Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Dwa oblicza samca alfa i kupowanie seksu przez kobiety

Kilka dni temu miałam niemiłą przygodę, która na szczęście skończyła się dobrze. Pamiętacie może, że czasami piszę, że w tej pracy ważna jest profilaktyka przemocy: jeśli pojawia się potencjalnie agresywny klient, to nie należy go prowokować ani eskalować konfliktu, za to warto jak najszybciej udać się w miejsce publiczne (nawet wspólnie) i tam pożegnać, najlepiej pod jakimś pretekstem.

Pożegnałam się zatem ładnie i wszystko się dobrze skończyło, ale po drodze nieźle spanikowałam. Gdyby nie to, że cały czas byłam w kontakcie z zaufaną osobą, która mi podpowiadała następne działania, to może – może – coś by się stało.

To pierwsza od bardzo dawna taka sytuacja. W pewnym sensie: niestety, bowiem nie do końca mam wdrożony skrypt działania. Naprawdę potrzebowałam wsparcia z zewnątrz, bo mój spanikowany umysł generował zbyt wiele scenariuszy. Poza tym ciężko mi się myśli na włączonym alarmie.

Niestety w tej pracy zdarzają się trudni klienci. Większość z nich nie ma złych intencji, ale po prostu mają zakodowane skrypty agresywnych reakcji i niejako je narzucają drugiej stronie. Ten konkretny klient był bardzo dobry w narzucaniu się drugiej osobie. Typowy patriarchalny samiec, który nie kontroluje swojej męskości. Niedojrzały i niebezpieczny. Tykająca bomba pod cienką warstewką szarmancji.

Wczoraj za to miałam przesympatyczne spotkanie z mężczyzną, który swoją męskość doskonale rozumie i wyraża w konsensualny sposób. Również dominujący, ale z wdziękiem kulturalnego badboya. Choć ocieka testosteronem, to w jego przypadku jest to zaleta, która sprawia, że mnie miękną kolana, bo on cały czas działa w obopólnie uzgodnionych granicach i nie jest seksistą. Naprawdę lubię spędzać z nim czas. Jest chodzącym dowodem na to, że można być samcem alfa i nikomu nie zagrażać, a swoją siłę wykorzystywać do chronienia siebie i bliskich oraz słabszych. Bardzo lubię ten gatunek człowieka – niestety w dobie kryzysu męskości jest on na wyginięciu. A szkoda. Gdyby wszyscy mężczyźni byli jak on, feminizm prawdopodobnie nie byłby już potrzebny.

A propos feminizmu, ostatnio zobaczyłam krytykę tego, że nikt nie kwestionuje „męskiego prawa do kupowania kobiet”. Chodziło oczywiście o to, że mężczyźni wciąż stanowią większość klientów w branży seksualnej. I rzeczywiście, ten temat jest rzadko poruszany przez osoby popierające prawa sekspracownicze. Czemu? W moim przypadku: bo moim zdaniem każda pełnoletnia osoba ma prawo do kupienia sobie seksu co jakiś czas. Mężczyzna, kobieta, osoba transpłciowa… każdy. Jestem za totalnym równouprawnieniem.

Niestety większość kobiet w ogóle nie dopuszcza tej możliwości. Wspólnie zamówić kogoś do trójkąta: tak, to już się zdarza. Szczególnie jeśli chodzi o poszukanie kobiety dla partnera. Ale tak dla siebie, egoistycznie, pod kątem własnej przyjemności? Przecież zadbanie o siebie to wyzyskiwanie kogoś innego. Nawet jak mam się spotkać z parą, to raczej jest to pod kątem pana, a jeśli pod kątem kobiety… to zawsze dzwoni partner. I prawie nigdy nie dochodzi do spotkania. Rozmawiałam kiedyś z młodym heteroseksualnym escortem i mówił, że ogłasza się na portalach dla homoseksualnych mężczyzn, bo z samych usług dla pań by się nie utrzymał.

