Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Ryzyko zawodowe: gwałt i inna przemoc

Dawno, dawno temu, kiedy byłam małym dzieckiem, zapamiętałam, że jeżeli spadnę z huśtawki, to muszę na nią wejść jeszcze tego samego dnia, bo inaczej wykształci mi się uraz do huśtawek.

Kiedy kilka dni temu miałam wspominane już trudne spotkanie z klientem, które wymagało interwencji bliskiej mi osoby, nazajutrz czułam silny opór przed pojechaniem do pracy. Do mieszkania, w którym poprzedniego dnia czułam się zagrożona i z którego musiałam wyjść, żeby zabezpieczyć się przed ewentualną przemocą. Do pozostałości po imprezie, których nie miałam kiedy posprzątać. Do dwóch brudnych kieliszków na stole i butelki niedopitego wina. Do prezerwatywy rzuconej gdzieś na podłodze.

Nawet o nim nikomu nie mówiłam, bo wiedziałam, że albo usłyszę złe „dobre” rady, albo to, co wiedziałam sama: zwalczyć opór w zalążku.

Pojechałam. Posprzątałam. Przyjęłam kolejnego klienta.

Praca seksualna jest bardzo specyficzna. Na ogół jest dobrze, często jest świetnie, ale czasami jest niebezpiecznie. Bywa, że coś się wydarza. Tym razem udało mi się uniknąć niebezpieczeństwa, ale do tej pory dwukrotnie zostałam w niej zgwałcona. (Oraz dwa lub trzy razy w związku, co było zupełnie inne i znacznie gorsze).

Za każdym razem podjęłam pracę jeszcze tego samego dnia. Tak się złożyło, że miałam okazję, więc z niej skorzystałam. Owszem, jedno z tych doświadczeń trochę odchorowywałam. Kilka dni nie byłam w formie, miałam stany depresyjne, nie chciało mi się wstawać z łóżka. Porządkowałam sobie myśli. Przegadywałam sprawę z bliskimi. Dbałam o siebie. Ale nie przesadnie.

Drugie z tych doświadczeń po mnie spłynęło.

Ryzyko zawodowe jest jakie jest. Na budowie możesz spaść z wysokości lub walnąć się młotkiem. W cyrku może cię zaatakować dzikie zwierzę. W dziale obsługi klienta możesz trafić na psychopatę, który zrobi z ciebie galaretkę. W wojsku możesz trafić na front, w policji – wziąć udział w strzelaninie lub oberwać od kibola, a jako strażak – porządnie się poparzyć. Nawet w KFC możesz się oblać wrzącym olejem, jeśli będziesz mieć pecha. A jeśli wybierzesz pracę z młodzieżą, to mogą ci wsadzić kosz na śmieci na głowę, nakręcić to i puścić po świecie.

W pracy seksualnej, gdzie wchodzisz w bardzo intymną relację z randomowym człowiekiem, możesz doświadczyć przemocy, w tym gwałtu. Taki los.

I musisz umieć z tym żyć i pracować.

Przydałoby nam się wsparcie psychologiczne, takie, do jakiego mają dostęp policjanci po udziale w strzelaninie (mają, prawda? na filmach widziałam…). Cykl konsultacji, w których mogłybyśmy brać udział, żeby zamknąć temat i zminimalizować ryzyko traumy i PTSD. Wiele osób nie ma niestety do tego dostępu i są zmuszone radzić sobie na własną rękę, lepiej lub gorzej. To jest do zmiany.

Jednak należy pogodzić się z tym, że takie ryzyko zawodowe po prostu istnieje. Najlepiej jeszcze przed podjęciem pracy w zawodzie.

Wiem, że to co teraz piszę, może dla niektórych brzmieć dziwnie lub przerażająco, ale takie jest życie. Praca seksualna uczy pewnej odporności na doświadczenie przemocy seksualnej – choć oczywiście nie czyni to tej przemocy ani odrobinę mniej złej i obrzydliwej.

Swoją drogą, zadziwia mnie to, że na przykład na kradzież wolno nam reagować bardzo rozmaicie, włącznie z totalnym zlekceważeniem (moja mama miała traumę po tym, jak jakiś człowiek wyrwał jej w nocy torebkę koło domu; przyznam, że byłam tym nieco zaskoczona), a w przypadku niestandardowej reakcji na gwałt możemy spotkać się z poprawianiem nas, że przecież gwałt to trauma.

A co, jeśli czasem nie? Nadal jest to zła rzecz i przestępstwo, ale nie trauma. Nie w tym konkretnym przypadku. Co wtedy?

Co, jeśli ktoś nauczy się szybko przechodzić z fazy „ofiary przemocy” do „survivora” (ocalałego)? Czy to naprawdę czyni gwałt mniej złym…? Poważnie w to wątpię.

Ciekawa jestem Waszych opinii.

  • memo

    Czasem dzieje się coś złego… w życiu czy w pracy, w domu. Często mam dylemat, czy daną sprawę zamieść pod dywan i iść dalej, czy walczyć. Ale walka wtedy zabiera nam czas i energię, którą lepiej przeznaczyć na pokonanie kolejnego odcinka trasy do celu.

    Ludzie mówią, że „nie dam sobie w kaszę dmuchać, będę walczył”, albo „I’m not a door mat” — nie dam sobą pomiatać. Jak ktoś czyni inaczej, to uważają go za tchórza, który nie potrafi się o swoje upomnieć. A jeśli te sprawy szybko zmiatamy z naszego życia i idziemy dalej, to potem osiągamy większe korzyści.

    Tak! Ktoś zrobił nam krzywdę. Tak! Wymaga to ukarania. Tak! Nie zgadzamy się z tym. Podejmujemy walkę? Nieeeeee… nie podejmujemy. Omijamy przeszkodę, pędzimy dalej przez życie. A co mamy w sercu? Mamy wątpliwość „ale jestem ciapa, że nie walczę…”. Wtedy trzeba sobie jasno powiedzieć „nie walczę, bo taką podjęłam decyzję, bo tak dla mnie jest dobrze”.

    • Mogło tak wyglądać. Nigdy nie wyglądało, ale mogło.
      Dziękuję Ci za Twój komentarz. Ta filozofia życiowa jest mi coraz bliższa, ale jeszcze bym jej nie wyraziła tak, jak udało się Tobie. Zabieram to ze sobą.

      • memo

        Wszyscy chcemy być szczęśliwi. Wszyscy mamy problemy. Problemy wciągają niektórych w niekończące się walki. Dzieje się nam krzywda, ale czasem lepiej ją zamieść pod dywan. NIE zapomnieć, ale świadomie odpuścić walkę. Jak w piosence — Some things look better baby
        Just passing through.
        Oczywiście obserwatorzy z boku powiedzą, że skoro nie walczymy, to tchórzymy. A my po prostu chcemy iść dalej, bo dany problem za parę lat nie będzie miał znaczenia.

        PS. chętnie bym poczytał o tym jak widzisz klientów… ten młody, ten stary, ten zadufany w sobie, ten biznesmen nieszczęśliwy. Śmiać mi się kiedyś chciało jak zapytałem dziewczynę czym się rożnią młodzi od starych i powiedziała mi „że niczym — tylko starsi są bardziej pomarszczeni” hihihi. .:). Blog szlakiem kurtyzan znasz? To też pisał inteligentny mężczyzna. I jeszcze „Moje kochanki czyli jak zdradzam”. Bardzo ciekawe lektury 🙂 🙂

        • O poszczególnych klientach piszę bardzo mało, głównie dlatego, że zakładam, że żaden opisanym być nie chce. Oraz dlatego, że tworzyłabym to na bieżąco, czyli istniałaby możliwość, że ktoś by rozpoznał siebie w opisie, a przy okazji również mnie. Mogłoby być niezręcznie, a może nawet nieprzyjemnie. Tak więc pikantnych lub psychologicznych szczegółów na blogu raczej nie będzie. No chyba że w formie zanonimizowanego wstępu do jakichś przemyśleń.
          Z podobnego powodu nie spodobał mi się blog Szlakiem kurtyzan. Wiem, że my oferujemy usługi i ich recenzowanie jest wśród mężczyzn nie tylko popularne, ale i ma pewien sens, jednak lubiłabym, gdyby zasada dyskrecji obowiązywała w obie strony. Poza tym amatorska pornografia mnie naprawdę nie ciągnie, mam jej za dużo na żywo 😀 Natomiast wpis podsumowujący mi się spodobał.

          • memo

            Aaaa… wybacz… teraz zrozumiałem, że bardzo dbasz o to, aby nie połączyć tego bloga z twoim ogłoszeniem. Wybacz.

