Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Chandra

Posted on 0 No tags 0

Pojechałam na wymarzone, wytęsknione wakacje, ale niestety nie jest mi dane tak do końca odetchnąć. Ścigają mnie sprawy z życia prywatnego, takie, na które nie mam najmniejszego wpływu i które nie zamierzają się rozwiązać. Już wiem, że będę musiała się nimi zająć świeżo po powrocie – tak jakby to cokolwiek miało dać – i że właściwie to powinnam być tam na miejscu. Jestem wściekła na los. Lubię mieć wszystko poukładane, pod kontrolą – a tu się nie da.

Chciałabym mieć dużo pieniędzy. I Newsweek, i Fakt zrobili temat z moich zarobków, ale kurczę, ja wcale nie jestem bogata. Nie stać mnie na szereg rzeczy, które są mi potrzebne. Priorytetem cały czas jest spłata długów (20-25% miesięcznego budżetu) – raptem kilkadziesiąt tysięcy, mogło być gorzej, mój były chłopak miał ich trzy razy tyle. Po drodze cały czas reinwestowanie w biznes (35% budżetu) oraz inwestycje na przyszłość, takie, które wymagają ingerencji już teraz, mimo że to niezgodne z zasadami (najpierw długi, potem oszczędzanie, inwestycje na końcu)… i na które to ingerencje będę musiała pożyczyć pieniądze, bo mój budżet tego nie udźwignie. Moje marzenia oraz rzeczy konieczne dla pełnego dobrostanu cały czas odkładam na później.

Jak na ironię, wszystko wskazuje na to, że znowu wzrosną mi wydatki na rodzinę. Wcale nie chcę. Ale muszę, bo beze mnie mają tylko państwo, a państwo wcale nie kwapi się do pomocy i wykorzystuje moje działania przeciw mnie. Na zasadzie „dajesz palec? chcemy, żebyś dawała całą rękę!”.

Kurczę, ja i bez tego mam mnóstwo wydatków…

Jestem tym wszystkim potwornie przytłoczona i mam okropnie dość. Chciałabym umieć odłożyć smutne tematy na bok i zapewnić sobie niczym niezmącony, w pełni zasłużony odpoczynek, ale nie umiem uspokoić swojego umysłu.

Poza tym złości mnie potwornie, że ludzie, którzy mnie totalnie nie znają i którzy nie mają pojęcia, o czym właściwie teraz piszę – oraz którzy prawdopodobni w ogóle do tej notki nie dotrą, bo wystarczyły im dwa wpisy na krzyż, żeby stali się ekspertami od życia Świętej Ladacznicy – robią mi analizę, zaglądają do portfela i upierają się, że jestem bogata. Ech, gdybym była, to już dawno kupiłabym ten pieprzony blender, ale niestety nie jest to wydatek priorytetowy i musi poczekać. Cud, że domknęłam jakoś maj i mam za co zapłacić czynsz na następny miesiąc.

Close