Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Kultura prawdziwego klienta a wulgarne zaczepki

Słyszałam niedawno kilka historii o mężczyznach, którzy proponują zwykłym kobietom, tym spoza branży, pieniądze za seks z nimi. To bardzo dziwni ludzie. Na odmowę, której przecież mogliby się spodziewać, często reagują złością, nawet wyzwiskami. Jako profesjonalistka mam zupełnie inne doświadczenia.

Poważny klient, który znalazł moje ogłoszenie w internecie i rzeczywiście zamierza się umówić, zachowuje pełną kulturę. Standardowa rozmowa wygląda mniej więcej tak, że pan dzwoni i mówi, że znalazł moje ogłoszenie w internecie, czy jest ono aktualne? Następnie często ustalamy preferencje: on lubi się upewnić, czy dostanie ode mnie to, na co ma ochotę, a ja lubię wiedzieć, na co się nastawić. Na tym etapie sprawdzamy wzajemną kompatybilność. Potwierdzamy też czasem cenę za usługę. Umawiamy się na konkretny czas, przy czym czasami klient nie dzwoni się umówić tylko wywiedzieć – wtedy często pyta, z jakim wyprzedzeniem się odezwać. No i wreszcie ustalamy miejsce spotkania, chyba że klient jest z tych, którzy nie lubią daleko jeździć: wtedy często pytanie „gdzie przyjmujesz?” pada znacznie wcześniej.

Zdarza się, że klient zadaje dodatkowe pytania w rodzaju „czy nie przeszkadza ci, że jestem bardzo młody / po pięćdziesiątce / mam dużą nadwagę / jestem trochę niepełnosprawny / itp.”.

Jeżeli na którymś etapie klient stwierdza, że nie jesteśmy sobie pisani, reaguje różnie. Często jest to grzeczne „to ja jeszcze zadzwonię”. Czasami stwierdza wprost, że nie tego szukał czy że coś mu nie pasuje. Bywa, że rozłącza się bez słowa.

Czy padają wyzwiska? Jeśli się z tym kiedyś spotkałam, to był to smutny promil moich rozmów i nawet tego nie zapamiętałam. Panowie są zawsze bardzo uprzejmi i traktują nasze spotkanie poważnie.

No dobrze, raz do mnie wydzwaniali gimnazjaliści, oni pod koniec rozmów bywali wulgarni, ale gimnazjalista to nie klient, więc nie biorę tego pod uwagę.

Tak więc ludzie, którzy traktują nasze spotkania poważnie, zawsze odnoszą się do mnie z szacunkiem. Zaś ci, z którymi mają do czynienia dziewczyny spoza branży? To zupełnie inna klasa ludzi. Oni wcale nie chcą się umówić na spotkanie i zapłacić za seks. Ich kręci samo zaczepianie kobiet. Celowo nie wybierają profesjonalistek tylko uderzają do dziewczyn na ulicy czy na portalu randkowym. Gdyby nawet któraś z zaczepianych kobiet podjęła z nimi rozmowę, nie wierzę, że doszłoby do transakcji.

Być może przy naprawdę niskich cenach i niskich wzajemnych wymaganiach – na przykład w sektorze przydrożnym? – taki wulgarny facet rzeczywiście płaci za seks, ale ja się z tym nie spotkałam i jestem zdania, że panowie od prymitywnych zaczepek psują tylko reputację prawdziwym klientom.

***

Trochę a propos, Facebooka obiega informacja o akcji Dear Catcallers: zaczepiana na ulicy dziewczyna robi sobie selfie z nagabywaczami. To chyba jej strategia radzenia sobie z tą formą seksizmu. Tylko że nieskuteczna. Owszem, nagłaśnia w ten sposób temat, ale to nagłośnienie trafi do ludzi przekonanych, że nagabywanie obcych kobiet jest złe. Mężczyźni ze zdjęć są uśmiechnięci, wielu z nich wyraźnie pozuje do selfie. Czyli przekaz do nich trafia taki, że zaczepka się spodobała i dziewczyna postanowiła zrobić sobie z nimi pamiątkę. Nie ma to jak wzmocnić niepożądane zachowania nagrodą.

  • Zdzisław Śmietana

    Czemu nagabywanie obcych kobiet jest złe? Czy nie jest tak, że każda kobieta, którą się w życiu poznało, była obca na jakimś etapie? Spytanie „która godzina?” obcej kobiety jest ok, ale spytanie czy chce się ruchać lub czy ma jakiś cennik już ok nie jest? I czemu to seksizm? Czy kobiety są jakoś upośledzone umysłowo, że na pytania o ruchanie odpowiadają krótko i na temat tylko wtedy kiedy mają szansę pobierać za to pieniądze, czyli wtedy kiedy są w pracy, bo jak w pracy nie są, nawet kiedy są to te same kobiety, to już jest to seksizm i obraza majestatu?