Trochę szkoda. Znam mnóstwo mężczyzn, którym największą przyjemność sprawia dawanie przyjemności. Niektórzy nawet chcieliby robić to za pieniądze, tak dla frajdy i łatwiejszego dostępu do różnorodności kobiecych ciał i osobowości. Czasem rozmawiam o tym z klientami. Co któryś nawet zamieścił ogłoszenie, ale oddźwięk… ech, szkoda gadać. Wśród kobiet jeszcze nie rozwinęła się kultura klientek – nie mają pojęcia, co i jak. Choć ostatnio jednej coś tam podpowiedziałam, więc powoli raczkujemy w kierunku obopólnego dostępu do płatnego seksu 😉

  • Zdzisław Śmietana

    Gdyby wszystkie kobiety na pytania w stylu: „lubisz w dupę?” odpowiadały na jeden z poniższych sposobów: „tak”, „nie”, „nie wiem, nie próbowałam, ale chętnie spróbuję z kimś obeznanym”, zamiast reagować różnym stopniem oburzenia właściwie kompletnie pomijając istotę tych pytań, to samce skupiałyby się na ochronie siebie, bliskich oraz słabszych, zamiast skupiać się na ustaleniu tego czego kobieta właściwie chce, bo przecież sama wie najczęściej jedynie czego nie chce. Im szybciej będzie rosła liczba kobiet przekonanych o tym, że mężczyźni są od tego, żeby spełniać ich zachcianki w zamian za ograniczony dostęp do pochwy, tym szybciej liczba prawdziwych mężczyzn będzie zmierzała do zera.

    Oprócz tego, czy zastanowiłaś się, że samiec, którego spotkałaś mógł ani nie mieć złych intencji, ani nie miał problemu z kontrolowaniem się, ani niczego Ci nie narzucał, a jedynie odbiegał od TWOICH standardów tego co jest bezpieczne i akceptowalne? Czy nagabuje Cię telefonami prosząc o kolejne widzenie? Jeśli nie, to trudno raczej o nazywanie tego narzucaniem, bardziej sposobem bycia. Miałaś pełne prawo odmówić dalszej znajomości, natomiast ja nazwałbym to paranoją. Mężczyźni nie są od tego, żeby sprawiać, żebyś czuła się bezpiecznie, ani żeby Ci było miło. Tym bardziej jeśli PŁACĄ za Twój czas i to Ty masz zapewnić im rozrywkę w ramach oferowanych przez siebie usług. Jeśli czerpiesz z tego przyjemność – świetnie, jeśli nie czerpiesz, to zamknij oczy i wyobrażaj sobie, że „bzykasz się z Di Caprio”.

    • „Nie wiem, ale się wypowiem”. W razie gdybyś nie zauważył, nie podałam szczegółów spotkania, treści rozmów i obserwacji. Nic kompletnie nie wiesz o tym panu. I się nie dowiesz, bo ja nie chcę, żeby odkrył, że to o nim. Gwarantuję Ci jednak, że sytuacja była bardzo trudna.

      Reszty to ja nawet nie będę komentować.

      • Zdzisław Śmietana

        Wypowiedziałem się na temat tego co napisałaś. Nie podałaś szczegółów, więc dorobiłem sobie własne. Ponieważ masz tendencję do obwiniania facetów za „niewłaściwe” względem Ciebie zachowanie i stosujesz rozgraniczenie osobowości na „pracową” i „prywatną”, to pozwolę sobie kompletnie zignorować Twoje gwarancje. Być może facet jest niezrównoważony psychicznie, być może jest żołnierzem po misjach z problemem z agresją, być może pracuje w wywiadzie lub kontrwywiadzie i ma większe ciśnienia, niż Twoje samopoczucie i przyszedł rozładować napięcie do profesjonalistki, być może facet ma trudność w kontaktach z kobietami i kolega polecił mu wizytę u prostytutki, żeby sobie ułatwić. Nie wiesz dlaczego zrobił to co zrobił, ale wyciągnęłaś wniosek, że to „typowy patriarchalny samiec, który się nie kontroluje, niedojrzały i niebezpieczny”. Skoro tak, to ja wyciągam wniosek, że Ty jesteś typową pretensjonalną paniusią, która jedynie pisze o trosce o klienta, a w praktyce oferujesz troskę jedynie kiedy klient powie ładnie „dzień dobry” i wpisze się zachowaniem w skrypt, który akceptujesz. A skoro piszesz tekst „gdyby wszyscy faceci”, to ja dla równowagi piszę tekst „gdyby wszystkie kobiety”. Nie musisz komentować. Masz swój punkt widzenia. Ja mam swój. One nie są kompatybilne.