            Nie chcę pikantnych szczegółów, czy porno amatorskiego. Chciałem zobaczyć jak widzisz mężczyzn, co Ci się podoba, co nie podoba. Na przykład ta historia że musiałaś wyjść z tym agresywnym klientem i byłaś pod telefonem zaufanej osoby była dla mnie bardzo ciekawa. Co Cię odpycha od mężczyzny, a kiedy wręcz przeciwnie i lubisz jak on dzwoni i przychodzi.

            I czy możesz powiedzieć, że pomiędzy fajnym płatnym seksem a fajnym seksem niepłatnym brak różnicy? Ludzie mi wmawiają, że skoro tak uważam, to znaczy że seksu w ogóle nie poznałem. A ja czuję, że jak lubię dziewczynę a ona lubi mnie i ja ją pożądam, to seks może być super.

            Blog szlakiem… mi sie podobał na początku (czasy komuny pewnie…), jego pierwsze razy, zakończenie oraz jego odczucia, to jak widzi kobiety. Nie o seks chodzi, czy porno.

            Opis twojego pierwszego razu też był bombowy. Widziany twoimi oczami. To jest odkrywcze w czytaniu blogów, że widzimy świat oczami drugiego człowieka.

          • Na pewno widzę różnicę pomiędzy seksem z kimś dobrze mi znanym a kimś obcym. Ale dobrze znać mogę stałego klienta. Z czasem zresztą rola klienta trochę przenika się z rolą kochanka, przyjaciela…
            W płatnym seksie też nie zawsze jest naturalna chemia, czasem muszę się starać wykrzesać z siebie pożądanie do danej osoby lub po prostu ochotę na seks w tym momencie. Ale udana pierwsza randka wygląda właściwie tak samo.
            Pewnie byłoby inaczej, gdybym szukała związku i miała oczekiwania względem spotkań. Wtedy czułabym różnicę: że tu mogę sobie na nie pozwolić, a tu nie. Tylko że ja już mam dostatecznie dużo bliskich relacji i od seksu oczekuję dobrej zabawy i endorfin, a nie wspólnej przyszłości.
            Może i ja nie znam seksu? 😉

            W Szlakiem kurtyzan nie dostrzegłam tego drugiego dna, bo po prostu znudziła mnie pierwsza recenzja 😀 To tak, jakbym w wolnym czasie czytała opis normalnego dnia w pracy. Jedyna dla mnie wartość poznawcza to „jak to robi konkurencja”, ale ja na nią średnio się oglądam.

            Jak widzę mężczyzn… pomyślę 🙂

          • memo

            No właśnie! Chodzi mi o to co czujemy. Ja chodzę na płatny seks, bo coś czuję, on mi coś daje. I nie jest to tylko rozładowanie napięcia, ale też spotkanie kobiety. Nie ma większego znaczenia, że akurat daję jej 150 czy 200 zł, bo nawet tak wolę niż kupować kolację… chyba Ty na blogu napisałaś, że prezentami za prąd nie zapłacisz. I jak się oboje znamy i lubimy to jest fajnie, tak samo jak na randce. Wiem, że ona ma seryjnie wielu klientów, ale każdy jest inny, jedne spotkania są usługą, a inne spotkaniem z drugim człowiekiem.

            Na Ga**iera nikt się nie zwierza z tego co czuje. A twój blog daje wgląd w to co Ty czujesz i myślisz. Podoba mi się 🙂 Może jeszcze jakąś nagrodę zdobędziesz?

          • No właśnie, a ja spotykam mężczyznę. Każdy jest inny, każdy wyjątkowy 🙂 Nie z każdym się zgrywam, ale to pokazuje tylko piękną różnorodność. I kiedy jestem z X, to nie myślę o Y… chyba że w ogóle nie jestem podniecona, wtedy czasem pomaga fantazjowanie. Ale rzadko się do tego uciekam i nie dla siebie.

            Są nagrody dla sexworkerów w Wielkiej Brytanii, kilka dni temu zgłosiłam swoją kandydaturę ;P Ale prowadzę bloga po polsku, więc chyba nie będą w stanie ocenić mojej wyjątkowości 🙂

          • memo

            Czytam twojego bloga od najstarszych wpisów. PIęknie opisujesz niektóre spotkania 🙂 🙂 Twoje myśli są najciekawsze. A że pan wyglądał na inteligentnego, i nie rozmawialiście, a seks był piękny. Albo że zaliczyłaś wtopę, a potem analizowałaś dlaczego nie zauważyłaś symptomów wcześniej. Tak samo z blogiem „Szlakiem…” czy innymi tego typu — myśli osoby piszącej to największa wartość do czytania.

            Miałbym jeszcze pytanie odnośnie przemocy. To że w pracy trafia się zły klient, to jest jasne. Ale od „strony kuchni” przemoc… jak alfons mobbinguje dziewczyny to też zwykła przemoc i to mnie nie boli — relacja między ludzka, sami sobie układają relacje. Jeśli dziewczyna pracuje w układzie 50/50 % to jest okej, bo alfons musi dużo łożyć pracy na utrzymanie i organizację. Ale co jeśli dziewczyna sama pracuje? Bo zastanawiam się często czy nie jest tak, że 50% pieniędzy idzie dla dziewczyny, a drugie 50% zabiera mafia/grubekarki — to byłoby bardzo niesprawiedliwe. Gdyby mafia brała np. tysiąc zł za ochronę i dziewczyna jest bezpieczna, to wg mnie okej — ryczałt za ochronę. Ale jeśli bierze z kadego klienta haracz, to nie jest okej — to już nie ochrona, ale przemoc. I wolałbym chodzić do dziewczyn, które nie są tak niesprawiedliwie traktowane, które nie doświadczają przemocy. Czyli pytanie brzmi czy prawdą jest większość dziewczyn jest ofiarami wymuszeń haraczy?

            Ps. „moje kochanki czyli jak zdradzam i zycie jest piękne” — ten blog był nagradzany… i blog „kominka” też chyba kiedyś-tam, który szokował, że upraiwa seks w czasie okresu. W anglii faktycnzie polskiego bloga nie docenią. W każdym razie życzę Ci sukcesu, bo jak prostytucja otrzyma w społeczeństwie ludzką twarz, to będzie mi lepiej się żyło.

          • Nie wiem na pewno jak jest, ale słyszałam, że tzw. ochrona bierze konkretną kwotę miesięcznie, a nie procent od dochodu oraz że istotnie bywa użyteczna. Wiem też, że wiele zależy od miasta. Warszawa jest spokojna, ale nie idealna (niektóre dziewczyny płacą), w niektórych miastach mafia jest bardzo silna oraz często trzeba interweniować, bo sytuacja wymyka się spod kontroli. Niestety ciężko zorientować się, które dziewczyny są które, a poza tym… to nie ich wina, że są wyzyskiwane.

            Kominka odkryłam, kiedy już był grzeczniejszy i bardzo nad tym ubolewam. Podoba mi się jego charakterek i umiejętność wkładania kija w mrowisko.
            Dziękuję za życzenia 🙂 Pozostaje mi dalej prowadzić swoją propagandę 😉 (Ostatnio dowiedziałam się, że samo pokazywanie innego oblicza pracy seksualnej to już propaganda).

          • memo

            Nooo… to mnie uspokoiłaś. Dzięki. Dlaczego? Bo ochrona bierze konkretną kwotę a nie procent, bo czasem się przydaje. Pewnie lepsza taka ochrona niż oficjalnie wykupiona, bo przecież ochroniarze nie będą się szarpać z „mafią”. Ucieszyłem się, że taką masz opinię o Warszawie, że tylko niektóre dziewczyny muszą płacić. Bo to obalenie ważnego mitu na temat przemocy w prostytucji.

            Wg mnie powinnyście mieć całkowite bezpieczeństwo „od strony” kuchni, a być narażonymi tylko na różnych klientów. Wtedy nawet powinnyście mieć procedury postępowania — czyli tak jak napisałaś, aby wyjść w publiczne miejsce i tam się rozstać. Zaskoczyło mnie to.

            🙂 Kominka czytałem do czasu aż przestał być grzeczny… hihiii… 🙂 🙂 Faktycznie miało to wtedy dużo wyrazu. Kiedyś też czytałem „zwierzenia kochanków blog” i to było dla mnie bardzo mocne. Do dzisiaj nie wiem czy to prawda, czy zmyślona historia. A może tylko podkolorowana. Ale skoro kominek Ci się podobał, to dlatego sobie przypomniałem ten blog.

