Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Bawimy się odpowiedzialnie!

Kiedy nie chce mi się jechać do pracy z powodu złej pogody (np. piekarnika za oknem albo sauny), mogę być pewna, że szanse na dochody są niewielkie. Podziwiam każdego, kto – niezrażony palącym słońcem, burzą z piorunami, obrzydliwą pluchą czy trzaskającym mrozem – dociera na spotkanie, aby zrealizować swoje seksualne pragnienia. Kto nie wierzy w ogromną potęgę libido, chyba nigdy z nim nie pracował. Niemniej jednak żywioły natury wygrywają, przynajmniej według mojego portfela.

Są zatem upały, a ja mam problemy finansowe. Surprised, anyone? Powinnam zapieprzać, ale nie mam z kim… Za to intensywnie udzielam się na Ask.fm, dzielnie wspieram rodzinę (ach, te poświęcenia), korzystam ze wsparcia przyjaciół i aktywnie zmieniam swoje życie na lepsze. Hura.

Mam też trochę czasu na rozwój własny. Dokonałam ostatnio pewnej przebudowy swoich planów na przyszłość i trochę zaczęłam się martwić, czy aby na pewno nie ładuję się do gniazda węży. Ale, jak ostatnio usłyszałam, o przyszłości decydujemy tu i teraz, działając na dostępnych opcjach – wybieganie myślą do przodu i snucie dalekosiężnych planów to słaby pomysł, szczególnie jeśli zanadto żyje się przyszłością, a za mało teraźniejszością. Więc chyba powinnam przestać martwić się na zapas i zatroszczyć o te opcje.

Z newsów zawodowych: wczoraj zaliczyłam wtopę. Alkoholową, a zatem potencjalnie niebezpieczną. Zwykle bardzo pilnuję ilości wypijanego alkoholu, ale podczas ostatniej randki miałam pusty żołądek (błąd!) i byłam spragniona (błąd!), więc zamiast rozluźnienia odczułam szumienie w głowie i przytępienie zmysłów. Z nowym klientem (BŁĄD!). Wydawał się w porządku, budził zaufanie, ale okazał się osobą, której należało stanowczo acz miło wyjaśnić podstawowe zasady gry. Czyli że nie ma przedłużania spotkania, chyba że za uzgodnioną dopłatą, i że nie spotkaliśmy się, aby się upić (pan też trochę przesadził).

Normalnie, jak sądzę, nie miałabym z tym żadnych problemów: jestem już dobra w stawianiu granic i proponowaniu satysfakcjonujących rozwiązań. Po alkoholu te problemy się pojawiły i klient trochę wlazł mi na głowę, a ja naprawdę nie miałam pomysłu, jak zareagować. Próbowałam myśleć, a tu szumy i złe pomysły w rodzaju dalszych ustępstw – ewidentny wpływ jednego kieliszka za dużo. Koniec końców klienta strząsnęłam z siebie z siebie za późno i za ostro. Skończyło się obopólnym niezadowoleniem ze spotkania. Pan z całą pewnością już nigdy do mnie nie wróci. Mogę sobie wmawiać, że i tak było zbyt ciężko, ale… sama na to zapracowałam. Na trzeźwo inaczej pokierowałabym spotkaniem i pewnie byłoby przyjemnie.

Chociaż może niekoniecznie. Teraz przychodzi mi do głowy, że ostatnia niesympatyczna sytuacja, sprzed ponad miesiąca, też miała miejsce, kiedy pan wypił za dużo i przedłużał spotkanie. Ja trzymałam się coli. Pan był zadowolony ze spotkania na tyle, że chciał kolejnego, ale mu odmówiłam – wcale nie chciałam powtórki. Więc chyba wstawieni klienci to moja słaba strona i powinnam pomyśleć na sucho, jak sobie z nimi radzić (zakazać picia…?). Nie, nikt nie był agresywny, ale alkohol jakoś bardzo utrudnia trzymanie się granic. Człowiek naciska, manipuluje i chce więcej, i więcej… W każdym razie zachowanie trzeźwości własnej to podstawa!

Może macie jakieś pomysły, jak radzić sobie z klientem, który upija się w trakcie spotkania? Chętnie przyjmę porady i sugestie.

PS. Na Asku odpowiadam na pytanie, czy praca seksualna jest dobrym lekarstwem na nieśmiałość w kontaktach męsko-damskich.

  • Ja, chyba jestem trochę staromodny:
    https://www.youtube.com/watch?v=EcipyROBOeI

    • Raczej nieżyciowy.
      Alkohol sprawdza się podczas spotkania z kumplami, ale alkohol + randka to naprawdę złe połączenie. A pijany klient to już w ogóle tragedia. Z jednej strony trochę mnie bawi pan, który najpierw przesadza z dolewaniem sobie do kielicha, a potem dziwi się, że nie może dojść (choć bardziej mam ochotę go udusić prezerwatywą, bo to ja się męczę), ale z drugiej – oni po prostu zamieniają się często w ryzykownych dla dziewczyny naciągaczy. „No jak to, przyszedłem na seks, ale nie doszedłem, zrób coś, ja chcę dojść, przedłuż o te kilka minut, no chyba nie będziesz taka…?”. I co wtedy? Masz jakiś pomysł?

