Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Jestem częścią przygody

Już po opublikowaniu ostatniej notki o ryzyku zawodowym miałam przyjemność spotkać się z panem pracującym w zawodzie, który z tym ryzykiem wiąże się nieodłącznie.

Porozmawialiśmy sobie trochę. Rozmowę, z zachowaniem anonimowości klienta, można streścić do:

– Lubisz swoją pracę?
– Tak. Każdy klient jest inny, zawsze coś się dzieje. A ty lubisz swoją?
– Tak. Zawsze coś się dzieje i nigdy nie jest tak, jak poprzednio.

Wygląda na to, że nie jestem jedyną osobą, dla której różnorodność doświadczeń i ich nieprzewidywalność (mimo pewnych schematów działania) jest atutem przewyższającym obawy, że coś się nam kiedyś przydarzy złego. Adrenalina. Przygoda.

Różnica polega na tym, że jego zawód jest ceniony społecznie, a mój stygmatyzowany oraz bagatelizowany (bo kto doceni osobę, która sprzedaje przyjemność?). Dlatego kiedy mówimy o ryzyku, on jest odważny i bohaterski, a ja… ostatnio słyszałam gdzieś, że autoagresywna. A już na pewno dziwna.

Rzeczywiście z cudzej perspektywy, kiedy kieruje się innymi wartościami, czyjeś podejście do swojej pracy może zadziwiać, a nawet szokować. Jak można tak lekko mówić o tym zagrożeniu czyhającym na biednego pracownika? Jak można myśleć o nim jak o ryzyku zawodowym czy innym dobrodziejstwie inwentarza (np. obcowaniem z trupami przez patologa), na zimno, bez popadania w histerię?

Są prace, w których nigdy nie umiałabym się odnaleźć. Nudne, powtarzalne, wymagające skrupulatności i bez pogłębionego kontaktu z drugim człowiekiem. Dla mnie to ucieleśnienie koszmaru. Próbowałam, byłam tragiczna. Z drugiej strony, bałabym się też pracować  na wysokości, gasić pożary, działać w policji. Są ryzyka, które mogę ponieść i takie, których nie toleruję. Potrzebuję przygody, ale nie aż takiej, żeby ktoś do mnie strzelał.

Ryzyko związane z pracą seksualną jestem skłonna tolerować. Zawsze, kiedy otwieram drzwi nowemu klientowi, czuję lekki niepokój, ale wierzę w siebie, w swoje doświadczenie (obecnie duszę w zarodku większość sytuacji konfliktowych zanim jeszcze je zauważę) i w statystykę: tylko kilka procent to niemiłe spotkania, na ogół jest miło i nic mi nie zagraża.

Do wielu ludzi to nie dociera. Nie rozumieją, że interesująca praca, będąca nierzadko przygodą, pozwalająca obracać się w dobrym towarzystwie i dawać przyjemność oraz rozrywkę innym, może być czynnikiem przeważającym. Dla nich liczą się tylko minusy. Te kilka procent, kiedy jest nieprzyjemnie i na które ja na co dzień nie zwracam uwagi.

*

Ostatnio jakaś Razemitka odkryła skrajnie insajderski tekst kierowany do osób rozważających podjęcie pracy w moim zawodzie i mający na celu przybliżenie minusów. Udostępniła wyselekcjonowane fragmenty w kontekście „reklamy prostytucji jako pracy jak każda inna” i posypał się hejt ze strony ludzi, którzy nic o pracy seksualnej nie wiedzą, traktują ją jak zło, nie rozumieją naszych wartości, nie znają idei profilaktyki przemocy (mówienie o jej istnieniu to „obwinianie ofiary”) i reagują histerią na słowa „przemoc seksualna, gwałt”. Zupełnie wyłączył im się mózg. Wyczytałam tam naprawdę dziwaczne rzeczy, włącznie z tym, że – jako pracownica seksualna – nie traktuję już mojego ciała jak własność, ponieważ uprawiam seks bez więzi emocjonalnej. Ale przede wszystkim poszło o to, że nie podeszłam do zagadnienia gwałtu od strony teoretyczno-feministycznej (kolejny tekst o tym, że patriarchat be, kultura gwałtu be, mechanizmy takie i takie) tylko praktyczno-seksworkerskiej (nie ma sensu mówić, że żyjemy w patriarchacie i kultura gwałtu obowiązuje, weź po prostu pod uwagę, że pewnie ktoś cię kiedyś zgwałci, czy nadal chcesz zatrudnić się w tej branży?).