            A znasz książkę Catherine Millet „Życie seksualne Catherine M”? Ciekaw jestem co o niej sądzisz…

            Na razie! Jak przynudzam, to nie odpowiadaj z grzeczności. Zrozumiem 🙂 🙂 a fanem bloga i tak będę 🙂

          • zaciekawiony

            > Bo ochrona bierze konkretną kwotę a nie procent, bo czasem się przydaje.
            > Pewnie lepsza taka ochrona niż oficjalnie wykupiona, bo przecież ochroniarze
            > nie będą się szarpać z „mafią”.
            Próbowałem zrozumieć, o czym piszesz i nie jestem pewny, czy zrozumiałem. Z pierwszego zdania – „ochrona” to firma ochroniarska, chroniąca cokolwiek/kogokolwiek, czy „ochrona” to ochrona (w cudzysłowie) seksworkerek przez ochroniarzy (też w cudzysłowie). Jeśli to drugie, to skąd wiesz, że kwotę a nie procent?
            Drugie zdanie – „lepsza taka ochrona niż” – jaka? że seksworkerka wynajmuje/zatrudnia ochroniarza (a tak w ogóle, to ona nie może nikogo wynająć, wiesz o tym?), czy, że ochroniarze (w cudzysłowie) ochraniają seksworkerkę?
            I co to jest „ochrona oficjalnie wykupiona”?

          • memo

            Przepraszam za brak precyzji.

            Jeśli dziewczyna płaci kwotę 700zł co miesiąc za ochronę to jest wg mnie fair, bo ona jest narażona na złych klientów i musi mieć ochoronę, która pojawi sie w każdej chwili aby ją chronić. czyli to jest fair. Jaka to ochrona? Czy firma ochroniarska? Czy policja? Czy mafia? Nieważne. Ważne, aby było sprawiedliwie i dla niej bezpiecznie.

            Jeśli zaś od każdego klienta biorą procent, to wg mnie to wyzysk i sutenerstwo.

          • zaciekawiony

            > Jeśli zaś od każdego klienta biorą procent, to wg mnie to
            > wyzysk i sutenerstwo.
            zrozumiałem; dzięki

          • Marianna Fijewska

            Witam. Kontaktowałam się z Panią przez fb. W sprawie wywiadu. Wiem, że Pani konto zostało zablokowane. Bardzo proszę o wiadomość, w jaki sposób moge sie z Panią skontaktować.

          • Dzień dobry! Dobrze, że Pani pisze, bo straciłam dostęp do korespondencji z Panią. Poproszę o maila na adres kontakt@escortgirl.blog 🙂

          • memo

            Mogę też coś napisać z punktu widzenia doświaczonego klienta jeśli trzeba. Bo zależy mi na tym, aby w społeczeństwie prostytucja nie była tak stygmatyzowana. Zresztą nie tylko mi się takie coś marzy, ale samym prostytutkom. Polecam film ”

            Someone you love could be a sex worker”

  • swann90

    Moim zdaniem posuwasz się odrobinę zbyt daleko w ocenie gwałtu, jako „zwyczajnego ryzyka zawodowego”.

    A przynajmniej wywołujesz u mnie tym tekstem mieszane uczucia. Z jednej strony w pełni się z Tobą zgodzę, że na gwałt można się niejako uodpornić. Super, że umiesz przepracować nawet najtrudniejsze przeżycia emocjonalne. I gratuluję, że pokazujesz, że ze wszystkim co Cię może spotkać w życiu można żyć dalej. Jest mi to bliska filozofia.

    Jednak z drugiej strony, nie zgodzę się, że gwałt jest takim samym ryzykiem zawodowym jak każde inne. Pokazując kontekst innych zawodów podajesz zawody uważane za dosyć niebezpieczne – żołnierz, pracownik budowlany. Więc sama poniekąd przyznajesz, że nie jest to zawód jak każdy inny. Nie zrozum mnie źle. Podziwiam to co robisz, ale znów uważam, że mierzysz
    innych własną miarą. Twój awatar z którym się porozumiewamy ocieka inteligencją, erudycją, pewnością siebie, umiejętnością radzenia sobie w każdej sytuacji i subtelnym erotyzmem. Ale niestety (albo na szczęście, bo czym wtedy byłaby Twoja wyjątkowość?) nie wszyscy tacy są.
    Napisałbym bym nawet, że gdybym był młodą, ładną kobietą, to czytając Twojego bloga rozważałbym zostanie prostytutką (tak wiem mężczyźni też mogą się prostytuować, jednak łatwiej identyfikować się z Tobą i Twoimi przeżyciami będąc kobietą). Pokusiłbym się nawet na stwierdzenie, którego prawdziwości nie jestem zupełnie pewien, że Twój blog (a może nawet Ty sama) zachęca do zostania prostytutką (inne pytanie, czy byłoby to coś niewłaściwego).

    I nie mam na myśli, że prostytucję należy stygmatyzować. Jednak moim zdaniem pokazywanie gwałtu, jako ryzyka zawodowego, w istocie rzeczy podobnego do innych ryzyk zawodowych, jest krokiem za daleko. Jak pisałem o tym wielokrotnie to wspaniale, że prowadzisz ten blog. Uważam,
    że każde afirmatywne przedstawianie seksualności, a tym bardziej prostytucji, jest czymś godnym podziwu. Jednak… prostytucja rodzi szereg ryzyk (o czym świetnie wiesz i informujesz na blogu), a ryzyko narażenia bezpieczeństwa psychicznego i fizycznego jest jednym z podstawowych. I będę stał przy swoim zdaniu, że są to ryzyka niewspółmierne do innych. Porównujesz prostytutkę/a do żołnierza/pracownika budowlanego. To właśnie zawody podwyższonego
    ryzyka. Porównaj swój zawód do lekarza, kasjera czy informatyka. Ryzyko będzie wtedy niewspółmierne.

    I jeszcze o słowach. Oboje, w przeciwieństwie do innych czytelników Twojego bloga (tak, uwielbiam czuć się odmienny od innych), zgadzamy się, że słowa ważą. Dlatego właśnie przedstawianie gwałtu jako ryzyka zawodowego jednego z wielu uważam za przesadę. Delikatną, ale jednak mającą znaczenie.

    • Dzięki za krytyczny komentarz!

      Widzisz, ja tego wszystkiego nie piszę z perspektywy cywila, dla którego gwałt to rzecz straszna i nie do przejścia (kiedy miałam 21 lat, wydawało mi się, że gdyby ktoś mnie kiedyś zgwałcił – oczywiście w krzakach – to bym tego nie przeżyła, może i tak by było). Piszę to z perspektywy weteranki, dla której to JEST ryzyko zawodowe. Nie umiem napisać – z własnej perspektywy – że to straszna rzecz i że nie sposób się pozbierać. Mogę odnieść się ze współczuciem do zgwałconej w innych okolicznościach osoby, ale w mojej sytuacji pozbierać się trzeba. Nazajutrz też jest dzień roboczy. Można sobie wziąć wolne na dojście do siebie, ale wtedy jest się kilkaset złotych w plecy, czasem nawet kilka tysięcy.

      Oczywiście, to nie jest praca jak KAŻDA inna w znaczeniu „to taka sama praca jak informatyka, kasjera, lekarza”. Ale jak policjanta, strażaka, tresera dzikich zwierząt – tak. Obarczona swoim ryzykiem, w którym może nie ma poparzenia się czy dostania bejsbolem od kibola, ale jest gwałt i inne formy przemocy.

      A propos zachęcania do pracy w tej branży: http://sexwork.info/to-nie-jest-lekka-praca-co-warto-wiedziec-zanim-zacznie-sie-sprzedawac-seks/ – to tekst, który wysyłam każdej osobie, która pisze do mnie z pytaniem, jak wejść do branży. Nie staram się zachęcać. To nie jest praca dla każdego. Ale też nie demonizuję. Piszę jak jest – jak to u mnie wygląda. Przeważnie wygląda dobrze, więc na blogu pojawia się odzwierciedlenie tego.

    • memo

      A Ty korzystasz z płatnego seksu? Bo ja tak i wiem, że często na spotkaniach zdarza się, że dziewczyna woli czegoś nie robić (np. nie chce minetki), ale jak się trochę nalega, to ona się zgadza. I to właśnie jest taki mini gwałt. Ona nie chciała, a ja chciałem. I ona uległa. Takie coś może się nasilić. Na przykład moja koleżanka miała klienta, który chciał drugi raz mieć orgazm i uprawiał z nią seks bardzo długo od tyłu i ona była tym totalnie zmęczona — miła dziewczyna, ale potem byla na niego wściekła. To też był gwałt. Taki mini-gwałt. Ona wolałaby to zakończyć, ale klient chciał. nie dała rady jednak powstrzymać emocji i klient był niezadowolony bardzo.

      Dlatego czasem sprawy zamiata się pod dywan. Jak dziewczyna oszuka, to zamiata się pod dywan i idzie do innej. Jak klient oszuka, wymusi to też zmiata się sprawę pod dywan i czeka na następnego.

