Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Własny komfort przede wszystkim

Czasami mam naprawdę śmieszne rozmowy z potencjalnymi klientami, które sugerują, że część z nich (ta, której raczej nie widuję) myśli, że spotykając się akurat ze mną, robi mi jakąś wielką przysługę.

Kilka dni temu bardzo uprzejmie spławiłam człowieka, który sugerował mi, żebym się teleportowała z mojego mieszkania w centrum najpierw do niego na sam koniec miasta, wyświadczyła mu usługę seksualną, a potem galopem teleportowała się na kolejne, już umówione spotkanie.

(A propos, o ile latem biznes na wpół zamarł, o tyle teraz, jesienią, jestem tak zajęta, że coraz częściej po prostu muszę odmawiać, bo albo w danym terminie jestem niedostępna, albo w danym dniu jestem już zbyt przeciążona, żeby wpychać sobie na siłę kolejne spotkanie).

Powiedziałam potencjalnemu klientowi, że niestety prawdopodobnie nie zdążę, że o tej porze w Warszawie są korki i że nie umawiam się na zakładkę, bo to obniża jakość świadczonych usług, a poza tym pewnie musiałabym wyjść wcześniej żeby zdążyć na to drugie (chronologicznie pierwsze) spotkanie.

– Ale mnie to wcale nie przeszkadza. Decyduj się szybko, bo jak nie, to zadzwonię do innej dziewczyny.

Byłam bardzo uprzejma i nie wyjaśniłam panu, że jeżdżenie po całym mieście z wywieszonym ozorem w tę i z powrotem to nie do końca jest moje marzenie oraz że jakość usługi zależy bezpośrednio od tego, czy jestem spokojna i zrelaksowana, a że staram się świadczyć usługi najwyższej osiągalnej dla mnie klasy, to sorry, ale nie.

Nie powiedziałam mu też, że machanie komuś przed oczami konkurencją nie świadczy o danym człowieku najlepiej.

Właściwie nawet jeszcze nie zdążyłam tego pomyśleć, te refleksje przyszły dopiero po rozłączeniu się.

Zamiast tego odruchowo zaproponowałam mu, żeby tak właśnie zrobił, to znaczy umówił się z kimś innym.

Najlepsza opcja, nie? Win-win. On się spotka i będzie miał miły seksik w przyjemnej atmosferze, a ja nie będę musiała szukać teleportujących się taksówek.

Pan chyba nie tego się spodziewał. Ostatecznie nie po to straszy się kogoś pójściem do konkurencji, żeby usłyszeć „proszę tak zrobić”, prawda?

Cóż. Kiedy mam do wyboru „zarobić więcej, ale się umęczyć, zestresować i odwalić chałturę” albo „zarobić mniej, ale w komfortowych warunkach”, zawsze wybieram komfort. Bo mój komfort bezpośrednio przekłada się na większą satysfakcję klienta. Kiedy jestem bardziej zadowolona, swobodna, zrelaksowana – seks jest lepszy. Rozmowa też.

Tyle tylko, że aby móc sobie na to pozwolić, muszę liczyć sobie za spotkanie trochę więcej niż wynosi minimum krajowe.

A propos, przypomniały mi się dzisiaj stare dobre czasy agencji, kiedy to wychodziłam na przykład z pracy o 22.30 lub później, jechałam do domu komunikacją miejską (nie było mnie stać na taksówki) i nagle dzwoniła do mnie menedżerka, że oto jest chętny na spotkanie i żebym wracała natychmiast do pracy, to może (może!) on przyjedzie i ja zarobię, muszę tylko poczekać, bo ona go jeszcze pourabia i on przyjedzie. Pracowałam na stawkach 200, a potem 150 zł, więc miałabym z tego może (!) 75-100 zł.

Już wtedy bardziej ceniłam swoje granice (godziny pracy to godziny pracy, po godzinach pracy mnie nie ma) niż dochody i najczęściej odmawiałam, ku wielkiemu rozczarowaniu szefowej. Ale raz dałam się przekonać – chyba akurat byłam w większym niż zwykle dołku finansowym – i wysiadłam w połowie drogi do domu, przesiadłam się do linii jadącej w drugą stronę… i odebrałam telefon, że jednak nie, klient odmówił.

Czekałam potem w deszczu na ostatni autobus. Było zimno i nieprzyjemnie, nie miałam parasolki, a na przystanku nie było wiaty.

Potem odmawiałam. Menedżerka była nieszczęśliwa, ale cóż mogła poradzić? Przecież nie miała nade mną żadnej, absolutnie żadnej władzy.

Sporo się mówi o pracy seksualnej, ale śmiem twierdzić, że pracuję w znacznie lepszych i bardziej godnych warunkach niż choćby ci biedni lekarze-rezydenci, którzy teraz muszą strajkować. Tylko że to nie jest w porządku, bo wprawdzie każdy powinien móc pracować godnie, ale wysoka jakość ich usług, którą zagwarantowałyby słuszne zarobki i aktualizacja prawa do pracy w komforcie, jest bez porównania ważniejsza niż w moim przypadku.

Świat stoi na głowie.

  • Libertyn

    Bardzo mądrze.Znam wiele osób które sobie nabierają zleceń a potem nie wyrabiają psychicznie i fizycznie. Więcej pieniędzy i nerwica to słaby deal