Cóż. Założyłam, że odbiorcą tekstu jest inteligentna osoba, która rozważa pracę seksualną i nie przyszło mi do głowy, że dobiorą się do niego abolicjonistki, które nie zrozumieją, że nie są odbiorczyniami czy że bycie doświadczoną seksworkerką zmienia podejście do różnych rzeczy. Efekt ich hejtu jest taki, że nie wiem, co zrobić, bo ten tekst jest konieczny ZWŁASZCZA w kontekście depatologizowania pracy seksualnej, ale jest też wodą na młyn dla takich kretynek (kretynek nie z powodu poglądów tylko dlatego, że przerosło je przeczytanie ze zrozumieniem dwóch tysięcy słów). Może macie jakieś pomysły?

*

Z panem od ryzyka zawodowego rozmawiałam sporo o niebezpieczeństwach związanych z jego pracą. Na chłodno. Ma do nich cholernie dużo dystansu. Ja bym na jego miejscu wariowała ze strachu, że coś mi się stanie, że zrobię sobie krzywdę…

…ale na jego miejscu nie jestem. Więc zachowałam swoje myśli dla siebie.

Ostatnio miałam też bardzo miłego klienta-cudzoziemca, który po wszystkim powiedział mi „Uczyniłaś pewnego człowieka bardzo zrelaksowanym i szczęśliwym. Dziękuję. Tego właśnie potrzebowałem”.

I to jest moja perspektywa.

***

PS. Rewelacyjny materiał o taksówkarzach, w tym profilaktyka przemocy, czyli jak zadbać o swoje bezpieczeństwo. Podlinkowuję, bo często mnie wożą tu i tam, a poza tym panowie mówią sporo o pracy seksualnej.

  • zaciekawiony

    Szybko przyszła mi taka myśl, że można by sięgnąć do statystyk policyjnych, jakichś badawczych ankiet i wyliczyć, oszacować skalę zgłaszanych, rozpoznanych gwałtów w zależności od profesji, sytuacji, wieku, okoliczności itp. Pewnie nie ma zgłoszeń od seksworkerów i seksworkerech. Bo jak sama piszesz, nie jest to takie oczywiste. I niby chciałbym to móc jakoś porównać w stosunku na ilość osób, w skali czasu. Mogłoby się okazać, że w przypadku seksw-ów/-ek, mogłaby to być znikoma liczba. A na przykład na dyskotekach, weselach, klubach, podczas joggingu większa. Można by. Ale choć jeden ujawniony, rozpoznany przypadek gwałtu podczas/w trakcie/przed wykonywaniem usługi w przypadku seksw-ów/-ek to „kosmiczny ogrom” w porównaniu z tysiącem w innych sytuacjach, w domu, w małżeństwie, na/po dyskotece itp. Druga strona tego „dyskursu” będzie nadal głucha na słowa ze strony seksw-ów/-ek, bo wszystko, co mówią, robią, piszą jest skażone, dowolnie czym, patriarchatem, brakiem inteligencji, uczuć wyższych, niewiedzą. W takiej dyspucie nie chodzi o argumenty i racje, a jedynie o zachowanie psychicznej równowagi, że wszystko, co związane z sekspracą jest (wpisz dowolne negatywne, pejoratywne określenie), bo inaczej mi zagraża, bo ukształtowała/em się w określonej kulturze i nie mogę poza nią wyjść.
    Szkoda, że w tych linkach nie ma komentarzy, dyskusji (o ile to była dyskusja), a jedynie teksty, które już czytałem. Hm, ŚL musisz się liczyć z atakami. Niestety 🙁

  • memo

    Dzięki temu blogowi oraz portalowi który linkujesz, dzięki dostępności Roksa czy Odloty, dzięki Garsonierze, dzięki właśnie szumowi w internecie na temat prostytucji, oraz dzięki temu, że klient ani prostytutka nie są kryminalistami — prostytucja staje się coraz mniej stygmatyzowana. Oby tak dalej.

    Podkreślam, że dzięki takim dziewczynom, które oddają się za pieniądze, dzięki nim jestem szczęśliwszy. Nie szukam romansu, nie szukam przyjaciółki, nie marzę o koleżankach z pracy, żonach kolegów, bo jeden telefon i marzenia są spełnione.