      Rozmawiam dużo z dziewczynami. Wiele z nich naprawdę nie ma żalu do pracy jaką wybrało. Alke też żadna nie mówi, że jest jej wymarzone zajęcie. Na tym blogu ŚL wg mnie pięknie wszystko opisuje, wydaje mi sie to wyważone, czaem posty są bardzo ponure, czasem radosne. Widać też jej drogę od kamerek, przez agencję, do samodzielnej prostytutki, która dba o swóoj świat.

      I to nawet dobrze, że pisze, bo każda młoda dziewczyna wyobraża sobie, że będzie szczęśliwa, będzie nacinać klientów na kasę, mieć 10 spotkań dziennie, razy 22 dni po 200zł, czyli zarobi 20 tysi miesięcznie. A prawda jest mniej kolorowa niestety. Dziewczyny nie jeżdzą mercedesami.

      • No. Prawdę samą mówisz. Z tymi naciskami i wymuszeniami. To jest usługa, zadowolenie klienta jest najważniejsze i granice w seksie za pieniądze są nieco inne niż w prywatnym.

        Sama miałam dzisiaj coś trochę poza moimi preferencjami, ale to praca i pan nie wykroczył poza granice mojej oferty, więc zastanowiłam się, czy chcę zaprotestować – nie chciałam, nie było aż tak źle, żebym nie wytrzymała oraz nie czułam się zagrożona, w każdej chwili mogłam przerwać – a potem zacisnęłam dłonie (to pomaga mi kontrolować emocje) i pojechałam z tym koksem, pamiętając o uśmiechu. Klient był zadowolony. Ja na koniec też, bo zadowolony klient to zadowolona pracownica seksualna… przynajmniej na ogół. Były też miłe fragmenty i sporo przyjemności dla mnie. Ale ucieszyłam się, kiedy było po wszystkim.

        Czasami naciski są silniejsze, presja większa i jest w tym gniew, żal, obrzucanie klienta w myślach stekiem wyzwisk albo usilne myślenie o Anglii. Czasem nawet płacz jest. No i różne dziewczyny mają różnie z asertywnością i zapałem do zawodu, więc doświadczenia i ich ocena są bardzo różne. Czasem ktoś w analogicznej do mojej sytuacji ma w głowie, że musi ulec i jednocześnie wyrzuca sobie, że co tutaj robi, to porażka… :'(
        Granice w seksie pomiędzy konsensualnym stosunkiem, tym – jak mówisz – mini-gwałtem i zwykłym gwałtem są dość płynne.

        • memo

          Możesz wyjaśnić co znaczy „myślenie o Anglii”? Może to twoja jakaś metafora?

          Co do
          tego mini-gwałtu… Ja czasem ulegam dziewczynie, aby nie łamać
          jej woli, a potem myślę, że inni, którzy nie traktują dziewczyn z
          szacunkiem mają lepiej, albo że nie byłem dość stanowczy, aby jej lenistwo ukrócić. Jeśli dziewczyna ma mniejszy zakres tego co robi
          niż klient, to takie starcie charakterów jest nieuniknione. Ale jeśli wzięła pieniążki na które on pracował wiele godzin, a potem nie chce się zmęczyć robiąc mu dobrze (wiesz… 3 min orala, gumka, i jak najszybciej do końca), to jest dla mnie gwałt, ale na kliencie, też przemoc. Najlepiej jak oboje się szanują i z niektórymi dziewczynami trudno odróżnić czy to seks za pieniądze, czy seks z najlepszą koleżanką z klasy czy sąsiedztwa.

          A ten przykład z góry… dziewczyna super-uczciwa, pracowita, kulturalna, mam z nią cudowny seks, jak coś robi to z zaangażowaniem, więc pewnie oddała się w ramach tej swojej uczciwości, a on przekroczył granice…

          PS. wysłem na twojego maila co podałaś dziennikarce dwie książki w PDF.

          Pozdrawiam Cię 🙂 I miłego dnia jutro.

          • Wiktoriańskie kobiety miały w trakcie seksu położyć się, zamknąć oczy i myśleć o Anglii. To takie powiedzenie, które jest wciąż żywe w pewnych kręgach – acz najwidoczniej nie wszędzie 🙂

            Taak, dziewczyny, które pracują na odwal się i robią łaskę klientowi, że w ogóle się rozbiorą… Zawsze patrzę na nie ze współczuciem, bo to te, które swojej pracy nienawidzą, ale ech, to nie jest w porządku. W żadnej branży klient nie powinien być traktowany per noga. Bardzo chciałabym, żeby pracę seksualną świadczyły tylko te osoby, które to naprawdę lubią. Niestety przy obecnym poziomie stygmatyzacji tych dziewczyn i chłopaków jest o wiele mało.

            Mam książki 🙂 Ale miałam dzisiaj urwanie głowy i w sumie dopiero skończyłam pracować (komputerowo, z pracy wróciłam wcześniej). Nie wiem, kiedy znajdę te kilka chwil, żeby je przeczytać, ale bardzo dziękuję :)))

          • memo

            Hhiihi… oj już się tak nie tłumacz, że nie wiesz kiedy przeczytasz, bo nie chcę robić presji — wiesz… niektórzy dają książki i są zawiedzeni, że druga osoba ich nie przeczyta. Miła jesteś, ale dla mnie ważne było, że się mogłem nimi z Tobą podzielić (= ja + podzielić = mój egoizm), bo i w mojej głowie one wiele zmieniły. Podkreślam jednak że to książki o ludziach a nie o seksie.

            I wiesz czego nie rozumiem? Że te dziewczyny co odwalają robotę leniwie to przecież one za chwilę nie będą miały klientów. A jeśli wzięła 150 czy 200zł to za te pieniądze wypadałoby trochę popracować. Najgorsze na spotkaniu jest zniecierpliwienie dziewczyny, pośpiech, jakikolwiek najmniejszy sygnał, że jej się spieszy. Jako klient nie wymagam, aby miała orgazm od minetki, bo lubię minetkę dla samego siebie. Jak robi seks oralny w moją stronę, to podobnie jak fryzjerka czy masażystka, jeśli to dłużej trwa, to wymaga mini-wysiłku fizycznego, który ona powinna ponieść. Jedna z moich ulubionych jest taka cicha, miła, oddana, jak coś robi to robi do czasu aż jej powiem, że zmiana, albo jak się oddaje, to jak grzeczny kotek, co nigdy nie ucieka tylko czeka aż sam go wypuszczę. I wracam do niej ciągle i ciągle. Nie jest przebojowa, nie jest wygadana, prawie w ogóle nie rozmaiwamy… ale ona po prostu pracuje, oddaje się w ramach swoich granic.

            Czytając twojego bloga, czy też ten portal osobny, byłem zaskoczony, że w twojej agencji dziewczyny miały tylko 20 klientów miesięcznie. To jakaś masakra chyba? W Krakowie do tych najlepszych trudno jest się w ogóle umówić, więc pewnie mają kilku klientów każdego dnia.

          • Mmm, jak ja czasem jestem zmęczona podczas seksu oralnego i tak dla siebie to już bym chciała przestać, powtarzam sobie, że jestem w pracy i chodzi tu o przyjemność pana, który właśnie za to zapłacił. Grube pieniądze. Bo przecież to jest wynagrodzenie znacznie wyższe niż za godzinną konsultację u większości specjalistów, niż za godzinę masażu czy właśnie godzinne strzyżenie i układanie włosów. I pracuję dalej, z uśmiechem i entuzjazmem, mimo że czasem boli szczęka lub ramiona albo plecy.

            Fajną dziewczynę znalazłeś :))) A ile masz swoich ulubionych pań, do których regularnie powracasz?

            20-30 miesięcznie to rzeczywiście malutko, szczególnie jeśli ma się z tego po 75 zł. Ale agencja była słabo prowadzona. Teksty takie, że wiadomo, że agencja, tandetne zdjęcia na jedno kopyto i przeciętne ceny, tak więc konkurencja była bardzo wysoka. Poza tym dziewczyny (poza jedną profesjonalistką i mną, mam nadzieję) często rozmawiały przez telefon jakby im się nie chciało i recytowały monotonnie standardową ofertę: „oral bez, seks klasyczny, seks analny za dopłatą, amatorski masażyk”. Kiedy zmieniłam agencję na inną, to pierwsze, co zrobiłam, to poproszenie menedżerki, żeby kilka pierwszych telefonów odebrała za mnie, żeby w ogóle zobaczyć, jak się to robi. Bo też się zmanierowałam i wpadłam w te recytacje, tyle tylko, że dbałam o to, by brzmiały za każdym razem jak coś, co mówię pierwszy raz w życiu.

