Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Uczciwość w branży

Oglądałam dzisiaj u przyjaciół serial „Usterka”, w którym pokazano między innymi nieuczciwych taksówkarzy (nie widzę związku z usterkami, ale ok) naciągających i okradających swoich nieświadomych klientów: podstawionego czarnoskórego Polaka, który udawał, że nie rozumie po polsku i nie zna miasta oraz podstawionego białego Polaka, który pozorował głębokie upojenie alkoholowe i wręczył nie czterdzieści, a pięćset pięćdziesiąt złotych (z których kierowca wydał mu hojnie całe 90 zł reszty). Brrr.

Skojarzyło mi się z moją branżą. Czasami moi klienci napomykają co nieco o koleżankach po fachu i nie zawsze są to pochlebne historie. Część dziewczyn to naciągaczki, a czasami trafiają się złodziejki. Problem zasygnalizował mi ostatnio pan, który wszędzie chodził ze swoim portfelem. Zabrał go nawet do toalety. Częsty bywalec agencji. Najwyraźniej kierował się doświadczeniem lub nawet doświadczeniami. Inna pani okradła mojego klienta-wózkowicza, wyciągając mu kilkaset złotych z bankomatu i po prostu odchodząc na chama bez świadczenia usługi. Wiadomo, chłopak nie mógł wstać z wózka i za nią pobiec… Aż mną zatrzęsło, kiedy to usłyszałam.

Kiedyś, gdy byłam naiwną gąską, która sobie dorobiła seksem kilka razy w roku, miałam ciekawy pomysł: klientom polskim i zagranicznym podawałam taką samą kwotę, ale w innej walucie. Cyfr nie pamiętam, ale dajmy na to, że oczekiwałam 250 zł i 250 euro za spotkanie. Wydawało mi się to ok (chyba to nawet u kogoś podpatrzyłam) i byłam bardzo zdziwiona, kiedy jakiś pan z Czech napisał mi, że go nie stać i uprzejmie zaproponował bardziej realną cenę. Nie ustąpiłam. Dopiero potem bardziej doświadczony kolega wyjaśnił mi, że to zły pomysł i bardziej opłaca się jedna sensowna stawka dla wszystkich. Tak więc o naciąganie też się otarłam, choć przynajmniej uczciwie pisałam w ogłoszeniu, jaką logiką się kieruję.

Okradanie kogoś, z kim jest się w intymnej sytuacji, nie mieści mi się w głowie. Chociaż ja to w ogóle jestem teraz dziwna, bo kiedy widzę, że stały i lubiany klient jest w dołku finansowym, schodzę z ceny nawet o kilkadziesiąt procent. Dla mnie uzyskany zarobek to i tak spora kwota (trzy zera! w Polsce!), a dla klienta to może być to, co zadecyduje o tym, że następnym razem też zadzwoni do mnie, a nie do konkurencji. Nie chcę tracić klientów. Lubię tych ludzi. Angażuję się w ich sprawy. Myślę o nich, gdy się dłużej nie odzywają albo gdy coś się u nich dzieje. Zniżka to jakby naturalna konsekwencja sympatii do nich.

Z jakiejś perspektywy kiepska ze mnie profesjonalistka. Ale nie chciałabym się zamienić w zimną sukę, która jak nie dostanie X00 zł co do grosza, to sayonara. To nie ja.

