Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Jestem lalką do seksu

Takim oto wnioskiem uraczył mnie jeden z rozmówców z linkowanych dyskusji na fanpage’ach Krytyki Politycznej. Wątek dotyczył sprzedawania/wynajmowania swojego ciała, czyli tych absurdalnych metafor, co do których nigdy nie mam pewności, czy bardziej mnie one bawią czy złoszczą. No wyobraźcie sobie, że sprzedaję swoje ciało. Literalnie. Człowiek daje mi kilka banknotów, a ja jemu… paluszek? Włos? No przecież nie nogę albo rękę czy głowę, bo zaraz by mi się towar skończył.

Kiedy więc wyśmiałam tę metaforę, dowiedziałam się, że ciała nie sprzedaję tylko je wynajmuję. Co też jest absurdem, bo moje ciało nie jest kasetą VHS czy wiertarką, którą można wypożyczyć na jeden dzień i otrzymać z powrotem po upływie uzgodnionego terminu. Moje ciało należy do mnie i, wraz z moim umysłem, jest tym, za pomocą czego oferuję doświadczenie. Narzędziem, którym się posługuję. A skoro już mowa o pracy ciałem… Jestem mniej ograniczona niż aktorka, której nie wolno zmienić fryzury czy zajść w ciążę podczas występowania na Broadwayu. W przeciwieństwie do modelek nie jestem też poddawana wycieńczającym dietom. Ot, spotykam się z kimś i uprawiam z nim – moment, ściszę dramatycznie głos – ten straszny, niewyobrażalny, przerażający tak wielu ludzi s e k s.

Ponieważ ludzie lubią mieć ostatnie słowo, jeden z rozmówców przyczepił się do mojego stwierdzenia, że nie jestem lalką i stwierdził, że owszem, jestem. Tylko że sobie poprawiam samopoczucie myśleniem, że jest inaczej.

I tu się robi zabawnie. Widzicie, wielu ludzi traktuje innych przedmiotowo. Przykładowo taka pani z McDonalda, która podaje ci zamówienie. W oczach jednego człowieka to osoba z życiorysem, która może na przykład mieć gorszy dzień albo narzeczonego. W oczach innego człowieka pani z McDonalda jest tylko ogniwem pomiędzy mikrofalówką a jego żołądkiem, taką podawajką do burgerów.

Jak wielu z Was nie dostrzega ludzi zamiatających i odśnieżających ulice? A kogoś, kto myje schody w sklepie lub wykłada towar? I co z kasjerką wydającą resztę? Możemy sobie mówić, że wiemy, że to ludzie, mówimy „dzień dobry” (mówimy?), ale wystarczy pośpiech lub zdenerwowanie i nagle pracownik traci całą swoją podmiotowość.

Panie z osiedlowego supermarketu kilka miesięcy temuwyrażały na głos zdumienie, że okazuję im swoją sympatię. Mnie sympatia ze strony klientów przestała dziwić na samym początku pracy. To wiele mówi.

Prawdą jest, że pracy seksualnej z podmiotowością bywa różnie. Po obydwu stronach. Wiele kobiet i prawdopodobnie również mężczyzn zatraca swoje poczucie podmiotowości, między innymi z powodu tej absurdalnej metafory o handlu swoim ciałem, która pozbawia nas poczucia sprawstwa. Równocześnie rzeczywiście istnieje wielu klientów, dla których dziwka to towar do ruchania. Cóż. Niektórzy są Lepperami i chyba nic się na to nie poradzi.

Tylko że optyka jest kwestią mocno indywidualną. Więc jeśli ktoś mówi mi o handlu ciałem, o utowarowieniu mnie, o tym, że jestem lalką – to zakładam, że mówi o sobie samym i o własnej perspektywie. Zakładam, że to on patrzy na mnie odczłowieczająco.

Jeśli wierzysz, że mogę być rzeczą – to najwyraźniej dla ciebie nią jestem. Trudno.

