Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Misja w życiu

Przeczytałam właśnie wpis o nie-zostawaniu za nic na świecie gwiazdą porno na blogu socjopatka.pl (pozdrawiam, jeśli mnie nadal czytasz) i w komentarzach znalazłam tyle stereotypów i mitów na temat pracy seksualnej, że trzy razy zaczynałam ten wpis.
W końcu zdecydowałam, że odniosę się pośrednio do komentarza
Teraz porno to całkiem dobry biznes i zawsze się znajdą takie, co za swoją misję w życiu, będą uważały występ przed kamerą. Żal i mnie ich 🙂 Ale na szczęście to nie mój cyrk :-)”
To, co uprawia komentujący, to etykietowanie: zawężenie całej osoby do jej tymczasowego zawodu. To dokładnie tak, jakbym w moim koledze widziała jedynie kogoś, kto uprawia seks analny z innym moim kolegą. I go (homofobicznie) żałowała. Tylko bardziej złe, bo bycie gejem sięga znacznie głębiej niż krótki w skali życia epizod z seks-biznesem.
Smutne.
(Moja czytelniczka przybiła autorowi tego komentarza pionę, co oznacza, że jeszcze zedrę sobie skórę z palców, blogując o tym, jak nasza praca wygląda zza kulis i że nie trzeba nas żałować, litować się nad nami etc.).
A wracając do życiowych misji…
Wbrew temu, co się może wydawać niektórym ludziom, misją mojego życia nie jest ruchanie się z przygodnymi ludźmi czy pokazywanie cipki przed kamerą. Nie chcę się oczywiście za bardzo ujawniać, pisząc, co dokładnie jest tą misją, ale mam konkretne cele zawodowe, a w czasie wolnym od pracy jestem dosyć aktywna. Chciałabym, żeby świat był lepszym miejscem do życia i robię co mogę, żeby tak było. Na przykład – to raczej bezpieczne wyznanie – nie mogę przejść obojętnie wobec nieszczęścia. Przelewam regularnie pieniądze na cele charytatywne: bezdomne psy i koty, uchodźców, młodych artystów i wolontariuszy zbawiających świat. Ostatnio pomyliłam się i wyciągnęłam w kierunku schorowanej staruszki na ulicy dwie dwudziestki, a nie jedną. Nie cofnęłam ręki.
W samej pracy seksualnej też odnajduję coś więcej niż włóż-wyjmij. Jestem jedną z tych seks-pracownic, które przemycają ukradkiem klientom szeroko rozumianą edukację seksualną (i nie mam na myśli Kamasutry) oraz budują ich seksualną pewność siebie. Kiedy tylko mogę, wspieram mojego klienta. Daleko mi do gejszy, ale inwestuję w siebie i staram się być wartościową towarzyszką, która wnosi coś do życia mężczyzny, który spędza ze mną czas. Czasem jestem pozytywną zmianą w ich życiu, częściej odskocznią od stresów lub promykiem nadziei.
Tymczasem ze wpisu i komentarzy dowiaduję się, że jestem głupią cizią, nimfomanką (jakby silny popęd seksualny u kobiety był czymś złym!), bez szans na normalny związek (żebyście wy wiedziały, ilu mężczyzn mnie akceptuje), że nigdy nie odczuję przyjemności z seksu (haha) oraz że brak problemu z nagością (czyli najnaturalniejszym stanem na świecie) to coś złego.
Oj ludzie, ludzie… Ależ wy macie problem z seksem.