    • Libertyn

      Podżyrujesz mi kredyt? Naprawisz mi samochód? Załatwisz mi bilet do Indii? To jest takie samo pytanie. Oczywiście że nie zrobisz tego, nie masz powodu by to zrobić, bardzo możliwe że takie pytanie będzie wnerwiało bo sprowadza się do traktowania Cie instrumentalnie.

      • Zdzisław Śmietana

        To zależy co z tego będę miał i co za to oferujesz. Zrobię, jeśli będzie mi się to opłacać. I czemu mam się na dodatek unosić, że ktoś mi zadał pytanie? Kompletnie nie rozumiem takiej postawy. Odrzucanie z urzędu możliwości negocjacji jest wymaganiem przestrzegania jakiegoś dziwnego protokołu dyplomatycznego.

          • Zdzisław Śmietana

            Widzisz, dla mnie to jest zaproszenie do negocjacji. Na każdą sugestię z filmu odpowiedź jest praktycznie taka sama: „Pewnie, zrobię to i jeszcze całe mnóstwo innych rzeczy, których byś chciała, ale musisz lubić w dupę i połykać. Wchodzisz w to?”. 🙂 Oczywiście dotyczy tylko tych, które spełniają moje fizyczne kryteria atrakcyjności. To dalej seksizm czy zwykłe negocjacje? 🙂 Trafiłaś tym filmem jak ta laska co robiła sobie selfie z facetami, którzy ją zaczepiali. Ja nie mogę się doczekać kiedy kobiety zaczną się tak zachowywać.

          • To teraz wymyśl analogiczną ripostę dla kobiety. Taką, żeby potencjalnie przekraczała granice mężczyzny.

          • Zdzisław Śmietana

            Nie ma takiej riposty, która przekroczyłaby moje granice. I na tym polega sedno problemu. Kobiety mają granice zanim jeszcze zacznie się ją poznawać i przypomina to chodzenie po polu minowym. Co ciekawe, najczęściej miny leżą dokładnie w tych samych miejscach, w zależności od typu kobiety. Typów jest kilka, wystarczy dojść co to za typ, a potem to tylko udawanie z jaką gracją unika się wszelkich jej uprzedzeń, na których polegli wszyscy jej byli i niedoszli… Wyjątkowo nudne zajęcie.

          • Czyli Ciebie też można pytać, czy lubisz w dupę?

          • Zdzisław Śmietana

            Jasne. W każdej chwili. Pytanie jak każde inne.

          • memo

            Masz dziewczno cierpliwość. 🙂 🙂 Pozdrawiam Cię serdecznie, bo uwielbiam twój styl opisywania świata. 🙂

    • Oprócz instrumentalnego traktowania, takie zachowanie wzbudza też często w kobietach poczucie zagrożenia. Sama rzadko bywam obiektem zaczepek tego typu, ale na przykład kiedy idę nocą do domu przez podwórko i na ławce przesiadują panowie z piwkiem i papierosem, umyślnie przechodzę drugim skrajem – żeby przypadkiem nie wzbudzić ich zainteresowania. Bo to nie jest MIŁE zainteresowanie, to jest zainteresowanie zagrażające.
      Ktoś, kto by na mnie zagwizdał, wystartowałby z „hej mała, za ile numerek?” czy „ładna dupa” nie jest też osobą, z którą ja chciałabym mieć coś wspólnego. Nie interesuje mnie mężczyzna prymitywny, głupi i na tyle niewrażliwy, że od samego początku nie rozumie, jak się zachować, by kobieta czuła się przy nim bezpiecznie. Zaczynanie znajomości od pytania o godzinę jest niezagrażające, zaczynanie od rozmowy o seksie to przełamanie wszelkich granic na starcie, a więc wyraźna sugestia, że się ich nie będzie szanowało również później.

      Jest ogromna różnica pomiędzy prymitywnym nagabywaniem a inteligentnym i konsensualnym flirtem lub budowaniem relacji. Przykładowo niedawno czekałam na taksówkę pod hotelem i podszedł chłopak spytać po angielsku, czy mam ogień. Nie miałam, ale zaczęliśmy niezobowiązującą pogawędkę pod daszkiem (padało, pogoda była jednym z tematów). Potem dołączył do niego kolega. Przedstawiliśmy się sobie. Pogadaliśmy skąd jesteśmy, poleciłam im fajne miejsca w Warszawie i dopiero wtedy oni zapytali, czy chciałabym być przez nich zaproszona na drinka. Odparłam, że nie, jadę już do domu i przyjęli to do wiadomości. Pogadaliśmy jeszcze chwilę, potem przyjechała moja taksówka, pożegnaliśmy się miło i tyle. Gdyby nie to, że byłam zmęczona, mogłabym takie zaproszenie rozważyć i przyjąć – to byli przyjaźni, kulturalni ludzie, którzy umieli się zachować.

