Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Hieny i dziwki

Sięgnęłam ostatnio z ciekawości po książkę „Wyznania hieny. Jak to się robi w brukowcu”. Autorem jest niewahający się podpisać imieniem i nazwiskiem były redaktor „Faktu”. Znając już jednego młodego dziennikarza, który dla zdobycia doświadczenia chałturzył w tym tabloidzie, byłam przekonana, że czeka mnie historia opowiedziana przez zwykłego człowieka, takiego jak ten mój znajomy, który z krytycyzmem podejdzie do swojej byłej pracy i bezlitośnie obnaży jej kulisy.
Spis treści, otwierany przez rozdział zatytułowany „Całkiem smaczne gówno”, trochę mi obniżył oczekiwania. Zanim jednak zdążyłam przemyśleć, czy na pewno chcę to czytać, w oczy rzuciła mi się jedna z dalszych pozycji: „Rozdział o naszych smutnych dziwkach”. Ooo, czyżby coś z branży?
Niestety tak, to było z branży. Pan redaktor już na pierwszej stronie popisał się strasznymi uprzedzeniami wobec przedstawicielek mojego zawodu. A następnie zaczął dzielić się swoimi przeżyciami. A właściwie przeżyciami swoich kumpli. Serio. W świecie, w którym samo bycie klientem jest tabu, pan autor książki zabawia czytelników opowieściami ośmieszającymi swoich kolegów. Równocześnie sam jest święty, z usług seksualnych nie korzysta i nawet nie ma zamiaru: wrobiony – tylko udaje przed towarzyszem podróży, że stosunek się odbył, zaś namawiany do zabawy przez napaloną i naćpaną Andżelę, odpowiada, że jest gejem. Łał. Brakuje tylko aureoli.
W historyjkach przytoczonych przez dziennikarza jest mnóstwo niesmacznych oraz bulwersujących momentów. Durne żarty płatane kumplom, mnóstwo alkoholu oraz narkotyki, wulgarność, prymitywizm, a nawet przemoc seksualna (jednemu z kumpli, jak zrozumiałam, zachciało się analu, i to do tego stopnia, że sytuację rozwiązała dopiero ucieczka pani z pokoju). Pogardliwe słownictwo woła o pomstę do nieba. Pojawiające się na kartach książki pracownice seksualne wpisują się w najgorsze stereotypy. Zaś dla autora to wszystko jest OK. Z opisaną wyżej próbą gwałtu w wykonaniu kumpla autora włącznie. I z zostawieniem kobiety – fakt, że nieznośnej, bo głupiej, agresywnej i na głodzie narkotykowym – samej sobie gdzieś na stacji benzynowej. Tego się po prostu ludziom nie robi.
Strasznie zniesmaczył mnie również fragment, w którym panowie zastanawiają się, co począć z Andżelą, kiedy będą pracowali. Wymyślili w końcu, że ściągną kumpli, którzy się nią „zaopiekują”. „Wystarczyło im powiedzieć, że panna należy do gatunku chętnych, a w dodatku jest pijana, żeby niemalże natychmiastowo wyrwać ich z łóżek”. Pijanych kobiet się NIE wykorzystuje, no ale w akcji brał udział pan od próby gwałtu (który swoją akcję skwitował następująco: „Chyba zapuściłem się w rejony, które do tej pory miała nieodkryte” – wycedził z obleśnym uśmiechem, po czym bez żadnego ostrzeżenia wyłonił się cały zza drzwi. Był goły). 
Cd. „opieki” kumpli nad Andżelą też ilustruje poziom pana gwałciciela: „Ej, co wy jej robiliście” – zagadnął jeden z nich totalnie zdziwiony, podnosząc z połogi kępkę jej [sztucznych, przyp. mój] włosów. „Nic, czego i wy byście nie mogli. Zabierzcie ją tylko”. 
Jakoś, chyba tylko w imię krytycznej notki, zmusiłam się do przebrnięcia przez cały rozdział. Kilka razy musiałam odłożyć książkę na bok i głęboko oddychać. Taki niesmak mnie ogarniał.
Niewątpliwie autor odmalował jakieś oblicze usług seksualnych w Polsce (i w Tunezji, gdzie pan gwałciciel skorzystał z usługi seksualnej w brudzie i smrodzie, na łóżku całym pokrytym spermą), całość jednak była tak bardzo nie na moim poziomie… Brrr. Owszem, widywałam panów tego typu, kilka tygodni temu opisywałam historyjkę z klientami, którzy by się na pewno dogadali z tymi tutaj (klimaty te same: ćpanie, chlanie, banknoty latające po pokoju i duszne opary mizoginii), ale tutaj pan się tym wszystkim chwalił. I zabawiał tym publikę.
Rzadko do tego stopnia brakuje mi słów.
  • Zdzisław Śmietana

    Kapitalizm wyzwala w ludziach bardzo ciekawe instynkty. Nawet sobie nie wyobrażasz jakie rzeczy robią ludzie dla pieniędzy. Ewentualnie przeczytaj sobie coś z opowieści z zesłań z Syberii. Nie pamiętam już tytułów tych pozycji, ale gdzieś było ciekawe studium tego jak szybko kobiety z osób z klasą przeistaczają się w osoby, które sprzedają się za miskę zupy, jeśli taka jest konieczność bytowa. Ot ludzie ludziom zgotowali ten los. Nic nowego.