    Jedna z dziewczyn chodzi do wróżki… namawia mnie abym też poszedł. A ja jej zawsze tłumaczę, że zawsze staję przed wyborem albo wróżka albo seks. No i wybieram oczywiście to drugie. Najfajniejsza byłaby wróżka z którą można mieć seks. Wg mnie to taka nisza — wróżby to magia i seks to też magia. Odczytu dłoni może się któreś z dziewczyn nauczą? A może jakiegoś dotyku tantrycznego? Wiem też, że wiele dziewczyn nawet nie potrafi mężczyzny zmysłowo dotykać, wiele nie potrafi poprawnie gumy założyć (nic dziwnego, że niektórzy tracą wtedy erekcję). Może trzeba w tej prostytucji nabrać trochę sztuki „cyrkowej”? To nie tekst do Ciebie ŚL, tylko wolne myśli. Potem na „darmowym forum płatnej miłości” są teksty „Wiecie co… po tylu latach chodzenia na divy stwierdzam, że moja żona jest najlepsza w seksie…”. Dlaczego?

    Acha… i jeszcze jedno… niektórzy faceci przychodzą do Was, bo nie mają kobiet. Oni nie potrafią dotykać, nie mają nawet się do kogo odezwać. I jak taki zacznie opowiadać o sobie to Was dołuje, bo Wy przejmujecie się jego emocjami, narzekaniem. Ale możliwość wygadania się to też sprzedanie jemu trochę szczęścia. Radzę mojej koleżance, aby po prostu zdystansowała się do jego problemów, aby spojrzała na te problemy z góry i na chłodno może mu coś mądrego od siebie powiedziała. Jak kobieta, jak psycholog, jak ktoś kto mu życzy dobrze.

    • Och, do tego wszystkiego, o czym mówisz: zmysłowy lub tantryczny dotyk, seksowne zakładanie gumki, dystansowanie się do problemów, dodatkowe usługi (wróżenie) – przydałyby się jakieś warsztaty grupowe. A na początek w ogóle zbudowanie świadomości w paniach (i panach), że to ważne. Wiele osób nie wie, że to wartościowe i podbija wartość usługi. Inne wiedzą, ale nie umieją się tego nauczyć. Ja mam szczęście, bo w Warszawie jest sporo kursów, z których mogę korzystać. Ale tak w populacji to chyba taki rozwój zawodowy pani do towarzystwa nie jest zbyt popularny…

      • memo

        Hihiih… właśnie mi uświadomiłaś, że to jak gejsza — prawda, gra na mandolinie, jest wykształcona. 🙂 🙂
        Nie mam jakiś fantazji seksualnych, ale do wróżki, z którą można mieć seks to bym chętnie poszedł. Chyba że pójdę do wróżki i ją poderwę? To bez sensu 🙂 :). POwiedziałem że pójdę do wróżki jak będę chory.

        Kiedyś miałem książkę o chiromancji, czyli odczytywaniu z ręki, i można było sobie coś z tego poczytać.

        Nie wiem co to jest „tantryczny” dotyk, bo na masażu tantrycznym nie byłem nigdy (któż to naprawdę potrafi zrobić?), a na masażu erotycznym tylko raz w życiu i uznałem, że to trochę oszukiwanie się, bo chciałem jej dotykać. Dziewczyny nie wiedzą jak masować, nie umieją dotykać.

        Ale są takie, które jak tylko mnie dotkną, to już jest cudownie. Nie wiem od czego to zależy… może to są dziewczyny, które lubią patrzeć i dotykać ciało? Może to są dziewczyny co jak dotykają to się nie spieszą i rozumieją co czuje druga osoba? W książce czarodziejki jedna z dziewczyn była taka — w trakcie jak sobie leżeli z klientem, to ona go dotykała.

        Seksowne zakładanie gumki… hmmm… ja się staram sam zakładać, bo dziewczyny zazwyczaj nie odciągają napletka, tylko nawijają i potem penis jest zblokowany.

        • O, nie wiedziałam, że trzeba odciągać napletek. Jak to „jest zblokowany”?
          (Z tym napletkiem to ja mam poważny problem, bo wielu mężczyzn pozostawia mi do odkrycia, że mają stulejkę. Myślę, że część z nich nawet o tym nie wie. I wtedy napletka lepiej nie ruszać…).

          Ja trochę umiem wróżyć 😉 A tantryczek z prawdziwego zdarzenia jest bardzo niewiele i bywają upiornie drogie, dużo droższe niż ja. Za to na zajęcia z jakiegoś masażu chętnie bym poszła, tylko fundusze ciągle nie pozwalają. To pożądana umiejętność.