      Co do Twojego pytania o upośledzenie umysłowe, wyobraź sobie, że są godziny kiedy jestem w pracy i są godziny, kiedy mam wolne. Wyobraź też sobie, że jestem na przykład sprzedawczynią cukierków mieszkającą w budynku, w którym mam sklep. Kiedy ktoś wchodzi jak do siebie w czasie, kiedy sprzedaję cukierki – wszystko jest w porządku. Kiedy ktoś dobija się na chama po cukierki w środku nocy – jest to oznaka wyjątkowo złych manier.
      Kobiety, które sprzedają seks, są w pracy albo mają wolne. Kobiety, które seksu nie sprzedają, mają wolne zawsze.
      Notabene, ja zapytana o seks poza godzinami pracy odpowiedziałabym zgodnie z Twoim życzeniem krótko, na temat i adekwatnie do poziomu umysłowego rozmówcy (czyli jeśli byłby wulgarnym chamem, to usłyszałby „spierdalaj mały fiutku”).

      A traktowanie kobiety (bądź mężczyzny) jak obiektu seksualnego i nikogo więcej to właśnie seksizm.

      Czy teraz już wszystko jest dla Ciebie zrozumiałe?

      • Zdzisław Śmietana

        Czemu zadawanie określonych pytań kobietom wzbudza poczucie zagrożenia, a innych pytań nie wzbudza? Czemu to jest zagrażające zainteresowanie? Czemu zaczynanie znajomości od rozmowy o seksie jest przełamywaniem jakiś granic? Bez przerwy trąbisz o przełamywaniu tabu, przełamywaniu utartych schematów, tworzeniu na nowo modeli zachowania, ale rozmowa o seksie na wejściu jest zła, bo przełamuje utarte schematy? Jeśli dla Ciebie to sugestia, że nie będzie się szanowało Twoich granic, to potępianie z urzędu możliwości rozmowy o seksie, bo czujesz się z tego powodu zagrożona, jest dla mnie sugestią, że później również będziesz się bała rzeczy kompletnie irracjonalnych, a czemu ja mam męczyć się z Twoimi uprzedzeniami?

        Żeby budować relację, trzeba najpierw ustalić czy jest po co cokolwiek budować. Można oczywiście budować relację z każdym, jakby się miało spędzić z nim resztę życia, ale nie jestem przekonany czy ktokolwiek ma na to czas i ochotę. Poza tym, dlaczego to mężczyźni mają być otwarci i chętni, a kobiety wystraszone i niechętne, żeby trzeba było je urabiać od samego początku i udowadniać swoją dzielną i mężną postawą cokolwiek? Czy to nie jest seksizm? Czy rozmowa o seksie jest zobowiązująca w jakikolwiek sposób?

        A gdyby ktoś zapytał Cię o cukierki na ulicy, jak już ze sklepu wyjdziesz, to jest to zagrażająca sytuacja? Czy jest to obraza majestatu, że ktoś śmie pytać Cię o to jakie cukierki sprzedajesz, bo chętnie przyjdzie je kupić w godzinach pracy? Nikt nie mówi o dobijaniu się na chama. Zwykłe, proste pytanie, nawet słuchaj z szerokim uśmiechem i błyskiem w oku. To nadal złe maniery? Nie można odpowiedzieć neutralnie: „skończyłam pracę, zapraszam jutro”? „Spierdalaj mały fiutku” nie jest ani adekwatne, ani na temat. Jest agresywne, wulgarne i obrażające pytającego. I sugeruje, że zapytana jest księżniczką, która została wyjątkowo ciężko obrażona brakiem manier i znajomości etykiety dworskiej pytającego.

        Jak widzisz, nadal nie jest. Ale bądź dalej tak samo precyzyjna jak wyżej, i zaraz znajdziemy wszystkie odpowiedzi.

