Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

„Żadna dziewczynka nie dorastała z pragnieniem zostania pracownicą seksualną”

Kiedy miałam dziesięć lat, narysowałam dziwkę. Zaczynałam dojrzewać, rosły mi piersi, stawałam się nastolatką i fascynowało mnie dorosłe ciało młodej, atrakcyjnej kobiety. Na kolorowej kartce z segregatora – były wtedy bardzo modne w mojej podstawówce – narysowałam więc czarnym cienkopisem stojącą profilem kobietę z długimi, bujnymi włosami i makijażem. Miała na sobie bieliznę, kabaretki i kozaczki na szpilkach.

Byłam zafascynowana jej historią i na pewno bardzo ożywiona podczas rysowania, żeby nie powiedzieć: podniecona, choć jeszcze nie wyszłam do końca z fazy latentnej i nie do końca wiedziałam, co się ze mną dzieje. Seksualność obudziła się we mnie w pełni około ośmiu miesięcy później, póki co poprzestawałam jednak na niesprecyzowanych myślach, a rączki leżały na kołderce.

Kiedy skończyłam tworzyć, szybko, prawie natychmiast później zniszczyłam rysunek. Najpierw dorysowałam długą suknię księżniczki, która pokryła skąpy strój plamą czerni, a następnie zgniotłam całość w kulkę i wyrzuciłam.

Mniej więcej wtedy obejrzałam „Pretty woman”. Kilkakrotnie, bo miałam ją na VHS. Wcześniej, później – nie wiem. Ważne, że w podobnym wieku. Przeczytałam też książkową adaptację ilustrowaną fotosami z filmu. Wielokrotnie.

Praca seksualna kojarzyła mi się podświadomie z dorosłością, z wolnością seksualną. Pracownica seksualna mogła uprawiać seks – a „grzeczne” dziewczyny nie. Nie chciałam być grzeczna, chciałam być seksualna! A całe społeczeństwo mówiło mi, że nie wolno. Nie wypada. Bohaterki innych filmów, które oglądałam – anime dla większych dzieci, baśni Disneya – nie uprawiały seksu. A Pretty Woman mogła.

 Byłam z dobrego domu z tradycjami, na ścianie wisiały krzyżyk z Chrystusem i zdjęcie żołnierza z rodziny, w każdym pokoju stały książki, do których miałam swobodny dostęp. „Dostosowana do wieku” edukacja seksualna, na której brak nie mogłam narzekać, niewiele pomogła, bo zgodnie z nią miałam czekać jeszcze wiele lat. Na „Tego Właściwego”.

Więc czekałam, odpowiadając rodzinie, że seks mnie nie interesuje.

A po nocach fantazjowałam, że już nie muszę czekać, że jestem wolna, piękna, swobodna i że ustawiają się do mnie kolejki chętnych.

Można teraz mówić, że nie miałam świadomości zawodu, ale hej – na tym to polega. W dzieciństwie nie wiemy, z czym wiąże się praca żołnierza czy weterynarza. Chcemy po prostu być odważnym patriotą albo zajmować się zwierzątkami. Simba (pamiętacie tego lewka?) chciał być królem, żeby mógł wreszcie robić co chce i żeby nikt się nie wtrącał w jego plany – czy to nie brzmi jak moje pragnienie? Też chciałam móc wsiąść do samochodu przystojnego gościa i pojechać z nim do ekskluzywnego hotelu pić szampana i jeść truskawki, a potem uprawiać seks! Do świadomości realiów i konsekwencji danego zawodu dorastamy z czasem, kiedy rozwija się w nas świadomość społeczna i wyobraźnia.

Dziecięcych fantazji na temat mojej przyszłości miałam oczywiście więcej. Chciałam być też sekretarką (jak moja mama podówczas), naukowcem, nauczycielką, ilustratorką. Pewnie jeszcze kimś, ale nie pamiętam. O tych zawodach mówiłam chętnie. O pracy seksualnej mówię dopiero teraz.