        • swann90

          Obiecałem kiedyś ŚL, że nie będę się kłócił z kolegami, ale dla Ciebie zrobię wyjątek (ŚL wybacz w drodze wyjątku), bo brzmisz jak mizogon. I choć piszesz, że ŚL miała prawo odmówić, to treść Twojej wypowiedzi całkowicie temu przeczy.

          Nie wiem, czy słyszałeś, bo jesteś młody (mam taką przynajmniej nadzieję, w innym przypadku jesteś niestety zinfantylizowany), ale korporacje mają wewnętrzne departamenty oceny ryzyka. Ich praca polega na tym, że weryfikują i oceniają. czy biorąc pod uwagę własną reputację i standardy chcą wchodzić w relacje biznesowe z określonym klientem. I nie chodzi tylko o ochronę własnej reputacji w kontrowersyjnych sytuacjach, ale przede wszystkim o prawo do robienia biznesu z kim chcą. Kropka.

          Zawsze pokazywałeś swojego awatara jako liberalnego obyczajowo całkowicie akceptującego fakt, że gospodyni tego bloga zarabia na życie dawaniem d*** (proszę o wybaczeniu wulgaryzmu, staram się, aby kolega mnie zrozumiał, a to niestety wymaga pewnych kompromisów językowych i estetycznych). Powiedz mi zatem, jaka jest różnica pomiędzy typowym przedsiębiorcą, który sam sobie wybiera z kim wejdzie w relacje biznesowe, a ŚL? Czy prostytutka ma obowiązek obsłużyć każdego kto zapłaci w przeciwieństwie do typowego przedsiębiorcy? Dla ułatwienia dodam, że ŚL nie prowadzi działalności charytatywnej (a kwestia, czy czerpie przyjemność z seksu jest bez znaczenia).

          Dziwisz się, że klient jest odrzucany, bo nie wpisuje się w skrypt. Wyobraź sobie sytuację, że do amerykańskiej korporacji przychodzi polska spółka, która chce im zapłacić worek szmalu za świetny kontrakt. Tylko chcą, aby zagrać z nimi w rosyjską ruletkę. Interesu nie będzie, bo polska spółka nie wpisuje się w skrypt. Dziwi Cię to? Takie prawo biznesu (i seksu i seks-biznesu), że go uprawiasz z kim chcesz. Jeśli uważasz, że prostytutkę obowiązują inne reguły, daj znać.

          • Zdzisław Śmietana

            Skoro napisałem, że miała prawo odmówić, to treść mojej wypowiedzi nie przeczy temu całkowicie. Raczej Ty sobie przeczysz w tej chwili. 🙂

            Jestem starszy niż Ty ale nie zinfantylizowany. Błędna diagnoza. Różne firmy mają różne zasady działania. Jedne trzęsą się nad wyborem czy z danym klientem chcą współpracować i liczą czy to dobre dla ich wizerunku, inne współpracują z tym z kim chce współpracować szef firmy, a jeszcze inne biorą jak leci. Każdy robi biznes z kim chce. Czemu wydaje Ci się, że mam jakieś inne podejście? Te zasady dotyczą tak samo prostytutek, dziwek, kurew, jak i eskortek i pracownic seksualnych. Nazwa nie ma znaczenia. Dla mnie nie ma. I guzik mnie obchodzi czy dla Ciebie ma i czy ma dla kogokolwiek innego. Opisuje tą samą czynność – dawanie dupy za pieniądze. I nie ma też znaczenia czy daje się dupy najpierw, a potem rozmawia, czy najpierw rozmawia, a potem daje dupy. Kropka.

