Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Przytulny zakątek dla społeczności czy hydepark dla każdego?

Postanowiłam dzisiaj ponownie zbanować Zdzisława Śmietanę. Pierwszego bana doczekał się natychmiast po przyjściu, kiedy zaczął publikować szereg wulgarnych i mizoginistycznych komentarzy, ale potem postanowiłam dać mu szansę. Zmarnował ją. Zaczął się odnosić napastliwie do mnie samej, a poziom jego mizoginii podniósł się niebezpiecznie. Kiedy poruszyłam temat kasowania nietolerowanych przeze mnie komentarzy, zaczął pisać, że ma gdzieś to, że go tutaj nie chcę, bo blog jest publiczny i on ma prawo się wypowiadać. Więc dostał bana.

Mój blog to moje małe królestwo. Bardzo doceniam to, że mogę je współdzielić z fajnymi komentatorami: Lisiczką, Zaciekawionym, Libertynem, Memo i innymi, zabierającymi głos nieco rzadziej bądź w przeszłości. Uważam nasze rozmowy za wiele wnoszące do blogosfery i jestem przekonana, że wśród tych 5000+ bywalców miesięcznie są na blogu czytelnicy, którzy co prawda milczą, ale czytają Wasze komentarze od deski do deski.

Ostatnio przyłapałam się na prowadzeniu regularnej pyskówki ze Zdzisławem (raz czy dwa się odgryzłam) i pomyślałam sobie, że tego nie chcę. W Internecie jest dużo miejsc, gdzie ludzie nie szanują się wzajemnie, piszą sobie niemiłe rzeczy i rozsiewają wokół siebie atmosferę frustracji. Nie chcę tworzyć kolejnego.

Zdzisław co prawda był chyba najpłodniejszym komentatorem, ale stwierdziłam, że nie potrzebuję tu takiego ruchu. Dla ludzi, którzy chcą poświęcać swój bezcenny czas na produkowanie wrogich i nieprzyjaznych elaboratów, jest już dostatecznie dużo miejsca w Internecie. Ja też mam ciekawsze zajęcia niż czytanie, zaraz, jak to się zwało… a. „Konstruktywnej krytyki” jakiegoś wirtualnego natręta.

Chciałabym, żeby na moim blogu było miło i zdecydowanie wolę to niż kilkadziesiąt komentarzy pod każdym wpisem.

Oznacza to też, że najprawdopodobniej nie zobaczycie na tym blogu zbyt wielu komentarzy osób, które pogardzają pracą seksualną lub chciałyby jej zakazać.

  • swann90

    Napiszę coś co Ci się może nie spodobać. Zapewne uznasz, że przesadziłem. Być może tak się stało.

    Oczywiście rozumiem Twoją decyzję o usunięciu Pana Śmietany. Jego komentarze były mizoginistyczne, ksenofobiczne, czepiające się najdrobniejszych słów, jakich użyłaś, pełne lęku do innych i siebie samego. A on sam nie czytał ze zrozumieniem. A może… A może tylko je tak odbieraliśmy? Może to co my odbieraliśmy, jako mizoginię, lęk do świata jest prawdziwszym obrazem świata niż Nasz? Albo jest innym możliwym obrazem świata? Ja wiem, wierzysz, że masz rację. Ja też w to wierzę, Pan Śmietana też w to wierzy.

    Zdaję sobie sprawę, że wkurzał Cię i często obrażał. Ale w takim razie, po co tak często wchodziłaś w nim w bezproduktywny dialog? Wydawał się być ostatnią osobą, która daje się do czegoś przekonać. Jest taka książką: „Zemsta Boga” Gillesa Kepela (sorry za ten pseudo-intelektualizm, taki już jestem przemądrzały). Fanatyzm dźgany nieustannie żywi się właśnie Twoją obroną, którą on odbiera jako atak i tak też to ukazuje światu. I dzięki takim właśnie atakom rośnie w siłę. Nie chcę teraz powiedzieć, że uważam Pana Śmietanę za najgorszego fanatyka i mizogina, a Ciebie za bezmyślną, prowokującą swojego oprawcę ofiarę. Chcę jedynie powiedzieć, że odbieramy świat wg Naszych kryteriów, a czasem trudno Nam przyjąć, że mogą one nie być właściwe (a może są, nie wiem).