          • memo

            No właśnie — z tym zmęczneiem. Masażysta ma ciężko i bierze mniej pieniędzy za godzinę pracy, więc jeśli dziewczyna sprzedaje seks, i robi seks oralny, to mogłaby się nieco fizycznie poświęcić aby klientowi zrobić dobrze. I wspaniale, że tak robisz. Bo są dziewczyny, z którymi mam dobry seks, ale jeśli mam wydać 150zł i za 20 minut być z powrotem w samochodzie, to mnie boli, że będę musiał na to pracować wiele godzin. Nie oczekuję od niej pożądania, nie oczekuję flirtu, nie oczekuję, że będzie aktorzyć. Ale seksu z nią chcę i bardzo mi źle, jeśli muszę ją namawiać na coś, co ona w ramach swoich granic powinna się postarać zapewnić.

            Jeśli chodzi o ulubione panie… Powiedziałbym że na sto spotkań trzy-cztery są takie, że zawsze do nich bym wracał przez wiele lat. To jest spotkanie z kobietą, którą bardzo lubię, która lubi mnie, ja się jej podobam, a ona mi… mamy ze sobą seks. Mam takich właśnie trzy-cztery… Jest młoda, z którą prawie nie rozmawiam… jest starsza 40+ z którą bym tylko mówił i mówił, jest inna 30-lat, że się kiedyś w sobie zauroczyliśmy (seks + zauroczenie = bajka). Wiek nie ma znaczenia. Jeśli chodzi o wygląd, to nie mają one w sobie nic odpychającego (nie lubię wystających pieprzyków, bo się boję przy dotyku że naderwę; nie lubię bardzo chudych dziewczyn, ani bardzo grubych), a cała reszta to już kwestia stylu danej panii — maluje pazurki? ok… ma naturalne włosy? ok? … ma przedłużane włosy i rzęsy? ok… nie ma biżuterii? ok… ma mnóstwo wisiorków, pierścionków, bransoletek, które zostają na niej jak jest nago? też okej. Kwestia stylu danej dziewczyny. Oprócz tej młodej z którą prawie nie rozmawiam, to pozostałe są szalenie inteligentne i to mnie też do nich przywiązuje, bo mam słabość do otwartych inteligentnych dziewczyn.

            Poza tym jestem wszystkim dziewczynom, które dobrze wykonują swoją pracę, szalenie wdzięczny, że wybrały taką pracę i sprawiły, że moje życie jest bardziej kolorowe — choć mam rodzinę, dzieci, firmę, to jednak dodatkowe spotkania z kobietami dodają bardzo wiele do szczęścia. Może nie każdy klient to jest w stanie wyrazić, nie każdy jest miły i inteligentny, ale pewnie Ty ŚL też dajesz im mnóstwo radości, wspomnień, które zostaną na starość. Oprócz seksu więc sprzedajesz też trochę szczęścia.

            Rozmowy telefoniczne. Często się irytujecie, że klienci pytają o to samo co jest w ogłoszeniu. Dlaczego? Bo ogłoszenia może wystawiać alfons i wpisuje wszystko byle złapać klienta. Nawet telefonistki wprowadzają w błąd. Możesz powiedzieć, że wszystko jest do ustalenia po wejściu do mieszkania… ale czy wtedy jest sens się wycofywać, jak juz 15 min szukałem ogłoszeń, 15 min dzwoniłem, 20 min jechałem… Mam zaczynać poszukiwania od nowa? Poza tym chcę z dziewczyną zamienić kilka słów, a nie tylko ustalić godzinę, bo krótka rozmowa może czasem być ostrzeżeniem — zresztą sama wiesz 🙂 🙂 — wyczuwacie klienta w parę minut.

          • Zdzisław Śmietana

            „…bardzo mi źle, jeśli muszę ją namawiać na coś, co ona w ramach swoich granic powinna się postarać zapewnić.” – to jest dokładnie ten powód dla którego ja przestałem korzystać z płatnego seksu. Kobietom popierdoliło się w głowie i nie dość, że dostają pieniądze to jeszcze klient ma się starać, żeby im się chciało. Niedoczekanie. A jak już spotykasz tych kilka kobiet, z którymi lubicie się wzajemnie, podobacie się sobie wzajemnie, to seks jest kwestią czasu w takiej relacji. Nie trzeba się o niego starać, ani tym bardziej za niego płacić.

          • memo

            A ja będę chodził, bo wiele naprawdę jest uczciwych i pracowitych i zadbanych i spotkania z nimi są świetne. Wiele oszukuje, ale to jest koszt korzystania z takich przyjemności. Dziewczyny też mają symetrycznie — wielu klientów jest okej, ale czasem się trafi jakiś zły.

          • Zdzisław Śmietana

            Ty masz rodzinę i dzieci, więc w Twoim przypadku organizowanie sobie ruchania prywatnie jest mocno utrudnione. Skoro oprócz kosztu finansowego lubisz też być oszukany od czasu do czasu, to na zdrowie.

          • Niektórzy panowie muszą się raczej starać, żeby się nie odechciało.
            Oprócz wymiany pieniądz – seks jest jeszcze spotkanie człowieka z człowiekiem. I ono powinno być przyjemne oraz obie strony powinny się postarać, żeby takie było.

          • Zdzisław Śmietana

            Wałkowaliśmy ten temat wielokrotnie. Konieczność ujszczania opłaty wyklucza konieczność starania się ze strony płacącego. To jest coś co ewentualnie płacący może od siebie dorzucić gratis, na zasadzie napiwku, ale jak mu się nie chce, to powinno być tak, że usługa jest nadal na tym samym poziomie. W przeciwnym razie szkoda pieniędzy. Obie strony powinny się postarać wtedy, kiedy obie strony oczekują wzajemnej przyjemności i nie zachodzi opłata walutowa za usługę.

          • memo

            Jak biorę seks z kochanką, to muszę zorganizować 3 godziny, ona musi się urwać z pracy i ja też muszę się urwać, potem musżę wynająć hotel. Kosztuje to 200-400zł. Umawianie się, ustalanie terminu, jest męczące. Jak się jest wolnym, to wiadomo że łatwiej.

            Wyobraź sobie, że koleżanka z pracy zaproponowała mi wyjście razem po pracy. Mówię „Chodźmy do restauracji i coś zjemy…” a ona na to „Nieeee… chodź do mnie… — przyjedź o 16-tej”. Przyjechałem, a ona otwiera mi drzwi w jakimś seksownym stroju. Mamy seks, ona sie bardzo stara, miła amosfera. Jak chcę jej zrobić dobrze, to ona mówi, że nie muszę, bo ona i tak jest zadowolona. No i co mam teraz zrobić? Wyjść do domu? Zatem wziąłem banknot 200zł i dałem jej mówiąc „To może chociaż dołożę Ci się do rachunków, albo sobie coś kupisz…”. Jak widać miałem fajne spotkanie, dziewczyna wszsytko zrobiłą przygotowała, nawet seksownie się ubrała.

            Wizyta u prostytutki jest analogiczna — daję „pieniążka” jak to niektóre mówią, a potem mam seks. Co więcej — ona czeka aż do niej zadzwonię 🙂 więc umawiamy się kiedy ja chcę. Czy to nie jest super komfort?

          • Zdzisław Śmietana

            Tłumaczysz jakbym nigdy nie korzystał. Ja nie jestem przeciwny. Korzystaj na zdrowie, jeśli to dla Ciebie istotne. Ja jestem ogromnym zwolennikiem wolności. Ty wolisz płacić, ja wolę nie płacić. Kwestia podejścia. A skoro kobieta Ci mówi, że nie musisz, to wychodzisz i nie musisz. Pieniądze każdy chętnie przygarnie, natomiast dla niej ewidentnie to, że ją przeleciałeś, było wystarczającą nagrodą. Widać lubisz rozdawać pieniądze. 🙂

          • memo

            Ale Ty trochę strzelasz sobie w stopę, bo uważasz, że jak zapłaciłeś, to ona ma być dla Ciebie super kochanką. Traktujesz ją z buta, a potem dziwisz się, że masz tylko mechaniczną usługę, która Ci się nie podoba.

            Ja robię inaczej. Daję 150zł lub 200zł tak jakbym się jej do rachunku za mieszkanie i do ciuszków i prania dokładał, a potem seks mam za darmo — ona się stara i ja też się staram. I bynajmniej nie chodzi tutaj aby jej zrobić dobrze (bo ona rzadko tego chce), tylko chodzi o moje zadowolenie. To układ bardzo fair. I dzięki temu miałem naprawdę mnóstwo pięknych spotkań. Po prostu w seksie jest dużo więcej niż tylko usługa. A tego „dużo więcej” się nie da rady kupić. Czyli pieniądze to jedna sprawa, usługa to druga sprawa, a wspólny seks to trzecia sprawa.