            Mój liberalizm się nie zmienił tylko dlatego, że nie podoba Ci się treść i forma wpisu. I nie ma różnicy, odpowiadając na Twoje pytanie. Natomiast jest różnica w miejscu gdzie mówimy o trosce o klienta, o wchodzeniu w relacje biznesowe w sposób swobodny i lekki, lub o robieniu problemów z powodu niewłaściwej etykiety klienta.

            A w kwestii amerykańskiej korporacji, to zależy od ilości pieniędzy na stole. Podpowiem: worek pieniędzy to mało. Pytanie ile to jest dużo dla danej korporacji i wtedy zasady robienia biznesu nie mają żadnego znaczenia. Oczywiście korporacja może unieść się honorem, strzelić focha i powiedzieć, że z burakami biznesów nie robi. Natomiast nie znam amerykańskiej korporacji, która odrzuci DUŻE pieniądze, bo będzie musiała robić rzeczy, których nie lubi. Znam natomiast korporacje, które pytają tylko jak mają się najlepiej wypiąć, jeśli mają na stole DUŻE pieniądze. I powtórzę to po raz kolejny, żeby Ci nie przyszło do głowy jednak uznać tego za coś innego, każdy ma prawo odrzucić dowolną ofertę z dowolnego powodu i jest absolutnie wspaniałym, pluszowym i cudownym człowiekiem tak samo jak ten który ofertę przyjmie. Dobrze teraz? Mysiu pysiu?

        • Dla precyzji: wyprojektowałeś własne szczegóły. Kiedy mówisz do mnie, mówisz dużo o sobie. Niestety nie są to pochlebne rzeczy.

          Serio myślisz, że MUSZĘ pracować z – powiedzmy, choć to dalekie od rzeczywistości – żołnierzem po misjach z problemem z agresją? Szczególnie jeśli żołnierz kieruje agresję na mnie? Otóż jesteś w błędzie. Nie muszę. Jako profesjonalistka mam prawo decydować, z kim będę pracować i na jakich warunkach. Z tym panem nie chciałam. Natomiast jako profesjonalistka zadbałam o to, by wyszedł ze spotkania zadowolony.

          • Zdzisław Śmietana

            Wyprojektowałem, dorobiłem. Nie znam ich, więc je dodałem wedle własnego uznania na potrzeby wypowiedzi. Będziemy się w semantykę bawić? A jakbym chciał się przypochlebić, to mówiłbym inne rzeczy.

            Nigdzie nie pisałem, że coś musisz. Robisz co chcesz i z kim chcesz. Ustalasz sobie dowolne zasady, opiniujesz świat i ludzi jak Ci się podoba. Czy Pan wyszedł zadowolony, tego się nie dowiemy, bo znamy tylko Twoją relację, oczywiście niepochlebną. Być może Pan tak samo jak Ty robił dobrą minę do złej gry i wcale zadowolony nie był, bo trafił na kobietę, która nie dźwignęła ciężaru gatunkowego spotkania i zamiast pozwolić sobie na totalny luz, to musiał się hamować, żeby Ci totalnie nie odpierdoliło ze strachu.

          • Z projektowaniem bynajmniej nie chodziło mi o semantykę. Wiesz, co to projekcja, prawda? 🙂
            Znowu zgadujesz, jak wyglądało spotkanie, tym razem jednak przyznaję Ci słuszność: gdyby chodziło o seks, mogłoby to tak wyglądać. Pan jednak nie zorientował się, że coś jest nie tak, a część seksualna była z tego wszystkiego najbardziej udana. Problem dotyczył dialogów 😉 Bardzo niedobre dialogi były.

          • Zdzisław Śmietana

            A Ty wiesz jak projekcję rozpoznawać bezbłędnie, prawda? 😉
            Nie zgaduję, wymyślam na potrzeby wypowiedzi. Różnica jest taka, że nie interesuje mnie prawda. W tym przypadku nie jest istotna, żeby wyciągnąć wnioski. Co z resztą potwierdzasz, że trafne. I nie wiesz czy się nie zorientował. Dialogów? Czyli Pan agresywny werbalnie był? Heh… Faktycznie powód do przerażenia…

          • A teraz ironizujesz czy wreszcie coś dotarło? 😉

          • Zdzisław Śmietana

            Do mnie dotarło zanim zaczęliśmy rozmawiać. Pytanie raczej czy do Ciebie dotarło.