Zdążyłam już zarejestrować, że to coś ZŁEGO, bo dorośli dziwnie się zachowywali, kiedy pojawiały się Takie Tematy. Nie chwaliłam się swoimi marzeniami. Nie pokazałam rysunku, bo był niegrzeczny. Nigdy o tym nie porozmawiałam – bo też nikomu nie przyszło do głowy zachęcić mnie do takiej rozmowy (może to i dobrze, jeszcze bym się nasłuchała…). Ale to nie znaczy, że nie miałam takich pragnień.

Szczerze też wątpię, bym była sama. Przecież dostaję wiadomości od osób, w których rezonuje to, o czym piszę. Po prostu klimat nie bardzo sprzyja szczerości w tematach seksualnych. Więc ludzie myślą, że są sami… A propos, ileż par nie wie, że oboje dzielą te same fantazje!

Aha, ostatnio odkryłam – ze sporym poślizgiem – bardzo ciekawego bloga o niezwykle kontrowersyjnej i mylącej nazwie, Rape is the New Love. Znacie? Bo ja bym bardzo chętnie poznała autora…

Założyłam też newsletter. Zapisujcie się, to zastąpi Wam mój biedny fanpage. Obiecuję, że nie będę zasypywać Was mailami.

PS. W tytule notki cytuję Mię Freedman.

  • Zdzisław Śmietana

    Wnosząc po fotkach na tamtym blogu, autor lubi anal, co może być pewną rysą na życiorysie. Natomiast jestem przekonany, że jak się odezwiesz i powiesz kim jesteś, to też Cię chętnie pozna. 😉

    • Szczerze mówiąc, to ja nie wiem, czy wolałabym z nim spotkać się stricte seksualnie czy jako blogerka z blogerem 😉

      • Zdzisław Śmietana

        Kobieta zazwyczaj nie wie czego chce, dopóki nie zostanie do tego przekonana lub nie zdecyduje się sama. 🙂 Jak się spotkacie jako blogerzy, zawsze możecie potem spotkać się stricte seksualnie. 😉 Ciekawe jaki skrypt zadziałał w Twoim przypadku, że poczułaś pragnienie poznania i jak bardzo ten skrypt stoi w sprzeczności z tym co o sobie myślisz. 😀

      • Zaproszenie przyjete. Nie wiem czy rozmawialismy na Tinderze juz czy nie, przyznam ze trafilem tu przez ping na wordpressie i nie przeczytalem Twojego bloga jeszcze. W kazdym razie jesli bedziesz w Londynie to jestem od 5pm dostepny na kawe kazdego dnia oprocz weekendow. Spotkania weekendowe w sprawie seksu: kleska urodzaju zwiazana z Tinderem i kolejka, mam zaplanowane takie atrakcje do pazdziernika 😉

        • Zdzisław Śmietana

          Tinder widać w UK działa nieco inaczej niż u nas. U nas na Tinderze zobaczysz najczęściej „NO ONS”. Ale wiem jak jest w Londku, mieszkałem. Tam kobiety same pchają się do łóżka, tylko rzadko kiedy warto do tego łóżka wpuszczać. Gratuluję znalezienia dobrych okazów. Jak szczupłe to mniemam, że Polki? 😉

          • NO ONS to paradoksalnie najwieksza czesc sarenek gotowych na wspoludzial we wpisie. „Zeby ludzie nie mowili” 😉

          • Zdzisław Śmietana

            Haha, no tak, pozory najważniejsze. 😉 Mnie się nie chce męczyć z tymi zabobonami. Dla mnie tak jest tak, a nie jest nie.

        • Haha, z przyjemnością! Niestety w najbliższym czasie nie wybieram się do Londynu 🙁 Nie bywasz już w Krakowie czy bywasz w te zajęte do października weekendy?

          • Nie latam do Krakowa z osobistego powodu i do końca października nie będę w Polsce.

            Napisz do mnie na maila bo tu widzę jakieś grubsze social media agency się odjaśniepawla 😉 Dobry macie flow, muszę przyznać że zgrabnie opakowany. Pracuję nad pewnym projektem i jeśli macie wolne zasoby chętnie z kimś porozmawiam o tym.

    • Ciekawa teza z tym analem. Chetnie poznam Twoja definicje „rysy na zyciorysie” panie Smietana.

      • Zdzisław Śmietana

        A to ze względu na preferencje autorki tegoż bloga. Koleżanka nie lubi. 🙂