    Oczywiście to było Twoje prawo, aby go wyrzucić, bo Cię wkurzał, irytował i prowokował. Ale wciąż uważam, że czasem (a może i częściej niż czasem, nie wiem) mógł mieć rację. Nie był hejterem. Wydaje mi się po prostu, że zwykle miał inne zdanie, które niestety często wyrażał w agresywny sposób. I niestety bez niego zostają tu osoby, które się z Tobą prawie zawsze zgadzają. Dlatego trochę szkoda, że zniknęła stąd jedyna osoba, która się z Tobą nie zgadzała, a czasem robiła to z sensem.

    Ale też myślę, że rozumiem Ciebie. Nie chciałbym przebywać w towarzystwie osoby, która mnie bez przerwy obraża i usiłuje przekonać, że moje poczucie własnej wartości to iluzja. Więc mój komentarz nie ma puenty: zrobiłaś dobrze lub zrobiłaś źle. Jednak martwię się, że w dzisiejszym świecie dyskurs w sferze publiczno-prywatnej zrobił się niemożliwy bo My nie rozumiemy Innych, a Inni nie rozumieją Nas.

    • Przede wszystkim dyskurs pozbawiony szacunku do rozmówcy nie ma sensu. Naprawdę nie jest przyjemnością rozmawiać osobiście z kimś, kto do rozmówcy odnosi się tak, jak Zdzisław Śmietana do mnie. Tolerowałam go dość długo z uwagi na to, że czasami istotnie miał coś ciekawego do powiedzenia, ale naprawdę się nie dało.

      • Anony Mouse

        Dyskurs z osobą przekonaną o tym, że wszystko z czym się nie zgadza, ją obraża, również nie jest możliwy. Zgodnie z tym co powiedział swann, pozostaje Ci rozmowa wyłącznie z osobami, które zgadzają się z Tobą we wszystkim. Od formy, do treści. Nie ma jak kółeczko wzajemnej adoracji. 🙂

        • Ależ ja nie mam tego przekonania. Nie widziałeś JAK Zbigniew się do mnie odnosił?

        • zaciekawiony

          Co to jest dyskurs według Ciebie? Bo według mnie jest wtedy, gdy jedna ze stron rozmowy stawia jakieś pytanie, stwierdzenie. Czasami poparte jakimś cytatem, lub opatrzone dodatkiem, że ona tak sądzi, tak uważa. Druga (i kolejna) strona przyjmuje, akceptuje punkt widzenia pierwszej, ale… i tu wyraża, przedstawia swoje zdanie, czasami podpytując np. „czy dobrze cię zrozumiałem/am, czy mógłbyś, mogłabyś wyjaśnić?”. Nie jest to sposób w jaki „dyskutował” ZŚ. On słucha/-ł tylko siebie. Zapalony i zapatrzony jest wyłącznie na/w swoje słowa. Nie przyjmował i nie tolerował uwag, krytyki, odmiennego zdania. Zwyczajnie zafiksowany był na sobie i manii swojej wielkości odnośnie myśli, stwierdzeń, życiowych porad. Dyskurs, moim zdaniem, powinna cechować chęć zrozumienia drugiej strony i jej argumentów, a nie sfrustrowane powtarzanie w kółko tego samego o sobie w ciągle wydłużających się komentarzach. Ja do rozmówcy żywię szacunek na tej zasadzie, że zakładam, iż to ja się mylę i stanowi to dobry punkt wyjściowy do rozmowy, a nie monologu.
          Co to znaczy „od formy, do treści”? Co stwierdzasz, albo co oznajmiasz? I jak do zainicjowania rzeczowej, merytorycznej dyskusji ma się oceniające na wstępie stwierdzenie „Nie ma jak kółeczko wzajemnej adoracji. 🙂 „? Kończysz swój komentarz sloganem, który nijak sprawy nie posuwa do przodu, a jedynie świadczy o Tobie.

          • Pan Anonim ujawnił się w nieopublikowanym przeze mnie komentarzu jako Pan Zbanowany. Oczywiście równocześnie zarzucał mi zaburzenia psychiczne i twierdził, że wcale mnie nie obraża 😀

  • memo

    Wiesz co… lubię Cię, twoje pisanie, twój blog koloruje mój świat. Ale z żalem patrzyłem na twoje przepychanki ze Zdzisławem Śmietaną, chciałem Ci serdecznie dać znać, abyś się tym nie przejmowała po prostu, ignorowała. Będziesz miała hejterów, takich co zaczepiają, ale jest masa życzliwych Ci osób. Czy jest sens się zajmować hejterami?

    To coś jak iść przez wieś na wspaniałą wycieczkę i wokół twojej pięty biegają pieski i ujadają. CZy to sens z nimi walczyć? Czy nie lepiej dalej iść iść…

    Pozdrawiam Cię :*