          • Zdzisław Śmietana

            To nie dotyczy tylko seksu. To dotyczy każdej usługi. Jeśli płacę, to mam otrzymać usługę wtedy kiedy tego chcę tak jak tego chcę. Czy wykonawca usługi jest dla mnie miły, czy niemiły, nie jest istotne, chyba, że usługa polega na byciu miłym. Oczywiście chętniej wracam do osoby/firmy, która dała od siebie dodatkową wisienkę w postaci uśmiechu czy miłego słowa, ale to nie jest warunek niezbędny. Nikt nie mówi o traktowaniu ludzi z buta. Jak idę na masaż, to masażystka jest miła, bo wie, że jak będzie mechanicznie, bezpłciowo i się nie postara, to poszukam innej. Jak idę do dentysty, to dentysta jest miły, bo wie, że jak będzie bylejaki, to dentystów jest wielu. Jak idę do fryzjera, mechanika, do restauracji czy gdziekolwiek gdzie jest świadczona usługa, to usługujący jest miły sam z siebie, bo na tym polega obsługa klienta, żeby klienta obsłużyć należycie. Ale w żadnym z tych miejsc nie usłyszę, że nie zostanę ponownie obsłużony, bo nie byłem miły. Wyobrażasz sobie taki tekst od manicurzystki? „Od pana nie będę odbierać telefonów, bo pan się nie postarał, żeby mnie było miło ostatnim razem”. No kurwa kpina. Klient MOŻE być miły, a jak nie jest, to nadal usługa ma być na tym samym poziomie, tak jak się tego chce i wtedy kiedy się tego chce. W przeciwnym razie nie jest usługą, a jebanym zaszczytem, o który należy zabiegać. Ty robisz inaczej i nadal na 100 dziewczyn, spotkałeś 3-4 z którymi warto. Nie sprawiło to, że byłeś miły, ani że się starałeś, tylko to, że one mają podejście do klienta jak na standard obsługi klienta przystało. A skoro według Ciebie seks to coś innego niż usługa i pieniądze, to ja się wolę postarać za darmo i wychodzimy na to samo. 🙂 Podtrzymuję, że lubisz rozdawać pieniądze za nic.

          • Seks to nie manicure.
            Naprawdę nie dziwię się, że – z takim podejściem – masz niemiłe wspomnienia i narosła w Tobie frustracja. Jak już Ci powiedział @disqus_gckpQAxh7p:disqus, strzeliłeś sobie w stopę.

          • Zdzisław Śmietana

            Usługa to usługa. To, że jedna wymaga więcej bliskości i emocji, a druga mniej, nie zmienia tego podstawowego faktu. Podejście do płatnego seksu jest efektem tego jak zostałem potraktowany pomimo bycia absolutnie pozytywnym, uprzejmym i miłym. To skutek, a nie przyczyna.

          • Z ciekawości, ile płaciłeś?

          • Zdzisław Śmietana

            A myślisz, że ja to teraz pamiętam? To dawno było. Nie brałem najtańszych. Być może sytuacja uległa poprawie i być może im drożej tym lepiej. Tylko skoro teraz mam to co chcę za darmo, to po co mam sprawdzać? Tym bardziej, że słyszę teksty, że mam przechodzić selekcję jeszcze? Niedoczekanie.

          • swann90

            Gdyby urządzić świat wg. tego jak Ty to widzisz, odsetek samobójstw wzrósłby znacząco. Ludzie lubią odczuwać, że ich życie jest przyjemne, a jednym z podstawowych form czerpania przyjemności z życia jest satysfakcja z życia zawodowego. Myślę, że większość nie umiałaby czerpać satysfakcji z pracy, gdyby wszyscy, których tam spotykają byli zimnymi profesjonalistami mającymi głęboko w dupie innych. Może Ty umiesz. Nie dotyczy to jedynie prostytutek, ale też lekarzy, architektów, kasjerek, kierowców TIR-a, księży, etc.

            Jestem miły dla ludzi, nie dla tego, że taki jestem, ale również dlatego, żeby inni byli mili dla mnie. To transakcja wiązana.

          • Zdzisław Śmietana

            Tak, wiem. Nieśmiertelna piramida Maslowa. Relacje z ludźmi z którymi pracujesz opierają się na zwykłym kontrakcie społecznym. Oni nie są Ci niczego winni, Ty nie jesteś im winny niczego. Zwykła uprzejmość. Jeśli zapytasz co sądzą o innych ludzie z którymi pracujesz, to dowiesz się, że w rzeczy samej mają w dupie innych, poza skromnymi wyjątkami. Ale nadal są dla nich uprzejmi, właśnie po to, żeby być zadowolonymi z siebie i wypełniać tę potrzebę. W momencie w którym zaczynasz za coś płacić, to oni są winni coś Tobie. Zwykły kontrakt społeczny zostaje uzupełniony przez relację kupna-sprzedaży. A nie kupujesz czegoś po to, żeby samemu oddawać za darmo coś co darmowe nie jest.

          • A masz to za darmo? Ktoś powinien dostać medal.

          • Zdzisław Śmietana

            Ja to podziwiam Twoich klientów, którzy nie dość, że się starają jak o zwykłą laskę, to jeszcze pozbywają się pieniędzy. Kompletni frajerzy.

          • Nie starają się jak o zwykłą laskę 😀 Mają seks gwarantowany. Starają się, bo im to sprawia przyjemność. Jak wyżej pisał memo, robią minetkę bo lubią, a nie bo mają zadowolić dziewczynę. Niemniej jednak właśnie w takich klientów celuję. Takich, którzy nie muszą płacić za seks, żeby mieć seks, i którzy lubią po prostu go od czasu do czasu sobie zakupić jako dobro luksusowe.

          • Zdzisław Śmietana

            A ja się nie staram, bo mnie sprawia przyjemność kiedy to kobieta się stara. Każdy ma to czego potrzebuje i co sobie wyszuka. I wiesz już skąd wziąłem „robienie dobrze” jako warunek? Z takich tekstów jak ten Twój powyżej. 🙂 Ja też lubię robić minetkę, lubię patrzeć kiedy kobieta wije się i dochodzi, i nie dlatego, że ona tego oczekuje, tylko dlatego, że mnie to sprawia taką samą przyjemność jak rżnięcie jej. Ale to ona ma się starać, żeby mi się chciało. A kompletnie nie rozumiem już idei kupowania dobra luksusowego, które mam za darmo albo które mogę sobie wytresować nowe, jak mi się stare zużyje. 🙂

          • memo

            Gdybym był wolny to miałbym dużo seksu, bo lubię kobiety, a one lubią mnie. Ale nie jestem wolny, więc nie mam czasu na podrywanie, romansowanie. Uwielbiam dziewczyny i jestem wdzięczny prostytutkom za to, że wybrały taką drogę, bo sprawiają że jestem szczęśliwy.

            Nie chodzę taniej niż za 150zł. nie chodzę drożej niż za 200zł.

            Znam dosłownie kilka cudownych, otwartych inteligentnych, seksownych. I mogę z nimi mieć seks. Czy to nie cudowne? Oprócz tego że daję im 200zł, to czuję się jakbym ją poderwał w pracy, na Sympatii, w pracy, na joggingu. Nawet raz kobieta sama żartowała, że czuje się jak na randce, bo akurat ściągnąłem ją jak szła do sklepu 🙂 🙂

            Ja jestem człowiekiem i one też są ludźmi. Dają mi naturalny seks. Minetkę robię tak długo jak mi pasuje, a do jej orgazmu jeśli ONA chce. I przyznam szczerze, że takie ich oddanie grzeczne, że pozwalają mi się wyżyć jest piękne. Dane jej pieniądze niewiele znaczą, bo potem już jest spotkanie dwojga ludzi, przy czym kobieta postanowiła że mi się odda.

          • zaciekawiony

            generalnie, bo ja bardziej od strony teoretycznej, to odczuwałbym podobnie: jestem z kobietą a nie z przedmiotem; uwielbiam pieścić każdy kawałek ciała kobiety, a nie przedmiotu i nie miałbym jakichś oporów, zewnętrznych zatargów, by zapłacić za spotkanie, podczas którego wcale do seksu nie musiałoby dojść; lubię spędzać czas w miłym towarzystwie i jeśli nawiązałaby się jakaś nić, nawet taka zwyczajna, międzyludzka, zaciekawienie, zainteresowanie drugim człowiekiem, to byłoby bardzo fajnym dodatkiem do życia; mili ludzie lubią miłe towarzystwo; płytkie emocjonalnie przedmioty lubią w każdym innym dostrzegać przedmioty, a jedynie oni sami wydają się sobie ważni, cenni, emocjonalnie wypełnieni

          • Jeśli kupujący u mnie seks się nie stara być miły, to dostanie usługę zrealizowaną bez zarzutu i z promiennym uśmiechem, ale już nigdy się do mnie nie dodzwoni. Nie mam ochoty przyjmować chamów i prostaków.

