Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Mieszkanie się opłaca!

Posted on 0 No tags 2

Jeszcze rok temu, kiedy myślałam nad wynajęciem mieszkania i oferowaniem incalli, z wyliczeń w Excelu wyszło mi, że byłoby to nieopłacalne. Zeżarłyby mnie koszty prowadzenia takiej działalności. Pracowałabym znacznie więcej, a zyski byłyby porównywalne.

Teraz mam konkurencyjną ofertę, doświadczenie i z pewnością coś sobą oferuję. Nie jestem high class escort (na to zwyczajnie brak mi warunków), ale nie jestem też jedną z wielu (jeszcze rok temu bym była). Gdy więc ponownie usiadłam do Excela i wypisałam koszty, stawki i prawdopodobną ilość klientów, Excel powiedział mi „rób to!”.

Poszłam za ciosem. Jeszcze tego samego dnia wzięłam kredyt na rozkręcenie biznesu (pierwszy czynsz, kaucja, ręczniki, pościel, dekoracje, drugi komplet kosmetyków itp.) i zaczęłam szukać mieszkania pod wynajem. Miałam precyzyjne oczekiwania i już po tygodniu urządzałam swoje nowe miejsce pracy.

Efekty? Mimo kilku wpadek i początkowych trudności z przestawieniem się i organizacją, w styczniu zarobiłam ponad dwukrotnie więcej niż w miesiącach poprzedzających. Realizacja moich celów przyspieszyła. Rat kredytu praktycznie nie odczuwam, zresztą i tak spłacę go przed czasem. Jest dobrze.

To, czego nie przewidziałam, to że będę mieć tak mało wyjazdów. Spodziewałam się, że ich liczba będzie stała, tymczasem panowie zdecydowanie preferują odwiedziny u mnie niż zaproszenie mnie do siebie. Kiedy się nad tym zastanawiam, jest to oczywiste: większa dyskrecja.

Okazało się też, że muszę kupić drugi telefon. Przy outcallach najbardziej sprawdzał mi się dual SIM. Teraz po prostu traciłam potencjalnych klientów, rozmawiając przez telefon prywatnie – większość ludzi dzwoni, a nie pisze. Co prawda z zaufanymi przyjaciółmi rozmawiałam z numeru biznesowego, żeby w każdej chwili móc odebrać połączenie od klienta, ale ci rozłączali się zanim zdążyłam zareagować. Tak więc teraz mam drugi telefon. W ogóle nie odczułam jego ceny.

Trochę się boję, że odlecę i przestanę nadążać za rzeczywistością zwyczajnych Polaków, ale na razie jest jeszcze ok: na codzienne wydatki (jedzenie, szampon itp.) przeznaczyłam w zeszłym miesiącu mniej niż 600 zł. Na co dzień wciąż żyję skromnie. Jedyna – acz znaczna – różnica pomiędzy mną, a przeciętną rówieśniczką polega na tym, że jeśli czegoś potrzebuję, to mogę to kupić lub opłacić i nie boli. A jeszcze niedawno każdy nieoczekiwany wydatek oznaczał dla mnie ogromny stres.

Wygląda na to, że do końca roku spłacę wszystkie swoje zobowiązania i będę mogła zacząć oszczędzać. Na razie miłym zaskoczeniem było to, że po opłaceniu wszystkiego, co powinnam była opłacić, na koniec miesiąca został mi jeszcze tysiąc złotych (poszedł na telefon).

A teraz idę kupić sobie sweterek, który wczoraj widziałam w sklepie (widzicie? nie kupiłam go z marszu!). Jak na dwie szafy, mam za mało ubrań…

Close