Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Sfrustrowana notka o kulturze gwałtu w praktyce

Nie znoszę, kiedy klient wychodzi z założenia, że skoro się już ze mną umówił i zamierza zapłacić (nie wszyscy płacą z góry, a i ja tego nie wymagam jakoś szczególnie), to należy mu się seks kiedy on tylko tego zapragnie i basta.

Niestety raz na jakiś czas trafia mi się pan, który zgodziłby się z Lepperem, że prostytutki zgwałcić nie można. I to nie jest tak, że pan się rzuca i gwałci, o nie. Żadnych takich stereotypów.

Przeważnie pan nie wygląda na buca. Jest miły i kulturalny, wzbudza sympatię. Przeważnie wzbudza również współczucie, bo coś u niego się nie układa w życiu osobistym lub zawodowym. (Zaczęłam ostatnio traktować to jako ostrzeżenie: może być ciężko. I jeśli pan mi się zwierza z przerastających go trudności i frustracji, to automatycznie zwiększam czujność).

Problem w tym, że taki pan nie rozumie, że kobieta może w danym momencie nie mieć ochoty na seks. Często nie rozumie też potrzeby zostawienia kobiety w świętym spokoju – bo śpi, bo jest zmęczona, bo rozbolała ją głowa czy żołądek, etc. To się nam zdarza w pracy, zwłaszcza podczas dłuższych spotkań. Nie zawsze jesteśmy w szczytowej formie, gotowe na seks.

Ewentualnie pan nie rozumie, że kobieta nie lubi danej aktywności fizycznej bądź też właściwie lubi, ale akurat nie ma na nią ochoty. Już się zdarzało, że panowie próbowali mnie zmusić do czegoś, na co nie wyraziłam zgody i ignorowali moje „nie”.

Panom tej kategorii wydaje się, że im wolno. Chyba dlatego, że wydali pieniądze. Na spotkanie, na kolację, na kino czy inne wyjście. (Problem, jak wiemy, nie dotyczy tylko branży. Gwałt na randce to częsta sytuacja).

Często wydaje im się też, że „brak ochoty na seks” oznacza „brak ochoty na stosunek seksualny”. A taki lodzik, handjob czy macanie to już przecież nie seks, czyli z powodzeniem można tego oczekiwać.

Trafił mi się ostatnio taki klient. Lubiłam go. Nawet miał zniżkę. Niestety nie zrozumiał, że jestem wykończona i potrzebuję chwili odpoczynku zanim sobie pobaraszkujemy.

W zasadzie nic się nie stało. Zażegnałam niebezpieczeństwo. Najpierw miło dawałam do zrozumienia, że nie teraz, kotku, a w końcu, kiedy mnie szlag trafił, wyraziłam swoje niezadowolenie. W zasadzie pomogło. Ale pan okazał, że nic nie rozumie („skoro nie masz ochoty na seks, to zrób mi dobrze ręką”) i nie okazał skruchy, chęci nauki czy czegokolwiek w tym stylu. Po prostu przeszedł nad sytuacją do porządku dziennego.

A ja nie umawiam się z ludźmi, do których straciłam zaufanie.

I tak dorobiłam się kolejnego byłego klienta.

PS. Opowiedziałam o tej sytuacji trzem bliskim mi mężczyznom. Dwóch z nich się przejęło, trzeci zaś przeszedł nad sprawą do porządku dziennego i nawet nie zapytał jak się czuję.

  • Zdzisław Śmietana

    Wykażę się daleko idącym brakiem współczucia. Jak jesteś zmęczona i potrzebujesz odpoczynku, czyli nie możesz pracować, to nie umawiaj się na spotkanie. Jeśli ktoś za usługę płaci, to realizacji tej usługi wymaga. Niezwłocznie. Tobie wydaje się, że jak klient zapłacił, to zapłacił za to, żeby liczyć się z Twoimi uczuciami czy żeby otrzymać to za co zapłacił? Poza tym, czas leci, a Ty chcesz odpoczywać? To może odpoczywaj za swoje?

    • Której części frazy dłuższe spotkanie nie rozumiesz? To klient mnie wykończył. Ten od niedawania czasu na wypoczynek.
      Tobie się wydaje, że jak umowię się na cały dzień lub całą noc to mam być dostępna w każdej sekundzie spotkania? Gdyby tak było, to cały dzień ze mną kosztowałby odpowiednio dużo. Godzinna stawka razy ilość godzin. Po to mam zniżki, żeby odzwierciedlać dynamikę takiego spotkania.

      • Zdzisław Śmietana

        Tak. Jak się umówisz na cały dzień lub całą noc to masz być dostępna w każdej sekundzie spotkania. W końcu za każdą sekundę spotkania klient płaci. Zniżki odzwierciedlają nawiązaną relację i Twój komfort spotykania z osobą, do której masz jakąś sympatię i możesz pozwolić sobie na większy luz, a nie to, że w jakimś momencie tego spotkania nie będziesz robiła tego za co dostałaś pieniądze. Bo jesteś zmęczona, bo za mocno, bo źle spałaś ostatniej nocy, albo bo już Ci się nie chce.

        • Nie, zniżki mam przy dłuższych spotkaniach bez względu na relację. W skrócie: im dłuższe spotkanie, tym taniej wychodzi godzina.
          Jak do tej pory nikt nie miał problemu ze zrozumieniem tej prawidłowości.
          Jeśli ktoś uważa, że mam być dostępna w każdej sekundzie długiego spotkania i ma w dupie mnie jako człowieka, to nie jest klientem dla mnie.

          • Zdzisław Śmietana

            Pamiętasz jak pisałem, że w Niemczech jak płacisz za usługę, to dostajesz usługę, a nie człowieka z którym musisz się liczyć? To jest właśnie ta różnica pomiędzy tymi usługami w tych dwóch krajach. I tak, tam jest bardziej przedmiotowo. Ale skoro płaci się za seks, płaci również za zostawienie wszystkiego innego za drzwiami. Chyba, że płaci też za fochy albo zamawia usługę z empatią w pakiecie. I dlatego właśnie klienci czują się często oszukani w Polsce, bo nie dostają tego, za co zapłacili.

          • Ale Polska to nie Niemcy. Tu dostaje się człowieka.
            I nikt nie płaci mi za seks. Płaci za czas *ze mną*.

          • Zdzisław Śmietana

            Jesteś przekonana, że tak to właśnie określasz w swoich ogłoszeniach i że wszyscy korzystający z Twoich usług są dobrze poinformowani co do tego, że nie płacą Ci za seks, a jedynie za Twój czas? Myślę, że gdyby mieli tego świadomość, to nie byłoby zdziwienia względem tego, że Ty czujesz się zgwałcona kiedy facet bierze to za co zapłacił. Tak, ma być miło, ale za Twój czas to można zapłacić jak się chce pogadać, ewentualnie nawiązać relację by później seks był przyjemniejszy. A nie wtedy kiedy oczekuje się seksu. Mówię o tym, bo kiedy jasno sprecyzujesz swoje preferencje, nie będziesz zdziwiona podejściem, że lodzik, handjob czy macanie, to nie seks.