Najważniejsze, że dla siebie samej jestem osobą. No i… dla większości moich klientów. Mam naprawdę fajnych klientów, którzy na przykład składają mi życzenia z okazji Dnia Kobiet (o świątecznych pisałam) albo pytają, czy już wyzdrowiałam. Pracując na kasie nie cieszyłam się aż takim szacunkiem i uwagą ze strony osób, które obsługiwałam. Niektórzy rzeczywiście mnie traktowali jak osobę, ale proporcje są na korzyść dla pracy seksualnej. Dlatego też wolę czasem pobyć dla kogoś lalką erotyczną niż codziennie być dla większości tylko automatem do wydawania reszty.

Czy się to komuś podoba, czy nie.

  • Libertyn

    Ty nie jesteś lalką.. Myślę że Ty wnerwiasz ludzi bo burzysz im pewien obraz świata gdzie pracownice seksualne to albo takie Sonie ze Zbrodni i Kary którym należy współczuć i w ogóle. Albo głupich nimfomanek które się puszczają by mieć na kosmetyki, które należy mieć w pogardzie.
    No bo w tym ich własnym prywatnym świecie nie może być tak że sex workerka, się rozwija i traktuje swoją branże jako skok w dalszą poza branżową karierę. Ale to już ich problem. Nie Twój. Niestety ale XIX wiek strasznie źle wpłynął na Twoją branże, sprowadzając Ciebie i tobie podobne kobiety do roli pokrzywdzonego marginesu. A przecież przedtem pełniłyście bardzo ważną funkcje. Nigdy Was nie lubiono ale zawsze Was szanowano, bo w miastach portowych miałyście podobne znaczenie dla obrony ładu co garnizon wojska.

    • O, o tym wpływie na ład nie słyszałam, ale ma to dużo sensu. Marynarze spędzający mnóstwo czasu w rejsie nie wyrobiliby psychicznie na lądzie bez wentyla w postaci usług seksualnych.
      Do Soni mi daleko, ale pamiętam, że w liceum miałam do niej dużo szacunku. To bardzo silna postać, mimo że przedstawiona stereotypowo.

      • Libertyn

        O seksualności na żaglowcach między innymi to ja pisałem licencjat. Jak okręt Jego Królewskiej Mości wpływał do portu to często zwożono kilka pracownic seksualnych na pokład. Sceny działy się dantejskie bo zwykle na dajmy na to 6 pań przypadało 100 lub więcej wyposzczonych mężczyzn..

        • Auć. Musiało być ostro.
          Chętnie bym przeczytała Twój licencjat. Albo chociaż bardziej szczegółową relację. Lub Twoje najlepsze źródła. Podzielisz się swoją wiedzą? 🙂

  • Marta

    Szacunek dla drugiej osoby jest sprawą podstawową. Chrystus nie potępia prostytutki w Biblii. Chrześcijanie to już różnie. Czytam aby zrozumieć. Nadal mi trudno. Też pracowałam na kasie. Zarabialam na studia medyczne. Na kasie ludzie bardzo źle traktują. Lekarza pozornie dobrze, ale u sporej grupy są to tylko pozory. Mimo wszystko praca kasjerki ma tylko jeden plus – szybko leci czas. Może kiedyś uda mi się Ciebie zrozumieć. Szczęścia.

    • Cześć! Miło mi Cię tu widzieć 🙂 Podziwiam, że kiedyś pracowałaś na kasie, ja bym serio nie dała rady. Wiem jak ciężka to praca, wymiękłabym psychicznie już pierwszego dnia. Pracowałam jako sprzedawczyni i przy okazji obsługiwałam kasę – to już było nie do zniesienia. A teraz jak Ci się układa? Pracujesz już w zawodzie?

      • Marta

        Tak, pracuję w zawodzie. Uwielnbiam to:)

Close