Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Mogę sobie na to pozwolić

Mówi się, że prostytutka tym różni się od sponsoretki, że musi umawiać się z każdym. To pic na wodę i fotomontaż, przynajmniej w przypadku osób niezależnych.

Kilka lat temu, gdy byłam na mojej pierwszej w życiu sesji coachingu, usłyszałam „nie współpracuję z każdym”. Rozmawiałyśmy o obsłudze klienta biznesowego (chciałam wówczas uruchamiać własną działalność) i moja coach wyjaśniła mi, że nie wszyscy, którzy się do niej zgłaszają, zostają jej klientami.

Przyznam, że byłam porządnie zaskoczona. Jak to, to ona wybiera sobie klientów? I mogłaby na przykład mnie odrzucić, gdyby nam się źle rozmawiało? Jej stwierdzenie i postawa były czymś, co utkwiło mi w pamięci bardziej niż temat, który omawiałyśmy (z biznesu zresztą nic nie wyszło, ale na szczęście nie utopiłam w nim wiele gotówki).

Po tych kilku latach sama działam według tego schematu. Mam swoje standardy i jeżeli jakiś mężczyzna je przekracza, na przykład odzywając się do mnie brzydko, nie umawiam się z nim. Często też celowo zniechęcam do siebie rozmówców, którzy mi się nie spodobają: to subtelna gra. W szczególnie trudnych sytuacjach odmawiam wprost.

Nie każdy musi być moim klientem i nie potrzebuję gotówki każdego, kto chce ją u mnie zostawić. Nie chcę sprzedawać swojego komfortu za X00 zł/h. Zarabiam akurat tyle, żeby czuć się w miarę bezpiecznie. Zapewne gdybym zagryzała zęby i wychodziła z założenia, że „klient ma zawsze rację” i „klient nasz pan”, byłabym nieco bogatsza materialnie, ale czy to pokryłoby straty moralne? Wątpię.

W praktyce trzymanie się swoich założeń bywa trudne. Najciężej jest mi stawiać granice klientom kiedy w portfelu pustki, zbliżają się terminy płatności, a telefon milczy. Wtedy pojawia się presja na przyjmowanie każdego, kto zadzwoni – tym bardziej złośliwa, że nie zawsze jestem jej świadoma. Ale powoli uczę się działać słusznie i w takich sytuacjach.

  • Maya

    Sponsoretka także jest prostytutką, jeśli prostytutką jest kobietą, która uprawia seks (niekoniecznie z penetracją) za pieniądze. Powiedzmy, że sponsoretka może wybrać sponsora, jeśli ma kilka propozycji. Dobrze sobie radzą dziewczyny na polisponsoringu, czasami wbrew umowom ze sponsorami. Kwestia „elastyczności”. Dziewczyna w agencji może być „zmuszana” do kontaktów. Mieszkaniówka może być zmuszana przez alfa. Inaczej wyleci lub nie zarobi. Independentka może się nie zgodzić na jakąś propozycję telefoniczną. Klient musi bredzić lub wymagać czegoś, co daleko wykracza poza repertuar. Chyba że problemy finansowe, wtedy repertuar może się dramatycznie rozszerzyć. Lub nie.

    No dobrze. Powiedz w takim razie, ilu klientom odmówiłaś w tym tygodniu i dlaczego. Telefonicznie. Czy był klient, którego przyjęłaś telefonicznie, ale odmówiłaś usługi, gdy przyszedł? Z iloma klientami (na 100) chciałabyś mieć seks bez pieniędzy, jeśli w ogóle z jakimś. Pisałaś nie wprost, że są tacy.

    Mam koleżanki, które żyją wyłącznie z polisponsoringu oraz rzadkich, ale mocno wyselekcjonowanych kontaktów na wysokich stawkach. Wymagało to czasu, talentu i pracy, zanim osiągnęły taki poziom. To są naprawdę szczęśliwe prostytutki. Ich zdjęcia powinien zobaczyć jeden z uczestników tego bloga – Mr. Śmietana.

    Co ciekawe, każda z nich, z jednym wyjątkiem, jest przekonana, że jej celem jest związek monogamiczny, stan obecny zaś, jest tylko stanem przejściowym. Przyjemnym, dochodowym, ale przejściowym.

    Nie gniewaj się na mnie.

    https://www.youtube.com/watch?v=dPI-mRFEIH0