          • Zdzisław Śmietana

            To, że nie stara się być miły, nie oznacza bycia od razu chamem i prostakiem. Nie musi mu się chcieć, nie ma żadnego obowiązku być miły. A Ty realizując usługę jednorazowo, bo Tobie nie było miło, pokazujesz jak wyjebane w kosmos masz ego i że wydaje Ci się, że należy Ci się coś tylko dlatego, że jesteś kobietą. Nie należy Ci się. Możesz to dostać, jak klientowi będzie się chciało i postanowi zrobić też coś dla Ciebie na zasadzie napiwku. Ewentualnie jak pieniądze nie są elementem wymiany. To trochę tak jakby sklep spożywczy wywieszał informację o klientach, których nie obsługują, za każdym razem kiedy przyjdzie człowiek, weźmie towar, zapłaci i wyjdzie bez słowa. No cham po prostu. Nie postarał się jebany, żeby ekspedientce było miło. Prostak, kurwa.

          • No tak, mam ego wyjebane w kosmos. Ale żeby dlatego, że jestem kobietą? Nie. Dlatego, że chcę pracować w przyjemnych warunkach. Jeśli ktoś nie umie się zachować w kontakcie z drugim człowiekiem (nie mówię tu o kwiatach, świeczkach itp., tylko o podstawach uprzejmości i dostrzeżenia osoby w realizatorce usługi), to naprawdę nie mam ochoty na seks z nim. Stosuję selekcję. To dzięki temu mogę potem blogować, że mam fajną pracę i że niemili klienci to zaledwie skromny procent moich doświadczeń. Gdybym nie trzymała standardów i przyjmowała każdego, kto ma te X00 zł, moje doświadczenia byłyby zupełnie inne.

          • Zdzisław Śmietana

            To mówisz, że podstawy uprzejmości zakładają robienie dobrze kobiecie, której zapłaciło się za seks? To chyba znamy inne zasady uprzejmości. 😀 Pracujesz w przyjemnych warunkach i pewnie dlatego musisz czasem zejść z ceny albo przymknąć oko, jak Ci się miesięczny budżet nie domyka. Mówisz, że klient nie dostrzega osoby w kobiecie, do której np. nie ma szacunku? Dostrzega. Ale Tobie nie chodzi o to, żeby być dostrzeżoną, tylko żeby otrzymać od niego coś, czego on wcale nie musi mieć ochoty dawać. I ja rozumiem, że Ty możesz nie mieć ochoty, bo facet się nie postarał. Tego typu klimaty ma mnóstwo facetów w tym kraju z kobietami, którym nie musi płacić niczego. Po prostu z nimi są i wtedy te kobiety mogą oczekiwać, żeby partner wykazał zainteresowanie i zrobił też coś dla nich. Nie idzie się na dziwki, żeby dostać to samo co w domu. Ty dostajesz za to pieniądze. Za chcenie i za profesjonalizm. Po to, żeby facet nie musiał być miły. Tylko mógł jak mu się zachce. W przeciwnym razie, powtarzam po raz enty, płacenie i staranie się jednocześnie, nie są normą, tylko wyjątkiem. Możesz oczywiście to dostać od czasu do czasu, ale to nadal jest Twoje wyjebane w kosmos ego i błędne przekonanie, że Ci się coś należy z powodu bycia kobietą. Lub jak wolisz, z powodu wykonywania łaskawie usługi za pieniądze profesjonalnie i z ochotą. Ilu znasz facetów eskortów, którzy oczekują, że będą za każdym razem bzykać się tylko z pięknymi, inteligentnymi laskami, które będą ich czarować i najchętniej wzięłyby za darmo, gdyby nie byli w pracy? Ładne laski nie muszą płacić za seks, tak samo mężczyźni, którzy potrafią się zachować.

          • Skąd Ty żeś wziął „robienie dobrze”, powiedz mi proszę? Mam na myśli takie rzeczy jak „proszę”, „dziękuję”, uśmiech i nieprzedmiotowy stosunek. Jeśli to jest dla Ciebie przesada, to chyba nie mamy o czym rozmawiać. Domniemam jednak zwykłe nieporozumienie.

          • Zdzisław Śmietana

            Skąd wziąłem? Stąd: „Jeśli kupujący u mnie seks się nie stara być miły, to dostanie usługę zrealizowaną bez zarzutu i z promiennym uśmiechem, ale już nigdy się do mnie nie dodzwoni.”. Klient nie jest od tego, żeby się starać. Ty jesteś od tego. „Proszę”, „dziękuję” i „do widzenia” nie wymagają starania się. Natomiast stosunek taki czy inny to już coś zupełnie innego. Jak chcesz, żeby klient miał do Ciebie stosunek taki jak Ty sobie życzysz, to Ty jemu zapłać i wtedy możesz mieć oczekiwania jakie chcesz.

          • Owszem, u mnie klient ma się starać. Nieprzedmiotowy stosunek i podstawowa uprzejmość to naprawdę małe wymagania. Ja nie oferuję usługi za 120 złotych, żeby przyjmować każdego jak leci i funkcjonować w roli żywej lalki, która odcina się od pracy i jedzie na autopilocie. Dbam o siebie, żeby móc oferować GFE i inne trudne, wyczerpujące emocjonalnie usługi. Jeśli ktoś jest bogatym gburem, to nie przechodzi selekcji. Nie wyrzucę go ani nie dam mu nic odczuć, ale drugi raz do mnie nie wejdzie

          • Zdzisław Śmietana

            Niewiele osób przyjdzie do Ciebie, skoro w domu też musi się starać. Nie oferujesz niczego wartościowego w ten sposób. Nawet jakbyś oferowała usługę za 50 zł i wymagała zabiegania o Twoje względy, to nadal będziesz miała mniejszy ruch niż kobieta, która każe sobie płacić 2000 zł za godzinę i więcej, ale daje to czego mężczyzna potrzebuje dokładnie tak jak tego potrzebuje. Są kobiety, które nie muszą się odcinać i jechać na autopilocie, żeby chcieć się rżnąć na ostro i w pełni profesjonalnie i nie mają Twoich wymagań. I są takie, które to dają za darmo. Wystarczy poszukać. Po co płacić za symulowany GFE, skoro można mieć prawdziwy za darmo? Ja rozumiem, że niektórzy mogą nie mieć czasu na spotykanie się z kobietami i bawienie w związek, ale nie Ty jedna oferujesz GFE i założę się, że każdy GFE oznacza, że dziewczynie ma być miło. Powtarzam po raz kolejny, to że nie jest miły, nie oznacza, że jest gburem. Nie po to płaci, żeby jeszcze musieć robić to samo co robi z kobietami za darmo.

          • Wbrew temu, co Ci się wydaje, usługi z selekcją na bramce cieszą się sporym zainteresowaniem. Nie rozumiesz też totalnie, że przy selekcji jakość usługi wzrasta. Ostro i w pełni profesjonalnie to jedno, a z zaangażowaniem i autentyczną sympatią – drugie. O tym „bonusie” jednak nie wspominasz.

          • Zdzisław Śmietana

            To pewnie dlatego nie dopinasz czasem miesiąca z budżetem, takie masz zainteresowanie. Jakoś to kwestia subiektywna. Jak ma mnie dziewczyna oceniać czy spełniam jej kryteria, to na pewno nie będę jej płacił, tylko wymienimy się przyjemnością. Ostro i w pełni profesjonalnie – tego oczekiwałbym od profesjonalistki. Sympatii i zaangażowania oczekuję od dziewczyny, którą lubię i której nie płacę za rozkładanie nóg. Dlatego o tym bonusie nie wspominam. To tak jakbym wspominał o tym, że manicurzystka musi być miła. Nie musi. Ma robić co do niej należy.

          • Jesteś nieuważnym czytelnikiem, zawiodłam się na Tobie. Pisałam wielokrotnie, CZEMU nie dopina mi się budżet.
            Czyli Ciebie nie interesuje GFE, Ty chcesz bezosobowej usługi „seks”.

          • Zdzisław Śmietana

            Przestaję przywiązywać uwagę do tego co piszesz, skoro bywa, że sobie przeczysz. Pisałaś też, że budżet zaczyna Ci się dopinać, kiedy odpuszczasz swoje wymagania względem etykiety dworskiej klienta – wyjebane w kosmos ego musi zostać na chwilę wsadzone w kieszeń, bo realia. Mnie generalnie nie interesuje płatny seks. Ale jakbym miał korzystać, to jak najbardziej ma być osobowy. Nie umiem dmuchać przedmiotu. Innymi słowy, płacę za to, żeby ktoś był dla mnie miły bezwarunkowo, niezależnie od tego co o mnie myśli. Nie płacę za to, żeby o mnie myślała ciepło, tylko żebym czuł się miło przez czas za który zapłaciłem. Jak to osiągnie, guzik mnie obchodzi.