          • Czyli nadal trzymamy się wersji z paranoją i myśleniem o di Caprio?

          • Zdzisław Śmietana

            Myślę, że niezależnie od tego co zostanie powiedziane, każdy będzie trzymał się tej wersji, która mu bardziej odpowiada. 🙂

          • Zdzisław Śmietana

            Przyszła mi do głowy jeszcze taka rzecz w międzyczasie na podstawie moich ostatnich kontaktów z Chinkami, bo chyba to co napisałem poniżej może nie być jednak całkowicie klarowne. Ja jestem świadomy, że jak już jesteś naga i ma miejsce właściwa akcja, to nie ograniczasz się, nie stopujesz i nie nudzisz. Trudność polega na tym, żeby do tego stanu doprowadzić, co jest często spotykane w kontaktach z kobietami w tym kraju. Mężczyźni wiedzą, że kobiety lubią się ruchać, to nie jest tajemnica. Istotnym zagadnieniem jest tutaj zestaw testów, wymagań i różnych kryteriów, które trzeba przejść najpierw, żeby rzeczone rozłożenie nóg miało miejsce. Dlatego też przypomniałem, że dzielisz osobowość na „pracową” i „prywatną”, o czym z resztą sama wspominałaś we wpisach. Z Twoją pracową osobowością dogadałbym się bez problemów i myślę, że w jakiś trzech zdaniach. Natomiast Twoja prywatna osobowość, pomimo tego czym się zajmujesz, jest nadal zamknięta w negatywnym programowaniu, którego doświadczyłaś/nauczyłaś się przez pierwsze lat 20. Pomimo tego, że rzucanie kurwami działa na Ciebie jak najbardziej pozytywnie, w społecznej wersji Twojej osobowości to zachowanie jest co najmniej niestosowne. Pytanie która z nich jest Tobą. Jedna jest absolutnie normalną, fajną, atrakcyjną i wolną (także od własnych uprzedzeń i lęków) kobietą, a druga ma paranoję. I na koniec jeszcze, prostytucja zwykle opierała się na tym, że mężczyzna płacił za to, żeby nie musieć przechodzić testów i wykazywać, że jest godny dostąpienia zaszczytu ruchania. Sytuacja, którą zdajesz się prezentować jest kompletnie postawiona na głowie, bo nie dość, że płaci, to jeszcze musi się wykazać. Nie rozumiem osobiście po co w takim razie ma płacić, skoro jeśli się wykaże przed dowolną inną nieprepaidową kobietą, która mu się podoba, to będzie miał takie samo ruchanie. Istnieje szansa, że nie w tym stopniu profesjonalne, ale darmowe i zazwyczaj wielokrotne. Powiedz, czy zastanawiałaś się kiedyś ile trzeba byłoby Ci zapłacić, żebyś wyłączyła tester i przełączyła się na wersję pracową osobowości bez prowadzenia dobrych dialogów z Tobą? Oczywiście mówimy o takiej sytuacji, w której nie musisz się niczego obawiać. Jest absolutnie bezpiecznie i Twoje granice fizycznych upodobań nie są zagrożone, bo np w drugim pokoju jest dwóch opłaconych przez Ciebie mięśniaków, którzy zrobią klientowi z dupy jesień średniowiecza, jeśli tylko kwękniesz.

          • Nadal nie rozumiesz. Nie ma ceny, po której wyłączam tester, gdy mężczyzna mówi mi to, co mówił tamten człowiek oraz traktuje tak jak tamten człowiek. Nie miałam paranoi, kiedy oceniłam, że muszę się zachowywać tak i tak albo sprowokuję wybuch – to było doświadczenie. Nie wiem czemu tak bardzo bronisz się przed przyjęciem do wiadomości, że niektórzy klienci są niebezpieczni.
            Poza tym to było wysoce niestandardowe spotkanie, kompletnie odbiegające od tego, co masz w głowie i o czym piszesz.

