Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Człowiek, który nadał mojemu życiu określony kurs

Ładnych już kilka lat temu, kiedy po raz pierwszy spotkałam się za pieniądze, byłam przekonana, że jestem na równi pochyłej w dół. Wydawało mi się, że Upadłam Moralnie i że od tej pory będzie nieomal widać, jak gniję ja i moje życie. Że będę się spotykać z byle kim i przeżywać byle jaki seks w byle jakich miejscach. I że wszystkie moje sny o spełnionym życiu poszły się jebać.

Pierwsze spotkanie nie było takie złe. Nic mi nie zaczęło gnić, a seks był znacznie lepszy niż okropny. W zasadzie było zupełnie neutralnie, tyle tylko, że w półtorej godziny zarobiłam tyle, na ile nie tak dawno temu musiałam harować tydzień w pocie czoła i łzach, z żołądkiem zwijającym się w kulkę ze stresu. Było lepiej niż w firmie, w której pracowałam wcześniej i z której zwolniłam się z powodu mobbingu.

Utworzyłam wtedy kilka ogłoszeń na jakichś darmowych portalach. Tragicznej jakości fotka sylwetki strzelona na oślep tanim aparatem cyfrowym (nie było mnie stać na telefon z opcją robienia zdjęć) i jakieś kilka zdań o mnie i o tym, co oferuję. Po polsku i łamanym angielskim. Ogłoszenie nie wzbudziło zainteresowania i trudno mu się dziwić. Na kilometr wiałam zdesperowaną amatorką, a cenę podałam kosmiczną. Przez dwa następne miesiące nie doszło do żadnego spotkania. Także dlatego, że z tych paru osób, które się do mnie odezwały, żadna nie wzbudziła mojego zaufania.

Łamany angielski przykuł jednak uwagę pewnego cudzoziemca. Nazwijmy go Timem. Tim wysłał do mnie wiadomość, która była inna niż wszystkie. Była kulturalna i napisana elegancką, oficjalną angielszczyzną. Nie byłam przekonana do spotkania, ale powoli zbliżały się Święta, a nas nie było na nie stać. W zasadzie nie było nas stać na przeżycie tego miesiąca, o Świętach nie wspominając. Tim wynegocjował mniej kosmiczną cenę (która wciąż pozwalała naszej rodzinie przeżyć cały grudzień oraz jednak wyprawić Święta) i umówiliśmy się na spotkanie.

Pewnego popołudnia wróciłam zatem z zajęć na uczelni i zaczęłam się przygotowywać do spotkania. Byłam bardzo zestresowana i przygnębiona. Pamiętam, jak przygaszona byłam, biorąc kąpiel. Na spotkanie jechałam jak na ścięcie, powtarzając sobie angielskie frazy konwersacyjne. Dodatkowo stresowało mnie to, że moje najlepsze ubranie miało już kilka lat, a w ostatniej chwili zostałam zaproszona do restauracji. Kiedy to ja ostatnio byłam w restauracji? Chyba w innym życiu…

Wystarczyło piętnaście minut z Timem, żebym zupełnie zmieniła nastawienie. Był równie elegancki jak jego wypowiedzi, przystojny i sympatyczny, a do tego bardzo inteligentny i pozytywnie nastawiony do życia. Był z zupełnie innego świata niż ten, w którym się ostatnio obracałam i od razu złapaliśmy wspólny język. Jedzenie było przepyszne, restauracja nie tak ekskluzywna jak się obawiałam, a mój nastrój uległ kompletnej przemianie. Konwersowaliśmy tak sobie dość długo, aż w końcu poczułam, że kończy nam się zakres tematów i zaproponowałam przeniesienie się na do jego hotelu. Był zaskoczony.

Druga połowa spotkania była równie udana jak pierwsza: wreszcie spotkałam mężczyznę, który dotrzymywał mi kroku w łóżku! Po wszystkim jeszcze sobie rozmawialiśmy. Między innymi o tym, jak często Tim bywa w Polsce. Jak przystało na kompletną amatorkę, z marszu założyłam, że będziemy się widywać za każdym razem, kiedy przyjedzie.

I, jak przystało na kompletną amatorkę, podtrzymałam kontakt. Tim nie tylko stał się stałym sponsorem, kochankiem, jedynym i ukochanym partnerem, moim byłym, znowu klientem, znowu kochankiem… Nauczył mnie mnóstwo o mnie samej i otworzył na życie w zgodzie ze swoim seksualnym ja. Zaraził na powrót swoim apetytem na życie. Do tego pokazał mi, że praca seksualna to może być dokładnie tak ekscytująca przygoda, jak wydawało mi się w młodości, zanim zaczęłam czytać opracowania o straumatyzowanych i gwałconych średnio raz w tygodniu prostytutkach.

Oczywiście z czasem przekonałam się, że obrazek nie jest tak idealny jak na początku naiwnie zakładałam (już następne spotkanie, z klientem nr 3, było zupełnie inne), ale w tamtym momencie, po pierwszej randce z Timem, podjęłam decyzję, że będę dążyła do tego, żeby moją rzeczywistością była przygoda i satysfakcja z udanych spotkań.

I właśnie dlatego tak się stało. To dzięki Timowi i mojej własnej decyzji jestem teraz – wciąż i wciąż – zadowolona ze swojej pracy.

Parę dni temu znowu się spotkaliśmy i znowu było ach!