          • I to właśnie jest kwintesencja przedmiotowego podejścia.

          • Zdzisław Śmietana

            To jest kwintesencja płacenia za usługę. Nie interesuje mnie co myśli o mnie osoba wykonująca usługę. Jak się będę chciał z nią zaprzyjaźnić, to wtedy zmieni się moje podejście, ale wtedy przestanę płacić za usługę. Wtedy będziemy się wymieniać barterowo.

          • No cóż, tacy kupujący też muszą istnieć na rynku. Na szczęście moje ogłoszenie ten typ dość skutecznie odstrasza.

          • Zdzisław Śmietana

            Każdy ma podejście, które uważa za odpowiednie. W myśl Twojej zasady dziwki, które jedno piszą, a drugie robią i oszukują jak tylko mogą, też muszą istnieć.

          • Takie uroki kapitalizmu i patriarchatu 😉
            Wiesz, że mam nowy wpis? 😉

          • Zdzisław Śmietana

            Takie uroki szarej strefy i nieuregulowanej branży. 🙂

            Widziałem. Co z nim? 😉

          • Nie ma komciów ;(

          • Zdzisław Śmietana

            Jak mi zapłacisz, żeby pisać tam gdzie Ty sobie życzysz, to wtedy będziesz miała komcie tam gdzie chcesz. 🙂

          • Hehe, nie upadłam jeszcze tak nisko, żeby płacić za komentarze ;P

          • Zdzisław Śmietana

            A ja zabieram głos wtedy kiedy mam ochotę. 😛

    • zaciekawiony

      > Oboje, w przeciwieństwie do innych czytelników Twojego bloga (tak, uwielbiam
      > czuć się odmienny od innych), zgadzamy się, że słowa ważą.
      :))) ale mi się podobają te słowa! Dogłębna myśl pierwszosortowego mężczyzny: ja i Ty (ŚL) to jeden (właściwy, wysoki) poziom dyskusji – nie warto Tobie (ŚL) nawet skupiać na chwilę uwagi na tych innych (gorszych, pospolitych, szaroburych) czytelnikach drugiego poziomu. Tak trzymać!

      • swann90

        Chciałem się odgryźć I napisać, jak bardzo nie zrozumiałeś mojej przezabawnej autoironii. Po czym przeczytałem swój komentarz raz jeszcze I zrozumiałem, że masz rację. Zabrzmiałem w tamtym fragmencie, jak nadęty I pretensjonalny dupek, któremu słomę z butów było widać na kilometr (ah te dzieciństwo na wsi nigdy mi nie da spokoju). To nie ironia, tylko szczera spowiedź. Postaram się na przyszłość aż tak bardzo nie puszyć albo lepiej to maskować 🙂

        • Zdzisław Śmietana

          Ze specjalną dedykacją dla Ciebie i wszystkich innych dla których „słowa ważą”. Daj znać jakbyś potrzebował tłumaczenia. https://www.youtube.com/watch?v=h67k9eEw9AY

          • swann90

            Tłumaczenie nie było potrzebne, ale dziękuję za ofertę. Tylko chwalenie się dziś znajomością angielskiego/amerykańskiego jest dla mnie mało zrozumiałe. Ale okej. Amerykanie ciągle przekonują, żeby być z siebie zadowolonym, może słuchałeś i innych wykładów na youtube.

            Z tą wagą słów jest niestety trochę tak jak z wiarą w Boga. Wierzący nie przekona ateisty. I co zabawne obaj mogą mieć racje. Może to trochę zły przykład, bo Nasz spór jest jednak dyskursywny, ale chciałem przez to powiedzieć, że nie uważam, że nie masz racji. Może Ty masz, może ja, ale ja nie wiem kto ma. Po prostu jedna i druga strona sporu ma argumenty za swoją racją.

            Niektórych rzeczy jestem pewny (np: mój kot jest czarno biały i codzienne prosi, aby mu rzucić korkiem do odświeżacza powietrza, który aportuje; pomijam tu kwestie idealizmu subiektywnego i innych systemów, które podważają rzeczywistość, którą widzimy), ale tego, czy słowa mają znaczenie nie. Uważam, że mam, ale nie na tyle, aby kogoś do tego przekonywać. Poza tym wiesz, że przekonywanie Ciebie do zmiany poglądów, jest bezcelowe 🙂

            I tak na marginesie. Nie jestem poprawny politycznie, albo raczej w publicznych sytuacjach staram się być bardziej taktowny niż w prywatnych. Sam często używam słów cięższych gatunkowo, które są nacechowane pejoratywnie. Jednak używam ich w gronie znajomych, który wiedzą, że nie jestem homofobem, antysemitą, rasistą i tym podobne. W takim razie dlaczego nie używam ich na co dzień? Aby kogoś nie urazić. Tylko tyle. Słowa mają znaczenie (wg mnie) i oczywiście możemy je się starać zmienić, ale pytanie po co komuś zwyczajnie sprawiać przykrość albo go rozsierdzać Naszym brakiem empatii? Też uważam, że poprawność polityczna to paskudna i śmierdząca rzecz. Wolę „pedał” od „gej” (bo to pierwsze jest polskie, a drugie to brzydki anglicyzm), katolicką gazetę którą czytam co tydzień i niezwykle cenię nazywam „Żydownikiem Powszechnym” i wiem, że islam jest religią nawołującą do przemocy wobec niewiernych. Natomiast nie nazwę Naszej gospodyni k**** czy dz**** nie dlatego, bo uważam, że jej by to ubliżyło, tylko dlatego, że ona mogłaby pomyśleć, że jej ubliżam oraz inni mogliby tak pomyśleć (a przemoc, w tym słowna, generuje przemoc). Jeśli jesteś przekonany, że masz rację to fajnie, zazdroszczę Ci tego.

          • Zdzisław Śmietana

            To nie było chwalenie, tylko szczera propozycja, żebyś zrozumiał, jeśli angielskiego byś nie znał. Żeby przekonać mnie do zmiany poglądów, trzeba mieć dobre argumenty. Skoro jednego słowa bolą, a innego nie, to nie jest to żaden argument. Urażenie kogoś zależy od jego prywatnego zestawu umiejętności, którego najczęściej nie znam. I jak to powiedział Carlin: „those are just words”. Jeśli ktoś świadomie wybiera by być przez słowa raniony, widać musi to lubić. Czemu mam mu odbierać przyjemność cenzurując wypowiedzi? I tu nawet nie chodzi o rację, tu chodzi o to czego ja chcę. Skoro ja chcę rzucać kurwami, bo na tym dla mnie polega wolność i pierdolą mnie zasady społeczne, to będę rzucał kurwami i nikt mi tego nie zabroni. Jeśli ktoś ocenia mnie z tego powodu negatywnie, jego sprawa. Jak myślisz jak bardzo mam ochotę nawiązywać jakąkolwiek relację z kimś kogo to razi, żebym musiał się trząść nad każdym wypowiadanym słowem, żeby tylko nie poczuł się urażony? Zgadłeś, absolutnie wcale.

          • swann90

            Okej zgadzam się, że nie możesz wiedzieć, czy dane słowo kogoś urazi, czy nie. Jednak są słowa, co do których możemy mieć sporą pewność, że daną osobę urażą. Które zazwyczaj odnoszą się do konkretnej grupy społecznej.

            Skoro to są tylko słowa, to czemu nie użyć innych słów, skoro to są tylko słowa?

            Nie będziesz się dostosowywał do innych, rozumiem. Ale moim zdaniem Twoja wolność kończy się w miejscu, gdzie zaczyna się wolność drugiej osoby. A ta jest przez Ciebie naruszona, gdy obrażasz inną osobę.

          • Zdzisław Śmietana

            Dlatego, że to ja wybieram jakich słów używać. Skoro takich chcę używać, to nie będę używał innych. I jeśli kogoś nie znam, to nie wiem co go urazi, a co nie. Jeśli używam przekazu wieloznaczeniowego o dowolnej interpretacji, to w przypadku nieznanych kobiet istnieje spore prawdopodobieństwo, że przekaz zostanie odebrany w najgorszy z możliwych sposobów.

            W jaki sposób moja wolność narusza wolność innej osoby, kiedy mówię to co chcę? Jeśli moją intencją nie jest obrażanie kogoś, a nazywanie rzeczy po imieniu, to fakt, że ktoś poczuł się urażony, jest jego prywatną sprawą. Nie jestem odpowiedzialny za cudzą nadinterpretację.