        • „Nikt nie mówi o dobijaniu się na chama. Zwykłe, proste pytanie, nawet słuchaj z szerokim uśmiechem i błyskiem w oku. To nadal złe maniery?”
          Nagabywanie JEST na chama. Podlinkowałam Ci niżej adekwatny filmik, myślę, że dostatecznie dobrze ilustruje, o jakim rodzaju zachowania (dobór słów, intonacja, mowa ciała) mówię.
          Pamiętasz, jak pisałam o flirtującym ze mną fotografie? On miał klasę. Był bardzo bezpośredni („co jeszcze możesz zdjąć?”), ale miał wyczucie granic i reprezentował odpowiedni poziom, więc podjęłam z nim grę. Dodam, że gra się toczyła ZANIM zadał pytanie o ubiór/nagość. Cała interakcja nie trwała nawet dziesięciu minut. Tu nie trzeba budować relacji na całe życie, wystarczy wybadać, czy druga osoba ma czas i ochotę na nawiązanie takiego kontaktu. Mężczyźni stosujący catcalling mają to wszystko gdzieś, zaczepiają kobiety ewidentnie zajęte i często ciężko ich spławić. Dlatego mówię o dobijaniu się. Ich zachowanie to forma lekkiej przemocy słownej.
          A, czytasz nieuważnie, ominąłeś „jeśli byłby wulgarnym chamem”.

          Jeśli ktoś wie, że sprzedaję cukierki i odzywa się do mnie wprawdzie po godzinach pracy, ale grzecznie, to nie, nie wydzieram się na niego tylko informuję, że będę dostępna wraz z cukierkami nazajutrz od godziny x.

          • Zdzisław Śmietana

            Ja doskonale wiem o czym mówisz. To sugeruje, że mężczyznom wolno zachowywać się wobec kobiet tylko w określony sposób, bo wszystkie inne formy zachowania są z miejsca złe, bo kobieta się ich boi. To po co z Wami właściwie rozmawiać i czekać na odpowiedzi, skoro wszystko jest tym samym skryptem? Jaki sens nawiązywać nowe znajomości, skoro potoczą się one tym samym torem, skoro wszystkie działacie wedle tych samych zasad? A potem kobiety się dziwią, że mężczyźni ich nie słuchają. Po co Was słuchać, skoro mówicie to samo? „Jestem inna niż wszystkie”. Nie, jesteś dokładnie taka sama.

            Czytam uważnie. Wielokrotnie powtarzałem, że fakt nie używania standardowego skryptu, nie czyni z faceta wulgarnego chama. Nie zmienia to faktu, że niestandardowy skrypt jest tak samo zły, jak brak „klasy”. A forma lekkiej przemocy słownej wynika najczęściej z niewystarczająco jasnego komunikatu ze strony kobiety. Pisałem Ci o tej recepcjonistce, którą któregoś razu zaczepiałem. Kulturalnie, z uśmiechem, bez naciskania. Najpierw powiedziała, że „możemy się zobaczyć”, a jak wróciłem do tematu wtedy kiedy umówiliśmy się, że do tematu wracamy, to już było „nie powinnam”. Co to właściwie znaczy? Że w sumie to mogę, ale się boję? Dla faceta to znaczy, że należy kontynuować i ją przekonać. Ona na to, że „jaki jestem nieustępliwy”. Ja jej mówię, że jak powie „nie”, to natychmiast uszanuję jej granice, a ona na to, że już powiedziała. „Nie powinnam” to nie jest „nie chcę się z Tobą spotykać”. I na tym polega cały problem.

            Powiedz mi, po czym poznać kobietę „ewidentnie zajętą”? Bo ja znam całe mnóstwo ewidentnie zajętych kobiet, które ruchają się jakby nie było jutra, kiedy tylko odpowiada im zaczepiający. Poza tym, jest również całe mnóstwo kobiet, które nauczyły się, że mają lepsze ruchanie, jak będą udawać trudno dostępną. Nie nosicie naklejek na czołach „rucham się, ale się postaraj”, „mężatka, nie rucham się z innymi”, „200 PLN/h”, itd.

            Aha, ale jak ktoś nie wie, że sprzedajesz cukierki, to pytanie o cukierki po pracy niezawodnie powoduje obrazę majestatu, bo „cham i prostak”? Jeśli nie widzisz problemu w tych wieloznacznych komunikatach zależnych od Twojego widzimisię, to nie mamy o czym rozmawiać.

  • Libertyn

    Nagabywanie, dziwne komentarze, pseudokomplementy, propozycje bez pokrycia. To normalne, choć nie powinno być. Wydaje mi się że wiele osób pompuje sobie w ten sposób ego. Pojawia się taki „alfa” i zaczepia. Zgodzi się – łatwe mięso do dymania, niegodne jego ego. Nie zgodzi się – cnotliwa suka z przerośniętym ego. To smutne.

    • Zdzisław Śmietana

      A mnie wydaje się, że wiele osób nie wie jakim protokołem dworskim posługują się kobiety. Gdyby wiedzieli, prawdopodobnie większość z przyjemnością przechodziłaby tę irracjonalną szopkę, jeśli na końcu byłoby niezawodnie ruchanie. Wtedy kobiety czułyby się bezpiecznie, a mężczyźni mieliby to, czego chcą.