  • zaciekawiony

    Co do chłopaka z wózkiem, to i ja zazgrzytałem zębami. Zwłaszcza, gdy parę dni temu obejrzałem wreszcie film Sesje i się bardzo wzruszyłem. Co do innych spraw, to mam niewiele do powiedzenia, gdyż stoję tak jakby po drugiej stronie (całkiem teoretycznie rzecz jasna, no może nie całkiem, ale prawie całkiem). Podzielę się zatem kilkoma refleksjami.
    Po pierwsze, prawo ekonomii, że podaż kształtuje popyt. Ceny mogą chyba generalnie wykazywać tendencję spadkową przy zmianach świadomości społeczności i odchodzenia od stygmatyzacji. Co dla sex-workers nie byłoby zbyt korzystne. W sumie nie wiadomo co byłoby lepsze, spadek cen czy zmniejszenie negatywnych odczuć w społeczeństwie.
    Po drugie, czytając Ciebie, wytwarza mi się taki obraz specjalizacji w Twoim zawodzie. Ty jesteś osobą do towarzystwa, do interesującej rozmowy, do kulturalnego spędzenia czasu, do psychologicznego wsparcia (w pewnym stopniu rzecz jasna), do osobistego rozwoju. Bardziej to przypomina świat gejsz, kurtyzan i heter. Statystycznie większość mężczyzn to ludzie empatyczni, wrażliwi więc także wielu z nich będzie preferować miłe, kulturalne towarzystwo, gdzie ich osobowość także jest doceniana. Ten styk ról damsko-męskich będzie punktował ich poczucie pewności, że nikogo nie krzywdzą, będą wybierać, preferować profesjonalne towarzystwo kobiet świadomych swojej siły (tu powiązanie z komentarzem o Świętej Ladacznicy, do którego jeszcze wrócę). Po prostu jest grupa mężczyzn na poziomie, którzy cenią i będą wracać do miłego towarzystwa, bo tak jakby w tej intymnej sytuacji ogniskowało się ich poczucie i świadomość bycia mężczyzną kompleksowym, złożonym a nie tylko jednostronnym.
    Po trzecie, fakt nie jest to zbyt profesjonalne dywersyfikować, znaczy obniżać ceny w zależności od klienta. Można to rozpatrywać w kategoriach, czy doszło do konsensualnej zgody, czy nie występował jakiś rodzaj presji. Rozumiem, że Ty lubisz swój zawód i lubisz swoich klientów (to wspaniałe na marginesie) ale takie rabaty powinny być chwilowe, jednorazowe. Chyba, że prowadzi się walkę z konkurencją. Ale to mi nie pasuje do Ciebie.
    I po czwarte właśnie, konkurencja. Skoro rozważasz, że klient może następnym razem zwrócić się do innej dziewczyny, to tak jakby przestał cenić, czy cenić dostatecznie Twoje zaangażowanie, osobowość, klimat, który wytwarzasz, tę magnetyzującą specyfikę w relacji intymnej. Wyobrażam sobie, że dla pewnej grupy mężczyzn ta złożoność międzyludzkiej relacji będzie bardzo istotna, by nie odchodzić. No tak, z tym, że także wielu z nich poszukuje ciągle nowych wyzwań, doznań i bodźców.
    Podsumowując, wiem, że idealizuję, poruszam się bardziej w świecie swoich wyobrażeń i przemyśleń, marzeń, by świat Fryne powrócił, by nie powiedzieć mrzonek, niż w codziennej rzeczywistości.

    • Dlaczego uważasz, że odejście od stygmatyzacji spowodowałoby obniżenie cen? Bo więcej osób decydowałoby się na pracę w tej branży i konkurowałyby ze sobą, czy z innego powodu?

      • zaciekawiony

        Coś takiego właśnie sobie pomyślałem.

  • dc

    a tak z ciekawości ile obecnie normalnie bierzesz za spotkanie?

    • Trochę powyżej warszawskiej średniej. Dłuższe spotkania są relatywnie tańsze.

  • dc

    To naprawdę się ceni, jeśli masz takie podejście do stałego klienta. Ja powiem szczerze, nigdy nie miałem szczęścia by trafić do takiej dziewczyny, przeważnie jest to niestety przyjdź, zapłać z góry, zrób swoje i wyjdź – takie mechaniczne, jak automat. Słaby ma to klimat i chyba niestety duża większość dziewczyn pracujących w zawodzie taka jest.

Close