      • Zdzisław Śmietana

        I tutaj wracamy do punktu wyjścia – Twoja motywacja do pracy. Pytanie czy bardziej pracujesz dla pieniędzy, czy bardziej dla przyjemności klienta? Jak znajdziesz odpowiedź na to pytanie, to znajdziesz też odpowiedź czy interesuje Cię, żeby klient doszedł, czy interesuje Cię, żeby pilnować czasu. Poza tym, gdzieś na początku czytałem, że podobno nie patrzysz na zegarek i ważne jest dla Ciebie, żeby było miło. Kolejna zmiana priorytetów? 😉

        • Chyba nie wiesz jak to wygląda. albo rżniesz głupa celowo. Przy tego rodzaju tekstach to nigdy nie jest kilka minut. Na kilka, kilkanaście minut to ja przymykam oko – i o to chodzi z niepilnowaniem zegarka. „Godzinka” ze mną to naprawdę może być 85 minut i w 60. minucie nie zadzwoni budzik ani nie przyjdzie koleżanka sygnalizować, że to już czas się zbierać. Natomiast jeśli spotkanie przedłuża się o tyle, że powinno być istotnie droższe, no to sorry, nie jestem pierwsza naiwna, która da to sobie wmanipulować. Ani klientowi, ani Tobie.
          Klient kupuje u mnie konkretną ilość czasu. Jesteśmy wspólnie odpowiedzialni za to, żeby w tym czasie wydarzyło się odpowiednio dużo przyjemnych rzeczy. Jeśli klient sabotuje moje wysiłki alkoholem, a potem mną manipuluje, próbując na chama wyżebrać zniżkę, to jest to poważny problem.

          Ty również nie odpowiedziałeś na pytanie jak sobie poradzić z upitym klientem. Bądź łaskaw trzymać się tematu zamiast wynajdować mi fikcyjne problemy.

          • Zdzisław Śmietana

            Wiem jak to wygląda. Albo pilnujesz czasu, albo nie. Skoro sama zdajesz sobie sprawę, że przy tego rodzaju tekstach to nie jest kilka minut, to chyba sama rżniesz głupa celowo. Jeśli klient kupuje konkretną ilość czasu, to z konkretnej ilości czasu go rozliczasz. Albo nie rozliczasz. Nie możesz trochę rozliczać, a trochę nie. Zdecyduj się. Jeśli umawiasz się na godzinę, za godzinę jest stówka, to jak mija np półtorej, to należy się kolejna stówka. Tu masz przykładowy dialog z klientem. https://youtu.be/WOFk0PpG1EA?t=20m10s
            Alkohol to nie jest sabotowanie „Twoich wysiłków”. Alkohol jest od tego, żeby człowiek się rozluźnił. A jak rozluźni się za bardzo i nie może dojść, to albo dajesz mu tyle czasu ile chce, albo mówisz, że: „Sorry czas minął. Jak chcesz więcej czasu, to więcej czasu kosztuje drugie tyle”. To nie jest manipulacja klienta. To jest chęć uzyskania należytego efektu. Do Ciebie należy, żeby ten efekt osiągnął, a jak nie potrafisz z powodu jego upojenia alkoholowego, to mu to zakomunikuj. To nie jest problem, to jest natura człowieka. Chęć maksymalizacji zysku, przy minimalizacji kosztów. I tak, picie i oczekiwanie, że natura się dostosuje, bo on tak chce, jest nieodpowiedzialne. Odpowiedzialni ludzi nie upijają się, nie płacą za seks, nie biorą narkotyków, itd. Pracujesz w nieodpowiedzialnej branży. To nie są fikcyjne problemy, to są realne problemy, z którymi jak już wspominałem wcześniej, spotkałem się wielokrotnie. Każdy próbuje ugrać coś dla siebie. Uczciwi ludzie tracą w takiej konfrontacji. Uczciwy klient oczekuje, że „full service, połyk i wielokrotność zbliżeń”, oznacza wszystko co tylko zechce, że laska połknie, a nie, że tylko weźmie do buzi i wypluje w kiblu, a potem będzie mógł jeszcze ze dwa razy zanim godzina upłynie, a nie numerek i papa, bo jej się odechciało i kieruj zażalenia do Rzecznika Praw Obywatelskich. A zatem to jest cały czas to co powiedziałem. Albo będzie miło, albo będziesz trzymać się zasad. I to jest odpowiedź na pytanie jak poradzić sobie z upitym klientem. Każdy reaguje inaczej po alkoholu. Z jednym będzie radośnie i wesoło, z innym będzie agresja. Albo bierzesz to na klatę i nosisz paralizator w torebce na wszelki wypadek, albo nie ma picia na spotkaniach z Tobą. Decyzje, decyzje, decyzje. 😉

Close