          • memo

            > wielu mężczyzn pozostawia
            mi do odkrycia, że mają stulejkę. Myślę, że część z nich nawet o tym nie
            wie. I wtedy napletka lepiej nie ruszać..

            Lepiej nie ruszać. Pewnie wiedzą o tym, ale wstydzą się iść do lekarza, albo są ciapy bo nie załatwią takiej sprawy.

            > O, nie wiedziałam, że trzeba odciągać napletek. Jak to „jest zblokowany”?

            Wg instrukcji jest tak:

            (1) rozpakować gumę, chwycić za zbiorniczek na końcu, aby nie było powietrza,
            (2) przyłożyć gumkę tym ściśniętym zbiorniczkiem do dziurki w penisie
            (3) rozwinąć gumę na penisa do końca

            To gwarantuje bezpieczeństwo ale w żadnym wypadku nie gwarantuje komfortu. Guma ma leżeć tak jak druga skóra — nie może być naciągnięta, nie może uciskać, musi pozostawić totalną swobodę ruchu skóry, musi idealnie przylegać, aby się nie przesuwała w trakcie seksu. Dlatego powinno być tak:

            (1) i (2) jak wyżej
            (3) rozwijamy gumkę trochę na główkę pienisa gdzieś do połowy główki, aby nie spadła i aby powietrze nie naszło do zbiorniczka
            (4) u podstawy (!) penisa naciągamy skórę, palcami, całkiem do tyłu, dość mocno (!), aż cała będzie napięta, bez luzu
            (5) powoli i delikatnie rozwijamy gumkę do końca główki penisa, aż rolka spadnie za główkę
            (6) dalej trzymając skórę u podstawy rozwijamy gumkę — na tę całą rozciągniętą skórę
            (7) gdy rozwiniemy aż do podstawy penisa tam gdzie trzymamy naciągniętą skórę, to puszczamy tę skórę — wtedy ona pójdzie do przodu na swoje miejsce, wszystko się pozwija, skróra z gumką, ale nie martwimy się tym — gumka już dobrze przylega do tej skóry i musi się pomarszczyć, ruszać razem ze skórą
            (8) naciągamy teraz skórę w drugą stronę — w stronę główki penisa, od ciała, razem z tą nałożoną gumą
            (9) rozwijamy gumę dalej w stronę brzucha do końca

            Jaki jest efekt? Taki, że w ogóle nie czuję gumki, nie ma powietrza, jest miejsce na spermę, czucie jest kompletnie nieskrępowane. No ale nie wyobrażam sobie takiej instrukcji w pudełku… Gumkę zakładam zawsze sam, a w praktyce tylko jedna lub dwie dziewczyny o tym ze mną rozmawiały.

            > Ja
            trochę umiem wróżyć 😉

            To by było dobre — zamiast ciągnąć rozmowę, to wróżyć. Chiromancja — czyli z ręki tez jest proste chyba.

            > A tantryczek z prawdziwego zdarzenia jest bardzo
            niewiele i bywają upiornie drogie, dużo droższe niż ja. Za to na
            zajęcia z jakiegoś masażu chętnie bym poszła, tylko fundusze ciągle nie
            pozwalają. To pożądana umiejętność.

            Wg mnie masaże to pomyłka. Jak dziewczyna ma masować, to bez sensu bo się zmęczy, a dobrego masażu i tak nie zrobi. Uważam, że kamerki, masaże, sponsoring to takie półśrodki, gdzie żadne dwie strony nie są zadowolone. Kamerki — brak kobiety, pewnie małe zarobki, i bezsensowne kombinatorstwo z żetonami. Masaże — przychodzą goście, a potem narzekają, że tylko handjob, albo fascynują się, że mogli ją dotykać. Sposoring daje komfort niewielu partnerów, ale szybko się kończy, bo sposor się wyłamuje, albo rzadko korzysta. Ostatecznym rozwiązaniem jest prostytucja, czyli seks za pieniądze.

            Myślę że dziewczyny słabo wykorzystują swój kobiecy dotyk… rzadko która delikatnie pomasuje po klacie, szyi czy udach, a to podnieca… albo pocałuje w szyję, w sutki, w brzuch, uda. Niektóre to robią i dodają wiele do spotkania a wcale się nie wyczerpują. Niektóre jak się je głaska to nastawiają się jak kotek, dają ci*kę do głaskania, są takie otwarte, oddane. Można naprawdę wiele, wiele zdziałać dotykiem i kobiecym ciałem. Nie trzeba robić perwersji, nie trzeba masażu, udziwnień, nie trzeba aktorzyć.