje się czymś normalnym i akceptowalnym.

          • mucha

            coż tu dodać. ja bym chyba nie wytrzymał, jakby mi jakiś gościu obrabiał żonę na moich oczach.

          • Poproszę bez wulgarności.

          • mucha

            przepraszam

          • Zdzisław Śmietana

            Ciekawa dyskusja tu miała miejsce. Tylko jeśli porównuje się Niemcy z Polską, to w Niemczech właściwie narodziło się robienie filmów pornograficznych na dużą skalę i to gdzieś w latach 70-tych i 80-tych zeszłego wieku. Niemcy już wtedy byli wyzwoleni seksualnie, a teraz to po prostu norma. Każdy ma prawo zaspokoić swoje potrzeby seksualne tak jak uważa za stosowne. Jak nie chce mu się szukać, to idzie do burdelu i ma pewność, że dostanie to za co zapłaci. A jak chce mu się pogadać, to i dostanie za darmo od całego stada różnych kobiet, które wcale nie są brzydkie jak to mówi powszechne przekonanie o Niemkach. A teraz popatrz na Polskę. Ile u nas powstaje dzisiaj filmów pornograficznych? Jakieś śmieszne ilości. Rosjanki, Czeszki, Węgierki, Niemki, Szwedki, Ukrainki, wszystkie nacje możesz setkami wyszukiwać w filmach pornograficznych. Polki? Głównie te co wyjechały za granicę. Ta zmiana się dokona, ale na to potrzeba jeszcze ze 20 lat. Fanatyzm religijny musi najpierw wymrzeć, a to jeszcze trochę potrwa.

          • Libertyn

            Jeśli jej byłoby dobrze, to bym cieszył się razem z nią. Na tym właśnie polega prawdziwa głęboka relacja. Nie ograniczamy się tylko ze względu że w jakimś papierku w USC ktoś napisał że do siebie należymy. Dajemy sobie wolność i eksplorujemy ją

          • Okej, już Ci wierzę, że jesteś facetem. I to najbardziej stereotypowym. Utożsamiasz seks z miłością, a miłość z seksem.
            Na szczęście są też inni mężczyźni na świecie 🙂

          • mucha

            nie utożsamiam tych dwóch rzeczy, bo miłość jest duchowa, a seks cielesny. można kochać kogoś bez seksu i można mieć seks bez miłości – osobiście tego nie lubiłem nigdy (seksu bez miłości), ale rozumiem, że są tacy, którym to nie przeszkadza, znam niejednego z tym podejściem.

          • No to czemu wmawiasz Libertynowi, że on uważa, że to „coś więcej” można kupić na rynku usług?

          • mucha

            ja nie widzę po prostu opcji rozdzielenia tego wszystkiego, tak jak nie rozdzielisz ciała i duszy. albo biorę kogoś w całości albo w ogóle więc jak kupuję seks, to czemu nie oddanie, czy zażyłość? nie mówię, że on tak robi.

          • Współczuję tak smutnego i pustego podejścia do związków międzyludzkich.

          • Proszę o wyrażanie się o mężczyznach z większym szacunkiem. Straszna mizandria wylewa się z tego wpisu, co jest tym bardziej naganne, że rozmówcą jest Libertyn – mężczyzna.

          • mucha

            dobrze, przepraszam.

    • Libertyn

      Jestem mężczyzną i będę pisał ze swojej perspektywy. W odwróconej roli. To jest takiej gdy moja partnerka korzysta z usług męskiego sex workera.
      Skoro korzysta to może oznaczać:
      a) Potrzebowała po prostu odmiany o innych parametrach sprzętowych. Czyli po prostu zdrada taka jak z wibratorem (Dla mnie nie ma tu problemu, nie czuje się zagrożony)
      b) Potrzebowała spełnić fantazje których ja nie byłem w stanie zaakceptować (Dalej ok dla mnie)
      c) Szuka pocieszenia i kogoś komu będzie mogła sie zwierzyć (Tu mamy problem, możliwe że z mojej winy)
      d) Jest otwarta seksualnie i szuka nowości (następnym razem korzystamy oboje, bo sam taki jestem, ale boję się reakcji)

      Tak czy owak żadna z tych opcji nie sprawia że czuję się niepełnowartościowy lub zdradzony. Gorzej jakby to był pełnoetatowy kochanek, z którym realnie by budowała więź Ale wtedy bym znów miał okazje by o nią zabiegać.

      Wydaje mi się że branża może wpływać na życie rodzinne i relacje międzyludzkie w takim wymiarze w jakim sobie na to pozwalamy. Jak do siebie podchodzimy, i czy spłaszczamy zażyłość tylko do stosunku seksualnego. Partnerka czy partner to nie zegarki, nie posiadamy ich. Oni są z nami bo tego pragną. A że będąc z nami pragną też różnych innych rzeczy to niewiele zmienia. Ja nie jestem wibratorem by moją relacje z kimś sprowadzać jedynie do strony seksualnej. Ja mogę się kochać z wieloma dziewczynami, ale czuć silną więź do jednej konkretnej i bynajmniej ta więź nie ogranicza się jedynie do stosunków.

      Na sam koniec, bardziej niebezpieczna dla miru domowego od prostytutki może się okazać koleżanka z pracy, ale to jedynie w wypadku kiedy więź miedzy partnerami jest słaba, lub jej nie ma. Ale czy można mówić o zdradzie w związku połączonym jedynie „dobrem” dziecka i wspólnym kredytem gdzie oboje zamieniają tylko kilka słów dziennie, sypiają w oddzielnych łózkach, albo skrajnie oddaleni w jednym? Moim zdaniem nie. Moim zdaniem wtedy zdradzają siebie poprzez trwanie w związku i blokowanie wzajemnie możliwości ułożenia sobie życia na nowo.