          • Zdzisław Śmietana

            Rozumiem, rozumiem. Nadal to do Ciebie jednak nie dotarło, ale na tym etapie obawiam się, że już nie dotrze, na pewno nie z mojej strony. Oczywiście dla Ciebie ocenianie tego co mówił i jak traktował Cię tamten facet jest po prostu naturalnym odruchem obronnym i sposobem weryfikacji klienta. Natomiast ja już nie odnoszę tego nawet do tej konkretnej sytuacji. Mechanizmy ochrony ego i tak nie pozwolą Ci na negatywną ocenę własnych usankcjonowanych i sprawdzonych w praktyce metod funkcjonowania. Dla mnie to paranoja, dla Ciebie to codzienność. To, że oceniasz coś względem osobistych odczuć, nie wyklucza paranoi. W definicji paranoi leży niepewność co do intencji innych ludzi, a u jej podłoża leży długotrwały stres, co u Ciebie miało i ma miejsce. Dla Ciebie sytuacja gdzie nie przeprowadzasz testu, a o Twoje bezpieczeństwo miałaby się troszczyć inna osoba, nie jest dopuszczalna. To, że za każdym razem ktoś wie o tym gdzie jesteś, nadal nie wyklucza jednostkowej selekcji. Dlatego wspomniałem wcześniej o tych Chinkach, które przyjemnie mnie zaskoczyły. W kontaktach z nimi nie czuć tej paranoi spotykanej u Polek w różnym stopniu, związanej z „właściwym zachowaniem”, a czuć natomiast bardzo silną chęć zrozumienia sedna komunikacji, a nie jej formy. Dzięki temu nie czuje się, że jest się na cenzurowanym, a sposób bycia nie jest powodem do negatywnego wartościowania człowieka. W efekcie łatwiej o spontaniczność i naturalność po obu stronach interakcji. Ciekawe czy to wynika u nich z braku styczności z feminizmem i świadomością „właściwego” miejsca kobiety w społeczeństwie, co było normą w Polsce jeszcze 15 lat temu, czy zależy jeszcze od czegoś innego. Może tego, że ilość naturalnych zachowań, które nie są powodem do odczuwania zagrożenia, jest szersza niż dla Polek. To by tłumaczyło też dlaczego Polki, dużo bardziej niż mężczyźni, szykanują się wzajemnie za łamanie kodu społecznego, o czym pisałaś któregoś razu. Nie bronię się przed przyjęciem do wiadomości, że ludzie, a zatem i Twoi klienci, bywają niebezpieczni. To jest oczywiste. Do Ciebie po prostu nie dociera, że to co odczuwasz jako niebezpieczne dla Ciebie, nie musi w istocie być niebezpieczne. Sytuacja z „Raportu mniejszości” – nie możesz oskarżyć kogoś o działanie na Twoją krzywdę, jeśli sytuacja krzywdząca w istocie nie miała miejsca, a była jedynie potencjalnie zagrażająca. Sytuacji potencjalnie niebezpiecznych masz w codziennym życiu miliard, a Twoim zawodzie jest ich odpowiednio więcej. Jeśli prowadzisz samochód, każdy mijany samochód to potencjalne zderzenie czołowe. Idąc tropem Twojego podejścia, należałoby unikać prowadzenia samochodu lub zatrzymywać się na poboczu za każdym razem kiedy widzisz jadący z przeciwka samochód, który łamie ograniczenie prędkości. Tak na pewno jest bezpieczniej. Dla Ciebie to oznacza bezpieczeństwo, a dla mnie to oznacza paranoję. Prościej nie potrafię. Aha, i jeszcze jedna rzecz. Założę się, że gdyby opisać tę sytuację bez używania negatywnie wartościującego słowa „paranoja” i przez osobę, którą uważasz za autorytet, to generalnie zgodziłabyś się z tezą. Samo przywiązywanie emocjonalnego stosunku do słów godzących w Twoją integralność osobową, lub jak wolisz dobrostan psychiczny, już jest formą paranoi.