Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Dziś dzień praw prostytutek

Dzisiaj jest International Sex Worker Rights Day. Międzynarodowy dzień praw pracownic i pracowników seksualnych. Z tej okazji chciałabym napisać o tym, co wkurza mnie najmocniej w mojej pracy.
To jest to, że nie mogę być adwokatką w swojej sprawie inaczej niż na anonimowym blogu.
Świat usług seksualnych w Polsce nie jest może najczarniejszy – prostytucja jest legalna – ale nie jest też różowy. Do zrobienia jest bardzo wiele. W niektórych agencjach panuje niekontrolowany wyzysk i przemoc, do niektórych dziewczyn z prywatek przychodzą panowie i proponują opiekę za odpowiednią opłatą (przyszli do Ciebie? wezwij policję, to oni łamią prawo), w naszym kraju dochodzi do handlu ludźmi (w obie strony, u nas pracują przymusowo panie ze Wschodu, a Polki są wywożone na Zachód), wiedza o własnym ciele, zdrowiu seksualnym, stawianiu granic itp. jest bardzo słabo rozpowszechniona, mnóstwo dziewczyn ma depresję i nadużywa substancji psychoaktywnych, nie istnieją grupy wsparcia, ciężko jest wyjść z zawodu…
La Strada, którą bardzo szanuję, robi co może, podobnie jak kilka innych organizacji pozarządowych (do mojej agencji regularnie przychodzili bardzo fajni młodzi ludzie z prezerwatywami i ulotkami gdzie można zrobić badania na HIV, niestety nie pamiętam skąd byli, pamiętam za to, że w kilka osób odwiedzali całą dzielnicę), ale to wciąż jest mało.
Kiedyś byłam świadkiem jak streetworkerka lżyła swoje podopieczne podczas warsztatu ze streetworkingu.
Chciałabym móc wtedy powiedzieć, że obraża osobiście mnie, obecną na jej zajęciach i niech teraz powtórzy jeszcze raz to samo, prosto w moje oczy. A potem, jeśli miałaby czelność dalej się tak wyrażać, strzelić ją w twarz.
Ale oczywiście tego nie zrobiłam. Bo musiałabym się ujawnić.
Za każdym razem, kiedy jakaś kobieta chamsko wyraża się o mnie i o moich koleżankach, trafia mnie szlag. Myślę, że to samo mają geje i lesbijki, kiedy mówi się o nich.
Za każdym razem, kiedy jakaś feministka powiela szkodliwe mity i postawy, chcę jej móc powiedzieć, że bredzi, ale nie mogę zareagować, bo zdradziłabym się nasileniem emocji.
Za każdym razem, kiedy nie mogę zareagować, przypominam sobie, dlaczego nie mogę. I czuję się wykluczona.
Z racji obracania się w feministycznych środowiskach, widuję ludzi, którzy obierają sobie za cel nagłaśnianie problemów związanych z seks-biznesem. Czasami to są fajne, rozsądne osoby, ale bywają też maniaczki tematu (to jakoś zawsze są kobiety), które uroiły sobie, że każda dziwka jest nieszczęśliwa – nie dlatego, że dzieje jej się krzywda. Dlatego, że jest dziwką.
Najbardziej nie znoszę argumentu, że większość dziewczyn (nigdy nie mówi się o chłopakach, a tych przecież też jest mnóstwo) pracuje z przymusu. Tak jakby brak środków na koncie był jednoznaczny z tym, że ktoś mi przystawił pistolet do głowy. Złości mnie to dlatego, że uderza we mnie osobiście, więc widzę absurd takiego rozumowania.
Tak, miałam trudną sytuację finansową. Tak, nadal mam różne problemy osobiste i rodzinne. I co z tego? Co komu do tego? Mogłam wybrać fafnaście innych rozwiązań! Mogłam pracować po szesnaście godzin w fabryce, mogłam się wycwanić i siedzieć na zasiłkach, mogłam stanąć na uszach i iść do jakiejś znienawidzonej pracy w korporacji, co jest dla mnie symbolem działania przeciw samej sobie, mogłam – tak jak moja przyjaciółka – sprzątać, mogłam rozwinąć biznes na bazarku, mogłam pozwolić sobie na jeszcze gorszy standard życia… Pewne opcje szłyby mi jak po grudzie, z innymi może bym się odnalazła. Miałam wybór. Zamiast obierać ziemniaki, co proponował mi pewien geniusz intelektu, wybrałam pracę w agencji, którą potem przerobiłam na klasyczny escorting. Źle wybrałam? Dobrze? Niemoralnie? Ważne, że w zgodzie ze sobą. Moja praca przychodzi mi z łatwością i to pomimo że jest bardzo wymagająca psychicznie. A poza tym mogę się w niej rozwijać 🙂
Gdybym miała wybrać jedno prawo dla pracowników seksualnych, które od dzisiaj mogłoby być respektowane, wybrałabym prawo do bezpiecznego mówienia o swojej pracy. Taka krzyżówka wolności od dyskryminacji i prawa głosu. Myślę, że gdyby społeczeństwo dopuściło nas do debaty o prostytucji, wiele by to zmieniło.
Niestety na razie wszystkie ważne decyzje odbywają się za naszymi plecami.
  • Zdzisław Śmietana

    Nie rozumiem co powoduje, że nie możesz się ujawnić i musisz pisać bloga anonimowo. Nikt Cię na stosie nie spali. Wyzwisk też już się osłuchałaś i pomimo tego, że nie są najprzyjemniejsze, masz namacalne dowody tego, że to co robisz jest cenione przez wielu. W czym problem?

    • Brakuje Ci albo wyobraźni, albo empatii. Słuchanie wyzwisk nie jest przyjemne, a to wciąż jedna z najdelikatniejszych form przemocy, jakiej można doświadczyć. Widziałeś, jak ostro jechano po mnie w komentarzach pod wywiadem w Fakcie? A tam przecież jest moderacja, więc gorsze rzeczy się nie ukazały.

      • Zdzisław Śmietana

        Nie widziałem, ale mogę się domyślić. Tylko nie rozumiem po co piszesz bloga, skoro tutaj obrazić Cię jest łatwiej niż na żywo. To co robisz kłóci mi się z podejściem „bo tak jest bezpieczniej”. Jesteś niespójna. I to nie jest oskarżenie, bardziej obserwacja. Chciała-byś ale boisz-się? 🙂

        • Małymi kroczkami do przodu. Najpierw anonimowy blog. Potem kolejne etapy emancypacji.

          Nie cierpię anonimowości, ale brak poczucia bezpieczeństwa jest gorszy. Z wulgaryzmami internautów łatwo sobie poradzić. Z cegłami rzucanie przez okno – trochę ciężej.

          • Zdzisław Śmietana

            Ok, jeśli to proces, to rozumiem i dopinguję. 🙂

          • Dziękuję 🙂